piątek, 6 stycznia 2012

Wielki strach / Julian Stryjkowski



Wielki strach / Julian Stryjkowski. - Warszawa : Antyk, 1989. Ss. 176.


Zacznę może od tego, że gdyby dało się wyszukiwać w katalogach bibliotecznych książki po adresacie dedykacji (w zasadzie da się to niekiedy zrobić dla starych druków, no ale to mocno niszowa dziedzina), to Adam Michnik miałby sporo trafień i byłyby to w większości ciekawe pozycje. Jemu na przykład dedykowany jest fascynujący esej Ryszarda Przybylskiego "Baśń zimowa", jak również omawiana tu powieść Juliana Stryjkowskiego. Jest to o dziwo mój pierwszy kontakt z twórczością Stryjkowskiego (chyba że uznać za jakiś kontakt obejrzenie "Austerii" Kawalerowicza), podobno niezwykle interesujący jest wywiad rzeka, jaki przeprowadził z tym Autorem Piotr Szewc, jeśli ktoś z PT Czytelników może polecić mi jakieś inne dzieła, będę wdzięczny, bo "Wielki strach" niespecjalnie mi przypadł do gustu, a Autora chyba jednak znać wypada.


Powieść oparta jest na wątkach autobiograficznych, a alter ego Autora nazywa się Artur Salz. Przed wojną jego matka syjonistka wyjeżdża do Palestyny, on sam natomiast garnie się do komunizmu, trafia za swoją działalność do więzienia, gdzie jednak "ani bicie, ani karcer nie mogły go złamać" (s. 19). Wybuch wojny zastaje go w Warszawie, gdzie jego oczami obserwujemy początek oblężenia. Udaje mu się zbiec do Lwowa, który znajduje się pod okupacją ZSRR, co oczywiście bohatera jako komunistę bardzo cieszy. Artur odnajduje się dość łatwo w sowieckiej rzeczywistości, pracując najpierw w gazecie propagandowej, potem w teatrze jako organizator widowni, wreszcie w radiu. Pod koniec jednak jego wiara w komunizm jest już mocno podkopana, a do Lwowa zbliżają się nieuchronnie wojska niemieckie.


Bohater początkowo jest hardym komunistą, któremu niestraszne są ofiary (zwłaszcza cudze), z czasem jednak w jego wierze pojawiają się rysy. Zostaje zwolniony z drukarni z powodu pomyłki drukarskiej polegającej na braku jednej rzymskiej jedynki w newralgicznym miejscu, panowie z NKWD nakłaniają go do donoszenia na kolegów, w teatrze mimo jego najlepszych chęci wszyscy biorą go za szpicla i trzymają się odeń z daleka. Jego koledzy nieoczekiwanie okazują się zdrajcami i znikają. Armia Czerwona okazuje się jednak nie taka silna w konfrontacji z Niemcami. Komunizm zamiast doprowadzać do harmonijnej wspólnoty różnych nacji, okazuje się w oczach Artura paliwem dla ukraińskiego nacjonalizmu. Oczywiście co jakiś czas ten i ów przypomina Arturowi o jego żydowskim pochodzeniu, które dla niego samego nie jest szczególnie ważne. Swoje oddanie a potem rosnące zwątpienie Artur regularnie konfrontuje z twardo stąpającą po ziemi przyjaciółką Rachelą.


Ciekawe, że choć sam Artur jest Żydem całkiem zasymilowanym, do tego stopnia że pełzająca ukrainizacja Lwowa go szczerze boli, narrator trochę jednak dystansuje się od takiej postawy. Dla przykładu, chyba słynna anegdota o ortodoksyjnych Żydach budujących barykady w 1939 pojawia się (na s. 26), ale wzięta w cudzysłów jako fragment audycji radiowej. W narracji mamy natomiast scenkę, gdy Polacy prawie linczują żydowską sklepikarkę, która rzekomo chce się wzbogacić na okupacyjnych problemach z aprowizacją. W ogóle powieść można potraktować jako przyczynek do mocno drażliwej dyskusji "Żydzi a komunizm". Dla Artura, jak mi się wydaje, komunizm jest drogą do polskości i asymilacji, zresztą pisze Autor o wprowadzaniu Artura w komunizm: "czego nie dokonał Gold, dokonał z czasem Zbyszek Taras". Co bardziej przytomni Żydzi trzymają się z dala od komunizmu, uważając, że "Polak komunista [...] nie przestaje być Polakiem [...]. Żyd komunista przestaje być Żydem. Bo nie ma własnego państwa." W praktyce nawet jeśli przestaje, to i tak mu przypomną.


Od strony literackiej książka mnie, muszę przyznać, nie porwała. Styl jest okropnie minimalistyczny, suchy i bezbarwny, jakby czytało się jakieś szkic czy notatki niż gotowe dzieło, chociaż tu i ówdzie pojawiają się scenki robiące wrażenie. Brak postaci z krwi i kości. Osoby zainteresowane rozczarowaniem komunizmem powinny raczej sięgnąć po słynny "Kawior i popiół" Marci Shore, zresztą jedna z jego bohaterek Wanda Wasilewska pojawia się też na kartach "Wielkiego strachu". Nie polecam, choć jak pisałem wcześniej, jestem otwarty na sugestie.

0 komentarze: