sobota, 22 października 2011

Wyspa dnia poprzedniego / Umberto Eco



Wyspa dnia poprzedniego / Umberto Eco ; przeł. Adam Szymanowski. - Warszawa : Noir sur Blanc, 2003. Ss. 451, ISBN 83-88459-84-8.


W jakimś przewodniku płytowym natrafiłem na taką opinię, którą przytaczam w oryginale, bo nie umiem jej przełożyć na polski nie zabijając przy tym całej błyskotliwości bon motu, a mianowicie, iż opery Pucciniego "sound better than they are", za to opery Wagnera "are better than they sound". Mniejsza o wyższość Liebestod nad In questa reggia bądź odwrotnie, opinia ta przypomniała mi się teraz, gdy zabieram się do pisania o "Wyspie dnia poprzedniego", trzeciej powieści Umberto Eco, jaką przeczytałem. Otóż nie mogę się oprzeć wrażeniu, że jego książki są trochę gorsze niż się na pozór wydaje. Imponują erudycją, konstrukcją, feerią pomysłów, ale wcale nie mam uczucia obcowania z wielką literaturą. Zapewne plotę głupstwa i po prostu jakieś przejawy Eco'wego geniuszu mi umykają, cóż, trudno, takie mam odczucia. Może po prostu twórczość Eco należy do tej samej kategorii zjawisk co Hrabal, U2, Maria Callas czy Fellini - po prostu do mnie kompletnie nie trafia. Co nie znaczy, że powieść źle mi się czytało, wręcz przeciwnie, Eco to znakomity opowiadacz.


Akcja powieści dzieje się w 1643 roku. Bohater powieści Roberto de la Grive to piemoncki szlachcic. W młodości uczestniczy w oblężeniu Casale przez wojska hiszpańskie, gdzie traci ojca. Od dzieciństwa towarzyszy mu przeświadczenie, że ma brata bliźniaka imieniem Ferrante, swoje złe i mroczne alter ego. Trafia do Paryża, gdzie obraca się w środowisku intelektualistów i libertynów, poznaje również markizę de Rambouillet, która stanie się Panią jego serca i obiektem westchnień. Na polecenie kardynała Mazarina bohater zostaje wysłany na statku Amaryllis z misją naukową (która zważywszy profity z odkryć geograficznych ma wymiar polityczny) związaną z problemem pomiaru czasu podczas podróży morskiej oraz wyznaczenia linii zmiany daty. Statek rozbija się (zapewne gdzieś w okolicach Wysp Salomona), bohater cudem ocalony trafia na inny statek, Dafne.


W zasięgu jego wzroku znajduje się wyspa, położona już za linią zmiany daty a więc trwa na niej dzień poprzedni, niestety nasz bohater nie umie pływać. Zostaje zatem uwięziony na Dafne. Penetrując zakamarki statku odkrywa między innymi całe mnóstwo ptaków, olbrzymią kolekcję chronometrów oraz niemieckiego jezuitę Kacpra Wanderdrossla, snującego najdziksze teorie naukowe, które zresztą sprowadzają na niego smutny koniec, gdy skonstruowana przezeń machina do nurkowania nie zadziała zgodnie z jego oczekiwaniami. Samotny i bez szans na ratunek, Roberto oddaje się wspomnieniom, pisaniu listów do niedosięgłej Pani oraz snuciu wizji na temat Ferrante, którego losy stanowią lustrzane odbicie perypetii bohatera, do czasu, aż zostaje ukąszony przez rybę-kamień.


Raz po raz powraca w powieści motyw niemożności osiągnięcia celu, czegoś nieuchwytnego. Poza zasięgiem jest Wyspa wraz z żyjącą na niej Gołębicą Koloru Pomarańczy, ale również i Pani, poza zasięgiem zdaje się być obiektywna prawda o tym, co właściwie się dzieje, gdyż zaciemniają ją spiski i intrygi, ale też mnogość opowieści i warstw fikcji, przez które "wszechświat [patrzy Robert] jako na niewyraźną gmatwaninę zagadek, za którymi nie stoi Stwórca, a jeśli nawet stoi, jest zaprzątnięty odnajdywaniem siebie samego pośród zbyt licznych perspektyw" (s. 136). Drugi przewijający się motyw to opowiadanie, bo "żeby żyć, trzeba opowiadać historie" (s. 188), Roberto snuje opowieść o Ferrante, zaś narrator snuje opowieść o Roberto, a na koniec sam wkracza na scenę, zastanawiając się, jak najlepiej ją zakończyć. Całość zresztą ma formę odtwarzania częściowo zaginionego rękopisu, zdaje się że to nie jedyny taki wypadek w twórczości Eco. Bodaj najbardziej pasjonujące były dla mnie fragmenty związane z historią nauki: te wszystkie urządzenia do liczenia czasu, związki matematyki, astronomii i geografii, a wszystko to - mimo całej racjonalności - podlane sosem barokowego katolicyzmu, mistycznych wizji, zwariowanych teorii jak proszek sympatii, filozoficznych rozważań o naturze czasu i miłości.


Główny bohater przypomina mi trochę tytułową postać z omawianej niegdyś na blogu przepięknej książki "Baron drzewołaz" Italo Calvino, jest romantykiem, marzycielem i gawędziarzem, zaś tematyka geograficzna przypomina mi "Rachubę świata" oraz "Mason i Dixon". Wszystkie te trzy książki podobały mi się dużo bardziej niż "Wyspa..." ale ją także przeczytałem z wielką przyjemnością. Podejrzewam, że jak tylko ukaże się nowa powieść Eco, ilość wizyt poszybuje w górę (jak to miało miejsce ostatnio dzięki wznowieniu "Cholonka..."), a może wtedy miłośnicy włoskiego pisarza zwrócą w komentarzach uwagę na pominięte przeze mnie aspekty jego dzieła albo polecą strony wyjaśniające np, w jaki sposób powieści Eco wiążą się z jego pisaniem filozoficznym i naukowym.

1 komentarze:

Krzysztof (zachęcam odwiedzieć niniejszą stronę) pisze...

Książki nie czytałem ale z chęcią się skuszę. Sam uważam, że Eco genialnym pisarzem jest, jednak tak jak Pan wspomniał nie trafia do wszystkich, może właśnie na tym polega jego wielkość, eurydycja. Pozdrawiam