<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255</id><updated>2012-01-30T01:03:37.939+01:00</updated><category term='Portugalia'/><category term='Żydzi'/><category term='Holandia'/><category term='dystopia'/><category term='Kanada'/><category term='Izrael'/><category term='Turcja'/><category term='postmodernizm'/><category term='reportaż'/><category term='Austria'/><category term='Francja'/><category term='Nagroda Bookera'/><category term='Polska'/><category term='Afryka'/><category term='kryminał'/><category term='Zagłada'/><category term='USA'/><category term='UK'/><category term='Białoruś'/><category term='feminizm'/><category term='Australia'/><category term='Niemcy'/><category term='spy story'/><category term='Ukraina'/><category term='Belgia'/><category term='Skandynawia'/><category term='fantasy'/><category term='Węgry'/><category term='klasyka'/><category term='Estonia'/><category term='Czechy'/><category term='Iberoameryka'/><category term='Irlandia'/><category term='Bałkany'/><category term='nobliści'/><category term='Włochy'/><category term='saga'/><category term='Rosja'/><category term='wojna'/><title type='text'>Całkiem subiektywne recenzje książek</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><link rel='next' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default?start-index=101&amp;max-results=100'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>135</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-4268669608658491354</id><published>2012-01-06T22:49:00.007+01:00</published><updated>2012-01-28T11:23:22.373+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Polska'/><title type='text'>Wielki strach / Julian Stryjkowski</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-FKzFSjxD6uY/Twdsplgz8wI/AAAAAAAAAsc/UIciWoSDo64/s1600/skanowanie0002.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 213px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-FKzFSjxD6uY/Twdsplgz8wI/AAAAAAAAAsc/UIciWoSDo64/s320/skanowanie0002.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5694639715533452034" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Wielki strach&lt;/i&gt; / Julian Stryjkowski. - Warszawa : Antyk, 1989. Ss. 176. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Zacznę może od tego, że gdyby dało się wyszukiwać w katalogach bibliotecznych książki po adresacie dedykacji (w zasadzie da się to niekiedy zrobić dla starych druków, no ale to mocno niszowa dziedzina), to Adam Michnik miałby sporo trafień i byłyby to w większości ciekawe pozycje. Jemu na przykład dedykowany jest fascynujący esej &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Ryszard_Przybylski"&gt;Ryszarda Przybylskiego&lt;/a&gt; "Baśń zimowa", jak również omawiana tu powieść Juliana Stryjkowskiego. Jest to o dziwo mój pierwszy kontakt z twórczością Stryjkowskiego (chyba że uznać za jakiś kontakt obejrzenie "Austerii" Kawalerowicza), podobno niezwykle interesujący jest wywiad rzeka, jaki przeprowadził z tym Autorem Piotr Szewc, jeśli ktoś z PT Czytelników może polecić mi jakieś inne dzieła, będę wdzięczny, bo "Wielki strach" niespecjalnie mi przypadł do gustu, a Autora chyba jednak znać wypada. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Powieść oparta jest na wątkach autobiograficznych, a &lt;span style="font-style:italic;"&gt;alter ego&lt;/span&gt; Autora nazywa się Artur Salz. Przed wojną jego matka syjonistka wyjeżdża do Palestyny, on sam natomiast garnie się do komunizmu, trafia za swoją działalność do więzienia, gdzie jednak "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;ani bicie, ani karcer nie mogły go złamać&lt;/span&gt;" (s. 19). Wybuch wojny zastaje go w Warszawie, gdzie jego oczami obserwujemy początek oblężenia. Udaje mu się zbiec do Lwowa, który znajduje się pod okupacją ZSRR, co oczywiście bohatera jako komunistę bardzo cieszy. Artur odnajduje się dość łatwo w sowieckiej rzeczywistości, pracując najpierw w gazecie propagandowej, potem w teatrze jako organizator widowni, wreszcie w radiu. Pod koniec jednak jego wiara w komunizm jest już mocno podkopana, a do Lwowa zbliżają się nieuchronnie wojska niemieckie. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Bohater początkowo jest hardym komunistą, któremu niestraszne są ofiary (zwłaszcza cudze), z czasem jednak w jego wierze pojawiają się rysy. Zostaje zwolniony z drukarni z powodu pomyłki drukarskiej polegającej na braku jednej rzymskiej jedynki w newralgicznym miejscu, panowie z NKWD nakłaniają go do donoszenia na kolegów, w teatrze mimo jego najlepszych chęci wszyscy biorą go za szpicla i trzymają się odeń z daleka. Jego koledzy nieoczekiwanie okazują się zdrajcami i znikają. Armia Czerwona okazuje się jednak nie taka silna w konfrontacji z Niemcami. Komunizm zamiast doprowadzać do harmonijnej wspólnoty różnych nacji, okazuje się w oczach Artura paliwem dla ukraińskiego nacjonalizmu. Oczywiście co jakiś czas ten i ów przypomina Arturowi o jego żydowskim pochodzeniu, które dla niego samego nie jest szczególnie ważne. Swoje oddanie a potem rosnące zwątpienie Artur regularnie konfrontuje z twardo stąpającą po ziemi przyjaciółką Rachelą. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Ciekawe, że choć sam Artur jest Żydem całkiem zasymilowanym, do tego stopnia że pełzająca ukrainizacja Lwowa go szczerze boli, narrator trochę jednak dystansuje się od takiej postawy. Dla przykładu, chyba słynna anegdota o ortodoksyjnych Żydach budujących barykady w 1939 pojawia się (na s. 26), ale wzięta w cudzysłów jako fragment audycji radiowej. W narracji mamy natomiast scenkę, gdy Polacy prawie linczują żydowską sklepikarkę, która rzekomo chce się wzbogacić na okupacyjnych problemach z aprowizacją. W ogóle powieść można potraktować jako przyczynek do mocno drażliwej dyskusji "Żydzi a komunizm". Dla Artura, jak mi się wydaje, komunizm jest drogą do polskości i asymilacji, zresztą pisze Autor o wprowadzaniu Artura w komunizm: "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;czego nie dokonał Gold, dokonał z czasem Zbyszek Taras&lt;/span&gt;". Co bardziej przytomni Żydzi trzymają się z dala od komunizmu, uważając, że "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Polak komunista&lt;/span&gt; [...] &lt;span style="font-style:italic;"&gt;nie przestaje być Polakiem&lt;/span&gt; [...]. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Żyd komunista przestaje być Żydem. Bo nie ma własnego państwa&lt;/span&gt;." W praktyce nawet jeśli przestaje, to i tak mu przypomną.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Od strony literackiej książka mnie, muszę przyznać, nie porwała. Styl jest okropnie minimalistyczny, suchy i bezbarwny, jakby czytało się jakieś szkic czy notatki niż gotowe dzieło, chociaż tu i ówdzie pojawiają się scenki robiące wrażenie. Brak postaci z krwi i kości. Osoby zainteresowane rozczarowaniem komunizmem powinny raczej sięgnąć po słynny "&lt;a href="http://wyborcza.pl/1,75517,6310904,Kawior_i_popiol__Zycie_i_smierc_pokolenia_oczarowanych.html"&gt;Kawior i popiół&lt;/a&gt;" Marci Shore, zresztą jedna z jego bohaterek Wanda Wasilewska pojawia się też na kartach "Wielkiego strachu". Nie polecam, choć jak pisałem wcześniej, jestem otwarty na sugestie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-4268669608658491354?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/4268669608658491354/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=4268669608658491354' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/4268669608658491354'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/4268669608658491354'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2012/01/wielki-strach-julian-stryjkowski.html' title='Wielki strach / Julian Stryjkowski'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-FKzFSjxD6uY/Twdsplgz8wI/AAAAAAAAAsc/UIciWoSDo64/s72-c/skanowanie0002.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-5507006378597882232</id><published>2012-01-06T22:45:00.002+01:00</published><updated>2012-01-06T22:49:17.252+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='USA'/><title type='text'>Inny kraj / James Baldwin</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-Q4xlfKmYi50/TwdruBJZ7vI/AAAAAAAAAsQ/p4fAK9FVp9M/s1600/skanowanie0001.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 217px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-Q4xlfKmYi50/TwdruBJZ7vI/AAAAAAAAAsQ/p4fAK9FVp9M/s320/skanowanie0001.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5694638692159319794" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Inny kraj&lt;/i&gt; / James Baldwin ; przeł. Tadeusz Jan Dehnel ; [posł. Wacław Sadkowski]. - Warszawa : Państwowy Instytut Wydawniczy, 1968. Ss. 465. Seria: (Współczesna Proza Światowa).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-5507006378597882232?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/5507006378597882232/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=5507006378597882232' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/5507006378597882232'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/5507006378597882232'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2012/01/inny-kraj-james-baldwin.html' title='Inny kraj / James Baldwin'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-Q4xlfKmYi50/TwdruBJZ7vI/AAAAAAAAAsQ/p4fAK9FVp9M/s72-c/skanowanie0001.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-7434032540142000205</id><published>2012-01-05T13:14:00.009+01:00</published><updated>2012-01-28T13:18:44.856+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Rosja'/><title type='text'>Powieść teatralna / Michał Bułhakow</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-lK5JOi_KMVU/TwWUKIBg58I/AAAAAAAAAsE/JwlQ6Y7LAeA/s1600/anusiewicz.jpg0001.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 193px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-lK5JOi_KMVU/TwWUKIBg58I/AAAAAAAAAsE/JwlQ6Y7LAeA/s320/anusiewicz.jpg0001.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5694120205553297346" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Powieść teatralna&lt;/i&gt; / Michał Bułhakow ; tł. Ziemowit Fedecki. - Warszawa : Czytelnik, 1980. Ss. 199, ISBN 83-07-00207-9. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Jak już kiedyś pisałem a może nie, teatr to aktualnie moja największa pasja. Nie ma dla mnie wspanialszego uczucia niż wchodzenie na salę, gdzie zaraz będzie przedstawienie, pierwszy rzut oka na scenografię i pełne napięcia oczekiwanie, co będzie dalej. Niestety tutaj u nas repertuar nie zachwyca w porównaniu choćby z Wrocławiem, dlatego nie mogę chodzić tak często jak bym chciał, szukałem zatem powieści, które rozgrywałyby się w środowisku teatralnym. I tu zaskoczenie, bo wcale nie łatwo natrafić na takie dzieła. Sięgnąłem po "Powieść teatralną" z wielką rezerwą, gdyż z zasady unikam książek nie dokończonych, wydanych z rękopisów, nie zredagowanych ostatecznie przez autora, ale ciekawość przeważyła, poza tym nazwisko twórcy bodaj jedynej lektury szkolnej, którą prawie wszyscy czytają i to z przyjemnością, gwarantuje przyzwoity poziom. Nie mogę niestety powiedzieć, żebym był książką zachwycony i nie do końca mam ochotę o niej pisać, zwłaszcza że przebywam teraz w mroźnym pomieszczeniu i drętwieją mi palce, toteż odsyłam na ciekawy wpis &lt;a href="http://wiedzanieboli.blogspot.com/2010/06/micha-buhakow-powiesc-teatralna.html"&gt;tu&lt;/a&gt;.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;W przedmowie dowiadujemy się, że tekst, za który się zabieramy, to notatki sporządzone przez Siergieja Leontjewicza Maksudowa, co więcej - że są to tylko rojenia, więc cała treść książki jest wytworem toczonego chorobą umysłu. W notatkach poznajemy ich twórcę, dziennikarza "Wiadomości Żeglugi Śródlądowej", który po perypetiach z cenzurą (które doprowadzają go na skraj samobójstwa) zdołał opublikować powieść (pod tytułem "Czarny śnieg") i dostał się do "bohemy". Chociaż nakład drukowanej w odcinkach powieści zaginął w tajemniczych okolicznościach, bohater otrzymuje propozycję z renomowanego Teatru Niezależnego dokonania przeróbki scenicznej swojego dzieła. Teatr rządzony jest przez dwóch dyrektorów Iwana Wasiliewicza i Arystarcha Płatonowicza (którzy nie utrzymują żadnych stosunków) i zaludniony przez dziwaczne postaci. Praca nad spektaklem okazuje się torturą: trzeba znosić kaprysy aktorów, reżyser i dyrektorzy dokonują barbarzyńskich w oczach Siergieja zmian w treści, próby ciągną się. Nieszczęsny dramaturg cierpi z powodu okaleczenia swojego tekstu, a sam teatr doprowadza go do obłędu i staje się pułapką, z której nie sposób się wydostać. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Bułhakow wyśmiewa bezlitośnie magię teatru, chociaż nie zaprzecza, że takowa istnieje, jak pokazuje przypadek pewnego generała, który po spektaklu rzucił wojsko i postanowił zostać aktorem, grając z powodzeniem "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;cesarzy, wodzów i kamerdynerów w bogatych domach&lt;/span&gt;" (s. 65). Dostać się do teatru jest prawie niemożliwością, a nad organizacją widowni czuwa Filip Filipowicz, umiejący rozmawiać z trzema osobami naraz przez telefon. Są też równie wszechmocne sekretarki, obrażalscy aktorzy seniorzy, krawcowe oraz fryzjerki i nade wszystko Iwan Wasiliewicz ze swoją genialną teorią reżyserii, której prześmieszny pokaz w praktyce następuje na samym końcu powieści. "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Są na świecie skomplikowane mechanizmy, ale żaden z nich nie może się równać z teatrem&lt;/span&gt;". (s. 158)&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Jak doskonale wiadomo, Bułhakow pisał sztuki dla słynnego moskiewskiego &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Moscow_Art_Theatre"&gt;MChAT&lt;/a&gt; (Московский Художественный Академический Театр), Iwan Wasiliewicz to bez wątpienia portret &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Constantin_Stanislavski"&gt;Konstantina Stanisławskiego&lt;/a&gt;, zapewne inne postaci też mają swoje odpowiedniki. Z ogólnego obrazu można wnioskować, że raczej nie była to dla Bułhakowa łatwa współpraca. Cudnie wykreował on w powieści atmosferę narastającego absurdu, groteski, coraz bardziej fantastycznych zdarzeń, zagrożenia i uwięzienia w świecie teatru. Jak przystało na twórcę "Mistrza i Małgorzaty" pojawia się nawet poniekąd diabeł, pod postacią arii z "Fausta" w scenie niedoszłego samobójstwa.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Akcja urywa się nagle, gdy próby ciągle trwają. Zważywszy zasygnalizowany na początku smutny koniec Maksudowa, do premiery miało nigdy nie dojść, a on sam miał się dalej tylko pogrążać w szaleństwie. Powieść nie podobała mi się szczególnie, być może moja wizja teatru ciągle jest zbyt idealistyczna, a może po prostu gdyby Autorowi dane byłoby ją dokończyć, zachwyciłbym się bardziej. Czy ktoś kojarzy inne powieści z teatrem w roli głównej?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-7434032540142000205?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/7434032540142000205/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=7434032540142000205' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/7434032540142000205'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/7434032540142000205'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2012/01/powiesc-teatralna-micha-buhakow.html' title='Powieść teatralna / Michał Bułhakow'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-lK5JOi_KMVU/TwWUKIBg58I/AAAAAAAAAsE/JwlQ6Y7LAeA/s72-c/anusiewicz.jpg0001.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-8369826281574116673</id><published>2011-12-13T11:28:00.017+01:00</published><updated>2012-01-05T13:13:42.844+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Afryka'/><title type='text'>Wiek żelaza / J. M. Coetzee</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-9IuoUH1k7I4/TucpV5OjFTI/AAAAAAAAAr4/8_lNDniyn64/s1600/wiek.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 210px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-9IuoUH1k7I4/TucpV5OjFTI/AAAAAAAAAr4/8_lNDniyn64/s320/wiek.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5685558510694372658" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Wiek żelaza&lt;/i&gt; / J. M. Coetzee ; przekł. Anna Mysłowska. - Kraków : "Znak", 2004. Ss. 211, ISBN 83-240-0464-5. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Na początku muszę się przyznać, że pisząc o "Wieku żelaza" naginam nieco blogowe reguły gry. Otóż powieść tę czytałem dawno temu, ale po angielsku, a zatem niewiele zrozumiałem i niewiele pamiętam. Po ukazaniu się "Hańby" bodajże w 2001 roku rzuciłem się na wszystko, co wyszło spod pióra Coetzee (przy okazji, proszę zobaczyć, jaką ciekawą &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=ebevS4C78GY"&gt;adaptację teatralną&lt;/a&gt; przygotowano ostatnio w Amsterdamie, doprawdy powinienem zacząć wreszcie prowadzić bloga o teatrze, tylko kiedy?), niestety do jego książek wydanych już po "Hańbie" kompletnie nie mogę się przekonać, a miałem wielką ochotę odświeżyć sobie to fascynujące pisarstwo. "Wiek żelaza" przynajmniej pozornie jest najbardziej polityczną z książek Coetzee, ale jak słusznie zauważa się choćby &lt;a href="http://wyborcza.pl/1,75517,2283346.html"&gt;tu&lt;/a&gt;, tematy w niej podjęte są uniwersalne i daleko wykraczają poza kontekst polityczny RPA lat 80-tych. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Narratorką powieści jest Elizabeth Curren, emerytowana nauczycielka łaciny umierająca na raka. Pisząc długi list do córki, która uciekła do USA nie mogąc dłużej znieść życia w RPA, pani Curren opisuje pewien przewrót, jaki nastąpił w jej widzeniu świata. Do jej domu wprowadził się nie proszony śmierdzący i zapijaczony bezdomny Vercueilm, stając się jej nieporadnym opiekunem, po trosze ostatnim kochankiem i Aniołem Stróżem. Bohaterka widzi też, jak syn jej czarnej służącej zostaje zamordowany przez policję i udaje się do zamieszkanego przez czarnych &lt;span style="font-style:italic;"&gt;township&lt;/span&gt; Guguletu, gdzie obserwuje dalsze zbrodnie białych a jednocześnie rosnący opór i nienawiść ofiar. Pani Curren zamiast w spokoju umierać próbuje chronić w swoim domu kolejnych prześladowanych i przeżywa upokarzającą policyjną rewizję, by na koniec wreszcie umrzeć w uścisku Vercueila, który "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;nie dawał ciepła&lt;/span&gt;" (s. [212]). &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Dramatyczne wydarzenia uświadamiają pani Curren, że choć była świadoma zła dziejącego się w jej kraju, w istocie przymykała na nie wzrok ("&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Moje życie, dzień za dniem, to było odwracanie oczu, zażenowanie&lt;/span&gt;" s. 30), nie przeciwstawiała się mu. Nieustannie rozważa, jak powinna się zachować się wobec zbrodni. Jej cichą bronią przez lata był wstyd, będący "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;po prostu określeniem położenia, w jakim się znajduję. Określeniem losu ludzi, którzy muszą żyć z tym wstydem, choć woleliby umrzeć&lt;/span&gt;" (s. 93). Zastanawia się, czy jakąś formą protestu nie byłoby samospalenie. Udziela schronienia nastolatkom poszukiwanym przez policję, ale zarazem głęboko wierzy, że przemoc, którą stosują, będzie tylko rodzić kolejną przemoc. Wie, że apartheid musi upaść, ale nie widzi optymistycznie tego, co nastąpi po nim: "[czarni] &lt;span style="font-style:italic;"&gt;leżą tam ciężcy i zatwardziali&lt;/span&gt; [...] &lt;span style="font-style:italic;"&gt;czekają, żeby znowu powstać&lt;/span&gt;. [...] &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Wiek żelaza czeka na swój powrót&lt;/span&gt;". (s. 136)&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Pani Curren postrzega swoją chorobę jako pochodzącą "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;z obrzydzenia do siebie, ciało nabieraa cech złośliwości i zaczyna siebie samobójczo pożerać&lt;/span&gt;" (s. 156). Zarazem starość, umieranie i choroba sprawia, że bohaterka traci siły i ochotę na utrzymywanie pozorów życia uprzywilejowanej białej mieszczanki, wpuszcza obcych do swojego domu i zmierza się z terrorem państwa. Im dłuższy list, tym nieustannie deklarowana miłość do córki staje się bardziej odległa i abstrakcyjna, pogłębia się za to jej przywiązanie do Vercueila. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Gdy ma się jaką taką znajomość twórczości Coetzee, wiele wątków "Wieku żelaza" pobrzmiewa znajomo. Pani Curren podobnie jak narratorka "W sercu kraju" wysyła swoje sygnały w próżnię (sama wątpi, czy Vercueil kiedykolwiek dostarczy jej list córce), a zarazem wypatruje rozpaczliwie jakiegoś przesłania z zewnątrz, np. dopatrując się zaszyfrowanych wiadomości w nazwach swoich pigułek. Vercueil, postać na wskroś tajemnicza (w zasadzie nie wiemy nawet, jak wygląda), absolutnie niejednoznaczna, prawie nic nie mówiąca a cały czas obecna kojarzy się z Piętaszkiem z "Foe". Tak jak w "Hańbie" pojawia się motyw miłości, jaką dają zwierzęta, pani Curren sądzi nawet, że to nie Vercueil a jego pies jest zesłanym jej Aniołem. Przede wszystkim jednak bohaterka "Wieku żelaza" wydaje się wczesną wersją Elizabeth Costello z jej moralnymi dylematami. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;O ile "Foe" uważam jest moją ukochaną książką Coetzee pod względem nazwijmy to umownie intelektualnym, "Wiek żelaza" odebrałem bardzo osobiście, bo stanowi naprawdę wstrząsający obraz zmagania się z życiem, które "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;wymaga umiejętności zapaśnika, nie tancerza&lt;/span&gt;" (s. 143). Frazy Coetzee tak jak uścisk Vercueila nie przynoszą ukojenia, ale trafnie nazywają (przynajmniej moje) odczucia. Tym akcentem zamykam piąty rok działalności blogowej, nowy zaś zamierzam zacząć czymś o wiele lżejszym.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-8369826281574116673?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/8369826281574116673/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=8369826281574116673' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/8369826281574116673'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/8369826281574116673'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2011/12/wiek-zelaza-j-m-coetzee.html' title='Wiek żelaza / J. M. Coetzee'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-9IuoUH1k7I4/TucpV5OjFTI/AAAAAAAAAr4/8_lNDniyn64/s72-c/wiek.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-8675812554845573896</id><published>2011-12-13T11:25:00.011+01:00</published><updated>2012-01-04T12:02:16.259+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Rosja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dystopia'/><title type='text'>Kyś / Tatiana Tołstoj</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-33Lt5_4OoHk/TucoOZtREkI/AAAAAAAAArs/DpG3Mzv1Tm4/s1600/kys.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 216px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-33Lt5_4OoHk/TucoOZtREkI/AAAAAAAAArs/DpG3Mzv1Tm4/s320/kys.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5685557282462569026" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Kyś&lt;/i&gt; / Tatiana Tołstoj ; przekł. i posł. Jerzy Czech. - Kraków : "Znak", 2004. Ss. 289, ISBN 83-240-0478-5. Seria: (Proza - Znak).&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Tatiana Tołstoj jest spokrewniona nie tylko z Lwem Nikołajewiczem (którego, o zgrozo!, żadnej książki nigdy nie czytałem), ale również sporo innych osób z jej rodziny dorobiło się hasła na &lt;a href="http://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%A2%D0%BE%D0%BB%D1%81%D1%82%D0%B0%D1%8F,_%D0%A2%D0%B0%D1%82%D1%8C%D1%8F%D0%BD%D0%B0_%D0%9D%D0%B8%D0%BA%D0%B8%D1%82%D0%B8%D1%87%D0%BD%D0%B0"&gt;rosyjskiej Wikipedii&lt;/a&gt;. Jej wydana w 2000 roku powieść "Kyś" jest bardzo dobra, dodatkowo w omawianym tu wydaniu zaopatrzona w niezmiernie pouczające posłowie tłumacza, tu i ówdzie może zbywa jej na oryginalności (z drugiej strony, sam motyw opisywania świata po jakiejś wielkiej katastrofie wydaje się wyświechtany, jak dla mnie nic w tym względzie nie przebije "Opowieści podręcznej" Margaret Atwood), za to "Kyś" należy do tych powieści, które są ciekawe głównie ze względu na język, jaki Autor wymyślił specjalnie na jej użytek. Podobnie jak w "Lodzie" Dukaja czy "Nakręcanej pomarańczy" Burgessa język narracji nie jest czczym popisem inwencji Autora, ale stanowi dopełnienie pewnej wizji świata zawartej w książce, więcej nawet - właściwie stwarza tę wizję. Czytając "Kysia" raz po raz miałem ochotę sparafrazować refren &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=OwyR-ir9XX4"&gt;piosenki zespołu Catatonia&lt;/a&gt; i dziękować Bogu, że jestem Słowianinem, bo nie wyobrażam sobie, jak można oddać styl powieści po angielsku (gdzie książka funkcjonuje jako "Slynx") czy hiszpańsku. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Akcja powieści rozgrywa się w świecie, gdzie wskutek wybuchu ludzkość cofnęła się cywilizacyjnie do epoki kamienia. Ludzie rodzący się po wybuchu mają różne "effekty" jak ogony, pazury czy sierść. Pije się rdzę, jada myszy, światem rządzi "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Sekrytarz i Akademik i Bohatyr i Żeglarz i Cieśla&lt;/span&gt;" (s. 96) Fiodor Kuźmicz, wydający ukazy dotyczące codziennego życia, które specjalni skrybowie przepisują na korze (co jest &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Old_Novgorod_dialect"&gt;starą rosyjską tradycją&lt;/a&gt;). Postrachem jest mityczny kyś, który gdy człowieka "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;wyssie, żyłkę pazurem przerwie, to lepiej, żeby co prędzej pomarł&lt;/span&gt;" (s. 91).Jednym z takich skrybów jest główny bohater Benedikt. Ten niespokojny duch próbuje odnaleźć szczęście i spokój w małżeństwie z Oleńką, córką Najwyższego Sanitarza Madeja. Ten zaś wykorzystuje zięcia do obalenia Fiodora Kuźmicza i ustanowienia własnej dyktatury. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;W wielu dystopiach powraca motyw bohatera, który dojrzewa do odkrycia, że jego świat opiera się na kłamstwie. W "Kysiu" ludzie żyją w przekonaniu, że "starodawne" papierowe książki powodują chorobę. Pozwala to Fiodorowi Kuźmiczowi uchodzić za wielkiego literata, przywłaszczającego sobie twórczość rosyjskich klasyków. Benedikt dzięki kolekcji książek teścia odkrywa prawdę (jego dojrzewanie symbolizuje nazwanie kolejnych rozdziałów literami rosyjskiego alfabetu), zaczyna pochłaniać lektury, ale dla osoby będącej produktem świata po wybuchu są to w istocie zlepki słów, wywołujące niepojęte dlań poruszenie duszy, ale niezdolne przebudować jego światopoglądu. Łącznikiem ze światem sprzed katastrofy są Dawni, których pozostało niewielu, ale za to uzyskali długowieczność. Jednym z nich jest Nikita Iwanycz, rozpalacz ognia, który próbuje przywrócić Benediktowi człowieczeństwo w symbolicznej scenie obcinania mu ogona. Nikita Iwanycz niezłomnie wierzy, że cywilizację da się odbudować. "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Będzie, wszystko będzie! Najważniejsze jest zachowanie dziedzictwa duchowego!&lt;/span&gt;" (s. 117) - powiada.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Różnica między dawnymi a nowymi ludźmi oddana jest właśnie przez język. Dawni mówią poprawnie i normalnie, narracja i wypowiedzi nowych napisane są dziwacznym tworem językopodobnym, z błędami, mnóstwem neologizmów, archaizmów i rusycyzmów. Chociaż język ten jest nieodparcie śmieszny (srajskie ptaki, puszkin-ropuszkin i tym podobne), stanowi jednak znak kalectwa nowych ludzi, jak mówi Nikita Iwanycz do Beneditka: "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;są też pojęcia dla ciebie niedostępne: delikatność, współczucie, wielkoduszność&lt;/span&gt;" (s. 231).&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;"Kyś" jako dystopia jest zarazem uniwersalny pokazując konflikt między postępem a wstecznictwem, a zarazem na wskroś rosyjski, tu już jednak odsyłam do posłowia Jerzego Czecha, który ze znawstwem objaśnia rozmaite smaczki czytelne głównie dla Rosjan.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-8675812554845573896?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/8675812554845573896/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=8675812554845573896' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/8675812554845573896'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/8675812554845573896'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2011/12/kys-tatiana-tostoj.html' title='Kyś / Tatiana Tołstoj'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-33Lt5_4OoHk/TucoOZtREkI/AAAAAAAAArs/DpG3Mzv1Tm4/s72-c/kys.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-1012472652355434609</id><published>2011-11-02T19:04:00.009+01:00</published><updated>2011-11-19T14:02:35.151+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Irlandia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='spy story'/><title type='text'>Niedotykalny / John Banville</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-BIAq8lmrXUk/TrGGSvHPogI/AAAAAAAAArg/nsly6Kf_1j4/s1600/niedotykalny.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 191px; height: 280px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-BIAq8lmrXUk/TrGGSvHPogI/AAAAAAAAArg/nsly6Kf_1j4/s320/niedotykalny.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5670461062278783490" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Niedotykalny&lt;/i&gt; / John Banville ; przekł. Hanna Pustuła. - Kraków : Wydawnictwo Znak, 2010. Ss. 391, ISBN 978-83-240-1479-8. Seria: (Proza).&lt;br /&gt;Urok blogowania o książkach polega między innymi na tym, że można zobaczyć, czy zapisane na gorąco impresje potwierdziły się w dłuższym okresie. Nieraz jakieś dzieło, które po przeczytaniu wywołało zachwyt, po paru miesiącach całkiem wywietrzało z pamięci. Gdy zaglądam teraz do recenzji "Morza" Johna Banville, widzę, że pisałem o nim z pewną rezerwą, tymczasem do dzisiaj lubię je przekartkować, przypomnieć sobie jakieś fragmenty czy nastrój. Dlatego też miałem ochotę zapoznać się z innymi dziełami wybitnego Irlandczyka, a wybrałem powieść "Niedotykalny" z uwagi na moje sygnalizowane na blogu zainteresowanie literaturą szpiegowską. Książka Banville'a opiera się dość ściśle na wielkiej brytyjskiej &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Cambridge_Five"&gt;aferze szpiegowskiej&lt;/a&gt;, do tego stopnia, że jej bohaterowie pojawiają się na stronach z nieznacznie tylko zmienionymi nazwiskami. Postać narrator jak dość łatwo ustalić zainspirował głównie &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Anthony_Blunt"&gt;Anthony Blunt&lt;/a&gt;, przy czym pewne elementy sylwetki swojego bohatera Autor zaczerpnął z biografii &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Louis_MacNeice"&gt;Louisa MacNeice&lt;/a&gt;, zapewne aby stworzyć jakiś związek ze swoją zieloną ojczyzną. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Victora Maskella poznajemy w momencie, gdy jego życie właśnie się zawaliło: wskutek ujawnienia jego działalności szpiegowskiej odebrano mu wszelkie funkcje i tytuły i obłożono publiczną klątwą, a na dodatek zdiagnozowano u niego raka. W jego progach pojawia się dziennikarka o pięknym nazwisku Serena Vandeleur i to jej (czyli nam) Maskell opowiada swoje życie, deklaruje: "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;warstwa po warstwie będę zdzierał brudny nalot [...] póki nie dotrę do prawdziwego oblicza rzeczy&lt;/span&gt;. [...] &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Mojej duszy&lt;/span&gt;" (s. 13) Co w gruncie rzeczy sprowadza się do pytania, dlaczego zdradził swój kraj i swoją klasę, szpiegując dla Sowietów. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Maskel, syn pastora, podczas studiów w Cambridge styka się ze środowiskiem lewicującej młodzieży. Jego pasją jej sztuka ("&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Byłem koneserem, zanim stałem się kimkolwiek innym&lt;/span&gt;" s. 28), a dzięki wybitnemu intelektowi i niezłym koneksjom (jest nawet odlegle spokrewniony z rodziną królewską) szybko zdobywa szacunek i poważanie w świecie akademickim. Ze swoim bliskim przyjacielem Nickiem Brevoortem podróżuje do porewolucyjnej Rosji i targanej wojną domową Hiszpanii. Jeszcze przed wojną zostaje przez swój krąg towarzyski zwerbowany do współpracy z wywiadem radzieckim, zaś podczas wojny, pracując ciągle jako wykładowca, zostaje oficerem wywiadu brytyjskiego, co oczywiście zwiększa jego znaczenie dla rosyjskich służb. Uczestniczy w ewakuacji wojsk brytyjskich spod Dunkierki, a nawet wykonuje tajną misję na osobiste życzenie króla. Po wojnie jego działalność szpiegowska staje się dość groteskowa: Sowieci życzą sobie od niego informacji o dworze królewskim, na którym Maskell bywa regularnie, nie do końca rozumiejąc czysto dekoracyjną rolę tej instytucji. On sam jednak ma już inne zainteresowania, mianowicie podczas wojny odkrywa trochę ku własnemu zaskoczeniu swój homoseksualizm i porzuciwszy w praktyce żonę Vivienne (skądinąd siostrę Nicka) i dzieci, działa głównie na tym polu. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Jak zauważa narrator, obie dziedziny są do siebie zresztą bardzo podobne. Bardziej niż o efekt chodzi w nich o napięcie, niepewność, adrenalinę, a nawet miejsca ich uprawiania (ustronne, niewidoczne, obskurne) są nieraz te same (pamiętajmy, że mówimy o czasach, gdy homoseksualizm jest karalny). Maskell ewidentnie czerpie przyjemność ze swojego podwójnego życia, wręcz chełpi się swoją zręcznością w budowaniu swoich tożsamości. "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;W dzień byłem mężem i ojcem, historykiem sztuki [...] i ciężko pracującym agentem Wydziału; kiedy zapadała noc, na łowy wyruszał mister Hyde, oszalały z podniecenia, wraz z tajemnicami państwa przyciskając do piersi własne mroczne pożądania&lt;/span&gt;" (s. 305).&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Przeczytawszy już Suworowa i Le Carré muszę przyznać, że Banville genialnie używa sztafażu powieści szpiegowskiej, pokazując działalność oficerów i agentów, ich techniki, dylematy i tragedie (tu kapitalna scena, kiedy Maskell odprowadza dwóch zdekonspirowanych szpiegów brytyjskich na statek, który zawiezie ich do ZSRR, oczywiście bez możliwości powrotu). Tak naprawdę jednak mamy tu do czynienia niemal z identycznym narratorem jak w "Morzu" (to prawie jak u Bernharda czy Sebalda, gdzie jakby we wszystkich książkach opowiadała zawsze ta sama osoba), starcem rozpamiętującym swoje życie, estetą i intelektualistą, który oplata nas swoimi finezyjnymi zdaniami i konstrukcjami myślowymi ("&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Tutaj, przy moim biurku&lt;/span&gt; [...] &lt;span style="font-style:italic;"&gt;czuję się jak Odyseusz w Hadesie, oblegany przez cienie, błagające o odrobinę ciepła, o kropelkę mojej krwi, która pozwoliłaby im ożyć na nowo&lt;/span&gt;"(s. 331). Co rusz twierdzi, że poszukuje prawdy, a robi wszystko, aby swoje uczucia i myśli ukryć za kotarą pięknych fraz. A są one faktycznie piękne, Banville jest stylistą prawdziwie genialnym, właściwie książkę można otworzyć w dowolnym miejscu i smakować jego piękny język. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Trudno nie myśleć w kontekście "Niedotykalnego" o sprawach związanych z lustracją w Polsce i ich literackim obrazie. Tutaj postać, jak sądzę, pozostaje tajemnicą, właściwie nie rozumiemy, dlaczego zdradził. Może przeważył jego zmysł estety i kolekcjonera ("&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Rzeczy zawsze były dla mnie ważniejsze od ludzi&lt;/span&gt;" s. 214), który nie rozważał moralności swoich czynów i nie miał empatii wobec innych, przyjmując raczej postawę stoika, jak Seneka z wielokrotnie przywoływanego w książce obrazu &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Nicolas_Poussin"&gt;Nicolas Poussin&lt;/a&gt;. Może jako homoseksualista i Irlandczyk nie odczuwał lojalności wobec homofobicznego Imperium, tak podle zawsze traktującego jego kraj. Może wspomniana potrzeba wrażeń albo wpływ otoczenia. Zdecydowanie warto samemu przeczytać i snuć własne domysły.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-1012472652355434609?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/1012472652355434609/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=1012472652355434609' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/1012472652355434609'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/1012472652355434609'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2011/11/niedotykalny-john-banville.html' title='Niedotykalny / John Banville'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-BIAq8lmrXUk/TrGGSvHPogI/AAAAAAAAArg/nsly6Kf_1j4/s72-c/niedotykalny.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-6104112794827647543</id><published>2011-11-02T19:01:00.007+01:00</published><updated>2012-01-04T13:18:40.368+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='USA'/><title type='text'>Wada ukryta / Thomas Pynchon</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-WVEmTyyWE7I/TrGFkBB3MJI/AAAAAAAAArU/RN0Q0kDqS4E/s1600/Pynchon.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 223px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-WVEmTyyWE7I/TrGFkBB3MJI/AAAAAAAAArU/RN0Q0kDqS4E/s320/Pynchon.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5670460259634196626" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Wada ukryta&lt;/i&gt; / Thomas Pynchon ; z ang. przeł. Andrzej Szulc. - Warszawa : Albatros Wydawnictwo A. Kuryłowicz, 2011. Ss. 463, ISBN 978-83-7659-380-7. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Zaledwie trzy lata po wydaniu olbrzymiej powieści "Against the day" Thomas Pynchon wypuścił omawianą tu książkę, odebraną jako frywolny żart, Pynchon w wersji &lt;span style="font-style:italic;"&gt;light&lt;/span&gt; czy wręcz sposób na zarobienie pieniędzy. Jedni miłośnicy Pynchona już sporządzili &lt;a href="http://inherent-vice.pynchonwiki.com/wiki/index.php?title=Main_Page"&gt;encyklopedię&lt;/a&gt; poświęconą temu dziełu, ci mniej ambitni jak ja zadowolili się tylko nabyciem i przeczytaniem "Wady ukrytej". Ze wszystkich znanych mi z polskich przekładów dzieł Pynchona, to czytało mi się chyba najgorzej, chociaż bez wątpienia z tych wszystkich (niestety tylko czterech w sumie) książek jest najlżejsza i najzabawniejsza.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Akcja książki dzieje się na przełomie lat 1969 i 1970 w Los Angeles. Jej bohaterem jest wiecznie zamroczony narkotykami a przy tym nieodparcie uroczy detektyw &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Doc Sportello&lt;/span&gt; (kto oglądał film braci Coen "Big Lebowski" na pewno z łatwością wyobrazi sobie tę postać). Zgłasza się do niego jego była dziewczyna &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Shasta&lt;/span&gt;, która podejrzewa, że na jej aktualnego kochanka potentata nieruchomości &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Mickey Wolfmanna&lt;/span&gt; czyhają ludzie, chcący porwać go (co się faktycznie zdarza) i przejąć jego majątek. Odwiedza go również &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Hope&lt;/span&gt; prosząc o pomoc w odnalezieniu męża, saksofonisty &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Coya Harlingena&lt;/span&gt;, który najprawdopodobniej sfingował swoją śmierć. Prowadząc śledztwo, w którym niechętnie pomaga mu policjant-telewizyjny celebryta &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Wielka Stopa Bjornsen&lt;/span&gt;, Doc szybko zauważa, że obie sprawy są powiązane, a właściwie stanowią ułamek wielkiej intrygi, której wszystkie odnogi prowadzą do tajemniczego statku Złoty Kieł zacumowanego niedaleko Los Angeles. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Niestety nigdy nie byłem w USA, a mam wrażenie, że do zrozumienia "Wady ukrytej" potrzeba pewnej wiedzy o Los Angeles (oraz Las Vegas, gdzie akcja się na chwilę przenosi). Posiłkowałem się zatem pasjonującą książką Wojciecha Orlińskiego "Ameryka nie istnieje". Los Angeles  w świetle tego reportaży to zbiór luźno połączonych autostradami miast, bez centrum  za to z łańcuchem górskim pośrodku, gdzie mieszkańcy przemieszczają się tylko samochodami, bo ulice należą do bezdomnych i emigrantów. A w tym wszystkim Hollywood, fabryka złudzeń a niedaleko Las Vegas czyli miraż na pustyni. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt; Zresztą motyw iluzoryczności Pynchon przywołuje całkiem wprost, gdy niejaki Fazzo zauważa, że monety nie mają już w sobie w ogóle srebra. "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Wygląda jak półdolarówka, ale tak naprawdę tylko ją udaje. Tak samo jak te automaty wideo. Coś takiego planują dla całego miasta: żeby zaczęło imitować samo siebie&lt;/span&gt;" (s. 304). &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Nie przypadkiem Mickey Wolfmann jest deweloperem. Również p. Orlińskiemu zawdzięczam uwagę (jeśli ją wulgarnie upraszczam, to z góry przepraszam), że o ile Hiszpanie kolonizując Amerykę działali na zlecenie prawowitych królów i jakoś tam (mimo że ich podbój Ameryki był po prostu rzezią) wpasowali się w zastaną tradycję, o tyle obecność Anglików w Ameryce Północnej jest w zasadzie uzurpacją, opiera się na nie załatwionym w sensie prawnym zagrabieniu ziemi Indian (czego odbiciem jest znany z horrorów motyw domu postawionego na indiańskim cmentarzysku). Mieszkańcy Ameryki są jakby tymczasowymi lokatorami ziemi należącej do korporacji w rodzaju Złotego Kła, którego wysłannik mówi Docowi: "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;My&lt;/span&gt; [...] &lt;span style="font-style:italic;"&gt;jesteśmy na swoim&lt;/span&gt;. [...] &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Nieruchomości, prawa do wody, ropa, tania siła robocza - wszystko to jest nasze, zawsze do nas należało&lt;/span&gt;" (s. 437).&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Wszechwładza bezwzględnej korporacji znajduje sprzymierzeńca w &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/ARPANET"&gt;rodzącym się&lt;/a&gt; na oczach Doca Interncie. "[K]&lt;span style="font-style:italic;"&gt;tóregoś dnia wszyscy zorientują się, że jesteśmy pod nadzorem, przed którym nie można uciec&lt;/span&gt;" (s. 460). W obliczu totalnej inwigilacji bronią bohaterów Pynchona jest jak zawsze paranoja, która staje się "narzędziem pracy, kierowała twój wzrok ku rzeczom, których inaczej mógłbyś nie dojrzeć" (s. 151). Złoty Kieł zainteresowany jest tylko pieniędzmi, może równie dobrze sprzedawać narkotyki jak i kuracje odwykowe. "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Dopóki amerykański styl życia będzie czymś, co skłania ludzi do ucieczki, kartel zawsze będzie mógł liczyć na rzesze nowych entuzjastów&lt;/span&gt;" (s. 244). &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Mimo lekkiego sztafażu w powieści odnajdujemy stałe tematy Pynchona, a zdaniem wielu także liczne aluzje do jego własnych dzieł. Wspomina się w książce o zamieszkach rasowych w Watts, którym Pynchon poświęcił &lt;a href="http://www.pynchon.pomona.edu/uncollected/watts.html"&gt;esej&lt;/a&gt;. Pojawiający się na chwilę motyw listów wysyłanych w wystrzelonym z katapulty kokosie przywodzi na myśl tajną pocztę z "49 idzie pod młotek". Nie zabraknie również postaci o cudacznych nazwiskach, figlarnych piosenek, pewną nowością jest spora dawka nostalgii przyjmująca postać ciągłych nawiązań do starych filmów i przebojów muzycznych. Jednak jak starałem się pokazać powyżej, jest to książka smutna i pesymistyczna, której bohater "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;przybywając z jakiegoś wyjałowionego, wykarczowanego terytorium&lt;/span&gt;" (s. 322), próbuje nie stracić nadziei, "ż&lt;span style="font-style:italic;"&gt;e mgła się rozwieje, i zamiast tego, co było przedtem, tym razem jakimś trafem ukaże się coś innego&lt;/span&gt;" (s. [464]).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-6104112794827647543?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/6104112794827647543/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=6104112794827647543' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/6104112794827647543'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/6104112794827647543'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2011/11/wada-ukryta-thomas-pynchon.html' title='Wada ukryta / Thomas Pynchon'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-WVEmTyyWE7I/TrGFkBB3MJI/AAAAAAAAArU/RN0Q0kDqS4E/s72-c/Pynchon.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-1552128048099879173</id><published>2011-10-22T21:22:00.010+02:00</published><updated>2011-10-30T01:08:23.669+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='postmodernizm'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Włochy'/><title type='text'>Wyspa dnia poprzedniego / Umberto Eco</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-pXD7bCs4mAI/TqMZHHnOkcI/AAAAAAAAArI/UcVpqAkS1r8/s1600/Wyspa-dnia-.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 167px; height: 280px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-pXD7bCs4mAI/TqMZHHnOkcI/AAAAAAAAArI/UcVpqAkS1r8/s320/Wyspa-dnia-.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5666400366255575490" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Wyspa dnia poprzedniego&lt;/i&gt; / Umberto Eco ; przeł. Adam Szymanowski. - Warszawa : Noir sur Blanc, 2003. Ss. 451, ISBN 83-88459-84-8.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;W jakimś przewodniku płytowym natrafiłem na taką opinię, którą przytaczam w oryginale, bo nie umiem jej przełożyć na polski nie zabijając przy tym całej błyskotliwości &lt;span style="font-style:italic;"&gt;bon mot&lt;/span&gt;u, a mianowicie, iż opery Pucciniego "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;sound better than they are&lt;/span&gt;", za to opery Wagnera "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;are better than they sound&lt;/span&gt;". Mniejsza o wyższość &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Liebestod&lt;/span&gt; nad &lt;span style="font-style:italic;"&gt;In questa reggia&lt;/span&gt; bądź odwrotnie, opinia ta przypomniała mi się teraz, gdy zabieram się do pisania o "Wyspie dnia poprzedniego", trzeciej powieści Umberto Eco, jaką przeczytałem. Otóż nie mogę się oprzeć wrażeniu, że jego książki są trochę gorsze niż się na pozór wydaje.  Imponują erudycją, konstrukcją, feerią pomysłów, ale wcale nie mam uczucia obcowania z wielką literaturą. Zapewne plotę głupstwa i po prostu jakieś przejawy Eco'wego geniuszu mi umykają, cóż, trudno, takie mam odczucia. Może po prostu twórczość Eco należy do tej samej kategorii zjawisk co Hrabal, U2, Maria Callas czy Fellini - po prostu do mnie kompletnie nie trafia. Co nie znaczy, że powieść źle mi się czytało, wręcz przeciwnie, Eco to znakomity opowiadacz. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Akcja powieści dzieje się w 1643 roku. Bohater powieści Roberto de la Grive to piemoncki szlachcic. W młodości uczestniczy w oblężeniu &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Casale_Monferrato"&gt;Casale&lt;/a&gt; przez wojska hiszpańskie, gdzie traci ojca. Od dzieciństwa towarzyszy mu przeświadczenie, że ma brata bliźniaka imieniem Ferrante, swoje złe i  mroczne &lt;span style="font-style:italic;"&gt;alter ego&lt;/span&gt;.  Trafia do Paryża, gdzie obraca się w środowisku intelektualistów i libertynów, poznaje również markizę de Rambouillet, która stanie się Panią jego serca i obiektem westchnień. Na polecenie kardynała &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Mazarin"&gt;Mazarina&lt;/a&gt; bohater zostaje wysłany na statku Amaryllis z misją naukową (która zważywszy profity z odkryć geograficznych ma wymiar polityczny) związaną z problemem pomiaru czasu podczas podróży morskiej oraz wyznaczenia &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/International_Date_Line"&gt;linii zmiany daty&lt;/a&gt;. Statek rozbija się (zapewne gdzieś w okolicach &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Solomon_Islands"&gt;Wysp Salomona&lt;/a&gt;), bohater cudem ocalony trafia na inny statek, Dafne. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;W zasięgu jego wzroku znajduje się wyspa, położona już za linią zmiany daty a więc trwa na niej dzień poprzedni, niestety nasz bohater nie umie pływać. Zostaje zatem uwięziony na Dafne. Penetrując zakamarki statku odkrywa między innymi całe mnóstwo ptaków, olbrzymią kolekcję chronometrów oraz niemieckiego jezuitę Kacpra Wanderdrossla, snującego najdziksze teorie naukowe, które zresztą sprowadzają na niego smutny koniec, gdy skonstruowana przezeń machina do nurkowania nie zadziała zgodnie z jego oczekiwaniami. Samotny i bez szans na ratunek, Roberto oddaje się wspomnieniom, pisaniu listów do niedosięgłej Pani oraz snuciu wizji na temat Ferrante, którego losy stanowią lustrzane odbicie perypetii bohatera, do czasu, aż zostaje ukąszony przez rybę-kamień.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Raz po raz powraca w powieści motyw niemożności osiągnięcia celu, czegoś nieuchwytnego. Poza zasięgiem jest Wyspa wraz z żyjącą na niej Gołębicą Koloru Pomarańczy, ale również i Pani, poza zasięgiem zdaje się być obiektywna prawda o tym, co właściwie się dzieje, gdyż zaciemniają ją spiski i intrygi, ale też mnogość opowieści i warstw fikcji, przez które "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;wszechświat&lt;/span&gt; [patrzy Robert] &lt;span style="font-style:italic;"&gt;jako na niewyraźną gmatwaninę zagadek, za którymi nie stoi Stwórca, a jeśli nawet stoi, jest zaprzątnięty odnajdywaniem siebie samego pośród zbyt licznych perspektyw&lt;/span&gt;" (s. 136).  Drugi przewijający się motyw to opowiadanie, bo "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;żeby żyć, trzeba opowiadać historie&lt;/span&gt;" (s. 188), Roberto snuje opowieść o Ferrante, zaś narrator snuje opowieść o Roberto, a na koniec sam wkracza na scenę, zastanawiając się, jak najlepiej ją zakończyć. Całość zresztą ma formę odtwarzania częściowo zaginionego rękopisu, zdaje się że to nie jedyny taki wypadek w twórczości Eco. Bodaj najbardziej pasjonujące były dla mnie fragmenty związane z historią nauki: te wszystkie urządzenia do liczenia czasu, związki matematyki, astronomii i geografii, a wszystko to - mimo całej racjonalności - podlane sosem barokowego katolicyzmu, mistycznych wizji, zwariowanych teorii jak proszek sympatii, filozoficznych rozważań o naturze czasu i miłości.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Główny bohater przypomina mi trochę tytułową postać z omawianej niegdyś na blogu przepięknej książki "Baron drzewołaz" Italo Calvino, jest romantykiem, marzycielem i gawędziarzem, zaś tematyka geograficzna przypomina mi "Rachubę świata" oraz "Mason i Dixon". Wszystkie te trzy książki podobały mi się dużo bardziej niż "Wyspa..." ale ją także przeczytałem z wielką przyjemnością. Podejrzewam, że jak tylko ukaże się nowa powieść Eco, ilość wizyt poszybuje w górę (jak to miało miejsce ostatnio dzięki wznowieniu "Cholonka..."), a może wtedy miłośnicy włoskiego pisarza zwrócą w komentarzach uwagę na pominięte przeze mnie aspekty jego dzieła albo polecą strony wyjaśniające np, w jaki sposób powieści Eco wiążą się z jego pisaniem filozoficznym i naukowym.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-1552128048099879173?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/1552128048099879173/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=1552128048099879173' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/1552128048099879173'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/1552128048099879173'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2011/10/wyspa-dnia-poprzedniego-umberto-eco.html' title='Wyspa dnia poprzedniego / Umberto Eco'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-pXD7bCs4mAI/TqMZHHnOkcI/AAAAAAAAArI/UcVpqAkS1r8/s72-c/Wyspa-dnia-.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-1085214192705621086</id><published>2011-10-22T21:16:00.009+02:00</published><updated>2011-10-29T23:06:23.867+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wojna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bałkany'/><title type='text'>Koczownicy / Nenad Veličković</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-r0Yu9-vh9OE/TqMXvAoXljI/AAAAAAAAAq8/qRfGkgxf2Tg/s1600/Koczownicy.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 198px; height: 300px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-r0Yu9-vh9OE/TqMXvAoXljI/AAAAAAAAAq8/qRfGkgxf2Tg/s320/Koczownicy.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5666398852552824370" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Koczowcnicy&lt;/i&gt; / Nenad Veličković ; przeł. Dorota Jovanka Ćirlić. - Wołowiec : Wydawnictwo Czarne, 2005. Ss. 292, ISBN 83-89755-25-4. Seria: (Inna Europa Inna Literatura). &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Gdybym był (ach, dlaczego nie jestem?) badaczem literatury post-jugosłowiańskiej na pewno przyjrzałbym się z uwagą obrazom &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Wojna_w_Bo%C5%9Bni_i_Hercegowinie"&gt;wojny lat 1992-1995&lt;/a&gt;, a może i napisał o tym pracę naukową. Trudno uwierzyć, że ta tragedia rozegrała się całkiem niedawno i zupełnie niedaleko. W omawianym na blogu "Krześle Eliasza" oglądaliśmy ten konflikt oczami Niemca przyjeżdżającego do oblężonego Sarajewa w poszukiwaniu śladów ojca. "Koczownicy" to na pewno bardziej subtelna literacko powieść, w odróżnieniu od poważnej i patetycznej książki Štiksa chętnie posługująca się humorem i groteską, na pewno błyskotliwa i pasjonująca, ale we mnie przynajmniej budzi jakiś opór. Podczas lektury miałem wrażenie, że czyta się ją zbyt łatwo, wszystkie te błyskotliwe zdania i zabawne pointy jakoś zbyt idealnie do siebie pasują. Często skaza czyni rzecz lub osobę bardziej interesującą, tu jakoś wszystko mi się wydaje zbyt gładkie. Ale przeczytać warto na pewno. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Narratorka powieści Maja, dziewczyna wybitnie inteligentna, ze zmysłem do obserwacji ale jednocześnie ciągle dość dziecinna czy może na taką się w swym pisaniu stylizująca, podczas oblężenia Sarajewa ukrywa się w piwnicy muzeum. Zachęcona przez swojego profesora literatury prowadzi "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;coś, co będzie powieścią  w formie dziennika&lt;/span&gt;" (s. 9), trochę z nudów a trochę aby dać świadectwo. W zamknięciu towarzyszą jej: starszy już &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;ojciec&lt;/span&gt;, dyrektor muzeum, który uważa za swój główny obowiązek uchronić zbiory przed barbarzyństwem; &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;matka&lt;/span&gt; - wyznawczyni Sai Baby, wegetarianka i ezoteryczka, przyrodni brat &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Davor&lt;/span&gt;, radiowiec, którego główną troską jest uniknięcie poboru do bośniackiego wojska oraz opieka nad ciężarną żoną &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Sanją&lt;/span&gt; - okropnie irytującą histeryczką. Starsze pokolenie reprezentują: &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;babcia&lt;/span&gt;, obdarzona niezwykłym powonieniem, wilczym apetytem, nie za bardzo kojarząca co się wokół niej dzieje, ale zaciekle strzegąca kuferka z nieznaną nikomu zawartością oraz dwaj weterani II wojny &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Julio&lt;/span&gt; i &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Brkić&lt;/span&gt;. Do tego dochodzi pies Sniffi oraz rozmaici nieproszeni goście, jak inni uchodźcy. Te wszystkie dość niecodzienne postaci, stłoczone w niezwykłym miejscu, w ekstremalnych warunkach - to punkt wyjścia opowieści. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Można potraktować "Koczowników" jako swoisty dokument oblężenia. Dowiemy się z niego o warunkach, w jakich żyli mieszkańcy Sarajewa, ich kłopotach z dostępem do wody, jedzenia, sanitariatów, lekarstw, o ciągłym zagrożeniu ze strony snajperów. Autor pokazuje również przebudzenie czy też rodzenie się tożsamości bośniackiej, z niekiedy dość śmiesznymi przejawami jak używanie turcyzmów w mowie  i całkiem nieśmiesznymi jak pojawienie się wojowniczego islamu. Oba zjawiska zresztą kompletnie obce narratorce i jej rodzinie, którzy należą (czy należeli) do świeckiej klasy średniej. Z rzadka pojawiają się żołnierze w błękitnych hełmach, w których bohaterowie widzą "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;lekarza, którego wezwano, by stwierdził śmierć, a nie żeby przepisał lekarstwa&lt;/span&gt;" (s. 108).&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście trudno zlekceważyć fakt, że bohaterowie ukrywają się akurat w muzeum. Ze swoimi ikonami, nagrobkami, kilimami stanowi ono idealną metaforę wielokulturowej historii Bośni, ziemi, gdzie "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;decyzje sądów i królewskie pieczęci trwają tyle, co słowa napisane palcem na piasku&lt;/span&gt;" (s. 122). Veličković jednak ucieka od historiozofii, skupia się na zwykłych ludziach uwikłanych w wojnę, dla których ta "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;zajęła miejsce oswojonego psa włóczęgi lub znalezionego na śmietniku parszywego kota&lt;/span&gt;" (s. 255). Nie ma w sobie nic wzniosłego, jest - kiedy się już do niej przywyknie - natrętna, uprzykrzająca życie, groteskowa i absurdalna. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Koledzy blogerzy piszący o "Koczownikach" (choćby &lt;a href="http://buvljak.blox.pl/2009/06/Nenad-Velikovic-Koczownicy.html"&gt;tu&lt;/a&gt; i &lt;a href="http://mojabiblioteczka.blox.pl/2009/05/Nenad-VelikovicKoczownicy.html"&gt;tu&lt;/a&gt;) zwracają uwagę na humor. Oczywiście trudno się nie śmiać z matki Mai, dla której I-Cing jest jak pierwszy sekretarz partii komunistycznej czy ze zwariowanych wojennych opowieści Julia, ale tego samego Autora "Sahib" jest jednak dużo śmieszniejszy, tutaj nie brakuje nostalgii i smutku (uosabianego przez babcię), goryczy, beznadziei. Humor i dystans to dla narratorki broń przed rozpaczą, oswajanie rzeczywistości, momentami wręcz poetyzowanie jej (że przytoczę choćby piękną metaforę "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Być ciężarną to znaczy pocierać własny brzuch zamiast lampy Alladyna&lt;/span&gt;" s. 198). Zakończenie można rozumieć jako promyk nadziei, chociaż ja nie mogę się oprzeć wrażeniu, że jest ono raczej ironiczne. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Warto zwrócić uwagę na niezmiernie obszerne i ciekawe, a przy tym zupełnie niestandardowe przypisy Tłumaczki, które daleko wykraczają poza funkcję objaśniania obcych realiów, ale - jak mi się wydaje - układają się w osobistą wypowiedź o wojnie w Bośni.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-1085214192705621086?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/1085214192705621086/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=1085214192705621086' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/1085214192705621086'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/1085214192705621086'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2011/10/koczownicy-nenad-velickovic.html' title='Koczownicy / Nenad Veličković'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-r0Yu9-vh9OE/TqMXvAoXljI/AAAAAAAAAq8/qRfGkgxf2Tg/s72-c/Koczownicy.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-6606514505270659536</id><published>2011-09-02T19:37:00.014+02:00</published><updated>2011-09-12T12:10:36.986+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wojna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Niemcy'/><title type='text'>Spisek w Winterspelcie / Alfred Andersch</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-Xwxb9QvlEXc/TmEVfA7DoWI/AAAAAAAAAq0/72PDjy6qozM/s1600/Andersch.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 207px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-Xwxb9QvlEXc/TmEVfA7DoWI/AAAAAAAAAq0/72PDjy6qozM/s320/Andersch.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5647819030267142498" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Spisek w Winterspelcie&lt;/i&gt; / Alfred Andersch ; przeł. Adam Kaska. - Warszawa : Państwowy Instytut Wydawniczy, 1979. Ss. 446, ISBN 83-06-00127-3. Seria: (Współczesna Proza Światowa).&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Zacznę od stwierdzenia, że "Spisek w Winterspelcie" uważam za dzieło znakomite, bez mała genialne i dawno już żadna książka nie zrobiła na mnie takiego wrażenia, a przy tym nie do końca umiem wskazać, co mnie w niej tak zafascynowało, dlatego zachęcam PT Czytelników do zaznajomienia się z nią i podzielenie ze mną swoimi refleksjami. Nie potrafię również oszacować, jaką rangę zajmuje &lt;a href="http://de.wikipedia.org/wiki/Alfred_Andersch"&gt;Alfred Andersch&lt;/a&gt; w literackiej hierarchii świata niemieckojęzycznego, gdyż jego nazwisko znam tylko z tytułu &lt;a href="http://www.amazon.de/Luftkrieg-Literatur-Winfried-G-Sebald/dp/3596148634"&gt;książki&lt;/a&gt;, jaką częściowo poświęcił mu wielki W. G. Sebald, ale sądząc z artykułu na Wikipedii miejsce to jest co najmniej godne. Z tejże krynicy wszelkiej wiedzy dowiemy się również że "Spisek..." to ostatnie z czterech powieści Anderscha wydana na parę lat przed śmiercią i że pisarz obchodził urodziny prawie tego samego dnia co ja - muszę sprawdzić, czy jest jakaś korelacja, że podobają mi się twórcy spod znaku wodnika.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Miejsce akcji: wieś Winterspelt w Niemczech tuż przy granicy belgijskiej. Czas akcji: październik 1944, tuż przed ofensywą w Ardenach. Wehrmacht od US Army dzieli tylko rzeka. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Dramatis personae&lt;/span&gt;: major &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Dincklage&lt;/span&gt;, niemiecki dowódca odznaczony Krzyżem Rycerskim; &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Wenzel Heinstock&lt;/span&gt;, czesko-niemiecki komunista, niedawno zwolniony z obozu koncentracyjnego pracuje w kamieniołomie; &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Käthe Lenk&lt;/span&gt;, nauczycielka, jej rodzina zginęła w bombardowaniu, przemieszkuje w wiosce; dr &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Schefold&lt;/span&gt;, historyk sztuki, usiłuje ratować dzieła sztuki przed zawieruchą wojenną; major &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Wheeler&lt;/span&gt;, w cywilu profesor średniowiecznej literatury niemieckiej, obecnie oficer wywiadu USA; kapitan &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Kimbrough&lt;/span&gt;, oficer amerykański z południa USA tęskniący za bagnami &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Okefenokee_Swamp"&gt;Okefenokee&lt;/a&gt;; &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Hubert Reidel&lt;/span&gt;, znienawidzony feldwebel, wyborowy strzelec, zakochany w młodym żołnierzu Borku. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Tytułowy spisek polega na tym, iż Dincklage, zdając sobie sprawę, że wojna została już przez Niemcy przegrana, zamierza poddać swoje wojska Amerykanom, w czym pomaga mu zakochana w nim z wzajemnością Käthe, a współtwórcą planu jest Heinstock. Dr Schefold pełni funkcję kuriera między Niemcami a Amerykanami. Dincklage żąda, aby Amerykanie (dowództwo Wheelera i Kimbrough'a nie chce przyjąć tej oferty) potwierdzili, iż poważnie traktują jego propozycję, posyłając Schefolda przez linię frontu. Tak się też dzieje, a do dowódcy doprowadza go kopniakami Reidel, na którego właśnie wpłynął donos Borka o - jak dziś byśmy powiedzieli - molestowanie... &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście doskonale wiemy, że nic podobnego nigdy nie miało miejsca, jest to apokryf, historia alternatywna, jak pisze sam Autor: "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Historia przedstawia, jak było. Opowieść bawi się możliwościami&lt;/span&gt;" (s. 13). Kompletnie nie orientuję się w historii II Wojny Światowej, proszę zatem poprawić mnie, jeśli znowu piszę głupstwa, ale Andersch nawiązuje do teorii (lansowanych m. in. przez przywołanego z nazwiska &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/B._H._Liddell_Hart"&gt;Liddella Harta&lt;/a&gt;), iż pod koniec wojny jakaś część dowódców niemieckich była gotowa zakończyć walki, gdyby alianci zaproponowali im możliwość "godnego" pokoju. Powieść ilustruje sytuację, w której jeden oficer postanawia na własną rękę postąpić według takiego scenariusza. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Jest dla mnie absolutnym mistrzostwem świata, jak Andersch opisuje powyższy spisek jako skomplikowaną psychologiczną rozgrywkę pomiędzy tymi wszystkimi osobami, z których każda nosi własne traumy i ograniczenia. Zachwyca mnie jeszcze bardziej, jak Andersch pokazuje związek między postawą bohaterów, a ich pochodzeniem społecznym np. fenomenalne są sceny gdy syn drobnego hotelarza Reidel prowadzi zamożnego, wyrafinowanego intelektualistę Schefolda. W gruncie rzeczy motywacje kierujące bohaterami są daleko bardziej pogmatwane i nie związane tylko ze stanem "teatru działań wojennych" (okropne określenie, cóż ma wojna wspólnego z teatrem?), choć akurat Dincklage i Kimbrough rozmyślają wiele o pojęciach takich jak honor, wola, wolność. Marksista i geolog Heinstock postrzega "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;historię jak warstwę osadową&lt;/span&gt;" (s. 87), dla Käthe motywacją staje się odnaleziona w najmniej prawdopodobnym miejscu (i wyjątkowo niefortunnym obiekcie) miłość. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Powieść ma ulubioną przeze mnie formę kolażu: cytaty z dzieł historyków, meldunki, autentyczne i fikcyjne dokumenty, monologi postaci, krótkie cudnie zarysowane sceny, wszystko to sprawia, że cała intryga jakby stopniowo ożywa na naszych oczach, widzimy szwy, z których całość jest utkana, ale historia porywa nas bez reszty. Nadzwyczajne dzieło, szóstka na BiblioNETce bez zastanowienia.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-6606514505270659536?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/6606514505270659536/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=6606514505270659536' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/6606514505270659536'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/6606514505270659536'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2011/09/spisek-w-winterspelcie-alfred-andersch.html' title='Spisek w Winterspelcie / Alfred Andersch'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-Xwxb9QvlEXc/TmEVfA7DoWI/AAAAAAAAAq0/72PDjy6qozM/s72-c/Andersch.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-7276143755720359950</id><published>2011-09-02T19:29:00.013+02:00</published><updated>2011-09-10T13:01:22.158+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Austria'/><title type='text'>Każdy może być mordercą / Heimito von Doderer</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-HhthF1WHtDA/TmEUMUrqeYI/AAAAAAAAAqs/NFa0z0lAh_c/s1600/Doderer.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 199px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-HhthF1WHtDA/TmEUMUrqeYI/AAAAAAAAAqs/NFa0z0lAh_c/s320/Doderer.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5647817609642146178" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Każdy może być mordercą&lt;/i&gt; / Heimito von Doderer ; przeł. Kazimiera Iłłakowiczówna. - Wyd. 3 - Warszawa : Państwowy Instytut Wydawniczy, 1997. Ss. 453, ISBN 83-06-02-633-0. Seria: (Seria Kieszonkowa).&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Jestem pewien, że wielu z gości mojego bloga zwraca baczną uwagę na pierwsze zdanie w nie znanej sobie dotychczas powieści. Chyba mało kto jest w stanie powiedzieć cokolwiek o austriackim pisarzu nazwiskiem &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Heimito_von_Doderer"&gt;Heimito von Doderer&lt;/a&gt;, ale po przeczytaniu zdania "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Każdemu z nas własne dzieciństwo bywa wpakowywane na głowę jak odwrócony kubeł&lt;/span&gt;" (s. 5) zapewne niejeden pasjonat literatury pomyśli, że będzie się działo. I tak jest w istocie, chociaż urok lektury nie polegał dla mnie przynajmniej na śledzeniu intrygi kryminalnej (ostatnio w prywatnym liście wypomniano mi &lt;span style="font-style:italic;"&gt;spoiler&lt;/span&gt;y, toteż tym razem pominę rozwiązanie zagadki), ale na podążaniu za spokojną, zamaszystą melodią fraz, w której bezbłędnie wyczuwa się niemiecki oryginał, spolszczony przez znaną &lt;a href="http://szedhar.republika.pl/illakowiczowna/iillako.htm"&gt;poetkę&lt;/a&gt;, która m. in. przełożyła również nowelę Georga Büchnera "Lenz" przepięknie przeniesioną nie dawno na deski Teatru Narodowego przez &lt;a href="http://www.e-teatr.pl/pl/osoby/45772.html"&gt;Barbarę Wysocką&lt;/a&gt;.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Konrad Kastylec chowa się jako późny syn jako tako prosperującego porywczego handlarza suknem. Wcześnie traci matkę, a jego najlepszym przyjacielem jest Günther Ligharts, ich ulubioną wspólną rozrywką jest łowienie salamander na bagnach. Kończy szkołę handlową, romansuje z młodą szwaczką Idą i starszą pracownicą (i kochanką) ojca Anką Hedeleg. Po ukończeniu szkoły dostaje pracę w fabryce Niemczech, gdzie z wolna wkupuje się w łaski lokalnego mieszczańskiego &lt;span style="font-style:italic;"&gt;high society&lt;/span&gt;, a nawet poślubia córkę właściciela Mariannę Wejk. Tu zawiązuje się wątek kryminalny: otóż siostra Marianny, rozkapryszona i nieco szalona Louison ("&lt;span style="font-style:italic;"&gt;złośliwy gnom&lt;/span&gt;" - mówi o niej żona Konrada), padła ofiarą brutalnego i nigdy nie wyjaśnionego morderstwa. Kastylec z biegiem czasu popada w obsesję na punkcie znalezienia sprawcy. Gdy zostaje wysłany do Berlina, nawiązuje kontakt z przyjacielem z dzieciństwa Günther i zaraża go swoją manią. Wspomnienia z dzieciństwa odżywają, jak niegdyś łowili nieszczęsne płazy, teraz tropią podejrzanego Henryka Pejca. Rozwiązania nie zdradzę, ale nie przyniesie ono nikomu ulgi ani satysfakcji. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Jeśli szkic fabuły sugerowałby jakiś związek z gatunkiem &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Entwicklungsroman&lt;/span&gt;, to jest on zdecydowanie ironiczny. Fani językoznawstwa mogli się zetknąć z pojęciem &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Ergative-absolutive_language"&gt;języków ergatywnych&lt;/a&gt;, w których zupełnie inaczej przedstawia się problem strony czynnej i biernej. W dawnych czasach uważano, że ludy, które posługują się powszechnie stroną bierną bardziej niż czynną postrzegają człowieka właśnie jako przedmiot rozmaitych potężnych sił. Otóż właśnie Kastylec jest człowiekiem, o którym można mówić niemal wyłącznie w stronie biernej - osobą całkowicie pasywną, oportunistyczną, reagującą tylko na bodźce z otoczenia a nie przetwarzającego ich na wolę działania. Jego praca, małżeństwo, mieszkanie stanowią jakby tylko okoliczność, scenografię, nie są przy tym wypełnione treścią. Dopiero podjęcie szalonego śledztwa sprawia, iż Konrad czuje się "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;jakby na dachu własnego życia [...] obserwując z takiej wysokości rzeczy sobie znane&lt;/span&gt;" (s. 320). Już po rozwiązaniu zagadki boleśnie uświadamia sobie swój konformizm i stwierdza, że "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;on sam nigdy nie żył. Podawano go sobie z rąk do rąk, jak przesyłkę pocztową&lt;/span&gt;" (s. 434). Całe jego życia jawi mu się jako nierealne, a za sprawą właściwego naturze ludzkiej sentymentalizmu "[okres dzieciństwa] &lt;span style="font-style:italic;"&gt;przewyższał natężeniem światła wszystko tutejsze, pławiąc się w nieoczekiwanej jasności&lt;/span&gt;" (s. 174).&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Najciekawsze w powieści są jednak fragmenty, w których nic się nie dzieje, te wszystkie skrupulatne, opisy, eseistyczne dygresje, złośliwe i zdystansowane filozoficzne przypisy narratora do przedstawionego świata. Muszę przyznać, że sformułowanie takie jak to, że kwiaty są "naszą niemą mową mimiczną wobec zmarłych, co do której spodziewamy się, że ci ją zrozumieją" (s. 120) sprawiają mi nieraz większą frajdę niż rozwiązanie jakiegoś morderstwa w kryminale. Kiedy jakiś pisarz idealnie przyszpila znaczenie takiego drobiazgu, dla którego nie potrafiłem znaleźć trafnego określenia. Z innych rzeczy, zdziwiła mnie śmiałość obyczajowa powieści wydanej bądź co bądź w 1938 roku jak dość dosadnie opisane czysto seksualne wczesne znajomości Kastylca, romans żony z instruktorem tenisa. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Pierwszego zdanie w kolejnym akapicie znajduje smutne rozwinięcie, iż "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;treść owego kubła nigdy nie może być zmyta&lt;/span&gt;" (s. 5). Powieść jest niewątpliwie wycieczką w dość przykry świat, ale na mnie zrobiła spore wrażenie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-7276143755720359950?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/7276143755720359950/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=7276143755720359950' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/7276143755720359950'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/7276143755720359950'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2011/09/kazdy-moze-byc-morderca-heimito-von.html' title='Każdy może być mordercą / Heimito von Doderer'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-HhthF1WHtDA/TmEUMUrqeYI/AAAAAAAAAqs/NFa0z0lAh_c/s72-c/Doderer.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-2732178811370498991</id><published>2011-08-10T18:49:00.008+02:00</published><updated>2011-08-17T12:27:27.991+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bałkany'/><title type='text'>Forsowanie powieści-rzeki / Dubravka Ugrešić</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-5YljQRsqJLM/TkK2vl5NBvI/AAAAAAAAAqc/lowJkAgUw_s/s1600/fpr.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 202px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-5YljQRsqJLM/TkK2vl5NBvI/AAAAAAAAAqc/lowJkAgUw_s/s320/fpr.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5639270612163430130" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Forsowanie powieści-rzeki&lt;/i&gt; / Dubravka Ugrešić ; przeł. Danuta Cirlić-Straszyńska. - Warszawa : Państwowy Instytut Wydawniczy, 1992. Ss. 218, ISBN 83-06-02214-9. Seria: (KIK Klub Interesującej Książki).&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Zawsze bardzo lubiłem czytać komentarze &lt;a href="http://www.dubravkaugresic.com/"&gt;Dubravki Ugrešić&lt;/a&gt; do rozmaitych bieżących spraw, które tak się składa, że w większości harmonijnie współgrają z moimi poglądami. Jej druga powieść, jaką przeczytałem, nie zachwyciła mnie, ale nie dlatego, że jest kiepska - nic z tych rzeczy - raczej wydała mi się trochę nieaktualna, trącąca myszką. Wydana pod koniec lat 80-tych książka jest chyba dość mocno związana z ówczesną sytuacją Jugosławii czy ogólnie Europy tuż przed upadkiem komunizmu. Problemy, które porusza są niewątpliwie ważne i frapujące, ale nastąpił chyba przynajmniej u mnie przesyt.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Klamrą dla opowieści są luźne zapiski Autorki poczynione podczas zawodowych podróży po świecie (a tych Autorka odbyła imponującą ilość). Tego rodzaju notki mógłbym czytać w nieskończoność, bo kiedy czytam, że Hawana przypomina "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;przejrzałe, nadgniłe tropikalne owoce&lt;/span&gt;" (s. 215), a "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Monachium jest jak Zagrzeb, takie jaki by Zagrzeb mógł być, gdyby mógł&lt;/span&gt;" (s. 213), od razu żałuję, że nie mogę nosić Dubravki U. na co dzień w plecaku, aby równie celnie komentowała moje realia. Pomiędzy zaś mamy sprawozdanie z Zagrzebskich Rozmów Literackich, na którą zjechali literaci z całej Europy. Jest tu i dystyngowana węgierska poetka Ilova Kovács, starszawa polska krytyczka Małgorzata Uszko, duńska feministka Cecilia Sterensen. Towarzystwo ze znudzeniem słucha referatów, odbębnia obowiązkowe groteskowe wizyty w zakładach produkcyjnych (tu fantastyczne rozważania, czy nazwiskiem pisarza godzi się nazwać wyrób wędliniarski), ale każdy, kto kiedykolwiek był na konferencji, wie doskonale, że chodzi w nich głównie o seks i imprezy czyli część nieoficjalną. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Część nieoficjalna stanowi jakby ciemną stronę księżyca życia literackiego, jakąś fantasmagoryczną wersję całkiem realnych sytuacji. Pisarki feministki postanawiają wykastrować krytyka mizogina narzędziami kuchennymi, czeskiemu pisarzowi zostaje skradziony rękopis jego arcydzieła w ramach wyrafinowanej zemsty za jego współpracę z komunistycznym reżimem, radziecki literat pada ofiarą intrygi wywiadowczej podczas próby ucieczki za granicę. Nad przebiegiem rozmów czuwa grupa jugosłowiańskich politruków od kultury. Dwa dość rozbudowane wątki czyli znajomości młodego chorwackiego autora słuchowisk dla dzieci Pipo Finka z amerykańskim lewicowym pisarzem oraz wspomniana historia radzieckiego pisarza Troszyna, który niegdyś rozważał już "dezercję" podczas spotkania z rosyjską diasporą w Nowym Jorku łączy dość dobrze znany motyw: my w Europie Wschodniej owszem jesteśmy uduchowieni, mamy skomplikowaną tożsamość, ale tam w USA to dopiero jest prawdziwe życie... (a my tu do dzisiaj "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;po kolana w błocie, lecz z nosem w najnowszym numerze &lt;/span&gt;Variety" (s. 144), czyż nie?). Rewersem tej sytuacji są ludzie "z Zachodu" zafascynowani krajami za żelazną kurtyną, których złośliwie charakteryzuje Autorka, że "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;przyjeżdżali ze swoich krajów rumiani, świeży, nawitaminizowani, nie obciążeni, aby przeżyć coś interesującego, a dokładniej - coś strasznego&lt;/span&gt;" (s. 45).&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Powieść jest jednak przede wszystkim satyrą na literatów i ich słabostki. Żaden z pisarzy raczej nie wydaje z siebie żadnej wzniosłej myśli. Zajmują się opowiadaniem anegdot o innych pisarzach, intrygami, a kieruje nimi głównie podłość i zawiść. Idealnym przykładem jest niejaki Raptak, który w ramach rozrywki pisze do szuflady nekrologi kolegów po fachu. Największą furorę robi Francuz Jean Paul Flagus tylko dlatego, że jest spokrewniony z Flaubertem i ma pieniądze. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Jak starałem się pokazać, w powieści jest multum ciekawych postaci, bystrych obserwacji (genialny opis rozkoszy podróży samolotem na s. 64, gdy plastikowego posiłku wyczekujemy jak "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;podarku spod choinki&lt;/span&gt;" czy stwierdzenie, że rusycyści z Zachodu zajmują się przeważnie pisarzami, o których w Rosji nikt nie słyszał). Całość niewątpliwie daje przyjemność, ale pozostawia lekki niedosyt.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-2732178811370498991?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/2732178811370498991/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=2732178811370498991' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/2732178811370498991'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/2732178811370498991'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2011/08/forsowanie-powiesci-rzeki-dubravka.html' title='Forsowanie powieści-rzeki / Dubravka Ugrešić'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-5YljQRsqJLM/TkK2vl5NBvI/AAAAAAAAAqc/lowJkAgUw_s/s72-c/fpr.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-1482429318781442746</id><published>2011-08-05T17:47:00.009+02:00</published><updated>2011-08-22T15:21:36.229+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Włochy'/><title type='text'>Nie boję się / Niccolò Ammaniti</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-0PnbGj9tf6w/TjwRoIp91wI/AAAAAAAAAqU/4wW-Sj2Cs90/s1600/nonhopaura.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 188px; height: 300px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-0PnbGj9tf6w/TjwRoIp91wI/AAAAAAAAAqU/4wW-Sj2Cs90/s320/nonhopaura.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5637400214776960770" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Nie boję się&lt;/i&gt; / Niccolò Ammaniti ; przeł. Dorota Duszyńska. - Warszawa : Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA, 2003. Ss. 244, ISBN 83-7319-364-2. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Literatura włoska z rzadka gości na moim blogu, bo jakoś nie mogę trafić na nic, co by mnie w niej szczerze poruszało, choć oczywiście jestem otwarty na sugestie PT Czytelników. Ammaniti jest zapewne znanym pisarzem we Włoszech, skoro dopiero co otrzymał Premio Strega, a na podstawie omawianej tu powieści nakręcono niedawno &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=NecVm1MwJqg"&gt;film&lt;/a&gt;. Sądząc po komentarzach na Amazonie, powieść ta kojarzy się czytelnikom anglojęzycznym z rewelacyjnym "Zabić drozda". Rzeczywiście, obie powieści traktują o tym, jak dzieci w pewnym momencie uzyskują wgląd w to, jak okropny może być świat dorosłych. Z góry zastrzegam, że we wpisie będą &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;spoilery&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;, więc jeśli ktoś zamierza czytać "Nie boję się" (a na pewno warto), radzę szybko wyjść. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Bohater (a w dorosłej wersji także narrator) powieści to 9-letni chłopiec Michele Amitrano mieszkający z rodzicami i siostrą w przeraźliwie biednej, zapyziałej wiosce Skośna Woda gdzieś zapewne na włoskim południu (choć wspominana jest nazwa Lucignano, ale nie wiadomo, czy chodzi właśnie o tę lokalizację). Są lata mniej więcej 70-te i panuje właśnie potwornie upalne lato. Nasz bohater spędza czas na lekturze komiksów oraz jeżdżeniu z kolegami po okolicy na rowerze, a podczas jednej przejażdżki odkrywają oddaloną od zabudowań dziurę w ziemi. Michele schodzi do niej i odkrywa w niej zwłoki chłopca w swoim wieku. Nie mówi o swoim odkryciu kolegom ani rodzinie. Gdy później powraca na to miejsce, okazuje się, że chłopiec jest jak najbardziej żywy, a tylko wyczerpany i otumaniony. Bohater snuje rozmaite przypuszczenia, dlaczego ktoś więzi Filippo w tak strasznych warunkach (np że jest to wilkołak lub jego zaginiony brat) i próbuje mu pomóc. Prawda okazuje się bardziej przerażająca niż dziecięce rojenia (jak mówi mu ojciec "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Powinieneś bać się ludzi, nie potworów&lt;/span&gt;" s. 211): otóż mężczyźni z wioski (w tym ojciec Michele) zorganizowali porwanie Filippo aby wyłudzić okup od jego rodziców, co prowadzi do dramatycznego finału.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Autor niesamowicie celnie opisuje świat dzieci (z ich zabawami, kłótniami i sojuszami), nie wolny od trosk i stresów (nad dziećmi nikt się bynajmniej przesadnie nie trzęsie, doskonale rozumieją też biedę swojej okolicy), a jednak w sumie szczęśliwy. Michele czuje się dość samotny, perfidnie zdradza go jego najlepszy kolega Salvatore (którego rodzina jest najbogatszą w okolicy), dlatego też można zrozumieć entuzjazm, z jakim chce nawiązać kontakt z chłopcem z dziury i niechęć przed dzieleniem się nim z kimkolwiek. Te fragmenty, gdzie Michele próbuje się czegoś dowiedzieć o "koledze" a Filippo jest przekonany, że przychodzi do niego anioł są bardzo wzruszające. W kontekście kolejnych wydarzeń tytuł powieści nabiera coraz to nowych odcieni, najpierw bohater nie boi się po prostu zejść do jamy, potem przełamuje strach przed trzeźwym spojrzeniem w świat dorosłych. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Ogromnie prosta narracja powieści naśladuje wiernie sposób postrzegania świata przez dziecko, a dorosły narrator tylko z rzadka wtrąca komentarze od siebie. Prostota nie oznacza oczywiście braku sugestywności, wręcz przeciwnie. Cały czas czujemy upał i kurz, widzimy niedolę i brzydotę ludzi. Są to Włochy bardzo odległe od uroków Toskanii (jakże pięknie opisane również w &lt;s&gt;nie tłumaczonej na polski&lt;/s&gt; książce &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Carlo_Levi"&gt;Carlo Levi&lt;/a&gt;'ego &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Cristo si è fermato a Eboli&lt;/span&gt;) i wciągająca literatura.&lt;br /&gt;  &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-1482429318781442746?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/1482429318781442746/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=1482429318781442746' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/1482429318781442746'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/1482429318781442746'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2011/08/nie-boje-sie-niccolo-ammaniti.html' title='Nie boję się / Niccolò Ammaniti'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-0PnbGj9tf6w/TjwRoIp91wI/AAAAAAAAAqU/4wW-Sj2Cs90/s72-c/nonhopaura.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-9121028454715332554</id><published>2011-07-24T21:04:00.007+02:00</published><updated>2011-08-10T11:57:30.647+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='UK'/><title type='text'>Faust / Robert Nye</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/--tCDB7Q7JGg/TixtnT9AxyI/AAAAAAAAAqM/nX90pzgw2mQ/s1600/faust.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 222px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/--tCDB7Q7JGg/TixtnT9AxyI/AAAAAAAAAqM/nX90pzgw2mQ/s320/faust.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5632997756072150818" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Faust czyli Historia Von D. Johann Fausten dem wietbeschreyten Zauberer und Schwartzkünstler, li też Historya Doktora Jana Fausta, okrzyczanego Magikusa i Czarnoksiężnika, jako ją był spisał jego famulus i uczeń, Krzysztof Wagner, oto po raz pierwszy przetłumaczona na angielską mowę&lt;/span&gt; / przez Roberta Nye'a ; za czym spolszczona ręką Piotra Siemiona. - Gdańsk : "Marabut", 1992. Ss. 310, ISBN 83-85416-06-4. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Chyba najsłynniejszą powieścią &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Robert_Nye"&gt;Roberta Nye&lt;/a&gt; jest "Falstaff", którego czytałem dawno temu i zapamiętałem tyle (proszę mi wybaczyć, byłem nastolatkiem), że główny bohater widocznie znudzony tradycyjnymi sposobami uprawiania miłości próbuje posiąść jakąś kobietę przez ucho, ale nie w sensie Gombrowiczowskim tylko całkiem dosłownie. Wydaje się to dość charakterystyczne dla powieści tego autora, który bierze za głównego bohatera jakąś dobrze znaną postać (Falstaff, Faust, Merlin, Lord Byron), opowiada jej losy z nieco innego punktu widzenia, ubarwiając narrację skatologią i erotyką, zupełnie w stylu "Gargantuy i Pantagruela". W przypadku "Fausta" jest to tym bardziej uzasadnione, że jego akcja dzieje się zaledwie parę lat po pierwszym wydaniu dzieła &lt;a href="http://fr.wikipedia.org/wiki/Fran%C3%A7ois_Rabelais"&gt;Rabelais&lt;/a&gt; (odpowiednio 1540 i 1532). &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Narrator Krzysztof Wagner, niegdysiejszy student teologii w Wittenberdze, jest pomocnikiem &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Faust"&gt;Fausta&lt;/a&gt;, zapijaczonego i odrażającego starca. Faust jest przerażony tym, że oto mija ostatni rok paktu, który zawarł z Diabłem i lada moment jego dusza zostanie zabrana do Piekieł. Faustowi ukazuje się jednak Mefistofeles, który godzi się na odroczenie wyroku, jeśli Faust pojedzie do Rzymu, by zabić papieża (akurat wtedy był to &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Paul_III"&gt;Paweł III&lt;/a&gt;). Bohaterowie wyruszają zatem do Wiecznego Miasta, a towarzyszą: im złośliwy małpiszon Akercocke, fanatyczna katoliczka Helena (uważająca się m. in. za wcielenie Heleny Trojańskiej i Heleny łączonej z &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Simon_Magus"&gt;Szymonem Magiem&lt;/a&gt;, siedem pięknych dziewcząt z krain od Anglii przez Rosję do Persji, które oględnie mówiąc dotrzymują towarzystwa Krzysztofowi oraz pies Szatan niegdyś należący do Jana Kalwina. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;W miarę trwania podróży zaczynają się dziać rzeczy dziwne (dziewczęta znikają, zegary wariują...), a Czytelnik zaczyna podejrzewać, że nie wszyscy są tym, kim się z pozoru wydają. Nie przypadkiem narrator ma 24 lata, a cała akcja książki dzieje się od Popielca do Wielkiego Tygodnia (co najmniej jedna bardzo znana powieść też dzieje się podczas Wielkiego Tygodnia, prawda?). Spisując dzieje tej niezwykłej podróży Wagner wtrąca tu i ówdzie rozważania o aniołach, kapitalne anegdoty o Lutrze i innych postaciach kościelnych. Podkreśla jednocześnie swoją kompletną niewiarę w Faustowe opowieści, za to nieustannie akcentuje sam fakt pisania, czyniąc z rękopisu momentami nader ważny rekwizyt. Zapewne jest to trochę komentarz odautorski, gdyż "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;zawsze się znajdzie inna wesja&lt;/span&gt;. [...] &lt;span style="font-style:italic;"&gt;kiedy powiedzieliśmy już wszystko na dowolną ilość sposobów, zawsze będzie coś, o czym omieszkaliśmy wspomnieć&lt;/span&gt;" (s. 193). &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Książka intrygująca i trzymająca w napięciu, wyrazy uznania dla Piotra Siemiona za tłumaczenie, dzięki któremu język jest lekki i dowcipny, a dialogi soczyste i dynamiczne.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-9121028454715332554?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/9121028454715332554/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=9121028454715332554' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/9121028454715332554'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/9121028454715332554'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2011/07/faust-robert-nye.html' title='Faust / Robert Nye'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/--tCDB7Q7JGg/TixtnT9AxyI/AAAAAAAAAqM/nX90pzgw2mQ/s72-c/faust.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-7206605864927239616</id><published>2011-07-20T18:51:00.009+02:00</published><updated>2011-07-20T19:54:38.598+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='spy story'/><title type='text'>Ryzyko zawodowe / Stella Rimington</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-oI7-aRVe7eM/TicIScBC97I/AAAAAAAAAqE/AFgP-VjZG6o/s1600/strim.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 204px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-oI7-aRVe7eM/TicIScBC97I/AAAAAAAAAqE/AFgP-VjZG6o/s320/strim.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5631478971901343666" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Ryzyko zawodowe&lt;/i&gt; / Stella Rimington ; przeł. Mateusz Kurmanow. - [Lublin] : Red Horse, 2007. Ss. 486, ISBN 978-83-60504-40-6. Seria: (Tajna Strefa). &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Nieodłącznym elementem letniego upału jest dla mnie od lat lektura niezobowiązującego kryminału, choć może w tym wypadku lepiej byłoby mówić o historii szpiegowskiej. Zapewne najciekawsze w całej książce jest nazwisko Autorki: &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Stella_Rimington"&gt;Stella Rimington&lt;/a&gt; była pierwszą (i wcale nie ostatnią od tego czasu!)  kobietą na stanowisku dyrektora generalnego &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/MI5"&gt;MI5&lt;/a&gt;, czyli brytyjskiego kontrwywiadu, który między innymi ma zadanie zapobiegać infiltracji kraju przez terrorystów rodzimych i zagranicznych. Po zakończeniu wieloletniej pracy w tajnych służbach Stella Rimington oddaje się pisarstwu, wydała dotychczas sześć powieści, a "Ryzyko zawodowe" ukazało się jako pierwsza spośród nich. Niestety muszę przyznać, że powieść kompletnie rozminęła się z moimi oczekiwaniami, mimo że jest to w sumie świetnie skrojony kryminał z kapitalnym tempem, który czyta się nie dłużej niż dwa dni. Brak w niej tego co dla mnie odróżnia właśnie opowieści szpiegowskie od kryminałów - wielopoziomowych intryg z udziałem osób o wielu tożsamościach, opisów żmudnego konstruowania operacji wywiadowczej, napięcia psychologicznego. A nieco konkretniej...&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Bohaterka powieści &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Liz Carlyle&lt;/span&gt; to trzydziestoczteroletnia kobieta z zamiłowaniem do ładnych ubrań, utrzymująca romans z żonatym dziennikarzem i wysłuchująca ciągle od matki, że powinna znaleźć męża, nie różniłaby się zatem wiele od wielu swych rówieśniczek, gdyby nie fakt, że pracuje w kontrwywiadzie, gdzie zresztą dorobiła się już pewnej renomy. Łącząc ze sobą strzępki informacji od różnych agentów wpada ona na trop intrygi. Otóż pewien pakistański terrorysta na zlecenie mrocznej muzułmańskiej międzynarodówki terrorystycznej chce przeprowadzić zamach w Wielkiej Brytanii. Ma mu w tym pomóc &lt;span style="font-style:italic;"&gt;invisible&lt;/span&gt; - zwykły, niczym się nie wyróżniający (czyli biały) obywatel brytyjski, który jednak współpracuje z terrorystami i podziela ich ideologię. Policja, wojsko i tajne służby rozpoczynają obławę na terrorystów, zaś Liz ma zadanie prześwietlić na wylot życie i psychikę &lt;span style="font-style:italic;"&gt;invisible&lt;/span&gt;, aby ustalić potencjalny obiekt zamachu. Pomagają jej w tym między innymi opiekuńczy szef &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Charles Weatherby&lt;/span&gt; oraz bufonowaty i irytujący oficer konkurencyjnego MI6 &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Bruno Mackay&lt;/span&gt;. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Wbrew pozorom motyw kobiety w męskim świecie nie jest w powieści wygrywany właściwie w ogóle. Sama Liz to postać w sumie dość bezbarwna, pozornie bez właściwości (no ale podobno tacy najlepiej się nadają do wywiadu), ale wyczuwa się w niej siłę i determinację. Pełnowymiarowymi postaciami są również terroryści, którzy nie zostali opisani niczym czarny charakter z kreskówki, a ich motywacje są traktowane poważnie i poniekąd zrozumiałe. Zresztą stylizacja realiów to w ogóle mocna strona książki, wszystko jest bardzo zwyczajne, pojawiają się tematy znane z mediów (interwencja w Afganistanie, przerzut ludzi) i można z łatwością sobie wyobrazić, że cała historia rozgrywa się gdzieś parę metrów od nas.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Bardzo przyjemna lektura, chociaż nie wydała mi się świeża czy oryginalna. Odfajkowawszy wakacyjny kryminał, zamierzam lada dzień przejść do bardziej ambitnego repertuaru.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-7206605864927239616?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/7206605864927239616/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=7206605864927239616' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/7206605864927239616'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/7206605864927239616'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2011/07/ryzyko-zawodowe-stella-rimington.html' title='Ryzyko zawodowe / Stella Rimington'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-oI7-aRVe7eM/TicIScBC97I/AAAAAAAAAqE/AFgP-VjZG6o/s72-c/strim.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-5371691320179299037</id><published>2011-06-24T21:41:00.009+02:00</published><updated>2011-07-18T20:21:40.390+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='USA'/><title type='text'>Manhattan transfer / John Dos Passos</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-UoSo_0BM7sg/TgTozWGUVeI/AAAAAAAAAp8/Yu_X4vQgLR0/s1600/manhattan.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 210px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-UoSo_0BM7sg/TgTozWGUVeI/AAAAAAAAAp8/Yu_X4vQgLR0/s320/manhattan.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5621874203668272610" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Manhattan transfer &lt;/i&gt;/ John Dos Passos ; tł. Tadeusz Jakubowicz. - Warszawa : "Czytelnik", 1958. Ss. 502.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;W pierwszy dzień jakże wyczekiwanego urlopu przystępuję oto do zanotowania kilku uwag po lekturze powieści "Manhattan transfer" Johna Dos Passosa. Nie mogę co prawda powiedzieć, żeby książka mną wstrząsnęła, ale na pewno czytało się ją z wielkim zainteresowaniem. Pierwszy raz (jeśli wierzyć katalogowi Biblioteki Narodowej) wydano "Manhattan Transfer" po polsku dokładnie 80 lat temu, skądinąd zaledwie 6 lat po premierze w USA. Mimo to tłumaczenie językowo nie razi wcale, jeśli pominąć urokliwą ortografię typu &lt;span style="font-style:italic;"&gt;dżyn&lt;/span&gt; czy &lt;span style="font-style:italic;"&gt;byznesmen&lt;/span&gt; i notoryczne używanie wyrażenia "pod słowem" w znaczeniu mniej więcej "daję słowo, jak Boga kocham". A może tak się mówi, dajmy na to w Wielkopolsce czy gdzieś indziej? &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Przedmiotem powieści są losy okołu dwudziestu postaci mieszkających w Nowym Jorku w okresie poprzedzającym I Wojnę Światową i tuż po niej. Na pierwszy plan wysuwają się &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Ellen&lt;/span&gt; - córka księgowego, która wyrasta na popularną aktorkę i obiekt pożądania dziesiątek mężczyzn oraz jej dwaj mężowie: drugi czyli &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Jimmy Herf&lt;/span&gt; - wywodzący się z rodziny bogatych przemysłowców, odrzuca pracą w rodzinnej firmie na rzecz dziennikarstwa i badania mrocznej podszewki miasta i trzeci - &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;George Baldwin&lt;/span&gt;, szczwany prawnik, nie stroniący nawet od romansu z żoną klienta, który pod koniec książki rozpoczyna karierę polityczną. Inni bohaterowie to m. in. &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Bud Korpenning&lt;/span&gt; - prosty chłopak, który przyjeżdża ze wsi w poszukiwaniu pracy, a nie mogąc się utrzymać skacze z mostu, &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Congo Jake&lt;/span&gt; - francuski marynarz, który zaczyna w Nowym Jorku jako kelner, a kończy jako potężny przemytnik w dobie &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Prohibition"&gt;prohibicji&lt;/a&gt;, &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Tony Hunter&lt;/span&gt; - aktor cierpiący z powodu swojego homoseksualizmu i wielu innych. Niektóre postaci pojawiają się tylko na chwilę, inne pojawiają się raz by powrócić po kilkuset stronach. Ich drogi splatają się w sposób nieraz oczywisty, a nieraz bardziej subtelny. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Perypetie bohaterów nie są może jakoś szczególnie ekscytujące (a na pewno momentami trudno się połapać, kto jest kim kogo), za to wielką atrakcją jest sam styl książki. Zainspirowany twórczością Joyca i Woolf, współczesnemu czytelnikowi może skojarzyć się z filmami Altmana takimi jak "&lt;a href="http://www.filmweb.pl/film/Na+skr%C3%B3ty-1993-1240"&gt;Na skróty&lt;/a&gt;" czy "&lt;a href="http://www.filmweb.pl/film/Pret-a-Porter-1994-8873"&gt;Prêt-à-porter&lt;/a&gt;": mnogość postaci, narracja w formie krótkich epizodów szybko przeskakujących między bohaterami i - akurat inaczej niż u Altmana - rozpięcie narracji na przestrzeni lat z istotnymi lukami, gdzie ważne wydarzenia jak ślub Ellen rozgrywają się "poza kadrem". Zresztą narracja Dos Passosa jest zdecydowanie "filmowa" - zamiast podróży w głąb umysłów bohaterów w stylu Henry Jamesa mamy raczej same dialogi, opisy faktów i rzeczy, fragmenty gazet czy szyldów.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Ten nowatorski styl ma zapewne odzwierciedlać sposób życia w Nowym Jorku, jego szaleńczy pęd, zatomizowanie, tłok, chaos. Dla bohaterów granice Miasta są w zasadzie granicami wszechświata, "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;skoro się już sprzykrzy w Nowym Jorku&lt;/span&gt;, [...] &lt;span style="font-style:italic;"&gt;nie ma nic innego&lt;/span&gt;." (s. 273). Wszechobecne drapacze chmur wydają się symbolizować, że życie w Mieście zorganizowane jest w sposób wertykalny: idzie się w górę albo w dół (jak to jest wprost powiedziane w rozmowie Jimmy'ego z Kongo na s. 473). Pisarstwo Dos Passosa ma niewątpliwie zacięcie społeczne, gdzieś w tle majaczą takie problemy jak bezduszność kapitalizmu, wielki kryzys, strajki i ubóstwo robotników, brak pracy dla weteranów wojennych. Zapewne nie bez przyczyny trójca najważniejszych bohaterów to dziennikarz, aktorka i prawnik, skoro światem, którego narodziny Dos Passos opisuje (a w którym chyba żyjemy), rządzą media, kultura popularna i prawo.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Mnogość szczegółów i trudna konstrukcja sprawiają, że wiele fragmentów staje się jasnych dopiero po kilkakrotnej lekturze lub nabiera znaczenia dopiero po wielu stronach. Warta uwagi lektura, a post wiele zawdzięcza &lt;a href="http://www.gradesaver.com/manhattan-transfer/study-guide"&gt;tej&lt;/a&gt; stronie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-5371691320179299037?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/5371691320179299037/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=5371691320179299037' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/5371691320179299037'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/5371691320179299037'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2011/06/manhattan-transfer-john-dos-passos.html' title='Manhattan transfer / John Dos Passos'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-UoSo_0BM7sg/TgTozWGUVeI/AAAAAAAAAp8/Yu_X4vQgLR0/s72-c/manhattan.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-1032349766332405955</id><published>2011-06-24T21:38:00.007+02:00</published><updated>2011-07-04T13:26:15.057+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Rosja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='spy story'/><title type='text'>Akwarium / Wiktor Suworow</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-Hh8hYU0jIjk/TgToVp8xK6I/AAAAAAAAAp0/mzv-q0YZ-yg/s1600/Akwarium.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 198px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-Hh8hYU0jIjk/TgToVp8xK6I/AAAAAAAAAp0/mzv-q0YZ-yg/s320/Akwarium.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5621873693600852898" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Akwarium&lt;/i&gt; / Wiktor Suworow ; tł. Andrzej Mietkowski. - Warszawa : Wydawnictwo Adamski i Bieliński, 1997. Ss. 341, ISBN 83-85593-95-0.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Po dodaniu ostatnio paru gadżetów do bloga marzy mi się jeszcze (tylko kiedy, ach kiedy?) kompletne zreformowanie i znaczne rozbudowanie systemu tagów. Wówczas omawianą tu książkę wraz z kilkoma innymi otaguję jako "grzeszne przyjemności", bo wiem, że nie powinienem tracić na nie czasu, tylko przeczytać dajmy na to Houellebecqa, Moravię czy Pankowskiego, ale doprawdy trudno mi sobie odmówić takiej gratki, kiedy czytam sobie powieść całkiem niezobowiązującą, a przy tym mogę radośnie oddawać się chłopięcym fantazjom o pracy jako agent MI6, Mosadu i ABW a najlepiej wszystkich naraz. Postanowiłem nie wdając się w szczegóły zaklasyfikować dzieło &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Viktor_Suvorov"&gt;Suworowa&lt;/a&gt; jako powieść, co prawda bywa ona określana też jako wspomnienia, ale sądzę, że pisarze generalnie nie są wiarygodni, a co dopiero pisarze-byli szpiedzy. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Powieść zaczyna się od dość okropnej sceny, w której pułkownik "organizacji" czyli &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/GRU"&gt;GRU&lt;/a&gt; zostaje spalony żywcem w piecu za zdradę. Narrator dopiero wspinający się po szczeblach kariery wywiadowczej ogląda film z egzekucji, aby nigdy nie ośmielił się wątpić we własną lojalność wobec organizacji. Następnie śledzimy losy Wiktora, który jako dowódca kompanii czołgów (przepraszam jeśli coś przekręcam, ale nie znam się na realiach militarnych) zostaje wypatrzony przez &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Specnaz"&gt;Specnaz&lt;/a&gt;, a następnie przez wywiad wojskowy. Przechodzi kolejne szkolenia, zdobywa coraz bardziej niezwykłe umiejętności, a gdy już zostaje uznany za człowieka zaufanego, przełożeni wysyłają go na placówkę do Wiednia, gdzie oficjalnie przebywa jako dyplomata, a zajmuje się szpiegostwem. Odnosi sukcesy, jednak czuje się sfrustrowany brakiem uznania, w końcu podczas akcji przeżywa coś w rodzaju załamania nerwowego, a w konsekwencji musi ratować skórę przejściem na stronę wroga czyli Brytyjczyków.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Bez wątpienia w całej powieści najciekawsze były dla mnie sceny trenowania agentów, dzięki którym skądinąd czytelnik może dowiedzieć się wielu użytecznych rzeczy np jak bezpiecznie wyskoczyć z pędzącego pociągu, jak błyskawicznie zasnąć, jak obedrzeć żabę ze skóry nie zabijając jej czy jak zachować krzepę i zdrową cerę przy pomocy mrówek. Opisy operacji wywiadowczych też są całkiem ciekawe, chociaż (co w sumie zrozumiałe, bo bohater pracuje w wywiadzie wojskowym a rzecz dzieje się w czasie zimnej wojny) wszystko kręci się głównie wokół wykradania zbrojeniowych nowinek technologicznych. Cała narracja, choć przecież pełna dość brutalnych wydarzeń, utrzymana jest w tonie, który można by określić jako gawędziarsko-kpiarski (w rodzaju "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;japoński turysta nigdy nie powraca na to samo miejsce - zupełnie jak dywersant Specnazu&lt;/span&gt;" s. 271), przez co powieść nie jest tak poruszająca jak omawiana na blogu książka Johna Le Carré. Zarazem jednak ten sam ton sprawia, że powieść momentami czyta się jak satyrę na wszelkie organizacje, korporacje, struktury, bo nawet w mrocznym GRU nie brak lizusostwa, protekcji, wzajemnego podgryzania się, niekompetentnych szefów. Klimat przypomina więc trochę atmosferę serialu "&lt;a href="http://www.imdb.com/title/tt0386676/"&gt;Biuro&lt;/a&gt;", tylko stawka oczywiście całkiem inna. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Miłośnikom klimatów spiskowo-szpiegowskich gorąco rekomenduję jedną z moich ulubionych ostatnio &lt;a href="http://niniwa2.cba.pl/index-rozne3.htm#2"&gt;stron&lt;/a&gt;, ale proszę pamiętać, że w otchłań trzeba spoglądać ostrożnie, żeby nas nie wessało.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-1032349766332405955?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/1032349766332405955/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=1032349766332405955' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/1032349766332405955'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/1032349766332405955'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2011/06/akwarium-wiktor-suworow.html' title='Akwarium / Wiktor Suworow'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-Hh8hYU0jIjk/TgToVp8xK6I/AAAAAAAAAp0/mzv-q0YZ-yg/s72-c/Akwarium.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-6318404242018223527</id><published>2011-05-31T21:41:00.007+02:00</published><updated>2011-06-16T11:07:52.835+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bałkany'/><title type='text'>Ludzie o czterech palcach / Miodrag Bulatović</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-oqqfFPU3xkI/TeVEr_xByOI/AAAAAAAAApo/k7wB2CpkTLY/s1600/skanowanie0001.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 196px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-oqqfFPU3xkI/TeVEr_xByOI/AAAAAAAAApo/k7wB2CpkTLY/s320/skanowanie0001.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5612968033229326562" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Ludzie o czterech palcach&lt;/i&gt; / Miodrag Bulatović ; przeł. Danuta Cirlić-Straszyńska. - Warszawa : Państwowy Instytut Wydawniczy, 1983. Ss. 337, ISBN 83-06-00757-3. Seria: (Współczesna Proza Światowa).&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Jedną z całkiem efektywnych pomocy przy wyborze lektur są nagrody literackie. W Jugosławii okazuje się było (a obecnie jest w Serbii) coś takiego jak &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/NIN_Prize"&gt;Nagroda NIN&lt;/a&gt;, której niektórzy zdobywcy gościli już na tym blogu i z pewnością warto rozejrzeć się, co z tej listy zostało przetłumaczone na polski. Również omawiana tu powieść &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Miodrag_Bulatovi%C4%87"&gt;Miodraga Bulatovicia&lt;/a&gt; zdobyła to trofeum, więc tym chętniej się do niej zabrałem. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Akcja powieści dzieje się około roku 1971 w Niemczech (czy też, jak mówią bohaterowie w Deutschu). Miloš Marković, którego smętne położenie ("&lt;span style="font-style:italic;"&gt;z rękami skrępowanymi na plecach&lt;/span&gt;" s. 9) ujawnia się już w pierwszym zdaniu, to serbski emigrant, który pracuje w charakterze ochroniarza węgierskiego gangstera Kolara i wspólnie z nim grasuje po Niemczech. Zostaje sprzedany przez swego mocodawcę Chorwatom, którzy na emigracji kontynuują tradycje ruchu &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Usta%C5%A1e"&gt;ustaszy&lt;/a&gt;, z wypalaniem U na ciele prawosławnych wrogów włącznie. Po ucieczce Markovicia akcja staje się tak pogmatwana, że nie podejmuję się jej streścić, w każdym razie spotyka on na swojej drodze Lazaricia, który był znajomym jego ojca z wojska (poszukiwania ojca były jednym z powodów wyjazdu Markovicia z Jugosławii). Na koniec po doznaniu niezliczonych cierpień i upokorzeń, bohater wsiada w pociąg do ojczyzny, gdzie nawet perspektywa więzienia wydaje mu się znośniejsza niż życie na emigracji. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Książka, jak dowiadujemy się ze skrzydełka okładki, powstała na podstawie pracy reporterskiej Autora wśród emigrantów i gastarbeiterów, czego ślady mamy w postaci częstych i nagłych zmian narratora i dygresyjnej konstrukcji, w której główny wątek czyli przygody Markovicia nieraz zupełnie ginie przytłoczony innymi historiami. Wielonarodowa społeczność emigrancka tworzy państwo w państwie ("&lt;span style="font-style:italic;"&gt;pod Monachium żyje Wschód w miniaturze&lt;/span&gt;" s. 175), niestety w państwie tym rządzi przemoc. Większość emigrantów to w zasadzie przedmioty, które ich właściciele mogą w każdej chwili odsprzedać choćby do kopalni w Afryce. Symbolem wszechwładzy panów nad niewolnikami jest obcinanie kciuka sygnalizowane w tytule. Jednocześnie emigranci snują cały czas wspomnienia o swoich ojczyznach, popijając "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;polską wódkę, serbską śliwowicę, rumuńską cujkę&lt;/span&gt;" (s. 59) i trwają w swoich narodowych obsesjach. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Bulatovicia oczywiście najbardziej zajmują obsesje słowiańskie, wśród nich zaś - jugosłowiańskie. Motywem przewodnim jest śmiertelny uścisk Serbów i Chorwatów (chociaż na s. 199-202 jest urocza opowiastka jak Serb i Chorwat są ślubnymi mężami jednej kobiety!). Pierwsi po prawosławnemu fatalistyczni wzdychają za &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Peter_II_of_Yugoslavia"&gt;ostatnim królem Jugosławii&lt;/a&gt;, po katolicku agresywni Chorwaci próbują wskrzeszać &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Independent_State_of_Croatia"&gt;Niepodległe Państwo Chorwackie&lt;/a&gt;. Jest to zresztą paradoks dotyczący niemal wszystkich wykluczonych mniejszości, że zamiast, jak by się narzucało, budować jakąś wspólnotę, grzęzną w niesnaskach. Niemcy mówią: "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;mam gdzieś ten wasz słowiański, cygański smutek i tęsknotę&lt;/span&gt;" (s. 226), ale czytelnik polski na pewno bohaterów zrozumie. Ja w każdym razie wzruszyłem się w kapitalnej scenie, gdy pijani bohaterowie udają się do kasyna w Baden-Baden, by spłacić hazardowe długi swojego wielkiego słowiańskiego brata Fiodora Dostojewskiego. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Muszę niestety przyznać, że ogromna ilość postaci i opowieści staje się jednak trochę męcząca. Bulatović obficie korzysta z groteski, makabry i realizmu magicznego (pojawiają się m. in. najprawdziwszy wampir i odradzająca się co 11 lat świnia Josephine wywierająca olbrzymi wpływ na losy świata), co momentami daje jednak uczucie przesytu i zagubienia. Niewątpliwie ciekawa pozycja, można by ją skonfrontować z obfitą przecież polską literaturą o emigrantach, można też sporo dowiedzieć się o Jugosławii.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-6318404242018223527?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/6318404242018223527/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=6318404242018223527' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/6318404242018223527'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/6318404242018223527'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2011/05/ludzie-o-czterech-palcach-miodrag.html' title='Ludzie o czterech palcach / Miodrag Bulatović'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-oqqfFPU3xkI/TeVEr_xByOI/AAAAAAAAApo/k7wB2CpkTLY/s72-c/skanowanie0001.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-5019236895534381372</id><published>2011-05-31T21:37:00.009+02:00</published><updated>2011-06-16T12:58:45.319+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Niemcy'/><title type='text'>Czuję : zawrót głowy / W. G. Sebald</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-ruvQyK6tehE/TeVD7OChvLI/AAAAAAAAApg/pErwTR5Azoc/s1600/czuje-zawrot-glowy_200.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 317px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-ruvQyK6tehE/TeVD7OChvLI/AAAAAAAAApg/pErwTR5Azoc/s320/czuje-zawrot-glowy_200.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5612967195247230130" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Czuję : zawrót głowy&lt;/i&gt; / W. G. Sebald ; przeł. Małgorzata Łukasiewicz. - Wyd. 2 - Warszawa : Wydawnictwo W.A.B., 2010. Ss. 275, ISBN 978-83-7414-743-9. Seria: (Don Kichot i Sancho Pansa). &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Pisanie o Sebaldzie jest dla mnie zawsze okropnie trudne. Jego książki działają na mnie strasznie uzależniająco, każą raz po raz do siebie wracać, tylko po to właściwie, żeby przypomnieć sobie niepowtarzalną melodię zdań nawet bez wnikania w ich sens. Ale jednocześnie jest w pisarstwie Sebalda coś dla mnie irytującego, nie pasującego do mojej wrażliwości, co sprawia, że jego książki dostarczają satysfakcji, ale w zasadzie pozostawiają obojętnym. Wreszcie, mam wrażenie, że piszący o Sebaldzie mają skłonność do popadania w kicz (na granicy którego sam Selabd według mnie też balansuje, oczywiście tylko momentami i całkiem świadomie), a to co w jego twórczości jest rzeczywiście nadzwyczajne, dość trudno opisać. Sebalda absolutnie należy czytać, warto posiłkować się &lt;a href="http://sebald.wordpress.com/"&gt;tym oto&lt;/a&gt; świetnym blogiem, ja ograniczę się do kilku niezbędnych uwag. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Powieść złożona jest z czterech części, między którymi istnieje subtelna ciągłość. &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Beyle albo osobliwy fakt miłości&lt;/span&gt; ma za bohatera Stendhala i opisuje jego pobyt w armii jako żołnierza wojsk napoleońskich we Włoszech i nieudane doświadczenia miłosne. W &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;All'estero&lt;/span&gt; Sebaldowski typowy narrator wędrowiec odwiedza w roku 1980 swojego psychicznie chorego kolegę w Wiedniu (przy innej okazji pada genialne stwierdzenie "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;wprawdzie rzadko się zdarza, by człowiek zwariował, ale przeważnie niewiele do tego brakuje&lt;/span&gt;" (s. 62)). Stamtąd udaje się do Wenecji, gdzie zaprząta go postać Casanovy. W Weronie kontynuuje swoje badania (narratorzy Sebalda zawsze prowadzą studia i badania, oczywiście nigdy ich nie kończą, zapewne to ukłon pod adresem Bernharda) nad &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Pisanello"&gt;Pisanellem&lt;/a&gt;. Siedem lat później odbywa kolejną włoską podróż, tym razem zahaczając o Mediolan. W trzeciej części &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Dr K. na kąpielach w Rivie&lt;/span&gt; pewien "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;wicesekretarz praskiego Zakładu Ubezpieczeń Robotniczych&lt;/span&gt;" odbywa podróż do Włoch, gdzie w Desenzano zażywa zabiegów sanatoryjnych. Ponieważ dr K. para się też pisaniem, wymyśla historię o myśliwym Grakchusie. Wreszcie w &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Il ritorno in patria&lt;/span&gt; narrator postanawia pojechać do swojej rodzinnej alpejskiej wioski W. Tam osaczony zostaje przez duchy przeszłości.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Pisząc o twórczości Sebalda mamy ochotę odmieniać słowa czas i pamięć przez tyle przypadków, że nawet w języku węgierskim ich by nie wystarczyło. Zachęcam PT Czytelników do zapoznania się z genialnym &lt;a href="http://www.niniwa2.cba.pl/szczygiel_reality.htm"&gt;tekstem&lt;/a&gt; Mariusza Szczygła, który kojarzy mi się właśnie z Sebaldem, jego zamiarem by ocalić szczegół, wrażenie, a potem zrzucić na czytelnika ciężar poszukiwania połączeń między rzeczami. Służą temu legendarne już ilustracje (bodaj najbardziej szokująca na s. 156) i subtelne powracanie w różnych częściach pewnych detali (myśliwy, Aida i wiele innych). Tematem Sebaldowskim jest też jak zawsze wędrówka i pojawiające się ciągle pociągi i dworce (motyw dworca fenomenalnie wykorzystany w "Austerlitzu"). Trochę ironicznie nawiązuje Sebald do częstego literackiego wątku podróży do Włoch, w których jego narrator widzi jednak rozkład, upadek, zniszczenie, przemijanie. Casanovę gnębią problemy ze stolcem, krajobraz włoski jest mroczny i nieprzyjazny. Narrator podróżując tak naprawdę pozostaje cały czas w swoim własnym świecie, nawet niewinny komunikat na sklepie odczytuje jako "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;ewentualnie mnie dotyczące przesłanie&lt;/span&gt;" (s. 118). Akurat ta książka skojarzyła mi się z Schulzem, tak jak wielki Drohobyczanin z banalnej reklamy wywiódł niezwykłą opowieść o Annie Csillag, tak Sebald snuje historie na podstawie dawnych szyldów, wycinków, skrawków. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Część czwarta wydaje się odstawać stylistycznie od reszty, z pozoru jest to snucie dość niewinnych wspomnień, przywoływanie ekscentrycznych postaci. Mimochodem tylko przywołana zostaje groza czasów wojennych (obóz dla Cyganów na s. 196), która jednak choć właściwie nigdy nie opisywana wprost, wisi zawsze nad twórczością Sebalda. Zdecydowanie dzieło wielokrotnego użytku, chociaż gdybym miał wybrać najważniejszą dla mnie pozycję Sebalda, zdecydowanie wskazałbym "Pierścienie Saturna". Mam nadzieję, że p. Małgorzata Łukasiewicz jeszcze kiedyś coś tego w sumie nadzwyczajnego Autora przetłumaczy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-5019236895534381372?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/5019236895534381372/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=5019236895534381372' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/5019236895534381372'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/5019236895534381372'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2011/05/czuje-zawrot-gowy-w-g-sebald.html' title='Czuję : zawrót głowy / W. G. Sebald'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-ruvQyK6tehE/TeVD7OChvLI/AAAAAAAAApg/pErwTR5Azoc/s72-c/czuje-zawrot-glowy_200.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-3818175275619677038</id><published>2011-04-30T18:52:00.010+02:00</published><updated>2011-06-01T21:06:01.126+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Rosja'/><title type='text'>Ostatni pokłon / Wiktor Astafiew</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-sQ0cyTs1hII/Tbw_KwLW1OI/AAAAAAAAApI/p3HmI0XppT8/s1600/asta0001.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 194px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-sQ0cyTs1hII/Tbw_KwLW1OI/AAAAAAAAApI/p3HmI0XppT8/s320/asta0001.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5601421490505831650" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Ostatni pokłon&lt;/i&gt; / Wiktor Astafiew ; przeł. Ewa Niepokólczycka. - Warszawa : Państwowy Instytut Wydawniczy, 1990. Ss. 358, ISBN 83-06-01832-X. Seria: (KIK Klub Interesującej Książki). &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Olga Tokarczuk napisała w "Dniu dziennym, dniu nocnym", że - jeśli dobrze pamiętam - każdej nocy cała ludzkość śni o tym samym, choć oczywiście w różny sposób. Zastanawia mnie, czy przeglądając historią bloga dałoby się ustalić jakieś paralele między książkami z każdego miesiąca. W maju skończone przeze mnie książki okazały się niemal bliźniacze: są to ubrane w kostium autobiografie, których bohaterowie są sierotami i żyją w dość zimnych krainach. Zacznijmy od &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Viktor_Astafyev"&gt;Astafiewa&lt;/a&gt;: jest to chyba niezbyt znany pisarz rosyjski (chociaż lista jego odznaczeń na rosyjskiej Wikipedii bez wątpienia imponuje), którego całkiem sporo książek przełożono na polski, ale sądząc przynajmniej po &lt;a href="http://www.biblionetka.pl/author.aspx?id=9534"&gt;BiblioNETce&lt;/a&gt; nie zdobyły u nas wielkiej popularności. Ja zaś sięgnąłem po niego z jednego tylko powodu: czytałem mianowicie, iż pięknie pisze on o Syberii, a zobaczyć Syberię (i rosyjski Daleki Wschód przy okazji) jest bodaj największym podróżniczym marzeniem mojego życia. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Bohater i narrator powieści, którego koleje losu pokrywają się ściśle z biografią Autora, początkowo jest małym chłopcem mieszkającym w syberyjskiej wiosce. Jego matka utonęła, zaś ojciec to "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;wioskowy pięknoduch, trochę harmonista, trochę hulaka, trochę myśliwy&lt;/span&gt;" (s. 107), chłopcem opiekuje się zatem głównie troskliwa babcia. Bohater jak przystało na chłopca głównie rozrabia i łowi ryby w Jeniseju. W mroźnym klimacie oczywiście takie zabawy mogą się skończyć tragicznie, więc Wit'ka nieraz dostaje w skórę od babci. Jako nastolatek mieszka z ojcem i macochą utrzymując się z sezonowego rybactwa, ale w końcu macocha praktycznie wyrzuca go z domu. Bohater wegetuje jako bezdomny w miejscowości &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Igarka"&gt;Igarka&lt;/a&gt;, gdzie dzieli swój nędzny głodny i zmarznięty los z bardziej doświadczonym dzieckiem ulicy zwanym Kandyba. W końcu jednak sowieckie państwo bierze go pod swoje skrzydła: najpierw nauczycielka Raisa Wasiliewna radzi mu: "[...]&lt;span style="font-style:italic;"&gt;nigdy nie porzucaj książki. Czytaj. Jak najwięcej czytaj&lt;/span&gt;" (s. 188). Potem trafia do szkoły dla kolejarzy, a gdy wybuchnie wojna - do armii (chociaż o tym co tam robił, nie dowiadujemy się nic). Po wojnie powraca do swoich jako szanowany mężczyzna, przede wszystkim po to, aby swojej już staruteńkiej babci oddać "ostatni pokłon". Ten ostatni rozdzialik, muszę przyznać, szczerze mnie wzruszył. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Niestety reszta książka zmęczyła mnie potwornie i nawet nie jestem w stanie określić właściwie czym. Opisy syberyjskiej przyrody i ludzkich zmagań z nią są na pewno sugestywne, jest całkiem sporo barwnych epizodów, działają na wyobraźnię początkowe fragmenty, gdzie narrator z punktu widzenia dziecka podgląda życie mieszkańców syberyjskiej wioski. Zarzuciłbym jednak książce po pierwsze, brak ciekawych postaci (może poza ojcem i babcią, a przecież wystarczy poczytać Hugo-Badera, by wiedzieć że w Rosji historie i niezwykłe osoby spotyka się na każdym rogu), po drugie (a związane z pierwszym) - sam narrator jawi się jako straszny nudziarz. Zdaje się w miarę dorastania nie przechodzić żadnej ewolucji (chociażby przemiana z &lt;span style="font-style:italic;"&gt;bezprizornego&lt;/span&gt; w młodzieńca na poziomie mogłaby być opisana ciekawie), wszystkie dramatyczne wydarzenia przyjmuje dość obojętnie, jest po prostu przeraźliwie nijaki. Całość zresztą niemal w ogóle nie angażuje emocjonalnie, co dziwi, skoro mamy do czynienia ze zbeletryzowanymi wspomnieniami z młodości. "Ostatni pokłon" zatem PT Czytelnikom odradzam.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-3818175275619677038?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/3818175275619677038/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=3818175275619677038' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/3818175275619677038'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/3818175275619677038'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2011/04/ostatni-pokon-wiktor-astafiew.html' title='Ostatni pokłon / Wiktor Astafiew'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-sQ0cyTs1hII/Tbw_KwLW1OI/AAAAAAAAApI/p3HmI0XppT8/s72-c/asta0001.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-1210101469491868080</id><published>2011-04-30T18:47:00.008+02:00</published><updated>2011-06-04T13:29:41.187+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Polska'/><title type='text'>Kronika z Mazur / Erwin Kruk</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-0sPwrGRVgno/Tbw9iKjGwRI/AAAAAAAAApA/sKT_-SISE4U/s1600/kruk0001.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 198px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-0sPwrGRVgno/Tbw9iKjGwRI/AAAAAAAAApA/sKT_-SISE4U/s320/kruk0001.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5601419693698498834" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Kronika z Mazur&lt;/i&gt; / Erwin Kruk. - Warszawa : Państwowy Instytut Wydawniczy, 1989. Ss. 440, ISBN 83-06-01757-9. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Dla mnie jako dla chłopca ze wschodniej Polski  (chociaż podejrzewam, że dla wielu rodaków również) Mazury są równie nieznane jak powiedzmy Amazonia, jeśli rzecz jasna przez Mazury rozumieć tę kulturę, która kwitła na tych ziemiach na długo przed pobudowaniem nad jeziorami hotelowych gargameli, a z której po wojnie ostały się jedynie smętne resztki. Ciekawe, ilu z PT Czytelników umiałoby wskazać, czym różnią się &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Mazurzy"&gt;Mazurzy&lt;/a&gt; od &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Warmiacy"&gt;Warmiaków&lt;/a&gt;, bo ja na pewno miałbym z tym kłopot? Bardzo lubię literaturę poruszającą temat migracji, małych ojczyzn, problematycznych tożsamości, pogranicza, dlatego szukałem jakiegoś powieściowego odzwierciedlenia kwestii mazurskiej, a nazwisko &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Erwin_Kruk"&gt;Erwina Kruka&lt;/a&gt; przychodzi w tym kontekście do głowy od razu. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Powieść choć pisana w trzeciej osobie bez wątpienia sugeruje jakąś autobiograficzność, już choćby przez to, że główny bohater ma na imię Erwin (a sporo faktów zgadza się również w przypadku jego powieściowej &lt;a href="http://www.encyklopedia-solidarnosci.pl/wiki/index.php?title=Swiet%C5%82ana_Kruk"&gt;żony&lt;/a&gt;). Akcja dzieje się w roku bodajże 1985, bohater z powodu bezrobocia, na które skazały go PRL-owskie mroczne służby, oddaje się - ostatnio zasłyszane pojęcie z dziedziny pop-psychologii - sufitowaniu, przeglądaniu papierów, spotkaniom ze znajomymi w równie trudnych sytuacjach. Jego myśli zaczynają wędrować ku czasom dzieciństwa i młodości. Erwin jest sierotą i pochodzi z Dobrzynia. Przy skromnym pochodzeniu wykazuje zapał do nauki i idzie do liceum z internatem. Dorastając obserwuje znikanie społeczności mazurskiej: ludzie wyjeżdżają do Niemiec, a widocznym znakiem zamazywania mazurskiej obecności jest znikanie cmentarzy, które "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;były jak księga&lt;/span&gt;" (s. 351) dlatego choćby, że odnotowywano na nich śmierć Mazurów poległych daleko od ojczystej ziemi. Jako dorosły, Erwin zaczyna angażować się w działalność na rzecz społeczności, a jako pisarz stawia sobie za cel ocalenie pamięci, gdyż "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;każdy ma taką ojczyznę, jaką potrafi udźwignąć w umierającej pamięci&lt;/span&gt;" (s. 108).&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Dzięki temu zamiarowi powieść ma spory walor edukacyjny jeśli chodzi o ruch mazurski po wojnie. Gdzie indziej usłyszelibyśmy takie nazwiska jak Karol Małłek czy Bohdan Wilamowski? Kto wie, czy za meritum książki nie należałoby uznać memoriału (zacytowanego niemal w całości [?] na s. 297-301), jaki wystosowali Mazurzy do władz PRL w 1956 roku. Na przykładzie wizyty u krewnych w Niemczech Autor ukazuje jak toczyły się losy tych Mazurów, którzy zdecydowali się na emigrację. Nie ma jednak w powieści tonu oskarżycielsko-roszczeniowego (który zapewne miałby w wielu wypadkach uzasadnienie), raczej zadumy i smutku. Momentami (jak w scenie rozmowy z repatriantką z Wileńszczyzny opłakującą niszczejące cmentarze Mazurów) nawet sugeruje Autor bardziej uniwersalny wymiar doświadczenia swojego ludu.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Oprócz wartości dokumentacyjnej, trzeba by się też przyjrzeć wartości artystycznej, choć strasznie niezręcznie mi to robić, bo to w końcu jednak czyjeś życie. Zacząłbym może od tego, że druga połowa lat 80-tych (której oczywiście świadomie nie pamiętam) jawi mi się jako okres totalnie depresyjny i jeśli taki był zamysł Autora, to trafił w sedno, po wszystkie fragmenty narracji dziejące się "współcześnie" są straszliwie męczące, przygnębiające i wisielcze (w ogóle to odnosi się wrażenie, że lwia ich część toczy się podczas rozmaitych pogrzebów). Fragmenty wspomnieniowe też oczywiście są dalekie od krotochwili, ale jednak o niebo ciekawiej czyta się opowieści o członkach rodziny narratora mieszkających w mitycznym "domu na Pleszakach", scenki z internatu w małym miasteczku tuż po wojnie. Niestety w moim odczuciu jest ich stanowczo za mało. Chyba po prostu trochę minąłem się z oczekiwaniami (być może zmylił mnie tytuł), liczyłem bowiem na literacki obraz tradycyjnego życia Mazurów przed czy po wojnie. A tego tu po prostu nie ma. Jeśli ktoś z PT Czytelników zna dzieło, które by odpowiadało moim oczekiwaniom, liczę na kontakt!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-1210101469491868080?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/1210101469491868080/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=1210101469491868080' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/1210101469491868080'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/1210101469491868080'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2011/04/kronika-z-mazur-erwin-kruk.html' title='Kronika z Mazur / Erwin Kruk'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-0sPwrGRVgno/Tbw9iKjGwRI/AAAAAAAAApA/sKT_-SISE4U/s72-c/kruk0001.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-7554520160382903057</id><published>2011-03-31T17:56:00.006+02:00</published><updated>2011-05-21T01:38:06.368+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nobliści'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Australia'/><title type='text'>Węzeł / Patrick White</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-vU7nboN0dEw/TZSkzMC_hGI/AAAAAAAAAo4/4qM8P1ukI9k/s1600/IMG_1527.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 212px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-vU7nboN0dEw/TZSkzMC_hGI/AAAAAAAAAo4/4qM8P1ukI9k/s320/IMG_1527.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5590274236787688546" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Węzeł&lt;/i&gt; / Patrick White ; przeł. Maria Skibniewska. - Warszawa : Państwowy Instytut Wydawniczy, 1968. Ss. 369. Seria: (Współczesna Proza Światowa). &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Stali czytelnicy bloga na pewno doskonale pamiętają, że jestem jednoosobową agencją promocyjną twórczości Patricka White'a na Polskę, a moje uwielbienie dla jego pisarstwa nie zna granic. Pewnie to nie moja zasługa, ale w zeszłym roku White powrócił po 12 latach na polski rynek (co prawda wznowienie, ale zawsze!) i kto wie, może jeszcze doczekam jakiegoś nowego tłumaczenia. Nowych przybyszów na mój wirtualny straganik zachęcam do skorzystania z wyszukiwarki celem zapoznania się ze spostrzeżeniami na temat innych powieści australijskiego geniusza, a sam przystępuję do zanotowania kilku uwag o "Węźle".&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Autor podobno bardzo cenił tę powieść i rzeczywiście może ona służyć za wzorzec zarówno White'owej techniki pisarskiej jak i krótki przegląd tematów, które go najbardziej zajmują. Bohaterowie powieści, których losy śledzimy od dzieciństwa aż do momentu, gdy jeden drugiego morduje, to bracia bliźniacy. Obaj są postaciami rzec by można archetypicznymi, które w różnych odsłonach raz po raz powracają w powieściach White'a. Waldo to typ przeintelektualizowany, z literackimi ambicjami, pogardzający nędzną egzystencją mieszkańców przedmieścia, przy tym kompletny kaleka uczuciowy ponoszący całkowitą klęskę w życiu osobistym. Arthur to prostaczek, powszechnie uważany za niespełna rozumu, zarazem przepełniony miłością do ludzi i świata i jakby całym jestestwem nakierowany na poznawanie wszystkiego co duchowe i nienazywalne (Dulcie, niedoszła narzeczona Waldo pyta go: "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;czy ty naprawdę jesteś narzędziem, które w tobie odgadujemy?&lt;/span&gt;" s. 323). &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Bracia od początku są skazani na siebie, mimo podejmowanych przez Waldo prób odsunięcia się od Arthura i nieprzyjmowania jego miłości. Wychowani przez rodziców, którzy w zasadzie odcięli się od świata zewnętrznego, zamknięci w swoim domu w pułapce starości urządzają niekończącą się psychodramę rodem z Bergmana. Chociaż to Waldo przekonany jest o swojej wyjątkowości (do tego stopnia, że wyrzuca brata z biblioteki, gdy ten czyta Dostojewskiego), to Arthur w sposób istotny dotyka życia innych, pokazując im inną sferę niż pojawiający się na sam koniec książki befsztyk z polędwicy. Symbolem tego wejrzenia Arthura są kulki, tytułowe "trwałe mandale", które wręcza drogim sobie osobom. Innym istotnym tropem jest przewijająca się postać Tejrezjasza, wróżbity przemienionego w kobietę &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Konstruując powieść White zastosował ciekawe rozwiązanie: dzieje bliźniaków od dzieciństwa po starość opisane są najpierw z punktu widzenia Waldo, potem Arthura. Styl White'a jest jak zawsze nadzwyczajny, jego umiejętność znajdowania prostych sformułowań oddających z niebywałą celnością kondycję bohaterów zadziwia mnie za każdym razem. Czytamy choćby: "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;W braku listów matka czerpała sporo przyjemności z oglądania prospektów i katalogów&lt;/span&gt;" (s. 188)i od razu mamy obraz postaci dokładny, a zarazem jak zawsze u White'a złośliwy i w pewien sposób bezlitosny. Szereg wątków jawi się w innym świetle, gdy ma się w pamięci inne powieści np. z pewnością zasługuje co najmniej na artykuł w szacownym czasopiśmie anglistycznym, jaką rolę odgrywają u White'a przedstawione wyjątkowo wręcz jadowicie postaci Żydów (tu Dulcie i jej wulgarny mąż). O kolejnym stałym motywie - starości - niejaka Mari-Ann Berg napisała nawet w Szwecji doktorat. Im bardziej się zagłębiamy w tę twórczość, tym więcej się nam objawia.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-7554520160382903057?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/7554520160382903057/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=7554520160382903057' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/7554520160382903057'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/7554520160382903057'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2011/03/weze-patrick-white.html' title='Węzeł / Patrick White'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-vU7nboN0dEw/TZSkzMC_hGI/AAAAAAAAAo4/4qM8P1ukI9k/s72-c/IMG_1527.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-309040824092406715</id><published>2011-03-31T17:52:00.009+02:00</published><updated>2011-05-21T00:44:07.345+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nobliści'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Niemcy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='klasyka'/><title type='text'>Doktor Faustus / Tomasz Mann</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-lnt8aE0OMBs/TZSkJdT3aII/AAAAAAAAAow/wnKZhEVnaNo/s1600/IMG_1528.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 230px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-lnt8aE0OMBs/TZSkJdT3aII/AAAAAAAAAow/wnKZhEVnaNo/s320/IMG_1528.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5590273519867357314" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Doktor Faustus&lt;/i&gt; / Tomasz Mann ; przeł. Maria Kurecka i Witold Wirpsza ; wstępem opatrzył Marek Wydmuch. - Wyd. 3. - Warszawa : Czytelnik, 1985. Ss. 462, ISBN 83-07-01101-9.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Nad miastem szaleje apokaliptyczna burza, a nieustraszony bloger słuchając nowej płyty Martyny Jakubowicz zabiera się do pisania o klasyce przez bardzo duże K. Pisanie o "Doktorze Faustusie" przeraża nie mniej niż burza za oknem, bo i cóż można mądrego napisać o dziele z takim ładunkiem intelektualnym? Pisanie wyłącznie o dziełach niszowych byłoby jednak pewnym pójściem na łatwiznę. Dosiądźmy przeto Mannowego konia licząc, że nie spadniemy z niego z zanadto wielkim hukiem. Sporo aluzji i inspiracji autorskich rozszyfrowanych jest choćby &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Doctor_Faustus_(Thomas_Mann_novel)"&gt;tu&lt;/a&gt; albo &lt;a href="http://www.logosjournal.com/issue_7.1/grothus.htm"&gt;tu&lt;/a&gt;, ograniczę się zatem do kilku trywialnych refleksji. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Narrator powieści Serenus Zeitblom obserwując upadek hitlerowskich Niemiec (powieść powstawała istotnie w latach 1943-1947) wspomina postać swojego przyjaciela Adriana Leverkühna. W młodości Adrian pod wpływem wujka prowadzącego sklep z instrumentami zaczyna fascynować się muzyką. Pobiera lekcje u organisty Wendella Kretzschmanna, potem podejmuje studia teologiczne, jednocześnie stawiając pierwsze kroki w dziedzinie kompozycji. Jego duchowemu wzrastaniu towarzyszą jednak problemy zdrowotne w postaci ciężkich migren, potęgowane przez symptomy syfilisu, którego nabawia się od prostytutki zwanej Esmeraldą. Wyjeżdża na dwa lata do Włoch, podczas którego przychodzi do niego Diabeł, oferując mu pakt: w zamian za duszę i wyrzeczenie się miłości oferuje mu 24 lata geniuszu, który zapewni mu sławę. Opracowuje z diabelskiej inspiracji nową technikę kompozycji, jego dzieła zdobywają uznanie, ale ceną za to jest śmierć wiernego przyjaciela skrzypka Rudiego Schwerdtfegera oraz siostrzeńca Nepomuka. Po upływie przyrzeczonych lat, Adrian gromadzi swój najbliższy krąg znajomych i wyjawia im swoją tajemnicę (wszyscy oczywiście uznają go za obłąkanego), ostatnie lata życia spędza zaś schorowany pod opieką matki. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;"&lt;span style="font-style:italic;"&gt;O Niemcy, spadacie w przepaść, ja zaś wspominam nadzieje wasze&lt;/span&gt;!" (s. 353) - to chyba główny wątek powieści. Mann próbuje dociec, jak naród który na przestrzeni wieków wzbijał się poprzez swoich artystów i myślicieli na wyżyny ducha, pogrążył się w morderczym obłędzie. Zwłaszcza partie rozgrywające się w latach studenckich Adriana pełne są długich dialogów na temat niemieckiej kondycji. Równie ważnym tematem jest sama muzyka (najbardziej abstrakcyjna a więc i najbardziej niemiecka ze sztuk!) i chyba nie ma w literaturze przykładu tak niezwykłego opisywania muzyki słowami. Chociaż w odautorskim posłowiu przywołany jest po nazwisku &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Arnold_Schonberg"&gt;Arnold Schonberg&lt;/a&gt;, biografia Adriana czerpie z żywotów wielu kompozytorów, wspomnijmy tu jedynie &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Hugo_Wolf"&gt;Hugo Wolfa&lt;/a&gt;, którego pieśni należą do najpiękniejszych rzeczy, jakie zdarzyło mi się słyszeń (proszę zajrzeć choćby &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=1OEmYBL2L5U"&gt;tu&lt;/a&gt;). W długich czysto eseistycznych fragmentach rozważa Mann ponadto kwestie religijne jak geneza Reformacji czyli momentu, w którym właściwie rodzi się późniejsza niemiecka kultura. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Miłośnicy rozważań filozoficznych i germanofile rozmiłowani w zdaniach o długości anakondy będą w swoim żywiole, ale trudno też oprzeć się pewnym całkiem prozaicznym wzruszeniom nad postacią samotnego w swoim geniuszu Adriana, do którego raz po raz próbuje się zbliżać poczciwiec Zeitblom. Całkiem słusznie pisze we wstępie Marek Wydmuch, że powieść jest "pełna bólu". Może jedyne, co nuży, to opisy skomplikowanych relacji w towarzyskim kręgu Adriana. Grzechem byłoby nie wspomnieć o pracy tłumaczy, która musiała być tytaniczna. Swego czasu tłumaczyłem z angielskiego tekst o wypalaniu garnków i pamiętam, ile książek musiałem przewertować w poszukiwaniu polskich odpowiedników różnych pojęć. A tutaj mamy muzykę, filozofię i sam język chyba (sądząc po polskim tekście) nieco archaizujący. Lektura nie da się ukryć wymagająca, ale wymagać od siebie trzeba.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-309040824092406715?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/309040824092406715/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=309040824092406715' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/309040824092406715'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/309040824092406715'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2011/03/doktor-faustus-tomasz-mann.html' title='Doktor Faustus / Tomasz Mann'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-lnt8aE0OMBs/TZSkJdT3aII/AAAAAAAAAow/wnKZhEVnaNo/s72-c/IMG_1528.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-8517400239791613714</id><published>2011-03-31T17:45:00.008+02:00</published><updated>2011-05-20T23:37:29.534+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Polska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='klasyka'/><title type='text'>Faraon / Bolesław Prus</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-0zXglF-ryk4/TZSjD7meSKI/AAAAAAAAAoo/C1JB5U3y9Zc/s1600/IMG_1529.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 204px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-0zXglF-ryk4/TZSjD7meSKI/AAAAAAAAAoo/C1JB5U3y9Zc/s320/IMG_1529.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5590272325407623330" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Faraon&lt;/i&gt; / Bolesław Prus ; [przedm. poprzedziła Janina Kulczycka-Saloni ; notę historyczną i objaśnienia oprac. Tadeusz Andrzejewski]. - Wyd. 4. - Warszawa : Państwowy Instytut Wydawniczy, 1956. 2 wol. (426, 451). &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Co wierniejsi Czytelnicy pewnie z rozpaczą patrzą, jak blog leży odłogiem i zarasta chwastami, niestety tak się złożyło, że kierownictwo bloga przeżywa ciężkie zawirowania życiowe, z których się do końca jeszcze nie wykaraskało i szczerze cierpi, że przez brak nowych wpisów sprawia zawód swoim wiernym gościom. Nie mogę zagwarantować szybkiej poprawy, ale broni składać nie zamierzam! Miło, że na powrót z niebytu trafia się pozycja ze ścisłego polskiego kanonu. "Faraona" przeczytałem z dwóch powodów. Pierwszy jest oczywisty: Prus to kawał świetnego pisarza, "Lalkę" szczerze uwielbiam i nie mam wątpliwości, że można ją stawiać obok najświetniejszych powieści niemieckich czy angielskich z tego okresu, miałem zatem ochotę na pierwsze od czasów liceum spotkanie z naszym wielkim klasykiem. Drugi mniej oczywisty: nachodziłem się sporo, żeby nabyć akurat to wydanie ze względu na autora objaśnień czyli &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Tadeusz_Andrzejewski"&gt;Tadeusza Andrzejewskiego&lt;/a&gt;, postaci tragicznej, prekursora polskiej egiptologii (rozumianej jako badania nad literaturą i językiem Starożytnego Egiptu), którego pięćdziesiąta rocznica śmierci przypada w tym roku, czego o ile wiem nikt nie zauważył. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Bohatera powieści Ramzesa poznajemy jako następcę egipskiego tronu. Z wolna wdrażając się do roli przyszłego władcy, młody Ramzes widzi problemy nękające jego kraj: niedolę chłopów, upadek i demoralizację armii, rosnących w siłę asyryjskich sąsiadów, skarb nadwyrężony i oparty na zapożyczaniu się u Fenicjan, a nade wszystko wszechwładzę stanu kapłańskiego, który łapczywie gromadzi dobra materialne i blokuje wszelkie próby zreformowania państwa. Po śmierci ojca, nasz młodzik wstępuje na tron jako Ramzes XIII i usiłuje wprowadzić zmiany, napotyka jednak na opór kapłanów z demonicznym &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Herihor"&gt;Herhorem&lt;/a&gt; na czele. Zaanonsowana przez Autora na początku katastrofa i koniec dynastii Ramessydów nadciąga nieuchronnie...  Arcykapłan Amona jest akurat w odróżnieniu od głównego bohatera postacią autentyczną, bodaj jedyną w powieści.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Powieść momentami kojarzy mi się ze wstrząsającą serią wariacji Francisa Bacona na temat znanego obrazu Velazqueza (zob. &lt;a href="http://www.artquotes.net/masters/bacon/paint_study.htm"&gt;tu&lt;/a&gt;), pokazuje bowiem nadzwyczaj celnie, że władza jest więzieniem. Oto okazuje się, że mając władzę absolutną nie sposób wprowadzić woli w czyn, najmniejsze drobnostki okazują się niesłychanie złożonymi problemami całkiem nie do rozsupłania. Znalezienie osoby, której można zaufać graniczy z cudem (chociaż Ramzes znajduje oparcie w przyjacielu Tutmozisie strojnisiu i w mądrym kapłanie Pentuerze), człowiek choćby nie chciał musi uciekać się do okrucieństwa i mimochodem sprowadza nieszczęście na bliskie osoby (&lt;span style="font-style:italic;"&gt;vide&lt;/span&gt; żałosny los nałożnic Ramzesa - Sary Żydówki i Kamy Fenicjanki). &lt;/br&gt;&lt;br&gt; We wstępie Janina Kulczycka-Saloni zwraca uwagę na paradoksalność faktu, iż Prus kieruje naszą sympatię w stronę Ramzesa, babiarza zakochanego w wojaczce, nie zaś ku Herhorowi, który uosabia mądrość i naukę. Opisując (i to genialnie, aż się człowiek czerwieni z emocji!) wypadki, które doprowadzają do upadku Ramzesa XIII, Prus chyba stara się pokazać, że nauka może być taką samą potęgą jak wojsko czy pieniądze. Nieuki zawsze przegrywają, nawet gdy mają szlachetne intencje. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Podziwiać należy ogrom informacji na temat starożytnego Egiptu, które Prus zgromadził  z najlepszych dostępnych w jego czasach źródeł. Obficie wplata w narrację autentyczne teksty egipskie. Nawet jeśli czasem nieco go ponosi (np. w tomie 2 na s. 259 kapłani zdają się wyznawać coś w rodzaju teorii ewolucji, faraonowie raczej nie pili krwi dzieci żeby zachować zdrowie), rozliczne detale czynią lekturę sugestywną i wciągającą. Nie od rzeczy pewnie będzie się dopatrywać w powieści licznych aluzji do współczesności. Państwo, na którym pasożytują krwiopijcy z kleru, czyż nie brzmi znajomo? Nie mogę się również oprzeć wrażeniu, że feniccy bankierzy Ramzesa do złudzenia przypominają żydowskich kupców z "Lalki". No a fakt, że główny bohater ginie z ręki swojego sobowtóra aż kusi, by dokonać interpretacji na dużo bardziej abstrakcyjnym poziomie. Zdecydowanie warto odkurzyć Prusa, w którego powieści każdy znajdzie "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;historie dawnych czasów albo tajemnice mądrości&lt;/span&gt;" (s. 411).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-8517400239791613714?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/8517400239791613714/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=8517400239791613714' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/8517400239791613714'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/8517400239791613714'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2011/03/faraon-bolesaw-prus.html' title='Faraon / Bolesław Prus'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-0zXglF-ryk4/TZSjD7meSKI/AAAAAAAAAoo/C1JB5U3y9Zc/s72-c/IMG_1529.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-2122875497591036267</id><published>2011-02-26T21:10:00.011+01:00</published><updated>2011-03-22T20:36:42.067+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='USA'/><title type='text'>W ciemność / Cormac McCarthy</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-xkMJYfAqHEM/TWle9cSLwhI/AAAAAAAAAR0/kLBQjAPxWCU/s1600/w-ciemnosc-cormac-mccarthy.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 194px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-xkMJYfAqHEM/TWle9cSLwhI/AAAAAAAAAR0/kLBQjAPxWCU/s320/w-ciemnosc-cormac-mccarthy.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5578094023132561938" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;W ciemność &lt;/i&gt; / Cormac McCarthy ; przeł. Maciej Świerkocki. - Kraków : Wydawnictwo Literackie, 2011. Ss. 268, ISBN 978-83-08-04563-3. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Ostatnio z nie do końca dla mnie jasnych zrobiło się głośno o &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Cormac_McCarthy"&gt;Cormacu McCarthy&lt;/a&gt;'m a Wydawnictwo Literackie wypuszcza jego książki jedna po drugiej, co z jednej strony mnie ucieszyło, bo od dawna przymierzałem się do tego pisarza, z drugiej jednak budzi obawy o jakość całego przedsięwzięcia. "W ciemność" ma dość głupi błąd na &lt;span style="font-style:italic;"&gt;blurb&lt;/span&gt;'ie (główny bohater ma na imię Culla a nie Holme), sam przekład też wydaje się może nie tyle niedobry, co nie poddany odpowiedniej obróbce redaktorskiej. Zadanie nie jest zresztą łatwe. Narracja trzecioosobowa (z tego co mogłem się zorientować po dostępnych w sieci fragmentach oryginału) prowadzona jest szalenie wyrafinowanym językiem (np. może być z siebie dumny kto rozumie bez trudu, podpowiem, iż tym opisie bohater idzie wśród drzew: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;malign and baleful shapes that reared like enormous androids provoked at the alien insubstantiality of this flesh colliding among them&lt;/span&gt;, s. 21), zaś dialogi odzwierciedlają prostactwo bohaterów, z których większość to same najgorze &lt;span style="font-style:italic;"&gt;white trash&lt;/span&gt;. Oddawanie prostackiego języka to zresztą wyzwanie dla tłumacza, pamiętam, że ciekawie pisze o tym Renata Gorczyńska w przedmowie do "Umiłowanej" Toni Morrison. Osobiście uważam, że stosowanie jakiegoś takiego bliżej nieokreślonego "wieśniackiego języka" z tymi wszystkimi jużem, trza, psze, ino, chcem itp jest straszliwie irytujące, ale nie będę nawet udawał, że znam lepsze rozwiązanie. Wracając do meritum, przymierzałem się do McCarthy'ego (nawiasem mówiąc wielki plus ma u mnie już za sam fakt przyjścia na świat w Lovecrafotwskim &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Providence,_Rhode_Island"&gt;Providence&lt;/a&gt;), spotkanie okazało się średnio udane, winić można panią Sobolewską, która w telewizorze powiedziała, że "W ciemność" jest najlepszą z książek McCarthy'ego, co chyba nie do końca jest prawdą. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Bohaterowie książki to mieszkające w dziczy, nędzy i odosobnieniu rodzeństwo Culla i Rinthy. Rinthy rodzi dziecko (jak nietrudno się domyśleć, owoc związku kazirodczego), które Culla porzuca w lesie, oszukując siostrę, że zmarło. Dziecko zostaje zabrane przez wędrownego druciarza (i handlarza pornografią przy okazji). Rinthy wyrusza na poszukiwanie swojego chłopczyka, Culla podążą za siostrą. Przemierzając pieszo niegościnne okolice (według znawców położone gdzieś w rejonie &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Appalachian_Mountains"&gt;Appalachów&lt;/a&gt;), bohaterowie spotykają rozmaite nędzne i pożałowania postaci, zmuszeni są żebrać o picie i jedzenie, imać się brudnych prac. Charakterystyczne, że do Rinthy ludzie odnoszą się przyjaźnie choć z rezerwą, wybaczając jej nawet nieślubne macierzyństwo (jak pisze Autor: "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;była w łachmanach, bez butów, uniżona i na wpół obłąkana, lecz spowijała ją&lt;/span&gt; [...] &lt;span style="font-style:italic;"&gt;otoczka przyzwoitości&lt;/span&gt;" s. 166). Culla natomiast spotyka na swojej drodze głównie szubrawców, niektórzy z nich co prawda początkowo nie odmawiają mu strawy czy schronienia, ale już chwilę później próbują go powiesić czy w jakiś inny sposób skrzywdzić. Tropem Culli podąża też złowieszcza trójca, trzech mężczyzn, którzy zabijają po drodze ludzi, którzy z Cullą mieli styczność. Na końcu podrzynają oni gardłu dziecku. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;"W ciemność" ma w sobie coś, co przywodzi na myśl twórczość Kafki: powieść niemal cały czas sprawia wrażenie przypowieści przez użycie rozmaitych symboli. Na pewno nie przypadkiem w pierwszym zdaniu mowa jest o niemej ciemności, a w ostatnim o ślepcu. Na pewno nie bez przyczyny pojawiają się takie motywy jak bezimienność (zwłaszcza dziecka), stado świń (szukać w Ewangeliach), przekraczanie rzeki. Świat powieści jest pełen przemocy i cierpienia, ludzie są sobie wrogami ("&lt;span style="font-style:italic;"&gt;nie ma na świecie nikogo, kto nie byłby dla mnie obcy&lt;/span&gt;" - stwierdza Rinthy, s. 34), nie ma żadnych wartości, nadziei ani Boga. Kulminacją tej ohydy jest kazirodztwo Culli, za które ściga go uosabiane przez złowieszczą trójcę &lt;span style="font-style:italic;"&gt;nemesis&lt;/span&gt;. Wszystko to daje wywiera wrażenie dość ponure, choć przyznam, że nieszczególnie poruszające. Po lekturze "Sercątka" Herty Müller człowiek od razu rozgląda się za sznurem, tutaj może wystąpić nie więcej niż lekkie zniesmaczenie opisami brutalności. Nie da się jednak ukryć, że McCarthy ma pomysł na pisarstwo i realizuje go efektownie i konsekwentnie. Zgrabnym chwytem jest szalenie konsekwentna rezygnacja z jakiegokolwiek psychologizowania, czytelnik dostaje informacje o działaniach postaci, a ich myśli i motywacje pozostają zakryte. Ogólnie może to kwestia moich aktualnie zawalonych zatok, ale spodziewałem się czegoś ciekawszego.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-2122875497591036267?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/2122875497591036267/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=2122875497591036267' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/2122875497591036267'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/2122875497591036267'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2011/02/w-ciemnosc-cormac-mccarthy.html' title='W ciemność / Cormac McCarthy'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-xkMJYfAqHEM/TWle9cSLwhI/AAAAAAAAAR0/kLBQjAPxWCU/s72-c/w-ciemnosc-cormac-mccarthy.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-527093012273164257</id><published>2011-02-26T21:07:00.011+01:00</published><updated>2011-03-21T20:34:36.711+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Iberoameryka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='klasyka'/><title type='text'>Pedro Páramo / Juan Rulfo</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-mIEw0jLuj3w/TWldx7XxdeI/AAAAAAAAARs/eDoRu7pBvi4/s1600/IMG_0700.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 192px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-mIEw0jLuj3w/TWldx7XxdeI/AAAAAAAAARs/eDoRu7pBvi4/s320/IMG_0700.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5578092725807445474" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Pedro Páramo&lt;/i&gt; / Juan Rulfo ; przeł. Kalina Wojciechowska ; wstępem opatrzył Sergio Pitol. - Warszawa : Książka i Wiedza, 1966. Ss. 170. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Wpisu dokonuję po dłuższej przerwie i dręczony przeziębieniem i to na temat literatury latynoamerykańskiej, której jak wiadomo nie lubię, proszę więc PT Czytelników o wyrozumiałość. Zresztą materiałów o "Pedro Páramo" są tony, bibliografia przedmiotowa dzieła tudzież jego znaczenie dla literatury Ameryki Łacińskiej są odwrotnie proporcjonalne do jego objętości, toteż nie będę nawet udawał, że mój wpis cokolwiek wnosi. Wszystkie dzieła &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Juan_Rulfo"&gt;Juana Rulfo&lt;/a&gt; zostały wydane w znakomitej serii &lt;a href="http://www.bibliotecayacucho.gob.ve"&gt;Biblioteca Ayacucho&lt;/a&gt; i czytający po hiszpańsku na pewno skorzystają na sięgnięciu do tego wydania. Ujmując rzecz w karygodnym uproszczeniu, znaczenie "Pedro Páramo" dla literatury latynoamerykańskiej polega chyba na tym, że Rulfo zapoczątkował styl, który przerodzi się potem w słynny realizm magiczny i zaczął łączyć krytyczno-realistyczny opis realiów Ameryki Łacińskiej ze śmiałymi eksperymentami formalnymi z czasem i przestrzenią. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Narrator powieści Juan Preciado zostaje wysłany przez swoją umierającą matkę do miejscowości Comala, aby spotkać się tam ze swoim ojcem, Pedro Páramo. Miasteczko okazuje się nawiedzone przez duchy, jego mieszkańcy zdają się nieustannie obcować ze światem umarłych, "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;wszędzie błądzą echa, pełno ich w całym mieście&lt;/span&gt;" (s. 61). Opisy snucia się narratora po Comala są przeplatane migawkami (oczywiście dalekimi od chronologicznego porządku) z czasów, gdy była ona prężnym miasteczkiem. Dość nieoczekiwanie narrator umiera. Mniej więcej od strony 90 narracja staje się raczej przejrzysta i skupia się wokół tytułowego bohatera: kacyka i kobieciarza, którego jedyny syn Miguel zabił się w młodym wieku spadając z konia, a jedyna miłość Susana San Juan pogrążona jest w żałobnym obłędzie po śmierci swego męża Florencio. Gdy Susana umiera, Pedro stwierdza: "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Siądę z założonymi rękami i Comala umrze z głodu&lt;/span&gt;" (s. 161). To właśnie doprowadza do upadku miasta.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Ale czy tylko to? "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Są miasta skazane na nieszczęście. Można to poznać, gdy tylko odetchnie się ich starym, zatęchłym powietrzem&lt;/span&gt;" (s. 116). Nad miejscami i bohaterami powieści unosi się fatum skazujące ich na zawieszenie między życiem a śmiercią, wśród duchów, które za nic mają katolicką religię reprezentowaną przez ojca Rentería i wśród snów. Ponieważ powieść zbudowana jest z wielu krótkich rozdziałów, bardziej wymagający czytelnik może oddawać się intelektualnej rozrywce polegającej na układaniu tych fragmentów w całość, a potem przyporządkowywaniu takich zlepków do poszczególnych wątków i postaci (coś podobnego jest chyba w "Grze w klasy" Cortazara?). Można bawić się w śledzenie symboliki religijnej (a może Comala niczym wyspa z "Zagubionych" jest czyścem?), oczywiście nie można przeoczyć nawiązań do mitologii i obyczajowości indiańskiej czy wszechobecnej symboliki suszy czy całej tematyki ojcostwa (Pedro zostaje na końcu zabity przez swojego nie uznanego syna Abundio. Warto jednak przy tych górnolotnych rozważaniach pamiętać, że powieść odnosi się do całkiem konkretnych okoliczności w historii Meksyku (o czym ciekawie &lt;a href="http://www.utexas.edu/utpress/excerpts/rulped-intro.html"&gt;tutaj&lt;/a&gt;). &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Ja niestety ciągle nie mogę się przekonać do literatury z tej części świata. Jeśli ktoś po lekturze będzie miał ciągle zbyt mało wrażeń, może obejrzeć sobie &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=GGsZTh_HWPU"&gt;adaptację filmową&lt;/a&gt;, na pierwszy rzut oka wydaje się intrygująca i z klimatem.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-527093012273164257?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/527093012273164257/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=527093012273164257' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/527093012273164257'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/527093012273164257'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2011/02/pedro-paramo-juan-rulfo.html' title='Pedro Páramo / Juan Rulfo'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-mIEw0jLuj3w/TWldx7XxdeI/AAAAAAAAARs/eDoRu7pBvi4/s72-c/IMG_0700.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-3716599525673912096</id><published>2011-02-02T19:48:00.011+01:00</published><updated>2011-02-10T19:06:00.695+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Austria'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='klasyka'/><title type='text'>Lunatycy / Hermann Broch</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TUmnD3M0AtI/AAAAAAAAARk/VtWZ3KuIiRo/s1600/38343400213KS.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 192px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TUmnD3M0AtI/AAAAAAAAARk/VtWZ3KuIiRo/s320/38343400213KS.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5569166099019465426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Lunatycy&lt;/i&gt; / Hermann Broch ; przeł. Sławomir Błaut. - Wyd. 2 - Wrocław : Wydawnictwo Dolnośląskie, 2005. Ss. 597, ISBN 83-7384-197-0. Seria: (Biblioteka Klasyki). &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Ostatnio nie do końca z własnej woli muszę oddawać się lekturze tekstów filozoficznych, a nie literackich (Platon, Hegel, Heidegger i inni klasycy), co o dziwo sprawa mi całkiem sporą frajdę, oczywiście nie ma co udawać, że rozumiem więcej niż powiedzmy 50%, ale nie mogę powiedzieć, żeby te lektury były jakąś średniowieczną torturą. Omawianą książkę &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Hermann_Broch"&gt;Hermanna Brocha&lt;/a&gt; nie dzieli wiele od typowych tekstów filozoficznych - powieść stanowi ilustrację pewnych tez etycznych i estetycznych, w trzeciej części mamy już wręcz długie fragmenty pozbawione bezpośredniego nawiązania do fabuły, a będące raczej czystą eseistyką. Nie ma co ukrywać, że lektura jest dość ciężka i wymagająca, w moim wypadku co gorsza rozłożona na wiele miesięcy, co bardzo utrudnia napisanie jakiegoś w miarę rozumnego komentarza. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Powieść składa się z trzech części. &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Pasenow czyli romantyzm&lt;/span&gt; dzieje się w roku 1888. Bohater Joachim von Pasenow to wojskowy z dość majętnej i tradycyjnej rodziny. Nawiązuje romans z czeską damą do towarzystwa Rużeną. Gdy jego brat - pod każdym względem bardziej udany od bohatera - ginie w pojedynku, Joachim dziedziczy rodzinny majątek, zmagając się przy tym z wrogością własnego stetryczałego ojca. Poznaje dobrze urodzoną baronównę Elisabeth Baddensen i dostrzegłszy możliwość uwicia wygodnego i społecznie akceptowalnego gniazdka na miarę swojej klasy, doprowadza to (burzliwego) zerwania z Rużeną i prosi Elisabeth o rękę. W tle tych wydarzeń cały czas majaczy diaboliczna postać kupca Eduarda Bertranda. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Druga część &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Esch czyli anarchia&lt;/span&gt; dzieje się w roku 1903. Księgowy August Esch za namową Geyringa Martina, działacza związkowego zatrudnia się w Mannheim w firmie należącej do wspomnianego już Bertranda. Zapoznaje dyrektora cyrku Gernertha i artystkę cyrkową Ilonę (jej koronny numer zowie się pięknie po niemiecku &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Messerwerferszene&lt;/span&gt; czyli rzucają w nią czy raczej obok niej nożami). Wespół z nowymi kompanami postanawia organizować pokazy kobiet zapaśniczek, później chce emigrować do Ameryki. Gdy Martin zostaje uwięziony za swoją działalność, Esch próbuje interweniować u Bertranda, a nic nie wskórawszy, denuncjuje go policji jako homoseksualistę. Przedsięwzięcie z zapaśniczkami upada, ale Esch wraz ze swą partnerką karczmarką Hentjen osiada w Luksemburgu, gdzie wraca do wyuczonego zawodu, &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Trzecia część &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Huguenau czyli rzeczowość&lt;/span&gt; dzieje się w roku 1918. Jest to kolaż opowieści utrzymanych w różnych tonacjach i stylach literackich, filozoficznego eseju zatytułowanego "rozpad wartości" a nawet poezji i dramatu. Na pierwszy plan wysuwa się postać Wilhelma Huguenau, który dezerteruje z wojska i dociera do niewielkiej miejscowości, gdzie zostaje redaktorem lokalnej gazety, na łamach której nasz znajomy Pasenow zagrzewa Niemców do walki i sławi cesarza. W gazecie pracuje także Esch oddający się obecnie religijności. W kompletnym chaosie towarzyszącym końcówce wojny Huguenau zabija Escha i wraca spokojnie w rodzinne strony. Równolegle snuje Broch inne wątki: obrazki z życia lazaretu, gdzie przywożeni są potwornie okaleczeni żołnierze, historię Hanny Wendling, która wraz z małym dzieckiem czeka na powrót męża-oficera, niemożliwą miłość pomiędzy Żydem a działaczką Armii Zbawienia. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Powyższe streszczenie tylko pobieżnie traktuje wszystkie zawiłości fabuły. W posłowiu dowiadujemy się, że pierwsza część to parodia XIX-wiecznego realizmu, druga - powieści ekspresjonistycznej, trzecia zaś nie mieści się w żadnej konwencji, bo nadeszły czasy, gdy nie obowiązują już zasady i konwencje. Broch pokazuje upadek etosów rycerskiego, kupieckiego, mieszczańskiego, które zastępuje kicz i anarchia. Bohaterowie są lunatykami w tym sensie, że nie ma nic, co by kierowało ich życiem. Nawet stare dobre żądze jak pieniądze czy seks stają się banalne i nieatrakcyjne, bo błądzący w etycznej pustce ludzie pragną czegoś wielkiego i transcendentnego. Rzecze jeden z nich: "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;niech mi pan da jakieś inne, jakieś nowe upojenie, choćby morfinę, patriotyzm, komunizm czy jeszcze coś, co ludzi upaja na całego&lt;/span&gt;" (s. 514). Jak dobrze wiemy, skończyło się to fatalnie dla wszystkich. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Książka jak już pisałem wymaga sporo skupienia. Trudno ją czytać w zbyt dużych dawkach, bo udało się Brochowi wykreować postaci tak ohydne, żałosne i na dodatek opisane tak jadowicie i złośliwie, jak to mógł uczynić chyba tylko pisarz austriacki. Już zwłaszcza Escha ma się ochotę zamordować najdalej po 10 stronach. Potrzeba dużo uporu i cierpliwości, żeby się przez "Lunatyków" przedrzeć, ale lektura daje sporo satysfakcji. Jeśli ktoś z PT Czytelników oglądał słynny spektakl Lupy na podstawie tej powieści, może zechce podzielić się wrażeniami w komentarzu?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-3716599525673912096?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/3716599525673912096/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=3716599525673912096' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/3716599525673912096'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/3716599525673912096'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2011/02/lunatycy-hermann-broch.html' title='Lunatycy / Hermann Broch'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TUmnD3M0AtI/AAAAAAAAARk/VtWZ3KuIiRo/s72-c/38343400213KS.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-8657046314764879126</id><published>2011-01-02T21:43:00.009+01:00</published><updated>2011-01-06T19:19:16.975+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kryminał'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='USA'/><title type='text'>Niedołęga / Patricia Highsmith</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TSDkZrnETfI/AAAAAAAAARY/vEo72y6enK4/s1600/patricia_highsmith_niedolega.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 196px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TSDkZrnETfI/AAAAAAAAARY/vEo72y6enK4/s320/patricia_highsmith_niedolega.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5557693070029639154" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Niedołęga&lt;/i&gt; / Patricia Highsmith; przeł. Jan Kraśko. - Warszawa : Noir sur Blanc, 2009. Ss. 234, ISBN 978-83-7392-283-9. &lt;/br&gt;&lt;br&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Patricia_Highsmith"&gt;Patricię Highsmith&lt;/a&gt; znałem do tej pory jedynie z &lt;a href="http://www.imdb.com/title/tt0044079/"&gt;lepszych&lt;/a&gt; lub &lt;a href="http://www.imdb.com/title/tt0134119/"&gt;gorszych&lt;/a&gt; filmów mających za podstawę jej powieści. Przy okazji Świąt zostałem obdarowany powieścią "Niedołęga", nie wypadało zatem jej nie przeczytać.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Na samym początku niesympatyczny gruby antykwariusz &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Melchior&lt;/span&gt; Kimmel morduje swoją żonę. Potem poznajemy &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Waltera&lt;/span&gt; Stockhouse'a, młodego prawnika, który męczy się w małżeństwie z zaborczą i niestabilną psychicznie &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Clarą&lt;/span&gt;, a na widoku ma atrakcyjną nauczycielkę muzyki &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Ellie&lt;/span&gt;. Walter przeczytawszy w gazecie wzmiankę o morderstwie (którego sprawcy policja ciągle nie namierzyła) postanawia poznać Melchiora. Potem nawiązuje romans z Ellie, a wkrótce potem jakie szczęśliwe zrządzenie losu - Clara ginie. Kłopot w tym, że okoliczności jej śmierci do złudzenia przypominają okoliczności śmierci pani Kimmelowej, co zauważa nadgorliwy i brutalny policjant &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Corby&lt;/span&gt;, który stara się rozwikłać zagadkę.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Całe napięcie w fabule wynika wcale nie z tego, czy Walter rzeczywiście zabił swoją żonę (zresztą sam nie jestem na 100% pewien jak było, może PT Czytelnicy mnie oświecą?), ale z całej piekielnej, jaką uruchamia Corby, który postanawia poszczuć obu mężczyzn przeciwko sobie, torturuje ich psychicznie i fizycznie, wszelkimi środkami usiłuje ich zmusić do wyznania win. Rewelacyjnie wygrywa Highsmith kontrast między mężczyznami, obnażając nasze stereotypowe postrzeganie ludzi. Otóż Kimmel to obleśny, stary typ o niejasnym imigranckim pochodzeniu, na którego jednak nie da się znaleźć żadnego haka, podczas gdy Walter to poczciwy &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/White_Anglo-Saxon_Protestant"&gt;WASP&lt;/a&gt; o dobrym sercu, którego żonę każdy by chętnie własnoręcznie zgładził i przeciwko któremu zgodnych chórem przemawiają wszystkie możliwe okoliczności. O ile Kimmel i tak był zapewne wyrzutkiem i dziwadłem, o tyle Walter stopniowo stacza się, traci zaufanie znajomych, pracę i spokój. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Atmosfera pętli zaciskającej się na gardłach obu bohaterów zbudowana jest nadzwyczaj sugestywnie a przy tym bardzo prostymi środkami. Bardzo ciekawym pomysłem, że zamiast walki policji z przestępcą mamy dwóch oskarżonych, którzy próbują oczernić i wykończyć siebie nawzajem. Powieść została napisana prawie 70 lat temu, nic dziwnego zatem, że momentami raziła mnie staroświeckość realiów, mimo to z pewnością nie jest to nudna lektura, zwłaszcza gdy skupimy się nie na intrydze kryminalnej, a na sytuacji psychologicznej postaci.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-8657046314764879126?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/8657046314764879126/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=8657046314764879126' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/8657046314764879126'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/8657046314764879126'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2011/01/niedoega-patricia-highsmith.html' title='Niedołęga / Patricia Highsmith'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TSDkZrnETfI/AAAAAAAAARY/vEo72y6enK4/s72-c/patricia_highsmith_niedolega.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-6654435464553905548</id><published>2011-01-02T21:21:00.005+01:00</published><updated>2011-01-06T18:20:27.435+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Czechy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kryminał'/><title type='text'>Śledztwo prowadzi radca Heumann / Ladislav Fuks</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TSDes_aRELI/AAAAAAAAARQ/EiheqB89TSU/s1600/Zdj%25C4%2599cie0014.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 206px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TSDes_aRELI/AAAAAAAAARQ/EiheqB89TSU/s320/Zdj%25C4%2599cie0014.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5557686804692406450" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Śledztwo prowadzi radca Heumann&lt;/i&gt; / Ladislav Fuks ; przeł. Emilia Witwicka. - Warszawa : Czytelnik, 1976. Ss. 411. Seria: (Nike).&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Książka niniejsza wpadła mi w ręce zupełnie przypadkowo, o jej &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Ladislav_Fuks"&gt;Autorze&lt;/a&gt; nigdy wcześniej nie słyszałem (i nawet teraz nie udało mi się za wiele o nim znaleźć). Ze zdziwieniem za to odkryłem, że na podstawie powieści powstał w Polsce &lt;a href="http://www.filmpolski.pl/fp/index.php/12652"&gt;film&lt;/a&gt;, który jednak nie wygląda szczególnie zachęcająco, zresztą sama powieść też nie zachwyca, ale z pewnością nie jest stratą czasu. Czesi też zrobili swoją &lt;a href="http://www.csfd.cz/film/221366-pribeh-kriminalniho-rady/"&gt;adaptację&lt;/a&gt;. Ostrzegam od razu, że w reszcie wpisu mogą się znaleźć spoilery!&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Akcja utworu toczy się w bliżej nieokreślonym kraju (mieszkańcy mają nazwiska niemieckie, niekiedy z nutką słowiańską, ja w każdym razie wyobrażałem sobie Lwów) po wojnie, chociaż czas też jest chyba dość umowny, bo równie dobrze mógłby to być wiek XIX. Bohater powieści Viki Heumann to mimozowaty nastolatek, którego największy marzeniem jest odbyć ze swoim bardzo bogatym i nieco zepsutym kolegą Barrym podróż do Turcji. Jego despotyczny, surowy i nieczuły ojciec jest szefem policji, a w kraju akurat grasuje seryjny morderca dzieci. Viki korzystając z materiałów przyniesionych przez ojca do domu postanawia samodzielnie wytropić mordercę, aby publicznie upokorzyć radcę Heumanna.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Jeśli ktoś ma wrażenie, że powyżej streszczona intryga jest niezbyt mądra, ma po stukroć rację. Tak fabuła jak i styl są niesłychanie wprost irytujące, manieryczne, może dekadenckie. Okazuje się bowiem, że to Viki popełnił ostatnie z morderstw, chyba dlatego, żeby zrobić na złośc ojcu. Radca zabija zatem własnego syna, aby - jak sam tłumaczy - nie został on stracony publicznie w majestacie prawa. Cóż, średnio to wiarygodne psychologicznie czy też życiowo, może ma jakąś symbolikę czy drugie dno, ale nie mam pomysłu, jakie.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Może, tak jak sugeruje nam polski wydawca na skrzydełku, chodzi o Vikiego &lt;span style="font-style:italic;"&gt;daddy issues&lt;/span&gt; - jego poczucie odrzucenia przez ojca, dla którego pierwszeństwo ma praca, a sam Viki też nie jest raczej wymarzonym dziedzicem. Trudno jednak jakoś przejąć się dramatami bohaterów, być może skutek już wspomnianego irytującego i egzaltowanego stylu. Trzeba jednak zauważyć, że w książce przewija się kilka zgrabnie nakreślonych postaci drugoplanowych (jak Barry Piret i jego siostra Greta, dawny kolega ojca Raster czy sztywny kamerdyner), do pewnego momentu intryga kryminalna jest całkiem zajmująca, klimat całej akcji też może intrygować. Ja sam chyba na razie będę buszował w nieco innych rejonach.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-6654435464553905548?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/6654435464553905548/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=6654435464553905548' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/6654435464553905548'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/6654435464553905548'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2011/01/sledztwo-prowadzi-radca-heumann.html' title='Śledztwo prowadzi radca Heumann / Ladislav Fuks'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TSDes_aRELI/AAAAAAAAARQ/EiheqB89TSU/s72-c/Zdj%25C4%2599cie0014.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-3228194112185478911</id><published>2011-01-02T21:03:00.007+01:00</published><updated>2011-01-06T17:00:15.299+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kanada'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='feminizm'/><title type='text'>Wynurzenie / Margaret Atwood</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TSDc4bozXhI/AAAAAAAAARI/uROQvtnpCwo/s1600/Zdj%25C4%2599cie0013.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 226px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TSDc4bozXhI/AAAAAAAAARI/uROQvtnpCwo/s320/Zdj%25C4%2599cie0013.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5557684802224872978" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Wynurzenie&lt;/i&gt; / Margaret Atwood ; z ang. przeł. Jolanta Plakwicz, Teresa Poniatowska. - Warszawa : Książka i Wiedza, 1987. Ss. 239, ISBN 83-05-11752-9. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Gdyby kiedyś sporządzić ranking moich ulubionych pisarzy, Margaret Atwood z pewnością znalazłaby się w pierwszej dziesiątce, zaś - pociągnijmy nieco metaforę sportową - wśród pań zajęłaby niewątpliwie któreś z medalowych miejsc. Jest to bardzo ciekawa twórczość o szerokich horyzontach i niesamowicie silnym piętnie indywidualności Autorki - mimo że "Wynurzenie" to zaledwie druga powieść Atwood, jej styl rozpoznaje się momentalnie. Powieść wypełniają, by nie powiedzieć przepełniają, rozmaite symbole i metafory, momentami trudno mi było oprzeć się wrażeniu, że czytam bardziej powiastkę filozoficzną niż rasową powieść, co oczywiście nie stanowi żadnego wyrzutu. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Bezimienna narratorka przyjeżdża ze swoim partnerem Joe i znajomym małżeństwem Davidem i Anną do domu, w którym spędziła dzieciństwo z bratem i rodzicami. Rodzice byli po trosze hipisami po trosze ekologami, więc wyprowadzili się do leśnej głuszy w &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Nord-du-Qu%C3%A9bec"&gt;północnym Quebecu&lt;/a&gt;. Matka już nie żyje, a ojciec zaginął i cały wyjazd ma być częściowo próbą odnalezienia go. W toku akcji poznajemy mroczne historie z przeszłości narratorki (niedostosowanie w dzieciństwie, aborcja, porzucenie męża), obserwujemy psychologiczną grę (w dużej mierze o władzę) jaka toczy się między odciętą od świata czwórką bohaterów, ale przede wszystkim śledzimy autorefleksje narratorki i jej stopniowe przechodzenie ze strony cywilizacji, rozumu i konwenansu na stroną szaleństwa i dzikości. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;W recenzjach i analizach przytacza się niemal zawsze kontekst polityczny dzieła, o którym nie bardzo potrafię się niestety wypowiedzieć. Sytuacja bohaterki miałaby być metaforą położenia Kanady, która pada (czy raczej czuje się) ofiarą USA, własnego systemu społecznego, niegościnnej przyrody. Istotnie zwłaszcza David jest rzecznikiem kanadyjskiego nacjonalizmu i z pogardą odnosi się do Amerykanów, przedstawionych jako najeźdźcy i kolonizatorzy, na których natykają się bohaterowie (tyle że okazuje się, iż są to w istocie Kanadyjczycy). Nie bez przyczyny pojawiają się też nawiązania do przed-europejskiej historii pod postacią indiańskich miejsc świętych, które tropił ojciec bohaterki i w których doznaje objawień samoświadomości (s. 183).&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Jednym z centralnych tematów "Wynurzenia" jest też niewątpliwie przyroda. Opisana bez zachwytów i egzaltacji ("&lt;span style="font-style:italic;"&gt;otaczają mnie drzewa, niczego nie oczekują i nic nie dają&lt;/span&gt;, s. [240]), jawi się jako potężna siła duchowa, z którą człowiek może wejść w szamanistyczne zespolenie (jak nasza bohaterka), ale dla której przeważnie stanowi zagrożenie, niosąc śmierć. Nawiązując do zabijania zwierząt, konstatuje narratorka: "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;niektórzy cierpią, ponieważ są Niemcami&lt;/span&gt; [...] &lt;span style="font-style:italic;"&gt;ja cierpię ponieważ jestem człowiekiem&lt;/span&gt;" (s. 164). Pod koniec powieści bohaterka dochodzi do wniosku, że cała cywilizacja jest gwałtem, zadawaniem przemocy, bowiem "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;porządek jest wprowadzany za pomocą noży&lt;/span&gt;" (s. 233). &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Jak zwykle u Atwood, nie brakuje akcentów feministycznych. David, który jest zaangażowanym lewicowcem, wygłasza o swojej żonie kapitalną opinię: "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;ja jestem za równością kobiet, tylko że ona po prostu nie jest równa&lt;/span&gt;" (s. 174), próbuje też zgwałcić narratorkę. Może to nieco naciągane, ale Atwood jakby sugeruje, że po porzuceniu cywilizacji bohaterka (w mniejszym stopniu także Anna) odkrywa jakby nowy wymiar kobiecości związany z opieką, karmieniem, sprzątaniem, które nie są jednak wcale usługiwaniem mężczyznom, a bliższe są raczej podtrzymywaniu harmonii wszechświata. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Ton całej historii jest dość mroczny i złowieszczy, przywodzi na myśl, zapewne przez scenerię, znany film "&lt;a href="http://www.imdb.com/title/tt0068473/"&gt;Deliverance&lt;/a&gt;". Uwidacznia się też raz po raz telent Atwood do zwięzłych i chirurgicznie precyzyjnych sformułowań podsumowujących jakąś osobę czy sytuację. Moje ulubione: "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;proszeni o radę ludzie często przemawiają jak przez radio&lt;/span&gt;" (s. 56). Zdecydowanie warto sięgnąć po "Wynurzenie", sam jestem bardzo ciekaw, jak inni postrzegają tę książkę, jeśli zaś ktoś Atwood nie zna, powinien według mnie zacząć od "Opowieści podręcznej" albo od "Ślepego zabójcy".&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-3228194112185478911?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/3228194112185478911/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=3228194112185478911' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/3228194112185478911'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/3228194112185478911'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2011/01/wynurzenie-margaret-atwood.html' title='Wynurzenie / Margaret Atwood'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TSDc4bozXhI/AAAAAAAAARI/uROQvtnpCwo/s72-c/Zdj%25C4%2599cie0013.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-7498282798358925379</id><published>2010-12-30T10:01:00.008+01:00</published><updated>2011-01-06T14:10:51.477+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Polska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Żydzi'/><title type='text'>Pensjonat / Piotr Paziński</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TRxKnzRXR4I/AAAAAAAAARA/-z8yFRhCvts/s1600/Pensjonat_Piotr-Pazinski%252Cimages_big%252C29%252C978-83-926276-1-6.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 208px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TRxKnzRXR4I/AAAAAAAAARA/-z8yFRhCvts/s320/Pensjonat_Piotr-Pazinski%252Cimages_big%252C29%252C978-83-926276-1-6.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5556398087906740098" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Pensjonat&lt;/i&gt; / Piotr Paziński. - Warszawa : Wydawnictwo Nisza, 2010. Ss. 135, ISBN 978-83-926276-1-6. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Z książką "Pensjonat" mam niewielki problem, choć bowiem sama książka mi się podobała (momentami nawet bardzo), to kilkakrotne ujrzenie jej Autora w telewizji utwierdziło mnie w przekonaniu, iż - mówiąc oględnie - nie jest to osoba, z którą byłbym w stanie się dogadać. Może pisarze powinni częściej podążać śladem Salingera i Pynchona i nie absorbować czytelników swoją osobą, a jedynie twórczością? "Pensjonat" jak wynika z tych nieszczęsnych wywiadów jest oparty dość mocno na biografii Autora. To chyba całkiem częste, żeby debiutancką powieść opierać na własnym doświadczeniu (&lt;span style="font-style:italic;"&gt;vide&lt;/span&gt; "Madame" Libery czy "Miasto i psy" Vargasa), nie wszystkim jednak udaje się wyjść poza ten etap. Ciekawe, jak będzie tutaj. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Bohater powieści przyjeżdża do żydowskiego domu wypoczynkowego (którego pierwowzór znajduje się w podwarszawskim &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%9Ar%C3%B3dbor%C3%B3w_(Otwock)"&gt;Śródborowie&lt;/a&gt;), dokąd w dzieciństwie przyjeżdżał z babcią i jako jedyne dziecko pośród dorosłych (by nie powiedzieć starców) był świadkiem ich sprzeczek i dyskusji, oczywiście z uwagi na fakt, że ich uczestnicy to polscy Żydzi były to rozmowy dość szczególne. Teraz po latach pensjonat popada w ruinę, kuracjuszy ubywa bądź robią się coraz starsi i bardziej zniedołężniali. Jak mówi jedna z mieszkanek: "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;tutaj już nie ma prawie nikogo, każdego tygodnia kogoś zabierają&lt;/span&gt;. [...] &lt;span style="font-style:italic;"&gt;A młodzi się tutaj nie garną, nie chcą przychodzić&lt;/span&gt;." (s. 16)&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;W otoczeniu postaci takich jak pan Abram, którego syn wyjechał do Szwecji, pani Tecia, pani Marysia z numerem z Oświęcimia, doktor Kamińska (zgrabny chwyt z tymi pół-oficjalnymi formami jakby na powrót ustawia narratora w pozycji dziecka pałętającego się pod nogami dorosłych) nasz bohater próbuje z jednej strony dotknąć wspomnień z własnego dzieciństwa, ale także wybiec myślą do świata polskich Żydów sprzed Zagłady (skądinąd rzadko przywoływanej wprost, raczej sygnalizowanej przez dyskretne symbole jak choćby obecne już na okładce tory) i wydarzeń marcowych, którego smętne resztki ma przed sobą w pensjonacie. Przy czytaniu tej książki nieustannie przypominał mi się album Małgorzaty Niezabitowskiej i Tomasza Tomaszewskiego "Ostatni", który również przedstawiał świat polskich Żydów, w którym "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;zbyt wiele lekarstw, pokasływań i wspomnień o tych, których już nie ma. Których zabili na wojnie. Którzy później umarli, wyjechali albo jakoś się rozproszyli&lt;/span&gt;" (s. 74).&lt;/br&gt;&lt;br&gt;&lt;br /&gt;Wszystkie interpretacje nazwijmy je "judeocentryczne" wcale nie wyczerpują przecież jednak bogactwa tej książeczki, chociaż zawsze ciekawie czytać te wszystkie żydowskie rozmowy i dysputy rodem z Rotha, Erenburga czy Woody Allena. Każdy człowiek (ściślej, każdy powyżej pewnego wieku) zna uczucie, jakie towarzyszy nam, gdy po wielu latach nagle stykamy się z jakimś przedmiotem, miejscem czy osobą z naszego dzieciństwa. Mieszanina rozpaczy nad upływem czasu, użalania się nad sobą, radosnego podniecenia. W wielu miejscach Paziński (który ma na marginesie talent do opisów, takiego całkiem realistycznego) świetnie przyszpila do właśnie uczucie, więcej nawet opisuje (por. s. 126) próby narratora aby przy pomocy pamięci zatrzymać przemijanie, ocalić postaci z dzieciństwa, by byli - jak pisze moja &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Krystyna_Mi%C5%82ob%C4%99dzka"&gt;ulubiona poetka&lt;/a&gt; - "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;wemniewzięci, nareszcie bezpieczni&lt;/span&gt;". Ogólnie rekomenduję, ale Paszport i tak dałbym Dukajowi.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-7498282798358925379?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/7498282798358925379/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=7498282798358925379' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/7498282798358925379'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/7498282798358925379'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2010/12/pensjonat-piotr-pazinski.html' title='Pensjonat / Piotr Paziński'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TRxKnzRXR4I/AAAAAAAAARA/-z8yFRhCvts/s72-c/Pensjonat_Piotr-Pazinski%252Cimages_big%252C29%252C978-83-926276-1-6.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-1911108254585693360</id><published>2010-12-26T18:54:00.008+01:00</published><updated>2010-12-30T17:54:52.995+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kryminał'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Skandynawia'/><title type='text'>Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet / Stieg Larsson</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TReBxU0jf4I/AAAAAAAAAQ4/z1ENPow6zhE/s1600/mezczyzni_ktorzy_nienawidza_kobiet.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 207px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TReBxU0jf4I/AAAAAAAAAQ4/z1ENPow6zhE/s320/mezczyzni_ktorzy_nienawidza_kobiet.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5555051349787508610" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet&lt;/i&gt; / Stieg Larsson ; przeł. Beata Walczak-Larsson. - Warszawa : Wydawnictwo Czarna Owca, 2009. Ss. 633, ISBN 978-83-7554-059-8. Seria: (Millennium ; 1). &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Tegoroczne Święta przyszło mi spędzić w leśnej głuszy, gdzie nijak się nie dało złapać Internetu, toteż uznałem, że jest to wymarzona okazja, aby przeczytać książkę, o której tyle się obecnie mówi. Rzecz czyta się błyskawicznie, więc starczyła tylko na powigilijny wieczór i kawałek pierwszego dnia Świąt, ale na szczęście miałem inne atrakcje w zanadrzu. O samej książce i jej Autorze napisano już tyle, że chyba nawet nie ma większego sensu ostrzegać potencjalnych czytelników Larssona przed spoilerami w niniejszym poście. Ciekawe rzeczy o Millennium (i nie tylko) można znaleźć m. in. na &lt;a href="http://wo.blox.pl"&gt;blogu Wojciecha Orlińskiego&lt;/a&gt;. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Bohaterem powieści jest szwedzki dziennikarz Mikael Blomkvist, którego patriarcha rodziny przemysłowców wynajmuje do rozwikłania zagadki zaginięcia jego krewnej. Od pewnego momentu w jego poszukiwaniach  wspiera go mroczna socjopatyczna hakerka Lisbeth Salander. Gdy oboje wpadną na trop zaginionej, ich życie znajdzie się w wielkim niebezpieczeństwie...&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;W recenzjach podkreśla się, że oboje protagoniści są znakomicie wykreowani, aczkolwiek muszę przyznać, że nie odebrałem tego w ten sposób. Kiepsko się znam na kryminałach, ale pomysł z odwróceniem ról czyli mężczyzna bardziej delikatny i wrażliwy, a kobieta twarda i bezwzględna (zwłaszcza, że występuje w roli mścicielki za krzywdy kobiet) nie jest chyba aż tak oryginalny. Jak dla mnie smaczki powieści tkwią w elementach krytyki czy momentami wręcz satyry społecznej. Otóż Blomkvist jest dziennikarzem gospodarczym i za swój punkt honoru przyjmuje tropienie nieuczciwych przedsiębiorców tak jak inni dziennikarze polują na skorumpowanych polityków. To jednak nie jest takie proste, gdyż chociażby "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Wennerström zajmował się oszustwami na tak wielką skalę, że przestawały one być bezprawne i zyskiwały miano interesów&lt;/span&gt;" (s. 600). Kapitalny jest moment, w którym adwokat dowiedziawszy się, iż współwłaściciel koncernu torturuje i morduje kobiety ubolewa "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;ile ludzi zostanie bezrobotnych&lt;/span&gt;" (s. 510), kiedy Blomkvist to ujawni. Hercules Poirot jednak nie miał takich dylematów.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Bohaterowie współczesnego kryminału polegają jednak przede wszystkim na nowoczesnej technice (co jednak trochę odbiera im uroku). W rozwikłaniu zagadki bardzo pomaga fakt, że Szwecja umożliwia swoim obywatelom dostęp do wielu informacji o bliźnich, kluczowy zaś jest fakt, że szwedzkie gazety nawet te prowincjonalne mają, jeśli wierzyć Larssonowi, idealnie zeskanowane archiwa. Zresztą Larsson próbuje zapewne nieco nadwątlić nieskazitelny wizerunek Szwecji, pokazując, że wiele tamtejszych fortun ma źródło w konszachtach z nazistami, a mimo wielu lat polityki równościowej w umysłach mężczyzn dalej tkwi brutalna pogarda dla kobiet. Mimo wszystko jednak, zwłaszcza w zakończeniu, cały ten świat przedstawiony wydał mi się wcale nie taki mroczny. Pewnie już się nie przekonam, czy robi się taki w dalszych częściach, bo nie zachwyciło mnie to na tyle, żeby czytać dalsze tomy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-1911108254585693360?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/1911108254585693360/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=1911108254585693360' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/1911108254585693360'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/1911108254585693360'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2010/12/mezczyzni-ktorzy-nienawidza-kobiet.html' title='Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet / Stieg Larsson'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TReBxU0jf4I/AAAAAAAAAQ4/z1ENPow6zhE/s72-c/mezczyzni_ktorzy_nienawidza_kobiet.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-6972205664252615996</id><published>2010-12-08T20:29:00.008+01:00</published><updated>2010-12-21T12:22:02.470+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='postmodernizm'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bałkany'/><title type='text'>Słownik chazarski / Milorad Pavić</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TP_cxrNwzxI/AAAAAAAAAQs/3o-HZ-KB0kM/s1600/slownik-chazarski-b2871.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 206px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TP_cxrNwzxI/AAAAAAAAAQs/3o-HZ-KB0kM/s320/slownik-chazarski-b2871.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5548396011915890450" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Słownik chazarski : powieść leksykon w stu tysiącach słów : egzemplarz żeński&lt;/span&gt; / Milorad Pavić ; przeł. Elżbieta Kwaśniewska, Danuta Cirlić-Straszyńska. - Warszawa : "tCHu", 1993. Ss. 309, ISBN 83-901178-2-7. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Jak przystało na powieść, którą określono na wyklejce jako "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;księgę mądrości i wtajemniczenia&lt;/span&gt;", "Słownik chazarski" okazuje się być trudny do zdobycia i musiałem się sporo nabiegać po bibliotekach nim mogłem dostąpić zaszczytu przeczytania go. Warto może zacząć od tego, że turecki lud &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Khazars"&gt;Chazarów&lt;/a&gt; to zagadnienie niesamowicie wprost pasjonujące, obfitujące w zagadki, pełne niewiadomych. Już choćby to: jeden z dosłownie kilku (ja kojarzę jeszcze tylko Jemen) przypadków konwersji nie-żydowskiego ludu na judaizm. A fakt, że jedyne słowo (a zarazem zdanie), jakie zachowało się z języka chazarskiego brzmi "przeczytałem" rozpala wyobraźnię każdego miłośnika książek. Istnieje świetna &lt;a href="http://www.khazaria.com/"&gt;strona internetowa&lt;/a&gt; na temat Chazarów, a po polsku wiele informacji można znaleźć w niedawno wydanej książce Stefana Gąsiorowskiego o Karaimach polsko-litewskich. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Sama powieść ma formę apokryfu. Otóż, jak opowiada Pavić, w 1691 drukarz Daubmannus skompilował w jednym tomie trzy dzieła poświęcone Chazarom - żydowskie, chrześcijańskie i muzułmańskie. Cały nakład (w którym jedna strona była wydrukowana trującym tuszem!) zaginął, lecz oto teraz Pavić odtwarza zaginione dzieło, nadając mu formę leksykonu. Dzieło to ma stanowić kompendium wiedzy o Chazarach, ich historii, a zwłaszcza o dyspucie, w której komiwojażerzy trzech wielkich religii przekonywali kagana Chazarów każdy do swego wyznania. W istocie jest to jednak zbiór w większości fantastycznych poetyckich opowieści o snach, losie, nadzwyczajnych i niespodziewanych związkach między pozornie obcymi ludźmi i rzeczami, zaludniona duchami i demonami egzystującymi na obrzeżach wielkich religii. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Wszystko teraz sprowadza się do tego, czy kogoś porywają opowieści o tym, jak Szatan sprawił, że księżniczka zapomniała wszystkie słowa z wyjątkiem nazwy owocu &lt;span style="font-style:italic;"&gt;ku&lt;/span&gt; i teraz nocą gdy słyszymy ku-ku! to ona właśnie "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;płacze usiłując przywołać w pamięci swoje zapomniane wiersze&lt;/span&gt;" (s. 146). Ktokolwiek ma słabość do realizmu magicznego, będzie prawdopodobnie zachwycony. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Czytelnik, który wie to i owo o Chazarach, doceni natomiast, jak Pavić miesza fakty z wytworami fantazji. Jak najbardziej autentyczny jest drukarz Daubmannus, pewne fakty o Chazarach jak choćby system polityczny oparty na dwuwładzy czy miejsca jak cmentarz w miejscowości Čelarevo z bardzo tajemniczymi macewami. Również wielką Boregowsko-Calvinowską przyjemnością są Paviciowe gry z samą formą książki. Można (i trzeba) rzecz czytać na wyrywki porównując poszczególne hasła w trzech leksykonach, tekst obudowany jest przypisami, aneksami, przedmowami, aneksami i przypisami. Kapitalna niespodzianka jest na odwrocie strony tytułowej (jeśli książka jest z biblioteki, to niespodzianka nabiera dodatkowego smaczku!), a nakład powieści podzielony jest na egzemplarze żeńskie i męskie różniące się jednym zdaniem. Co ciekawe (i nieco &lt;span style="font-style:italic;"&gt;creepy&lt;/span&gt; - zawsze brakuje mi polskiego odpowiednika tego słowa) nie byłem w stanie znaleźć tej różnicy w Internecie, strony, które do niej linkują nie działały! Czyżby sprawka chazarskich łowców snów? &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Nie sposób również przeoczyć faktu, iż bohaterowie książki czy to prawosławny mnich czy turecki wojskowy żyją na pograniczu kultur i religii, często na marginesie i na obszarach herezji. Interpretuje się to jako głos Pavicia przeciwko nacjonalizmom i fanatyzmom, które srodze doświadczyły jego ojczyznę. Spojrzenie na historię Chazarów przez pryzmat trzech religii pokazuje, jak bardzo zawodne jest przywiązanie do prawd absolutnych. Ogólnie z pewnością ciekawa pozycja, jak niemal zawsze z Jugosławii. Życzę spokojnych Świąt PT Czytelnikom!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-6972205664252615996?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/6972205664252615996/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=6972205664252615996' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/6972205664252615996'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/6972205664252615996'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2010/12/sownik-chazarski-milorad-pavic.html' title='Słownik chazarski / Milorad Pavić'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TP_cxrNwzxI/AAAAAAAAAQs/3o-HZ-KB0kM/s72-c/slownik-chazarski-b2871.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-6383868497607433586</id><published>2010-11-11T19:49:00.009+01:00</published><updated>2010-11-21T20:55:03.441+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Niemcy'/><title type='text'>Młyn Lewina / Johannes Bobrowski</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TNw63pNBzdI/AAAAAAAAAQk/9DyYFjx0jnU/s1600/IMG_0298.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 207px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TNw63pNBzdI/AAAAAAAAAQk/9DyYFjx0jnU/s320/IMG_0298.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5538366369386581458" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Młyn Lewina : 34 zdania o moim dziadku&lt;/i&gt; / Johannes Bobrowski ; tłum. Maria Kurecka, Witold Wirpsza. - Warszawa : Czytelnik, 1967. Ss. 294. (Tzw. Seria Nike).&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Na początek warto dla pełnej informacji zaznaczyć, że omawiana tu książka &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Johannes_bobrowski"&gt;Johannesa Bobrowskiego&lt;/a&gt; ma też drugie tłumaczenie (dokonane przez Edytę Sicińską), co może dziwić, zważywszy, że pisarz nie jest szczególnie znany, a powieść wybitna. Powstał też na jej podstawie film, zapewne jeszcze bardziej niszowy niż pierwowzór literacki, ale godzien odnotowania, bo z istotnym wkładem polskim (małe rólki grają Leon Niemczyk i Kalina Jędrusik). &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Akcja powieści dzieje się w 1874 roku na obszarze, które dziś określa się chyba jako &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Ziemia_che%C5%82mi%C5%84ska"&gt;Ziemia Chełmińska&lt;/a&gt; (najczęściej wspominane miasta to Wąbrzeźno i Brodnica), która w owym czasie stanowiła pogranicze Prus tuż przy granicy z Kongresówką. Jak to zwykle bywa na pograniczu, mieszają się tam rozmaite narodowości: Niemcy, Polacy, Cyganie, Żydzi.  Granice między Polakami i Niemcami są płynne, co pokolenie ktoś się spolszcza a ktoś zniemcza. Niemcy noszą nazwiska Kaminski czy Tomaschewski, Polacy - Lebrecht albo Germann. Mówi się dwoma językami jednocześnie, a w miarę pewnymi wyznacznikami narodowości są majątek (Niemcy są bogatsi) i religia (Niemcy należą do rozmaitych ugrupować protestanckich).&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;W takiej to scenerii mieszka tytułowy dziadek. Chciwy i nie cierpiący obcych ma dwa zmartwienia: Żyd Lewin podał go do sądu za zniszczenie jego młyna, a Cygan Habedank zajął pewien pustostan we wsi. W toku akcji dziadek usiłuje podburzyć miejscową niemiecką ludność przeciwko obcym. Gdy już jednak Lewin zostanie przepędzony (zresztą smutna to postać, bo wiąże się z Cyganką, za co zostaje wykluczony z żydowskiej społeczności) a chałupa Cygana spłonie, obraca się przeciwko niemu własna rodzina, a i znajomi we wsi też mają go serdecznie dość. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Autorowi udało się wymodelować postać tytułową wyjątkowo niesympatyczną i irytującą. Zresztą w całej powieści nie ma właściwie odrobiny sentymentalności, jaka często pojawia się w książkach o utraconej małej ojczyźnie. Raczej bez ogródek oddaje Autor napięcia i konflikty w wielokulturowej społeczności opartej na hierarchii dziobania. W sposób nieco może nazbyt dydaktyczny pokazuje negatywne skutki nacjonalizmu na ziemi, gdzie przynależność narodowa nie jest wcale jasna.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Styl powieści wydał mi się dość męczący: epizodyczny, dygresyjny, niejednolity, z ciągłym przytaczaniem myśli postaci, uwagą często skupioną na szczegółach dekoracji. Cała opowieść jest niejako tkana cały czas na bieżąco na naszych oczach, a sam fakt opowiadania nieustannie podkreślany: "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Szosa nazywa się szosą i niech się tak nazywa&lt;/span&gt;" (s. 35), "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Ponieważ zapytujemy, ponieważ czegoś jeszcze nie wiemy: Gdzie podziewał się Habedank&lt;/span&gt; [...]" (s. 76). Mnie to nie porwało, mimo to myślę, że "Młyn Lewina" może być ciekawy zwłaszcza dla osób zainteresowanych kulturowym pograniczem polsko-niemieckim. Być może - tu taki mały &lt;span style="font-style:italic;"&gt;teaser&lt;/span&gt; - niedługo zagości na blogu zbliżona problematyka - mianowicie mazurska.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-6383868497607433586?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/6383868497607433586/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=6383868497607433586' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/6383868497607433586'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/6383868497607433586'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2010/11/myn-lewina-johannes-bobrowski.html' title='Młyn Lewina / Johannes Bobrowski'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TNw63pNBzdI/AAAAAAAAAQk/9DyYFjx0jnU/s72-c/IMG_0298.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-402237809066953452</id><published>2010-11-03T19:25:00.007+01:00</published><updated>2010-11-09T21:03:30.537+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Polska'/><title type='text'>Good night, Dżerzi / Janusz Głowacki</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TNGpfRUm8nI/AAAAAAAAAQc/6Hui9FaJ0-g/s1600/gnd.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 205px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TNGpfRUm8nI/AAAAAAAAAQc/6Hui9FaJ0-g/s320/gnd.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5535391771705930354" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Good night, Dżerzi&lt;/i&gt; / Janusz Głowacki. - Warszawa : Świat Książki, 2010. Ss. 316, ISBN 978-83-247-2135-1. Seria: (Nowa Proza Polska).&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Z twórczości Janusza Głowackiego znam w zasadzie tylko prześmieszną nowelkę "Coraz trudniej kochać", autobiografię i sztukę "Czwarta siostra", na której dawno temu byłem w teatrze. Wszystkie te zetknięcia były bardzo udane, więc postanowiłem wykorzystać przynależność mojej Rodziny do wiadomego klubu, aby nabyć jego nową książkę przed premierą, zwłaszcza że postać &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Jerzy_Kosinski"&gt;Jerzego Kosińskiego&lt;/a&gt; należy z pewnością do ciekawych. Szkoda, że nie zdążyłem z recenzją przed p. Sobolewską &lt;span style="font-style:italic;"&gt;et consortes&lt;/span&gt;, ale zajmowały mnie inne sprawy. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Od razu trzeba zastrzec i ostrzec, że powieść ta nie ma nic wspólnego z typową fabularyzowaną biografią. Raczej snuje Autor mnóstwo historii, z których wcale nie wszystkie wiążą się z Kosińskim, a on sam występuje we własnej osobie dość rzadko. Jakby sam Kosiński był nieuchwytny zza zasłony kłamstw na własny temat, choć może raczej Głowacki, jakby powodowany swoistym taktem, nie chciał tej zasłony naruszać. "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Im dalej od prawdy, tym bliżej do Dżerziego&lt;/span&gt;" (s. 17). Punkt wyjścia powieści stanowi projekt filmu o Kosińskim, którego nasz narrator "Dżanus" miałby być scenarzystą. W trakcie prac poznaje on Niemca Klausa, potencjalnego producenta oraz jego żonę Maszę (co zaskakujące, chyba najważniejszą postać  książce), którą okrucieństwo i manipulacje Kosińskiego doprowadziły na skraj obłędu. W epizodach występuje mnogość malowniczych postaci jak wybitny polski aktor pracujący jako kelner w rosyjskiej restauracji w Nowym Jorku. Są też fragmenty przyszłego scenariusza i sceny bezpośrednio opisujące epizody z życia Kosińskiego, z obowiązkowym zejściem do podziemnego klubu dla sadomasochistów. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Z tego narracyjnego &lt;span style="font-style:italic;"&gt;patchwork&lt;/span&gt;u na plan pierwszy zdecydowanie na plan pierwszy wysuwa się wcale nie Kosiński, ale Masza, czy szerzej Rosja i Rosjanie. Rzeczywistość rosyjska to nie da się ukryć kopania historii (polecam rewelacyjne książki Hugo-Badera) takich jak obecna w książce opowieść o matce żołnierza wyruszającej do Czeczenii w poszukiwaniu syna czy tragicznych romansach Maszy. Wszystko, co wiąże się z Rosją to sfera wielkich emocji, dramatów, kompletnego szaleństwa, które odwodzą Maszę od mieszczańskiego życia u boku producenta tekstyliów i wpychają ją w objęcia Kosińskiego.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;A sam Kosiński? "(...)&lt;span style="font-style:italic;"&gt;to, że kłamał, wszyscy wiemy&lt;/span&gt;" (s. 15). Ale nie sposób uwierzyć, że używał kłamstw jako wehikułu swojej kariery. Musiało się za tym coś kryć, może coś takiego jak niezwykle skądinąd ciekawa historia &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Binjamin_Wilkomirski"&gt;Binjamina Wilkomirskiego&lt;/a&gt;, może jakiś rodzaj rzucenia wyzwania losowi, tak jak wtedy, gdy Kosiński jedzie do Polski, gdzie przecież najłatwiej będzie go zdemaskować. Może jest to po prostu kontynuacja kłamania, którego musiał się nauczyć, aby przeżyć Zagładę. Na swój sposób wyrok wydany przez autorów Zagłady zostaje odroczony, ale wisi nad Kosińskim całe życie, by spełnić się w nowojorskiej wannie.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Mimo wszystko książka Głowackiego pozostawiła we mnie uczucie niedosytu. Doceniam naprawdę perspektywę kobiecą całej opowieści, ale poczułem się zmanipulowany wstępem, w której Autor deklaruje, jakoby książka ta miała być dla niego "ostatnią szansą". Trochę za dużo miejsca zajęły wszystkie historie poboczne w rodzaju snów Maszy, czego żal tym bardziej, że fragmenty tyczące się bezpośrednio Kosińskiego są niezmiernie ciekawe. A już zupełnie świetne są migawki z życia nowojorskiego takie jak pielęgniarki siedzące w kinie porno ze swoimi stetryczałymi podopiecznymi czy historia, o tym jak Dżanus dostał się na ekskluzywne przyjęcie, czym nieoczekiwanie zdobył serce swojego polonofobicznego agenta. Tak, jako człowiek, nad którego łóżkiem wisi zdjęcie Central Parku (banał, wiem...), chętnie przeczytałbym książkę Głowackiego właśnie o Big Apple.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-402237809066953452?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/402237809066953452/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=402237809066953452' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/402237809066953452'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/402237809066953452'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2010/11/good-night-dzerzi-janusz-gowacki.html' title='Good night, Dżerzi / Janusz Głowacki'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TNGpfRUm8nI/AAAAAAAAAQc/6Hui9FaJ0-g/s72-c/gnd.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-1041520861592607453</id><published>2010-10-25T19:38:00.009+02:00</published><updated>2010-10-31T23:32:44.103+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Czechy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wojna'/><title type='text'>Hanulka Jozy / Květa Legátová</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TMXBCpfOLBI/AAAAAAAAAQU/OR3si34AHsw/s1600/legat.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 218px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TMXBCpfOLBI/AAAAAAAAAQU/OR3si34AHsw/s320/legat.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5532039968535227410" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Hanulka Jozy&lt;/i&gt; / Květa Legátová ; z jęz. czes. przeł. Dorota Dobrew. - Warszawa : Wydawnictwo Dwie Siostry, 2008. Ss. 144, ISBN 978-83-608-5024-4. Seria: (Własny Pokój).&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Proszę sobie tylko wyobrazić, że wpis na temat powieści &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Kv%C4%9Bta_Leg%C3%A1tov%C3%A1"&gt;Kvety Legatovej&lt;/a&gt; będzie równo setnym wpisem na moim blogu. Takiego to doczekaliśmy pięknego jubileuszu, który uczczę zaraz konsumując deser kajmakowy z supermarketu. I nie byle jaka książka wypadła na setny wpis! Jak pewnie pisałem już kiedyś, książki czytam głównie w autobusie w drodze do pracy i z powrotem. Gdy zacząłem czytać "Hanulkę Jozy", zmobilizowałem się (a jestem okropnym śpiochem) do wstawania wcześniej, bo nie mogłem się doczekać, co będzie dalej! Naprawdę jest to znakomita rzecz, zdumiewające, że wydana przez Autorkę w wieku 83 lat. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Akcja powieści rozgrywa się w czasie II Wojny Światowej. Narratorka, lekarka w szpitalu w Brnie, dość nieudolnie uprawia działalność konspiracyjną. Gdy grozi jej schwytanie, zwierzchnicy postanawiają wydać ją za mąż za jednego z pacjentów, sympatycznego choć z lekka powolnego chłopa imieniem Joza. Chcąc nie chcąc, bohaterka przenosi się z Jozą do jego rodzinnej wsi Żelary, zagubionej gdzieś w górach blisko Słowacji. Nieoczekiwanie dla samej siebie, narratorka powoli zbliża się do swego męża, do jego wsi, stając się w istocie oddaną mu Hanulką. Wkroczenie Armii Czerwonej niszczy jednak jej górską idyllę. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;To naprawdę zdumiewające, jak z tak okropnie naciąganego pomysłu powstała świetna literatura. Mogło to przecież pójść prosto w stronę "Szpilek na Giewoncie" (tak, oglądałem jeden odcinek...), a tymczasem jest subtelne, głębokie, wzruszające lecz ani trochę nie sentymentalne, proste do granic szorstkości. Bodaj największe wrażenie wywarł na mnie opis Żelar. Wieś ma klimat mroczny, jej mieszkańcy jak wiedźma Lucka (Eliszka zostanie jej asystentką, będzie odwiedzać z nią chorych i umierających), rozmawiający z psami Vratislav, ekscentryczna sąsiadka Żenia są bez wyjątku dziwni i wzbudzają ciarki na plecach mieszkańcom całej okolicy. Nad wsią góruje krajobraz górski surowy i okrutny. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Eliszka - pamiętajmy, wykształcona lekarka - znalazłszy się w Żelarach powoli zaczyna spełniać się w gotowaniu, opiece nad zwierzętami i dogadzaniu mężowi. Ale wcale nie czuć jakiegoś konserwatywnego antyfeministycznego (który m. in. sprawia, że nie trawię choćby powieści Jane Austen, bo totalne upodlenie kobiet jest tam przedstawione jako coś w rodzaju gry czy intrygi), motywacje Eliszki są całkiem zrozumiałe. W niekomfortowej sytuacji postanawia ona przewartościować swoje życie i postanawia rzucić się bez reszty w swoją nową egzystencję, jednocześnie jednak zachowując krytyczne spojrzenie. Skoro o feminizmie mowa, kiedyś jedna ze znanych feministek mówiła w TV, że wiele jej koleżanek fantazjuje o słynnej scenie, w której &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=tkh0Xdaev3k"&gt;King-Kong&lt;/a&gt; trzyma w dłoni bezbronną kobietę. Mam wrażenie, że powieść nasza jest właśnie taką jedną wielką fantazją o takiej tematyce: "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Bez Jozy byłabym tworem niepełbym. Moja przegrana, moje poddaństwo. Nie umiał rządzić i tym narzucił mi więzy&lt;/span&gt;" (s. 95).&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Ogromną zaletą książki jest intensywność jej oszczędnego stylu, w którym - jak to się mawia - nie ma żadnego zbędnego słowa. Jej tematyka ładnie komponuje mi się z niedawno tu omawianą "Przepaską z liści". Mam nadzieję, że seria wydawnicza "Własny Pokój" dostarczy nam wielu podobnych przeżyć literackich. A skoro seria "oddaje głos oryginalnym, nieznanym w Polsce autorkom" to ja po raz kolejny proponuję przetłumaczyć Irmtraud Morgner.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-1041520861592607453?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/1041520861592607453/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=1041520861592607453' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/1041520861592607453'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/1041520861592607453'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2010/10/hanulka-jozy-kveta-legatova.html' title='Hanulka Jozy / Květa Legátová'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TMXBCpfOLBI/AAAAAAAAAQU/OR3si34AHsw/s72-c/legat.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-7467716854672900252</id><published>2010-10-24T17:01:00.007+02:00</published><updated>2010-10-31T21:41:39.101+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Polska'/><title type='text'>Tylko Beatrycze / Teodor Parnicki</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TMRKlxWez7I/AAAAAAAAAP8/qxkMGuJxC58/s1600/IMG_0297.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 204px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TMRKlxWez7I/AAAAAAAAAP8/qxkMGuJxC58/s320/IMG_0297.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5531628255081058226" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Tylko Beatrycze&lt;/i&gt; / Teodor Parnicki. - Warszawa : Instytut Wydawniczy PAX, 1962. Ss. 410. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Po przeczytaniu niniejszej powieści &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Teodor_Parnicki"&gt;Teodora Parnickiego&lt;/a&gt; czułem się - a jest to uczucie na swój sposób przyjemne - trochę jak po obejrzeniu filmu "&lt;a href="http://www.imdb.com/title/tt0482571/"&gt;Prestiż&lt;/a&gt;". W głowie kołacze się niemądre pytanie: co się właściwie stało? Jest to bez wątpienia wyzwanie i to takie, któremu chyba nie do końca podołałem. Po prostu nie wiem, o co chodzi. Jednakże nie żałuję ani trochę trudu lektury i to nie tylko dlatego, że przypominała mi ona o kościółku florenckim, w którym Dante spoglądał ukradkiem na Beatrycze, a który dane mi było niedawno zwiedzić. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Gdybyśmy w języku polskim mieli coś na kształt hiszpańskiego &lt;span style="font-style:italic;"&gt;subjuntivo&lt;/span&gt;, to streszczenie należałoby napisać chyba właśnie w nim. W książce wszystko jest przypuszczalne, wydarzenia i całe "dzianie-się" jest zapośredniczone przez wypowiedzi postaci, kolejne obrazy faktów powstają na naszych oczach i znikają. Punktem wyjścia jest wydarzenie z 1309 roku - chłopi spalili klasztor cysterski w Mochach w odwecie za wyzysk ze strony mnichów. Do trzech duchownych oczekujących na dopełnienie się ich losu, przybywa Stanisław, by dowiedzieć się, który z nich jest jego ojcem. Później znaczna część opowieści rozgrywa się na dworze papieskim w &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Avignon_Papacy"&gt;Awinionie&lt;/a&gt;, gdzie Stanisław (zwany też Janem) w toku licznych dysput stara się ustalić, kim właściwie jest. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Po drodze przewija się całe multum wątków, stanowiące dowód niesłychanej erudycji Autora i sprawiające, że mi przynajmniej książka kojarzy się z twórczością Eco, chociaż może to tylko efekt średniowiecznej scenerii. Mamy więc: zaginiony list do Bernarda z Pragi, pogoń za byłym cystersem Skandynawem Erlingiem, wspomnienie o niegdysiejszym spotkaniu dwóch młodych dziewcząt, z których &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Ryksa_El%C5%BCbieta"&gt;jedna&lt;/a&gt; była późniejszą królową czeską i polską, zamach na króla &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Przemys%C5%82_II"&gt;Przemysła II&lt;/a&gt;, rozważania czy da się dopłynąć statkiem do Czyśćca, co wiąże się z wyprawami geograficznymi, ale i "Boską komedią" Dantego, nie zabraknie też Władysława Łokietka i jego dążenia do zjednoczenia ziem polskich. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;"Tylko Beatrycze" klasyfikuje się zapewne jako powieść historyczną. Nie chodzi tu jednak o to, że akcja umieszczona jest w historycznych dekoracjach, ale że historia, jej konstruowanie, (nie)możliwość obiektywnego jej przedstawienia stanowi temat całego dzieła. Pisze Parnicki bowiem: "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Poezja różni się od historii formą, nie zaś tym, że jedna z dwu opowieści bliższa jest prawdy dziejowej, druga zaś dalsza&lt;/span&gt;" (s. 259). Dlatego też postaci mają wielokrotną tożsamość: Stanisław miesza się z Janem, Rycheza z jej służką Joanną, Erling z bratem Bernardem. Można to chyba rozumieć jako metaforę męki, którą przechodzi bohater, żeby poznać prawdę o swoich rodzicach. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Sytuację taką można też odnieść (choć to może na wyrost i nieeleganckie) do samego Autora, który jako pół-Żyd cierpiał jak sam pisał Giedroyciowi na "kompleks metysa". Jeśli pozwolimy się porwać narracji Parnickiego, to spojrzymy też na samych siebie i na nasz kraj właśnie jak na metysów, podrzutków, bękartów, z poplątaną (a przez to jakże interesującą) tożsamością. Podsumowując, nader inspirująca rzecz, ale jednokrotne przeczytanie raczej nie wystarczy do należytego docenienia.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Koniecznie też trzeba zajrzeć &lt;a href="http://kkozuchow.republika.pl/"&gt;tu&lt;/a&gt;, bo twórca strony pisze o Parnickim o niebo mądrzej niż ja. Nie on jeden oczywiście, zdaję sobie z tego sprawę, nie trzeba mi wypominać w komentarzach.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-7467716854672900252?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/7467716854672900252/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=7467716854672900252' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/7467716854672900252'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/7467716854672900252'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2010/10/tylko-beatrycze-teodor-parnicki.html' title='Tylko Beatrycze / Teodor Parnicki'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TMRKlxWez7I/AAAAAAAAAP8/qxkMGuJxC58/s72-c/IMG_0297.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-1551099819034204850</id><published>2010-10-06T20:42:00.010+02:00</published><updated>2010-10-19T23:53:52.586+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nobliści'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Australia'/><title type='text'>Przepaska z liści / Patrick White</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TKzDouV2f6I/AAAAAAAAAP0/VZJVf_u7WSc/s1600/IMG_0289.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 197px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TKzDouV2f6I/AAAAAAAAAP0/VZJVf_u7WSc/s320/IMG_0289.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5525005947278622626" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Przepaska z liści&lt;/i&gt; / Patrick White ; przeł. Maria Skibniewska. - Warszawa : Państwowy Instytut Wydawniczy, 1980. Ss. 388, ISBN 83-06-00183-4. Seria: (Współczesna Proza Światowa). &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Zacznę nieco pompatycznie. Otóż mogę powiedzieć, że jeśli poświęcam cenny czas na pisanie tego bloga (zamiast np. poodkurzać), nie śpię po nocach przez złośliwe komentarze i wykonuję akrobacje nad stołem aby zrobić nieudolne zdjęcie okładki jakiejś książki - otóż robię to, aby głosić wszem i wobec, że Patrick White to genialny pisarz. Każda przeczytana przeze mnie książka coraz mocniej utwierdza mnie w tym przekonaniu. Będę bardzo zadowolony, jeśli ktoś sięgnie po White'a po lekturze mojego bloga, gwarantuję, że nie będzie to czas zmarnowany. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;"Przepaskę z liści" można by z ostrożnością porównać do "Foe" Coetzee. Obie powieści opowiadają o rozbiciu się statku i konsekwencjach tegoż, ale będą srogim rozczarowaniem dla czytelnika spodziewającego się pasjonujących marynistycznych przygód. Przez pierwsze 200 stron White igra z naszymi oczekiwaniami i zamiast wreszcie roztrzaskać swoich bohaterów o rafę, każe nam ich dokładnie poznać. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Główna bohaterka Ellen Roxburgh to prosta kornwalijska dziewczyna, której udaje się poślubić Austina. Wywodzi się on co prawda z dość zamożnych wyższych sfer, ale jest chuderlawą mimozą zainteresowaną głównie badaniami przyrodniczymi i lekturą Wergiliusza. Nie to co jego brat Garnet, czarna owca rodziny, jurny męski farmer, którego krewni pozbyli się wysyłając go na &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Tasmania"&gt;Tasmanię&lt;/a&gt;. Małżonkowie odwiedzają go, lecz w drodze powrotnej ich statek rozbija się. Gdy rozbitkowie docierają do lądu, zostają prócz Ellen (i jeszcze jednej osoby jak się później okaże) wybici przez "&lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Indigenous_Australians"&gt;czarnych&lt;/a&gt;", zresztą sprowokowanych do ataku. Ellen zostaje przygarnięta przez wędrowną grupę Aborygenów, dla których jest niewolnicą, piastunką dzieci i swoistą zabawką. Podczas spotkania różnych ludów aborygeńskich okazuje się, że w innej grupie także przebywa biały, zbiegły katorżnik Jack. Wspólnie uchodzą do buszu, gdzie jakby uciekając myślami od koszmarnej przyrody oddają się seksowi. Po długiej wędrówce docierają do "cywilizacji", lecz Jack woli wrócić do buszu, bojąc się tego, co by go czekało w kolonii karnej. Trzecia część powieści opisuje powrót Ellen do świata białych i muszę przyznać, że ten fragment po prostu zwala z nóg. Czegoś tak kapitalnie napisanego nie czytałem od dawna.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Historia Ellen jest szalenie niejednoznaczna. Na swój sposób jest to opowieść o jej emancypacji. Prosta i niezbyt mądra Ellen przez całe życie jest traktowana z góry, jako ktoś obcy, w świecie konwenansu czuje się jak kiepska aktorka na scenie. Pobyt wśród Aborygenów oznacza dla niej porzucenie cywilizacji (której resztką jest tytułowa przepaska z liści, którą osłania nagość i na której wiesza swoją obrączkę ślubną), ale i tam jest całkowicie obca i poniżana, nie rozumie języka i rytuałów. Z Jackiem łączy ją w zasadzie tylko seks, bo on sam jest pochłonięty rozpamiętywaniem wspomnień sprzed lat i cierpień doznanych na katordze. Powrót do cywilizacji tworzy tylko kolejny krąg obcości, bo po swoim doświadczeniu Ellen zawsze już będzie "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;w oczach ludzi, którzy ją pragną oglądać, naga,a co gorsza, skulona w szałasie z kory i liści&lt;/span&gt;" (s. 341). Lecz sięgnąwszy dna i doświadczywszy skrajnego wyobcowania, nabiera Ellen nieoczekiwanej mądrości i widzi otaczający świat zupełnie inaczej. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;White oparł swoją książkę na &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Eliza_Fraser"&gt;autentycznej&lt;/a&gt; historii, ale nie próbował w metodyczny sposób odtworzyć wydarzeń, ani nie dokonał studiów etnograficznych, by oddać realia kultury Aborygenów (jest o tym fascynująca książka &lt;a href="http://books.google.pl/books?id=GgOnS3318O0C&amp;printsec=frontcover&amp;dq=writing+the+nation&amp;hl=pl&amp;ei=ff69TLbCN4GgOq2YgEw&amp;sa=X&amp;oi=book_result&amp;ct=result&amp;resnum=2&amp;ved=0CC8Q6AEwAQ#v=onepage&amp;q&amp;f=false"&gt;tutaj&lt;/a&gt;). Powieść ukazuje mroczne korzenie Australii jako kolonii, gdzie kierowano najgorszy element i trzymano w upodleniu oraz (choć ten wątek nie jest aż tak ważny) gdzie dokonano straszliwych zbrodni na rdzennych mieszkańcach (ostatnio wyszła o tym dość ciekawa książka pt. "Terra nulius"). Społeczeństwo Australii jawi się jako podzielone nieprzekraczalnymi barierami: czarni-biali, wolni-więźniowie, kobiety-mężczyźni, nie mówiąc już o podziałach klasowych, na które White jest zawsze wyczulony. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Warto też zwrócić uwagę, jak doskonałe efekty daje sytuacja, kiedy pisarz ma na stałe przypisanego sobie tłumacza, tak jak Sebald ma Małgorzatę Łukasiewicz, a White - Marię Skibniewską. Dzięki takiej sytuacji styl White'a, ta jego nieprawdopodobna precyzja, którą prześwietla na wylot każdą osobę i przedmiot, obnażając jej istotę, lśni pełnym blaskiem.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-1551099819034204850?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/1551099819034204850/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=1551099819034204850' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/1551099819034204850'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/1551099819034204850'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2010/10/przepaska-z-lisci-patrick-white.html' title='Przepaska z liści / Patrick White'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TKzDouV2f6I/AAAAAAAAAP0/VZJVf_u7WSc/s72-c/IMG_0289.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-6525411251072157762</id><published>2010-10-01T19:27:00.010+02:00</published><updated>2010-10-19T19:47:24.899+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bałkany'/><title type='text'>Krzesło Eliasza / Igor Štiks</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TKYaJJ_XgPI/AAAAAAAAAPs/9L3vJFjZDN4/s1600/stickskrzesloeliasza1.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 202px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TKYaJJ_XgPI/AAAAAAAAAPs/9L3vJFjZDN4/s320/stickskrzesloeliasza1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5523130737619337458" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Krzesło Eliasza&lt;/i&gt; / Igor Štiks ; przeł Danuta Cirlić-Straszyńska. - Warszawa : Wydawnictwo W.A.B., 2009. Ss. 381, ISBN 978-83-7414-613-5. Seria: (Don Kichot i Sancho Pansa).&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Tegoroczny Nobel z literatury sprawił, że w porównaniu ze stanem sprzed Nobla statystyki blogowe wprost oszalały, ale już powoli wracamy do normalności. Walcząc z przeziębieniem pochylam się oto nad powieścią młodego pisarza &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Igor_%C5%A0tiks"&gt;Igora Štiksa&lt;/a&gt;. Do książki tej doprowadziła mnie moja już wielokrotnie wzmiankowana fascynacja tematyką jugosłowiańską, w szczególności zaś zainteresowanie &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/History_of_the_Jews_in_Bosnia_and_Herzegovina"&gt;Żydami w Bośni&lt;/a&gt;. Od razu napiszmy, że powieść jest bardzo porządna, z gatunku takich, jakich w Polsce nie piszą (o ile wiem) - logicznie skonstruowana  realistyczna historia opowiedziana poprawnymi, zgrabnymi zdaniami. Może wątek romansowy jest trochę nieporadny i egzaltowany, może mogłoby to być powiedzmy o 100 stron krótsze, ale ogólne wrażenie pozytywne. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Bohater powieści, uznany austriacki pisarz Richard Schneider odnajduje dokumenty, z których wynika, że jego prawdziwym ojcem był pewien Żyd z Sarajewa, zadenuncjowany w czasie wojny tuż po zapłodnieniu jego matki (o czym się nigdy nie dowiedział). Richard decyduje się pojechać do Sarajewa w szalonej nadziei poznania prawdziwego ojca lub chociaż jego losów. Jego wyprawa przypada jednak na czas &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Siege_of_Sarajevo"&gt;oblężenia Sarajewa&lt;/a&gt;. Richard zaniedbuje więc nieco swoją misję, próbując zrozumieć tragiczną rzeczywistość wojny bałkańskiej. Po mieście oprowadza go młody student Ivor, może trochę &lt;span style="font-style:italic;"&gt;alter ego&lt;/span&gt; Autora?. Nawiązuje też romans z aktorką Almą, która wraz ze swą trupą w sytuacji ciągłego zagrożenia ogniem snajperskim wystawia adaptację "&lt;a href="http://de.wikipedia.org/wiki/Homo_faber_(Roman)"&gt;Homo faber&lt;/a&gt;" Frischa.  Jego misja dopada go jednak za sprawą tajemniczego Żyda Szymona, zaś jej finał będzie straszniejszy, niż Schneider mógłby przypuszczać. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Cała powieść utrzymana jest w formie spowiedzi, którą Schneider spisuje przed popełnieniem samobójstwa, stąd też dużo w niej depresyjnej autorefleksji. Odnalezienie listu przypieczętowuje jego kryzys tożsamości - jako męża, potem jako pisarza, wreszcie jako człowieka (a może też - w kontekście braku reakcji Zachodu wobec wojny bałkańskiej - jako Europejczyka). Początkowa chęć wyjaśnienia całej sytuacji zamienia się jednak powoli w rozpacz i w końcu pokorną kapitulację wobec losu, który dla Schneidera zgotował iście piekielną niespodziankę. Ciekawa jest sama pozycja Richarda w Sarajewie: jego pochodzenie warunkuje jego obcość (traktuje się go jak kolejnego cudzoziemca, który traktuję wojnę jako atrakcję), a przecież jego korzenie tkwią tam właśnie i tam nawiązuje wreszcie prawdziwie głębokie związki z innymi. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Jeśli te wynurzenia mogą być momentami męczące, to na pewno cieszą rozmaite inne wątki: aktorzy ryzykując życie przygotowują przedstawienie, aby ocalić swoje człowieczeństwo, Szymon opowiada Richardowi fascynujące dzieje Sefardyjczyków, którzy wciąż przechowują klucze do swoich domów w Kordobie. Najciekawsze jest jednak samo miasto - Sarajewo, od zawsze wielokulturowe, które nagle zostało pogrążone w szaleństwie nacjonalizmu, przy milczeniu Zachodu. Ponurym zrządzeniem losu cmentarz żydowski stał się najlepszym punktem snajperskim. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Rzecz z pewnością godna polecenia, ale nie zapominajmy też o wybitnych klasykach, których w literaturze jugosłowiańskiej nie brakuje.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-6525411251072157762?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/6525411251072157762/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=6525411251072157762' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/6525411251072157762'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/6525411251072157762'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2010/10/krzeso-eliasza-igor-stiks.html' title='Krzesło Eliasza / Igor Štiks'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TKYaJJ_XgPI/AAAAAAAAAPs/9L3vJFjZDN4/s72-c/stickskrzesloeliasza1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-795605520768472853</id><published>2010-09-17T20:48:00.011+02:00</published><updated>2010-09-22T21:47:11.215+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Estonia'/><title type='text'>Immatrykulacja Michelsona / Jaan Kross</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TJO4bU2zoBI/AAAAAAAAAPk/2yUUsVUWot8/s1600/IMG_0288.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 210px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TJO4bU2zoBI/AAAAAAAAAPk/2yUUsVUWot8/s320/IMG_0288.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5517956748053553170" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Immatrykulacja Michelsona&lt;/i&gt; / Jaan Kross ; [przeł. z ros. Witold Dąbrowski]. - Warszawa : Państwowy Instytut Wydawniczy, 1976. Ss. 96.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Niedawno przeczytałem ogromnie zajmującą książkę Krzysztofa Zajasa pt. "Nieobecna kultura : przypadek &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Inflanty"&gt;Inflant&lt;/a&gt; Polskich" poświęconą tej niepozornej krainie na kresach Kresów i po raz kolejny musiałem uznać, że historia i kultura/-y krajów bałtyckich to bardzo ciekawe zagadnienie. Wilno co prawda mi się zupełnie nie podobało, za to Kłajpeda urocza, a pobyt w &lt;a href="http://www.muziejai.lt/Neringa/mano_muziejus.en.htm"&gt;Muzeum Tomasza Manna&lt;/a&gt; na Mierzei Kurońskiej wspominam z rozrzewnieniem. Andrzej Bart z kolei w omawianej na blogu "Fabryce muchołapek" wychwala twórczość &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Jaan_Kross"&gt;Jaana Krossa&lt;/a&gt;, kiedy więc zobaczyłem niniejszą książkę w antykwariacie za 3PLN nie wahałem się ani chwili. Nie będę oryginalny: jest to fantastyczna książeczka. Przeszkadza mi jedynie, że przetłumaczono ją nie z oryginału (przekładu dokonał za to sam &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Witold_D%C4%85browski_(poeta)"&gt;Witold Dąbrowski&lt;/a&gt;), ale na osłodę mamy cudne rysunki Andrzeja Czeczota na okładce i wyklejkach. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Bohater powieści &lt;a href="http://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%98%D0%B2%D0%B0%D0%BD_%D0%98%D0%B2%D0%B0%D0%BD%D0%BE%D0%B2%D0%B8%D1%87_%D0%9C%D0%B8%D1%85%D0%B5%D0%BB%D1%8C%D1%81%D0%BE%D0%BD"&gt;Iwan Iwanowicz Michelson&lt;/a&gt; jedzie oto saniami z wiernym służącym, aby odebrać na eleganckim przyjęciu szlachectwo, które otrzymał za zasługi w tłumieniu powstań chłopskich dzięki przychylności carycy Katarzyny. Nieustraszony wódz jest bowiem z pochodzenia prostym estońskim chłopem. Po drodze odwiedza swoją rodzinną wieś, aby zabrać swoich starych rodziców na doniosłą uroczystość. Powieść wieńczy pyszna scena, gdy prości rodzice wprowadzeni są na elegancki salon, ale po balu zostaje wreszcie sam na sam z własnymi myślami... &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Kross podobno zawsze w swoich powieściach inspiruje się historią swojej ojczyzny, można więc uznać, że powieść ta ma przybliżyć nam intrygującą postać, opowiedzieć ciekawy epizod barwnym językiem. Postać to fascynująca: odważny do granic szaleństwa, zręczny intrygant, używający życia, zarazem przez swoje pochodzenie wyraźnie osobny, na koniec konstatuje, sam jakby tym zadziwiony, że całe jego życie to "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;chodzenie po cienkim lodzie nad niezgłębionym morzem&lt;/span&gt;" (s. 91). Cała historia opisana jest w postaci monologów różnych postaci, głównie samego Michelsona i jego służącego. Wszystko napisane jest po prostu rozkosznie, momentami można parsknąć śmiechem (genialny chwyt to służący tak oddany panu, że aż pisze o sobie a właściwie o nim w liczbie mnogiej np. "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;wskoczyliśmy na koń&lt;/span&gt;" s. 29). &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Jest to powieść historyczna z gatunku tych, które opisują drugie dno faktów, niezamalowaną stronę obrazu. Rewelacja po prostu, do Krossa wrócę na pewno.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-795605520768472853?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/795605520768472853/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=795605520768472853' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/795605520768472853'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/795605520768472853'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2010/09/immatrykulacja-michelsona-jaan-kross.html' title='Immatrykulacja Michelsona / Jaan Kross'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TJO4bU2zoBI/AAAAAAAAAPk/2yUUsVUWot8/s72-c/IMG_0288.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-4996222392889756504</id><published>2010-09-16T19:39:00.006+02:00</published><updated>2010-09-20T20:10:29.361+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='UK'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='spy story'/><title type='text'>Z przejmującego zimna / John Le Carré</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TJJXArT8LJI/AAAAAAAAAPc/cZAvujndMLc/s1600/48547544.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TJJXArT8LJI/AAAAAAAAAPc/cZAvujndMLc/s320/48547544.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5517568162620255378" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Z przejmującego zimna&lt;/i&gt; / John le Carré ; z ang. przeł. Jan Kraśko. - Warszawa : Świat Książki, 2008. Ss. 237, ISBN 978-83-247-1013-3. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Nigdy dotychczas nie czytałem powieści szpiegowskiej, postanowiłem zatem uzupełnić ten brak w mojej czytelniczej edukacji, a w takich sytuacjach chyba najlepiej jest zacząć od klasyków - i tak to na warsztacie znalazła się omawiana tu, bardzo znana książka. Na początku zastanowiło mnie, dlaczego nie przetłumaczono tytułu dosłownie - "szpieg, który wyszedł z zimna" brzmi dla mojego ucha dużo lepiej. Potem przypomniało mi się, że istnieje &lt;a href="http://www.imdb.com/title/tt0059749/"&gt;adaptacja filmowa&lt;/a&gt;, niestety jej nie oglądałem, ale Richard Burton zapewne jest w niej (jak zwykle) świetny. A potem już na dobre wciągnęła mnie pasjonująca fabuła powieści...&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Nie będę opisywał fabuły za szczegółowo, żeby nie psuć przyjemności czytania, chociaż właściwie znaczy to, że mogę streścić tylko 2 pierwsze rozdziały. Akcja rozpoczyna się w NRD, gdzie agent brytyjskiego wywiadu Alec Leamas traci właśnie jednego ze swoich informatorów, który ginie zastrzelony przy przekraczaniu granicy między strefami. Zostaje wezwany do centrali, gdzie szefostwo wysyła go na niezmiernie ryzykowną misję obiecując, że po jej wykonaniu będzie mógł "wyjść z zimna" czyli nie pracować już w konspiracji. Misja zmusza Aleca do podróży prosto w paszczę lwa czyli do NRD. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Zgodnie z oczekiwaniami powieść dostarcza wszelkich rozkoszy, jakich można oczekiwać po powieści szpiegowskiej: (prawie) nikt nie jest tym, kim się wydaje, zwroty akcji pędzą jeden po drugim, intryga wikła się, a wszystko napisane jest szorstkim, telegraficznym językiem. Nie sposób stwierdzić tego na pewno, ale zważywszy doświadczenia Autora, książka zawiera jakoś tam realistyczny opis pracy wywiadu, która nie ma nic z Bondowskiego &lt;span style="font-style:italic;"&gt;glamour&lt;/span&gt;, a raczej polega na żmudnym czekaniu, mozolnym zbieraniu informacji i nieustannym kłamaniu i udawaniu. Znamienne, że w odróżnieniu od Bonda Leamas tylko bodaj raz przez całą książkę używa przemocy fizycznej, zresztą i tak niewiele mu z tego przychodzi. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;W wielu miejscach pojawia się refleksja o etycznych aspektach pracy wywiadowczej. W wersji mikro - Leamas musi całe życie podporządkować swojej pracy  ("&lt;span style="font-style:italic;"&gt;ubranie, podobnie jak większość innych rzeczy, traktował w sposób użytkowy&lt;/span&gt;" s. 15), paradoksalnie choć ma poniekąd nadludzką władzę i dopuszczony jest do najściślejszych tajemnic, jest pionkiem w rękach swoich mocodawców i doskonale wie, że gdy będzie trzeba poświęcą go bez skrupułów. Nawet nie próbuje wygłaszać frazesów o racji stanu czy dobru kraju, ale pozostaje lojalny. W skali makro - rozważany jest problem, czy mając bezwzględnego wroga można uciekać się do jego metod, za cenę porzucenia własnych standardów etycznych? &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Ale Le Carré to nie Kant, o klasie dzieła decydują nie rozważania, ale ogólna atmosfera: cynizm, ciągłe zagrożenie, zmęczenie, smętny i szary Londyn, klaustrofobiczny Berlin Wschodni. Coś sprawia, że złożona z prostych zdań (w rodzaju otwierającego "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Amerykanin podał Leamasowi kolejną filiżankę kawy&lt;/span&gt;" s. 5) powieść ma momentalnie niesamowity ładunek emocjonalny jak w scenie trybunału. I właściwie dalej nie mam pewności - czy w tej scenie Leamas udawał czy nie...?