środa, 10 sierpnia 2011

Forsowanie powieści-rzeki / Dubravka Ugrešić


Forsowanie powieści-rzeki / Dubravka Ugrešić ; przeł. Danuta Cirlić-Straszyńska. - Warszawa : Państwowy Instytut Wydawniczy, 1992. Ss. 218, ISBN 83-06-02214-9. Seria: (KIK Klub Interesującej Książki).


Zawsze bardzo lubiłem czytać komentarze Dubravki Ugrešić do rozmaitych bieżących spraw, które tak się składa, że w większości harmonijnie współgrają z moimi poglądami. Jej druga powieść, jaką przeczytałem, nie zachwyciła mnie, ale nie dlatego, że jest kiepska - nic z tych rzeczy - raczej wydała mi się trochę nieaktualna, trącąca myszką. Wydana pod koniec lat 80-tych książka jest chyba dość mocno związana z ówczesną sytuacją Jugosławii czy ogólnie Europy tuż przed upadkiem komunizmu. Problemy, które porusza są niewątpliwie ważne i frapujące, ale nastąpił chyba przynajmniej u mnie przesyt.


Klamrą dla opowieści są luźne zapiski Autorki poczynione podczas zawodowych podróży po świecie (a tych Autorka odbyła imponującą ilość). Tego rodzaju notki mógłbym czytać w nieskończoność, bo kiedy czytam, że Hawana przypomina "przejrzałe, nadgniłe tropikalne owoce" (s. 215), a "Monachium jest jak Zagrzeb, takie jaki by Zagrzeb mógł być, gdyby mógł" (s. 213), od razu żałuję, że nie mogę nosić Dubravki U. na co dzień w plecaku, aby równie celnie komentowała moje realia. Pomiędzy zaś mamy sprawozdanie z Zagrzebskich Rozmów Literackich, na którą zjechali literaci z całej Europy. Jest tu i dystyngowana węgierska poetka Ilova Kovács, starszawa polska krytyczka Małgorzata Uszko, duńska feministka Cecilia Sterensen. Towarzystwo ze znudzeniem słucha referatów, odbębnia obowiązkowe groteskowe wizyty w zakładach produkcyjnych (tu fantastyczne rozważania, czy nazwiskiem pisarza godzi się nazwać wyrób wędliniarski), ale każdy, kto kiedykolwiek był na konferencji, wie doskonale, że chodzi w nich głównie o seks i imprezy czyli część nieoficjalną.


Część nieoficjalna stanowi jakby ciemną stronę księżyca życia literackiego, jakąś fantasmagoryczną wersję całkiem realnych sytuacji. Pisarki feministki postanawiają wykastrować krytyka mizogina narzędziami kuchennymi, czeskiemu pisarzowi zostaje skradziony rękopis jego arcydzieła w ramach wyrafinowanej zemsty za jego współpracę z komunistycznym reżimem, radziecki literat pada ofiarą intrygi wywiadowczej podczas próby ucieczki za granicę. Nad przebiegiem rozmów czuwa grupa jugosłowiańskich politruków od kultury. Dwa dość rozbudowane wątki czyli znajomości młodego chorwackiego autora słuchowisk dla dzieci Pipo Finka z amerykańskim lewicowym pisarzem oraz wspomniana historia radzieckiego pisarza Troszyna, który niegdyś rozważał już "dezercję" podczas spotkania z rosyjską diasporą w Nowym Jorku łączy dość dobrze znany motyw: my w Europie Wschodniej owszem jesteśmy uduchowieni, mamy skomplikowaną tożsamość, ale tam w USA to dopiero jest prawdziwe życie... (a my tu do dzisiaj "po kolana w błocie, lecz z nosem w najnowszym numerze Variety" (s. 144), czyż nie?). Rewersem tej sytuacji są ludzie "z Zachodu" zafascynowani krajami za żelazną kurtyną, których złośliwie charakteryzuje Autorka, że "przyjeżdżali ze swoich krajów rumiani, świeży, nawitaminizowani, nie obciążeni, aby przeżyć coś interesującego, a dokładniej - coś strasznego" (s. 45).


Powieść jest jednak przede wszystkim satyrą na literatów i ich słabostki. Żaden z pisarzy raczej nie wydaje z siebie żadnej wzniosłej myśli. Zajmują się opowiadaniem anegdot o innych pisarzach, intrygami, a kieruje nimi głównie podłość i zawiść. Idealnym przykładem jest niejaki Raptak, który w ramach rozrywki pisze do szuflady nekrologi kolegów po fachu. Największą furorę robi Francuz Jean Paul Flagus tylko dlatego, że jest spokrewniony z Flaubertem i ma pieniądze.


Jak starałem się pokazać, w powieści jest multum ciekawych postaci, bystrych obserwacji (genialny opis rozkoszy podróży samolotem na s. 64, gdy plastikowego posiłku wyczekujemy jak "podarku spod choinki" czy stwierdzenie, że rusycyści z Zachodu zajmują się przeważnie pisarzami, o których w Rosji nikt nie słyszał). Całość niewątpliwie daje przyjemność, ale pozostawia lekki niedosyt.

3 komentarze:

Nat pisze...

Wpisałam się pod Ludwigiem, ale stare komentarze pewnie nie są minitorowane. Otóż. Cieszę się, że tu trafiłam, bo widzę, że nasze zainteresowania są w wielu punktach styczne (głównie kwestii żydowskiej i Bałkanów). Masz może konto w Biblionetce, które można podglądać? No i czekam na recenzję Samokovliji :-)

m.k.e. pisze...

Ależ są monitorowane jak najbardziej! Na Biblionetce jestem jako "wolfi", ale nie udzielam się zbyt gorliwie.

Nat pisze...

Ależ nic nie szkodzi :) Zrecenzowałeś za to kilka książek starszych, a mnie nieznanych (np. Kuśnicza czy Biedne istoty), mam zatem nadzieję na kolejne odkrycia tamże.