piątek, 24 czerwca 2011

Manhattan transfer / John Dos Passos



Manhattan transfer / John Dos Passos ; tł. Tadeusz Jakubowicz. - Warszawa : "Czytelnik", 1958. Ss. 502.


W pierwszy dzień jakże wyczekiwanego urlopu przystępuję oto do zanotowania kilku uwag po lekturze powieści "Manhattan transfer" Johna Dos Passosa. Nie mogę co prawda powiedzieć, żeby książka mną wstrząsnęła, ale na pewno czytało się ją z wielkim zainteresowaniem. Pierwszy raz (jeśli wierzyć katalogowi Biblioteki Narodowej) wydano "Manhattan Transfer" po polsku dokładnie 80 lat temu, skądinąd zaledwie 6 lat po premierze w USA. Mimo to tłumaczenie językowo nie razi wcale, jeśli pominąć urokliwą ortografię typu dżyn czy byznesmen i notoryczne używanie wyrażenia "pod słowem" w znaczeniu mniej więcej "daję słowo, jak Boga kocham". A może tak się mówi, dajmy na to w Wielkopolsce czy gdzieś indziej?


Przedmiotem powieści są losy okołu dwudziestu postaci mieszkających w Nowym Jorku w okresie poprzedzającym I Wojnę Światową i tuż po niej. Na pierwszy plan wysuwają się Ellen - córka księgowego, która wyrasta na popularną aktorkę i obiekt pożądania dziesiątek mężczyzn oraz jej dwaj mężowie: drugi czyli Jimmy Herf - wywodzący się z rodziny bogatych przemysłowców, odrzuca pracą w rodzinnej firmie na rzecz dziennikarstwa i badania mrocznej podszewki miasta i trzeci - George Baldwin, szczwany prawnik, nie stroniący nawet od romansu z żoną klienta, który pod koniec książki rozpoczyna karierę polityczną. Inni bohaterowie to m. in. Bud Korpenning - prosty chłopak, który przyjeżdża ze wsi w poszukiwaniu pracy, a nie mogąc się utrzymać skacze z mostu, Congo Jake - francuski marynarz, który zaczyna w Nowym Jorku jako kelner, a kończy jako potężny przemytnik w dobie prohibicji, Tony Hunter - aktor cierpiący z powodu swojego homoseksualizmu i wielu innych. Niektóre postaci pojawiają się tylko na chwilę, inne pojawiają się raz by powrócić po kilkuset stronach. Ich drogi splatają się w sposób nieraz oczywisty, a nieraz bardziej subtelny.


Perypetie bohaterów nie są może jakoś szczególnie ekscytujące (a na pewno momentami trudno się połapać, kto jest kim kogo), za to wielką atrakcją jest sam styl książki. Zainspirowany twórczością Joyca i Woolf, współczesnemu czytelnikowi może skojarzyć się z filmami Altmana takimi jak "Na skróty" czy "Prêt-à-porter": mnogość postaci, narracja w formie krótkich epizodów szybko przeskakujących między bohaterami i - akurat inaczej niż u Altmana - rozpięcie narracji na przestrzeni lat z istotnymi lukami, gdzie ważne wydarzenia jak ślub Ellen rozgrywają się "poza kadrem". Zresztą narracja Dos Passosa jest zdecydowanie "filmowa" - zamiast podróży w głąb umysłów bohaterów w stylu Henry Jamesa mamy raczej same dialogi, opisy faktów i rzeczy, fragmenty gazet czy szyldów.


Ten nowatorski styl ma zapewne odzwierciedlać sposób życia w Nowym Jorku, jego szaleńczy pęd, zatomizowanie, tłok, chaos. Dla bohaterów granice Miasta są w zasadzie granicami wszechświata, "skoro się już sprzykrzy w Nowym Jorku, [...] nie ma nic innego." (s. 273). Wszechobecne drapacze chmur wydają się symbolizować, że życie w Mieście zorganizowane jest w sposób wertykalny: idzie się w górę albo w dół (jak to jest wprost powiedziane w rozmowie Jimmy'ego z Kongo na s. 473). Pisarstwo Dos Passosa ma niewątpliwie zacięcie społeczne, gdzieś w tle majaczą takie problemy jak bezduszność kapitalizmu, wielki kryzys, strajki i ubóstwo robotników, brak pracy dla weteranów wojennych. Zapewne nie bez przyczyny trójca najważniejszych bohaterów to dziennikarz, aktorka i prawnik, skoro światem, którego narodziny Dos Passos opisuje (a w którym chyba żyjemy), rządzą media, kultura popularna i prawo.


Mnogość szczegółów i trudna konstrukcja sprawiają, że wiele fragmentów staje się jasnych dopiero po kilkakrotnej lekturze lub nabiera znaczenia dopiero po wielu stronach. Warta uwagi lektura, a post wiele zawdzięcza tej stronie.

0 komentarze: