wtorek, 31 maja 2011

Ludzie o czterech palcach / Miodrag Bulatović


Ludzie o czterech palcach / Miodrag Bulatović ; przeł. Danuta Cirlić-Straszyńska. - Warszawa : Państwowy Instytut Wydawniczy, 1983. Ss. 337, ISBN 83-06-00757-3. Seria: (Współczesna Proza Światowa).


Jedną z całkiem efektywnych pomocy przy wyborze lektur są nagrody literackie. W Jugosławii okazuje się było (a obecnie jest w Serbii) coś takiego jak Nagroda NIN, której niektórzy zdobywcy gościli już na tym blogu i z pewnością warto rozejrzeć się, co z tej listy zostało przetłumaczone na polski. Również omawiana tu powieść Miodraga Bulatovicia zdobyła to trofeum, więc tym chętniej się do niej zabrałem.


Akcja powieści dzieje się około roku 1971 w Niemczech (czy też, jak mówią bohaterowie w Deutschu). Miloš Marković, którego smętne położenie ("z rękami skrępowanymi na plecach" s. 9) ujawnia się już w pierwszym zdaniu, to serbski emigrant, który pracuje w charakterze ochroniarza węgierskiego gangstera Kolara i wspólnie z nim grasuje po Niemczech. Zostaje sprzedany przez swego mocodawcę Chorwatom, którzy na emigracji kontynuują tradycje ruchu ustaszy, z wypalaniem U na ciele prawosławnych wrogów włącznie. Po ucieczce Markovicia akcja staje się tak pogmatwana, że nie podejmuję się jej streścić, w każdym razie spotyka on na swojej drodze Lazaricia, który był znajomym jego ojca z wojska (poszukiwania ojca były jednym z powodów wyjazdu Markovicia z Jugosławii). Na koniec po doznaniu niezliczonych cierpień i upokorzeń, bohater wsiada w pociąg do ojczyzny, gdzie nawet perspektywa więzienia wydaje mu się znośniejsza niż życie na emigracji.


Książka, jak dowiadujemy się ze skrzydełka okładki, powstała na podstawie pracy reporterskiej Autora wśród emigrantów i gastarbeiterów, czego ślady mamy w postaci częstych i nagłych zmian narratora i dygresyjnej konstrukcji, w której główny wątek czyli przygody Markovicia nieraz zupełnie ginie przytłoczony innymi historiami. Wielonarodowa społeczność emigrancka tworzy państwo w państwie ("pod Monachium żyje Wschód w miniaturze" s. 175), niestety w państwie tym rządzi przemoc. Większość emigrantów to w zasadzie przedmioty, które ich właściciele mogą w każdej chwili odsprzedać choćby do kopalni w Afryce. Symbolem wszechwładzy panów nad niewolnikami jest obcinanie kciuka sygnalizowane w tytule. Jednocześnie emigranci snują cały czas wspomnienia o swoich ojczyznach, popijając "polską wódkę, serbską śliwowicę, rumuńską cujkę" (s. 59) i trwają w swoich narodowych obsesjach.


Bulatovicia oczywiście najbardziej zajmują obsesje słowiańskie, wśród nich zaś - jugosłowiańskie. Motywem przewodnim jest śmiertelny uścisk Serbów i Chorwatów (chociaż na s. 199-202 jest urocza opowiastka jak Serb i Chorwat są ślubnymi mężami jednej kobiety!). Pierwsi po prawosławnemu fatalistyczni wzdychają za ostatnim królem Jugosławii, po katolicku agresywni Chorwaci próbują wskrzeszać Niepodległe Państwo Chorwackie. Jest to zresztą paradoks dotyczący niemal wszystkich wykluczonych mniejszości, że zamiast, jak by się narzucało, budować jakąś wspólnotę, grzęzną w niesnaskach. Niemcy mówią: "mam gdzieś ten wasz słowiański, cygański smutek i tęsknotę" (s. 226), ale czytelnik polski na pewno bohaterów zrozumie. Ja w każdym razie wzruszyłem się w kapitalnej scenie, gdy pijani bohaterowie udają się do kasyna w Baden-Baden, by spłacić hazardowe długi swojego wielkiego słowiańskiego brata Fiodora Dostojewskiego.


Muszę niestety przyznać, że ogromna ilość postaci i opowieści staje się jednak trochę męcząca. Bulatović obficie korzysta z groteski, makabry i realizmu magicznego (pojawiają się m. in. najprawdziwszy wampir i odradzająca się co 11 lat świnia Josephine wywierająca olbrzymi wpływ na losy świata), co momentami daje jednak uczucie przesytu i zagubienia. Niewątpliwie ciekawa pozycja, można by ją skonfrontować z obfitą przecież polską literaturą o emigrantach, można też sporo dowiedzieć się o Jugosławii.

0 komentarze: