środa, 2 listopada 2011

Wada ukryta / Thomas Pynchon



Wada ukryta / Thomas Pynchon ; z ang. przeł. Andrzej Szulc. - Warszawa : Albatros Wydawnictwo A. Kuryłowicz, 2011. Ss. 463, ISBN 978-83-7659-380-7.


Zaledwie trzy lata po wydaniu olbrzymiej powieści "Against the day" Thomas Pynchon wypuścił omawianą tu książkę, odebraną jako frywolny żart, Pynchon w wersji light czy wręcz sposób na zarobienie pieniędzy. Jedni miłośnicy Pynchona już sporządzili encyklopedię poświęconą temu dziełu, ci mniej ambitni jak ja zadowolili się tylko nabyciem i przeczytaniem "Wady ukrytej". Ze wszystkich znanych mi z polskich przekładów dzieł Pynchona, to czytało mi się chyba najgorzej, chociaż bez wątpienia z tych wszystkich (niestety tylko czterech w sumie) książek jest najlżejsza i najzabawniejsza.


Akcja książki dzieje się na przełomie lat 1969 i 1970 w Los Angeles. Jej bohaterem jest wiecznie zamroczony narkotykami a przy tym nieodparcie uroczy detektyw Doc Sportello (kto oglądał film braci Coen "Big Lebowski" na pewno z łatwością wyobrazi sobie tę postać). Zgłasza się do niego jego była dziewczyna Shasta, która podejrzewa, że na jej aktualnego kochanka potentata nieruchomości Mickey Wolfmanna czyhają ludzie, chcący porwać go (co się faktycznie zdarza) i przejąć jego majątek. Odwiedza go również Hope prosząc o pomoc w odnalezieniu męża, saksofonisty Coya Harlingena, który najprawdopodobniej sfingował swoją śmierć. Prowadząc śledztwo, w którym niechętnie pomaga mu policjant-telewizyjny celebryta Wielka Stopa Bjornsen, Doc szybko zauważa, że obie sprawy są powiązane, a właściwie stanowią ułamek wielkiej intrygi, której wszystkie odnogi prowadzą do tajemniczego statku Złoty Kieł zacumowanego niedaleko Los Angeles.


Niestety nigdy nie byłem w USA, a mam wrażenie, że do zrozumienia "Wady ukrytej" potrzeba pewnej wiedzy o Los Angeles (oraz Las Vegas, gdzie akcja się na chwilę przenosi). Posiłkowałem się zatem pasjonującą książką Wojciecha Orlińskiego "Ameryka nie istnieje". Los Angeles w świetle tego reportaży to zbiór luźno połączonych autostradami miast, bez centrum za to z łańcuchem górskim pośrodku, gdzie mieszkańcy przemieszczają się tylko samochodami, bo ulice należą do bezdomnych i emigrantów. A w tym wszystkim Hollywood, fabryka złudzeń a niedaleko Las Vegas czyli miraż na pustyni.

Zresztą motyw iluzoryczności Pynchon przywołuje całkiem wprost, gdy niejaki Fazzo zauważa, że monety nie mają już w sobie w ogóle srebra. "Wygląda jak półdolarówka, ale tak naprawdę tylko ją udaje. Tak samo jak te automaty wideo. Coś takiego planują dla całego miasta: żeby zaczęło imitować samo siebie" (s. 304).


Nie przypadkiem Mickey Wolfmann jest deweloperem. Również p. Orlińskiemu zawdzięczam uwagę (jeśli ją wulgarnie upraszczam, to z góry przepraszam), że o ile Hiszpanie kolonizując Amerykę działali na zlecenie prawowitych królów i jakoś tam (mimo że ich podbój Ameryki był po prostu rzezią) wpasowali się w zastaną tradycję, o tyle obecność Anglików w Ameryce Północnej jest w zasadzie uzurpacją, opiera się na nie załatwionym w sensie prawnym zagrabieniu ziemi Indian (czego odbiciem jest znany z horrorów motyw domu postawionego na indiańskim cmentarzysku). Mieszkańcy Ameryki są jakby tymczasowymi lokatorami ziemi należącej do korporacji w rodzaju Złotego Kła, którego wysłannik mówi Docowi: "My [...] jesteśmy na swoim. [...] Nieruchomości, prawa do wody, ropa, tania siła robocza - wszystko to jest nasze, zawsze do nas należało" (s. 437).


