
Czuję : zawrót głowy / W. G. Sebald ; przeł. Małgorzata Łukasiewicz. - Wyd. 2 - Warszawa : Wydawnictwo W.A.B., 2010. Ss. 275, ISBN 978-83-7414-743-9. Seria: (Don Kichot i Sancho Pansa).
Pisanie o Sebaldzie jest dla mnie zawsze okropnie trudne. Jego książki działają na mnie strasznie uzależniająco, każą raz po raz do siebie wracać, tylko po to właściwie, żeby przypomnieć sobie niepowtarzalną melodię zdań nawet bez wnikania w ich sens. Ale jednocześnie jest w pisarstwie Sebalda coś dla mnie irytującego, nie pasującego do mojej wrażliwości, co sprawia, że jego książki dostarczają satysfakcji, ale w zasadzie pozostawiają obojętnym. Wreszcie, mam wrażenie, że piszący o Sebaldzie mają skłonność do popadania w kicz (na granicy którego sam Selabd według mnie też balansuje, oczywiście tylko momentami i całkiem świadomie), a to co w jego twórczości jest rzeczywiście nadzwyczajne, dość trudno opisać. Sebalda absolutnie należy czytać, warto posiłkować się tym oto świetnym blogiem, ja ograniczę się do kilku niezbędnych uwag.
Powieść złożona jest z czterech części, między którymi istnieje subtelna ciągłość. Beyle albo osobliwy fakt miłości ma za bohatera Stendhala i opisuje jego pobyt w armii jako żołnierza wojsk napoleońskich we Włoszech i nieudane doświadczenia miłosne. W All'estero Sebaldowski typowy narrator wędrowiec odwiedza w roku 1980 swojego psychicznie chorego kolegę w Wiedniu (przy innej okazji pada genialne stwierdzenie "wprawdzie rzadko się zdarza, by człowiek zwariował, ale przeważnie niewiele do tego brakuje" (s. 62)). Stamtąd udaje się do Wenecji, gdzie zaprząta go postać Casanovy. W Weronie kontynuuje swoje badania (narratorzy Sebalda zawsze prowadzą studia i badania, oczywiście nigdy ich nie kończą, zapewne to ukłon pod adresem Bernharda) nad Pisanellem. Siedem lat później odbywa kolejną włoską podróż, tym razem zahaczając o Mediolan. W trzeciej części Dr K. na kąpielach w Rivie pewien "wicesekretarz praskiego Zakładu Ubezpieczeń Robotniczych" odbywa podróż do Włoch, gdzie w Desenzano zażywa zabiegów sanatoryjnych. Ponieważ dr K. para się też pisaniem, wymyśla historię o myśliwym Grakchusie. Wreszcie w Il ritorno in patria narrator postanawia pojechać do swojej rodzinnej alpejskiej wioski W. Tam osaczony zostaje przez duchy przeszłości.
Pisząc o twórczości Sebalda mamy ochotę odmieniać słowa czas i pamięć przez tyle przypadków, że nawet w języku węgierskim ich by nie wystarczyło. Zachęcam PT Czytelników do zapoznania się z genialnym tekstem Mariusza Szczygła, który kojarzy mi się właśnie z Sebaldem, jego zamiarem by ocalić szczegół, wrażenie, a potem zrzucić na czytelnika ciężar poszukiwania połączeń między rzeczami. Służą temu legendarne już ilustracje (bodaj najbardziej szokująca na s. 156) i subtelne powracanie w różnych częściach pewnych detali (myśliwy, Aida i wiele innych). Tematem Sebaldowskim jest też jak zawsze wędrówka i pojawiające się ciągle pociągi i dworce (motyw dworca fenomenalnie wykorzystany w "Austerlitzu"). Trochę ironicznie nawiązuje Sebald do częstego literackiego wątku podróży do Włoch, w których jego narrator widzi jednak rozkład, upadek, zniszczenie, przemijanie. Casanovę gnębią problemy ze stolcem, krajobraz włoski jest mroczny i nieprzyjazny. Narrator podróżując tak naprawdę pozostaje cały czas w swoim własnym świecie, nawet niewinny komunikat na sklepie odczytuje jako "ewentualnie mnie dotyczące przesłanie" (s. 118). Akurat ta książka skojarzyła mi się z Schulzem, tak jak wielki Drohobyczanin z banalnej reklamy wywiódł niezwykłą opowieść o Annie Csillag, tak Sebald snuje historie na podstawie dawnych szyldów, wycinków, skrawków.
Część czwarta wydaje się odstawać stylistycznie od reszty, z pozoru jest to snucie dość niewinnych wspomnień, przywoływanie ekscentrycznych postaci. Mimochodem tylko przywołana zostaje groza czasów wojennych (obóz dla Cyganów na s. 196), która jednak choć właściwie nigdy nie opisywana wprost, wisi zawsze nad twórczością Sebalda. Zdecydowanie dzieło wielokrotnego użytku, chociaż gdybym miał wybrać najważniejszą dla mnie pozycję Sebalda, zdecydowanie wskazałbym "Pierścienie Saturna". Mam nadzieję, że p. Małgorzata Łukasiewicz jeszcze kiedyś coś tego w sumie nadzwyczajnego Autora przetłumaczy.

1 komentarze:
Uwielbiam Sebalda. Znam póki co jego dwie książki Austerlitz (genialna!) i Wyjechali. Czekają na mnie jeszcze dwie i nie martwi mnie to wcale, a wcale:) Tak mają one, te jego książki moc hipnotyczną:)
Pozdrawiam serdecznie:)
Prześlij komentarz