Wszechwładza bezwzględnej korporacji znajduje sprzymierzeńca w rodzącym się na oczach Doca Interncie. "[K]tóregoś dnia wszyscy zorientują się, że jesteśmy pod nadzorem, przed którym nie można uciec" (s. 460). W obliczu totalnej inwigilacji bronią bohaterów Pynchona jest jak zawsze paranoja, która staje się "narzędziem pracy, kierowała twój wzrok ku rzeczom, których inaczej mógłbyś nie dojrzeć" (s. 151). Złoty Kieł zainteresowany jest tylko pieniędzmi, może równie dobrze sprzedawać narkotyki jak i kuracje odwykowe. "Dopóki amerykański styl życia będzie czymś, co skłania ludzi do ucieczki, kartel zawsze będzie mógł liczyć na rzesze nowych entuzjastów" (s. 244).


Mimo lekkiego sztafażu w powieści odnajdujemy stałe tematy Pynchona, a zdaniem wielu także liczne aluzje do jego własnych dzieł. Wspomina się w książce o zamieszkach rasowych w Watts, którym Pynchon poświęcił esej. Pojawiający się na chwilę motyw listów wysyłanych w wystrzelonym z katapulty kokosie przywodzi na myśl tajną pocztę z "49 idzie pod młotek". Nie zabraknie również postaci o cudacznych nazwiskach, figlarnych piosenek, pewną nowością jest spora dawka nostalgii przyjmująca postać ciągłych nawiązań do starych filmów i przebojów muzycznych. Jednak jak starałem się pokazać powyżej, jest to książka smutna i pesymistyczna, której bohater "przybywając z jakiegoś wyjałowionego, wykarczowanego terytorium" (s. 322), próbuje nie stracić nadziei, "że mgła się rozwieje, i zamiast tego, co było przedtem, tym razem jakimś trafem ukaże się coś innego" (s. [464]).

1 komentarze:

johnny favorite pisze...

Pozwolę sobie zamieścić krótki komentarz na temat przekładu - Wada Ukryta to pierwsza z moich książek Pynchona ale zdecydowanie zachęciła mnie do zagłębienia się w jego twórczość. Co jednak kłuło mnie w oczy podczas czytania to właśnie tłumaczenie Andrzeja Szulca, które w wielu miejscach było błędne. Kilkakrotnie zastanawiałem się jak w rzeczywistości nazywa się jeden z agentów FBI, bo raz występował jako Flatwood a innym razem jako Flatweed. Ostatecznie odkryłem, że w oryginale jest Flatweed co jak i w przypadku kilku innych nazwisk jest ciekawą grą słów znaną między innymi z powieści o Jamesie Bondzie. Flatweed to oczywiście "zioło bez kopa", które jak ulał pasuje do smutnego pana w garniturze ;) Szulc opisując też strój Dr Blatnoyda pokusił się o przetłumaczenie słowa "handkerchief" (chusteczka) jako "chustka w butonierce", co jest błędem karygodnym, ponieważ butonierka to mały otwór w klapie marynarki a kieszonka na piersi to w języku polskim brustasza.
Tak więc w momencie kiedy przeczytałem o Flatwoodzie i butonierce zacząłem się zastanawiać ile niuansów jeszcze przegapię z powodu beznadziejnego tłumaczenia..
Liczę na to, że przy "49 Idzie pod Młotek" tłumaczenie będzie znacznie lepsze, bo za jakiś czas chyba wezmę się do lektury:)
Pozdrawiam serdecznie!