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-4996222392889756504?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/4996222392889756504/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=4996222392889756504' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/4996222392889756504'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/4996222392889756504'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2010/09/z-przejmujacego-zimna-john-le-carre.html' title='Z przejmującego zimna / John Le Carré'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TJJXArT8LJI/AAAAAAAAAPc/cZAvujndMLc/s72-c/48547544.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-8712411576027422325</id><published>2010-08-13T19:12:00.010+02:00</published><updated>2010-08-14T18:43:01.259+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Irlandia'/><title type='text'>Z archiwów Dalkey / Flann O'Brien</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TGV9BtIJnwI/AAAAAAAAAPM/d_SevPKQtIE/s1600/Z-archiwow-Dalkey_Flann-O-prime-Brien,images_big,23,978-83-60318-59-1.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 206px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TGV9BtIJnwI/AAAAAAAAAPM/d_SevPKQtIE/s320/Z-archiwow-Dalkey_Flann-O-prime-Brien,images_big,23,978-83-60318-59-1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5504943587777421058" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Z archiwów Dalkey&lt;/i&gt; / Flann O'Brien ; przekł. Hanna Pustuła. - Izabelin ; Warszawa : Świat Literacki, 2008. - Ss. 206, ISBN 978-83-60318-59-1. Seria: (Biblioteka - Świat Literacki ; 64).&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Lektura "Z archiwów Dalkey" (nie jest to, powiedzmy od razu, wybitna pozycja) umożliwiła mi powrót do zamierzchłych czasów, kiedy pasjonowałem się Irlandią a w tym twórczością &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Flann_O'Brien"&gt;Flanna O'Briena&lt;/a&gt;. Postać to ze wszech miar ciekawa: satyryk, który trochę jak nasz Gombrowicz chętnie bierze na cel narodowe mity, pisarz angielskojęzyczny, który &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/An_B%C3%A9al_Bocht"&gt;jedną jedyną książkę&lt;/a&gt; napisał jednak po irlandzku. Jego bodaj najciekawsza książka czyli "Trzeci policjant" została opublikowana rok po śmierci Autora, część pomysłów zdążył on jednak przerzucić do omawianej tu powieści.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Bohater "Z archiwów Dalkey" Mick Shaughnessy, urzędnik państwowy i miłośnik wody Vichy, spotyka na swej drodze uczonego nazwiskiem &lt;a href="http://deselby.w.interia.pl/"&gt;De Selby&lt;/a&gt;, który prezentuje niezwykłe poglądy na świat (zwłaszcza na czas i przestrzeń), aranżuje spotkanie ze św. Augustynem (który ma "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;głos z niewątpliwym dublińskim akcentem&lt;/span&gt;" s. 35) i co gorsza wynalazł substancję mogącą przynieść zagładę ludzkości. Mick wespół z policjantem Fottrellem (autorem koncepcji o hybrydach rowerowo-ludzkich zaludniających irlandzki krajobraz) musi zapobiec katastrofie. Po drodze spotyka &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/James_Joyce"&gt;Jamesa Joyca&lt;/a&gt; (okazuje się, że jego śmierć była upozorowana), który prowadzi skromne życie w miejscowości &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Skerries,_Dublin"&gt;Skerries&lt;/a&gt;. Nie obędzie się też bez obecności członków Societas Iesu&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Fabuła jest więc jak widać dość szalona i nieszczególnie trzyma się kupy, kapitalne są natomiast sceny (złożone niemal z samych dialogów), kiedy rozmaici bohaterowie siedząc w pubie nad piwem toczą dysputy o patrologii, nauce czy kulturze. Pewnie jest to jakaś złośliwość Autora w stosunku do rodaków. Tu i ówdzie rozsiane są intelektualne aluzje (czy przypadkiem akcja zaczyna się na Vico Road?), jednak wydaje się, że ma to tylko wykpić egzegetów dopatrujących się w literaturze Bóg wie jakich mądrości - tu zresztą nasuwają się na myśl kapitalne partie, w których Joyce mówi o swoich dziełach i ich recepcji (od &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Ulissesa&lt;/span&gt; woli swoje broszurki dla Irlandzkiego Towarzystwa Prawdy Katolickiej!). Tych wiele ciekawych wątków i błyskotliwych pomysłów nie łączy się jednak nijak w spójną książkę, zamiast narracji mamy serie &lt;span style="font-style:italic;"&gt;bon mot&lt;/span&gt;ów i łańcuszek mniej czy bardziej powiązanych epizodów. Powrót do młodzieńczych fascynacji zakończył się więc rozczarowaniem, niemniej "Trzeciego policjanta" wszystkim serdecznie polecam.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-8712411576027422325?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/8712411576027422325/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=8712411576027422325' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/8712411576027422325'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/8712411576027422325'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2010/08/z-archiwow-dalkey-flann-obrien.html' title='Z archiwów Dalkey / Flann O&apos;Brien'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TGV9BtIJnwI/AAAAAAAAAPM/d_SevPKQtIE/s72-c/Z-archiwow-Dalkey_Flann-O-prime-Brien,images_big,23,978-83-60318-59-1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-9061251938450747851</id><published>2010-08-08T17:32:00.009+02:00</published><updated>2010-08-11T17:53:46.159+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fantasy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Polska'/><title type='text'>Głos Pana / Stanisław Lem</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TF7Oeq8MuZI/AAAAAAAAAPE/1_z28J3Bez8/s1600/IMG_1805.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 192px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TF7Oeq8MuZI/AAAAAAAAAPE/1_z28J3Bez8/s320/IMG_1805.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5503062821011503506" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Głos Pana&lt;/i&gt; / Stanisław Lem. - Warszawa : Czytelnik, 1968. Ss. 284. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Za powieść &lt;a href="http://solaris.lem.pl/"&gt;Stanisława Lema&lt;/a&gt; wziąłem się w zasadzie głównie dlatego, że nic tego Autora dotąd nie czytałem i chciałem ten wstydliwy brak jak najszybciej nadrobić, książkę do tego wybierając właściwie na chybił trafił. Myślę, że trafiłem nie najgorzej, bo książkę czytało mi się bardzo dobrze, nie mogę jednak oprzeć się wrażeniu, że jakiś sensowny odbiór Lema nie jest możliwy bez solidnego przygotowania z nauk ścisłych z fizyką na czele (którego &lt;span style="font-style:italic;"&gt;alas&lt;/span&gt; nie posiadam), inaczej po prostu wiele ciekawych rzeczy umyka. Zwłaszcza, że sam Autor na skrzydełku przyznaje, że "Głos Pana" to hybryda: zbyt wiele tu dygresji i refleksji, by uznać go za zwykłą powieść, a za mało filozofii, by uznać go za traktat.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Narratorem powieści uczynił Lem matematyka, wspominającego projekt Master's Voice, w którym brał udział. Tajny projekt zbierający uczonych różnych specjalności powstał pod auspicjami rządu USA, aby zbadać coś ("kod gwiazdowy"), co może być przekazem pozaziemskim. Kod jest niewiadomego pochodzenia i wykazuje niezwykłe właściwości, można go m. in. niejako "przekonwertować" na substancję organiczną. Co gorsza, okazuje się, że można również wykorzystać go jako broń o nieznanej dotychczas sile rażenia. Pod koniec książki okazuje się jednak, że sama natura kodu jest bardzo niejasna, a istnienie po drugiej stronie świadomego nadawcy budzi liczne wątpliwości. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Tematem, który w "Głosie Pana" wysuwa się na pierwszy plan w warstwie literackiej jak i refleksyjnej, jest chyba sama sytuacja odkrycia naukowego. Lem snuje nieco lżejsze rozmyślania o tym, jak odkrycie nierzadko bywa dziełem przypadku (do odkrycia "kodu" przyczynia się lektura brukowca!), jak pobudza emocje odkrywców (nieco satyryczne portrety uczonych), jak wiele zależy od niekompetentnych mecenasów (jak wojsko), ale również dotyka wielu zagadnień cięższego kalibru. Na ogół uważamy, że fizykę czy matematykę cechuje w odróżnieniu od dajmy na to literaturoznawstwa pewna obiektywność, ale Lem zastanawia się, na ile nauka może być naprawdę niezależna od kultury. A może odwrotnie, jak woli doktor Rappaport - kultura też da się wyjaśnić prawami fizyki? Nauka zdaje się być nierozdzielnie złączona z jej twórcą-człowiekiem i jego destrukcyjnymi skłonnościami, każde bowiem odkrycie nieuchronnie służy sianiu zniszczenia. Nie bez znaczenia jest zapewne także rok powstania powieści (1967), a zatem realia Zimnej Wojny, a w PRL klimat zbliżających się wydarzeń roku następnego.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Jak to bywa z fantastyką, ciekawie jest śledzić kontrast między fragmentami, po których widać, że zostały napisane hen hen dawno temu, a takimi, gdzie Autor objawia nadzwyczajną przenikliwość w przewidywaniu przyszłości. Z jednej strony mamy słowa typu &lt;span style="font-style:italic;"&gt;lazer&lt;/span&gt; czy &lt;span style="font-style:italic;"&gt;informacjonista&lt;/span&gt;, z drugiej zaś rozważania o konsekwencjach drastycznego skrócenia czasu najdalszych nawet podróży, których przecież nie dało się zaobserwować w PRL w 1967 roku. Ogólnie jest to literatura, przy której trzeba się mocno skupić, ale zdecydowanie warto, przeszkadzać może jedynie wspomniany na początku brak "literackości", ale i do niego można się szybko przyzwyczaić.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-9061251938450747851?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/9061251938450747851/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=9061251938450747851' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/9061251938450747851'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/9061251938450747851'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2010/08/gos-pana-stanisaw-lem.html' title='Głos Pana / Stanisław Lem'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TF7Oeq8MuZI/AAAAAAAAAPE/1_z28J3Bez8/s72-c/IMG_1805.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-2556646001941375795</id><published>2010-07-22T14:24:00.010+02:00</published><updated>2010-07-24T22:31:01.253+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='UK'/><title type='text'>Ulverton / Adam Thorpe</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TEg473dABoI/AAAAAAAAAO8/PVlc4s94gos/s1600/ulv.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 219px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TEg473dABoI/AAAAAAAAAO8/PVlc4s94gos/s320/ulv.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5496705946354714242" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Ulverton&lt;/i&gt; / Adam Thorpe ; przeł. Robert Sudół. - Warszawa : Czytelnik, 1999. Ss. 619, ISBN 83-07-02705-5. Seria: (Nike). &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Zacznę może od tego, że tłumacz omawianej tu książki, przełożył na polski "Tęczę grawitacji" Pynchona, co jest gigantycznym dokonaniem i umożliwiło mi lekturę tej książki, za co będę p. Sudołowi dozgonnie wdzięczny. Podejrzewam, że z "Ulverton" &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Adam_Thorpe"&gt;Adama Thorpe&lt;/a&gt;'a też miał krzyż pański, ale wybrnął bardzo ładnie. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Powieść oparta jest na kapitalnym koncepcie: mamy oto dwanaście historii dziejących się w wiosce Ulverton, najstarsza w 1650 roku, najnowsza w 1988. Każda z historii naśladuje język i jakiś styl literacki swojej epoki, odnosząc się zarazem do jej realiów.  Najbardziej ujmujące jest zaś to, że każdy rozdział można czytać jako samodzielną historię, a jednocześnie pewne wątki, przedmioty i osoby powtarzają się, a tropienie tego rodzaju powiązań między rozdziałami stanowi bezsprzecznie największą zaletę książki. W kolejnych rozdziałach: &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;1)&lt;/span&gt; żołnierz wraca z wojny do swojej wioski, by zobaczyć, że jego żona żyje już z innym &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;2)&lt;/span&gt; gorliwy pastor wygłasza kazanie na temat wydarzeń pewnej nocnej zimowej wyprawy &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;3)&lt;/span&gt; rolnik ze smykałką wynalazcy wprowadza ulepszenia w swoim obejściu &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;4)&lt;/span&gt; znudzona arystokratka pisze listy do kochanka &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;5)&lt;/span&gt; uboga matka pisze (właściwie dyktuje) listy do syna, który ma być powieszony za kradzież kapelusza &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;6)&lt;/span&gt; stary stolarz opowiada anegdoty w swoim majstrze &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;7)&lt;/span&gt; protokolant spisuje zeznania chłopów którzy zniszczyli maszyny, ale jego myśli wędrują zupełnie gdzie indziej &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;8)&lt;/span&gt; kobieta postanawia zostać fotografem (a jest dopiero połowa XIX wieku) &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;9)&lt;/span&gt;oracz opowiada historie z dawnych czasów &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;10)&lt;/span&gt;archeologowie-amatorzy w dniach I Wojny Światowej dokonują odkrycia &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;11)&lt;/span&gt; sekretarka znanego rysownika pisze dziennik w okresie tuż przed koronacją Elżbiety II &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;12)&lt;/span&gt; robotnicy budujący osiedlę natrafiają na szkielet. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Autor bawi się w tych historiach nie tylko językiem, ale i formą: rozdział 12 ma postać scenopisu filmu, rozdział 5 - listów podyktowanych przez prostą analfabetkę też ledwo piśmiennej osobie, rozdział 4 udaje powieść epistolarną. Tytułowy Ulverton mi przynajmniej przywodzi na myśl Soplicowo, stanowi on ucieleśnienie angielskości w sensie krajobrazowym, ale i społecznym - mamy w książce różne warstwy społeczne, rozliczne nawiązania do wydarzeń historycznych i pub stojący wiele lat w tym samym miejscu, choć w ostatnim rozdziale inwazja miejskiej cywilizacja zaburza nieco tę utopię. Na trochę bardziej abstrakcyjnym planie możliwe jest odczytanie książki jako refleksji o historii: widzimy jak zdarzenia i miejsca stają się legendą czy mitologią, jak zmieniają się obyczaje. Nietrudno jednak zauważyć, że (chyba zgodnie z duchem postkolonialnym) Autora zajmuje historia inna niż z podręczników, ta nie zapisywana, dotycząca kobiet, nisko urodzonych, wyrzutków, ludzi marginesu. Polifonia głosów, brak obiektywnego narratora - symbolizuje to, jaka skomplikowana materia kryje się za tym, co układa się w historię. Fakty i rzeczy mają swoją tajemną podszewkę, ukrytą przed naszymi oczami. Zresztą przez wszystkie prawie opowiadania przewija się ten wątek, że obiektywność faktów jest pozorem. Nawet obiekty archeologiczne (które w odróżnieniu od źródeł jakoby nigdy nie kłamią ale zwykle milczą) są przedmiotami, które miały swoje utajone życia. Narzędziem, które także dokonuje &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Subwersja_(gender)"&gt;subwersji&lt;/a&gt; obiektywizmu historii jest humor, znakomicie oddany w tłumaczeniu, za co jeszcze raz kłaniam się czapką do ziemi przed p. Sudołem. Zdecydowanie smakowita lektura, aż prosząca się o kolejne do niej powroty.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-2556646001941375795?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/2556646001941375795/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=2556646001941375795' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/2556646001941375795'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/2556646001941375795'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2010/07/ulverton-adam-thorpe.html' title='Ulverton / Adam Thorpe'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TEg473dABoI/AAAAAAAAAO8/PVlc4s94gos/s72-c/ulv.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-3330203193657977276</id><published>2010-07-20T22:29:00.010+02:00</published><updated>2010-07-24T16:53:47.659+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Niemcy'/><title type='text'>Niebo podzielone / Christa Wolf</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TEYHsEJ7w7I/AAAAAAAAAO0/nGo-HjZIJis/s1600/Zdjecia.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 198px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TEYHsEJ7w7I/AAAAAAAAAO0/nGo-HjZIJis/s320/Zdjecia.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5496088848863314866" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Niebo podzielone&lt;/i&gt; / Christa Wolf ; przeł. Zofia Rybicka. - Poznań : Wydawnictwo Poznańskie, 1980. Ss. 221, ISBN 83-210-0041-X. Seria: (Kolekcja Literatury Niemieckiej Republiki Demokratycznej).&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Jest coś z lekka perwersyjnego w tym, żeby spędzać urlop siedząc sobie w ogrodzie i czytając &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Christa_Wolf"&gt;Christę Wolf&lt;/a&gt;. Już samo imię i nazwisko Pisarki brzmi cokolwiek niewakacyjnie, a cóż dopiero tytuł serii! Od dawna jednak chciałem się zapoznać z dziełami tej Autorki, a z literaturą NRD miałem już jedno bardzo udane doświadczenie opisane zresztą na tym blogu (wpiszcie w wyszukiwarkę na dole Irmtraud Morgner). Omawiana powieść ukazała się w 1963 roku jako druga książka Wolf, jej akcja dzieje się natomiast w roku 1961, tuż przed wybudowaniem Muru Berlińskiego.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Dwudziestoletnia Rita Seidel budzi się w szpitalu po wypadku, który mógł być próbą samobójczą. Tak oto zaczynamy poznawać jej smutną historię. Młodziutka Rita poznaje na potańcówce Manfreda, tuż po studiach chemicznych. Mimo pewnych różnic (ona ze wsi, on z miasta, ona ufna, wrażliwa i energiczna, on - sztywny, nieco cyniczny, racjonalny) zostają parą i zamieszkują u jego rodziców. Rita zapisuje się na studia nauczycielskie, musi w związku z tym (jesteśmy w NRD, pamiętajmy) pracować w fabryce wagonów. W fabryce Rita poznaje dobrotliwego brygadzistę Meternagla i jego byłego zięcia technokratę Wendlanda. W pracy jak to w pracy: konflikty, intrygi, ale ostatecznie jej koledzy są dla niej wsparciem, dzięki nim dorasta i staje się kobietą świadomą. Manfred jest jednak coraz bardziej sfrustrowany życiem w NRD, czuje się niedoceniany w pracy i w końcu wyjeżdża do Berlina Zachodniego. Rita podąża za nim, ale tam uświadamia sobie, że jej ojczyzną jest NRD i nie słucha namów Manfreda by pozostać z nim na Zachodzie. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Powieść podejmuje jak widać wątki charakterystyczne dla tego typu literatury: konflikt pokoleń (oboje bohaterowie mają kiepskie stosunki z rodzicami), rola środowiska pracy w kształtowaniu człowieka, problemy socjalistycznej produkcji, potępienie ludzi szukających tylko własnej wygody i pochwała tych, którzy skłonni są poświęcać się dla socjalizmu. Z tym większym zdziwieniem należy przyjąć fakt, że jak na powieść, której znaczna część dzieje się w fabryce wagonów, rzecz czyta się bardzo dobrze. Wolf pisze sucho i beznamiętnie, nad całą opowieścią unosi się jakby wszechwiedzący narrator, swoiste partyjne superego, ale nie jest to książka nachalnie propagandowa. Losy bohaterów są raczej smutne, ich środowisko szarobure. Poza tym po prostu Wolf to niezła pisarka. "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Lustro, które jej odbijało świat, zaszło jakby zimnym tchnieniem&lt;/span&gt;" (s. 65) - tego rodzaju zdania świadczą o jakiejś klasie. Trzeba też docenić bardzo sugestywny i psychologicznie prawdziwy modelunek postaci, zarówno Manfreda i Rity, jak i drugiego planu.  Owszem, w sumie od początku przeczuwamy, że Manfred jest tak naprawdę zły, ale i jemu daleko do sztampy. Ogólnie dość ciekawa, choć już mocno egzotyczna wędrówka literacka.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-3330203193657977276?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/3330203193657977276/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=3330203193657977276' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/3330203193657977276'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/3330203193657977276'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2010/07/niebo-podzielone-christa-wolf.html' title='Niebo podzielone / Christa Wolf'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TEYHsEJ7w7I/AAAAAAAAAO0/nGo-HjZIJis/s72-c/Zdjecia.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-2931745021696694971</id><published>2010-07-18T22:10:00.010+02:00</published><updated>2010-07-23T19:21:10.463+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Włochy'/><title type='text'>Samotność liczb pierwszych / Paolo Giordano</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TENgM6chyKI/AAAAAAAAAOs/jS_p6yvz1FE/s1600/samotnosc-liczb-pierwszych---paolo-giordano.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 218px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TENgM6chyKI/AAAAAAAAAOs/jS_p6yvz1FE/s320/samotnosc-liczb-pierwszych---paolo-giordano.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5495341745285744802" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Samotność liczb pierwszych&lt;/i&gt; / Paolo Giordano ; przeł. Alina Pawłowska-Zampino. - Warszawa : Wydawnictwo W. A. B., 2010. Ss. 330, ISBN 978-83-7414-732-3.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Powieść Paolo Giordano prześladuje mnie od dłuższego już czasu. Gdy dwa lata temu byłem na wakacjach we Włoszech, książka dostała właśnie &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Premio_Strega"&gt;Premio Strega&lt;/a&gt; czyli najważniejszą tamtejszą nagrodę literacką, skutkiem czego jej powiększona okładka wisiała we wszystkich księgarniach. Rok temu na wakacjach w Hiszpanii zobaczyłem, że hiszpańskie tłumaczenie znanej mi już pozycji stało się bestsellerem i te same nieco przerażające oczy spoglądały ze ścian hiszpańskich księgarń. I oto teraz będąc na wakacjach w Polsce widzę w Empiku polskie tłumaczenie, z inną okładką na szczęście, toteż tym bardziej nie zwlekałem ani chwili z kupnem. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Tytuł nawiązuje do fenomenu matematycznego, który po polsku zowie się &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Twin_prime"&gt;liczby bliźniacze&lt;/a&gt;, chodzi o to, że często zdarza się, iż dwie liczby pierwsze dzieli od siebie odstęp jednej tylko liczby. Takimi liczbami, które znajdują się tuż obok, ale nigdy naprawdę się nie spotkają, są bohaterowie książki - Mattia i Alice. Oboje po traumatycznych przeżyciach w dzieciństwie (Alice jest kaleką wskutek wypadku narciarskiego, za który obwinia swojego ojca ; Mattia przyczynia się do zaginięcia swojej upośledzonej umysłowo siostry bliźniaczki), spotykają się jako nastolatkowie i zaprzyjaźniają, o ile można tak określić relację autystycznego genialnego matematyka i znerwicowanej anorektyczki. Z biegiem czasu Alice zostaje fotografką i żoną lekarza, Mattia robi karierę naukową w Danii. Ich codzienności są smutne i samotne, życie rodzinne pełne krępującego milczenia, więzi z innymi niemal nieobecne. Nawet ich spotkanie po latach przynosi tylko niespełnienie.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Powieść, jak można wywnioskować ze streszczenia, utrzymana jest w klimacie mocno emo, więc kto lubi czytać o nastoletnich niepokojach, kompleksach, nieprzystawaniu do otoczenia, depresjach i samotności, nie zawiedzie się. Kłopot w tym, że (pomijając część początkową, gdy bohaterowie są dziećmi) cała narracja trąci nieco tandetą, wszystko jest za proste, za banalne (np. "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Mattia też zamknął oczy, ale musiał je szybko otworzyć, bo pod powiekami czekał na niego natłok przerażających wspomnień&lt;/span&gt;" s. 267) i kiedy się pomyśli, że Premio Strega dostały wcześniej m. in. "Imię róży" Eco czy "Lampart" (a.k.a. "Gepard") Lampedusy, to aż się człowiek zastanawia, co też się przytrafiło dostojnemu jury.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Jestem jednak odosobniony w swojej opinii, bo chociażby prof. Ugniewska w swoim ciekawym &lt;a href="http://www.dwutygodnik.com/artykul/88-jeszcze-nie-w-polsce-samotnosc-liczb-pierwszych.html"&gt;tekście&lt;/a&gt; chwali książkę. Owszem, może i widać ten motyw rozdzielonych bliźniąt. Owszem, jest w powieści dość sugestywna wizja świata zamożnego, w którym panuje jednak przeraźliwy chłód i niemożność porozumienia (to przywiodło mi na myśl piękny film Claude'a Sautet "Un cœur en hiver"). Ale żeby profesor Kien? Moim zdaniem prędzej Bella Swan.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-2931745021696694971?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/2931745021696694971/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=2931745021696694971' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/2931745021696694971'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/2931745021696694971'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2010/07/samotnosc-liczb-pierwszych-paolo.html' title='Samotność liczb pierwszych / Paolo Giordano'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TENgM6chyKI/AAAAAAAAAOs/jS_p6yvz1FE/s72-c/samotnosc-liczb-pierwszych---paolo-giordano.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-5065173942604434875</id><published>2010-07-04T18:24:00.007+02:00</published><updated>2010-07-12T17:48:33.377+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bałkany'/><title type='text'>Ludwig / David Albahari</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TDC2OngCrZI/AAAAAAAAAOk/EbDyTF_Uzy4/s1600/ludwig---david-albahari.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 202px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TDC2OngCrZI/AAAAAAAAAOk/EbDyTF_Uzy4/s320/ludwig---david-albahari.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5490088308002434450" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Ludwig&lt;/i&gt; / David Albahari ; przeł. Dorota Jovanka Cirlić. - Warszawa : Wydawnictwo W.A.B., 2010. Ss. 182, ISBN 978-83-7414-750-7. Seria: (Don Kichot i Sancho Pansa).&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Od dawna już ostrzyłem sobie zęby na jakąś książkę &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/David_Albahari"&gt;Davida Albahari&lt;/a&gt;, bo nie dość że Żyd, to jeszcze sefardyjski i na dobitkę z Jugosławii - jakby był kobietą, to w ogóle byłaby pełnia szczęścia. Z przykrością stwierdzam, że "Ludwigiem" jestem raczej rozczarowany, może po prostu sięgnąłem po nieodpowiednią pozycję z jego dorobku. Może przesadzam, ale czytając powieść miałem wrażenie, jakby Autor naśladował bezkrytycznie Thomasa Bernharda z jego narratorem ogarniętym obsesją, natrętnymi powtórzeniami tych samych sformułowań, a nawet brakiem dialogów i akapitów. Bernhard zaś jest &lt;span style="font-style:italic;"&gt;one and only&lt;/span&gt; i wszelkie naśladownictwa kończą się klęską. Nie ma co się jednak obrażać i na pewno kiedyś do Albahariego wrócę.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Narrator powieści, występujący pod inicjałem S., opowiada o swojej przyjaźni z Ludwigiem. Poznali się, gdy obaj byli młodymi pisarzami marzącymi o podbiciu literackiego światka Belgradu. Neurotyczny i słabego charakteru S. stał się pomocą domową, towarzyszem, redaktorem i sekretarzem Ludwiga, zarazem powierzając mu swój pomysł na powieść. Ludwig skrupulatnie przez lata zapisywał uwagi przyjaciela, aż w końcu powieść napisał i wydał pod własnym nazwiskiem, zdobywając sławę i uznanie w Jugosławii i na całym świecie. Fetowany i noszony na rękach Ludwig oczywiście nie wspomina nikomu o roli S. w procesie twórczym, a tylko funduje mu upokorzenie w programie TV. S. pogrąża się stopniowo w paranoi i nienawiści do wszystkiego wokół, by w końcu z satysfakcją oglądać chorobę i starość, które dopadają dawnego przyjaciela, a nawet zaczyna snuć plany czegoś w rodzaju zemsty. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Nie znam realiów Jugosławii, ale na pewno nie jest to powieść z kluczem, zresztą sam Autor pisze na &lt;a href="http://www.davidalbahari.com/oludvigu.htm"&gt;swojej stronie&lt;/a&gt;: nie ma znaczenia kim jest Ludwig, każdy ma swojego! Ludwig dla S. jest z początku jakby katalizatorem, który mu pozwala rozkwitnąć, jego &lt;span style="font-style:italic;"&gt;axis mundi&lt;/span&gt; (nawet przez sen wymawia imię jego, a nie żony), z czasem staje się uzasadnieniem własnego nieudanego życia, udaną wersją własnego losu. Nie ma przy tym chyba znaczenia, czy pretensje i oskarżenia o plagiat są tak naprawdę uzasadnione, Albahari nie stawia tu kropki nad i. Tłem dla tej smutnej historii jest Belgrad, przeciwko któremu kieruje narrator swoje tyrady. W Belgradzie (ciekawe nawiasem mówiąc, że nie wspomina się nic o wojnie na Bałkanach) króluje tandeta, pogoń za sensacją, nadęcie i pompatyczność lokalnych sław, obłuda. Dość śmiesznie brzmią (chyba, że to dowód na niezrównoważenie psychiczne narratora) opowieści o tym, że w Belgradzie na znanych pisarzy polują paparazzi a ich kłótnie są wydarzeniami, którymi żyje miasto - tak chyba nie ma już nigdzie (chociaż jak pisałem w Belgradzie nie byłem, nie wiem).&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Styl całej narracji jest, co sygnalizowałem, po bernhardowsku duszny, gęsty, obsesyjny, z pewnością nie na panujące właśnie upały. Wymienione na samym początku przymioty łączy m. in. wydany i w Polsce Isak Samokovlija - może ktoś z PT Czytelników zna jego dzieła?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-5065173942604434875?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/5065173942604434875/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=5065173942604434875' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/5065173942604434875'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/5065173942604434875'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2010/07/ludwig-david-albahari.html' title='Ludwig / David Albahari'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TDC2OngCrZI/AAAAAAAAAOk/EbDyTF_Uzy4/s72-c/ludwig---david-albahari.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-4850188994630179438</id><published>2010-07-04T18:21:00.006+02:00</published><updated>2010-07-12T19:21:40.934+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='USA'/><title type='text'>Wieści z Paragwaju / Lily Tuck</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TDC1eusNioI/AAAAAAAAAOc/EXFuWWHOL74/s1600/parag.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 193px; height: 275px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TDC1eusNioI/AAAAAAAAAOc/EXFuWWHOL74/s320/parag.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5490087485298805378" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Wieści z Paragwaju&lt;/i&gt; / Lily Tuck ; przeł. Justyna Wierzchowska. - Warszawa : Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA, 2004. Ss. 279, ISBN 83-7319-787-7.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Nie ma co ukrywać, że omawianą tu powieść &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Lily_Tuck"&gt;Lily Tuck&lt;/a&gt; kupiłem głównie dlatego, że sprzedawano ją na letniej wyprzedaży po 1 PLN. Po przeczytaniu mogę śmiało stwierdzić, że warto ją kupić i za 5 PLN a może nawet za 10 PLN bo czyta się wybornie. Paragwaj, w którym toczy się akcja, nie jest krainą specjalnie znaną, chociaż ich piłkarze ładnie dawali sobie radę w niedawnych zmaganiach piłkarskich. Słyszałem też, że Paragwajczyk &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Augusto_Roa_Bastos"&gt;Augusto Roa Bastos&lt;/a&gt; jest jednym z ciekawszych pisarzy iberoamerykańskich, choć pozostaje mocno w cieniu kolegów z większym talentem do autopromocji. Jednym z najważniejszych wydarzeń w dziejach tej krainy była &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Paraguayan_War"&gt;wojna paragwajska&lt;/a&gt; lat 1864-1870, która poczesne miejsce zajmuje w naszej powieści. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Bohaterką powieści jest irlandzkiego pochodzenia kurtyzana działająca w paryskiej socjecie imieniem Ella Lynch. Poznaje ona Francisco Solano Lopeza, syna paragwajskiego &lt;span style="font-style:italic;"&gt;caudillo&lt;/span&gt; bawiącego w Paryżu. Zakochani wyjeżdżają do Paragwaju, gdzie, po śmierci ojca, Franco zostaje dyktatorem Paragwaju. Ella pełni (w większości bardzo przyjemne) obowiązki pierwszej damy (choć lokalna arystokracj sarka na &lt;span style="font-style:italic;"&gt;first lady&lt;/span&gt; takiej proweniencji), a Franco, jak to z dyktatorami bywa, pogrąża się w obłędzie. Początkowo chce unowocześniać Paragwaj, buduje teatr na wzór La Scali, sprowadza rzemieślników z Europy, ale w końcu jego rządy stają się krwawą i groteskową tyranią, której kulminacją jest wplątanie biedniutkiego Paragwaju w wojnę z trzema silnymi sąsiadami. Zakończenie nie może być dobre...&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Powieść ma bardzo sympatyczną konstrukcję, polegającą na łączeniu wyjątków listów, dzienników, dialogów, narracji trzecioosobowej relacjonujące krótkie epizody z udziałem rozmaitych postaci. Mi osobiście skojarzyła się ona z Hemingwayem, krótkie, proste zdania, które w zasadzie każdy mógłby napisać, zwięzłe i celne. Nie zawiedzie się, kto lubi egzotyczne realia: mamy opisy paragwajskiej fauny, obyczajów Indian, miast otoczonych stosami krowich trupów (w tym regionie do dziś wołowina jest pospolitsza niż drób!), a potem też okrucieństw wojny, przedzierania się przez bagna, dusznych cel, w których Franco trzyma swoich wrogów. Ciekawie przedstawia się sam Paragwaj: w odróżnieniu od Argentyny klimat i natura są oględnie mówiąc dokuczliwe (w zasadzie są mordercze), obok Indian i Hiszpanów, mamy licznych przybyszów z Europy (głównie Anglików i Niemców), którzy jako uczeni i rzemieślnicy wnoszą swój koloryt do całej układanki.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;"Wieści z Paragwaju" nie udają jakiejś przenikliwej analizy latynoamerykańskiej dyktatury, nie szukają historiozoficznych wyjaśnień niedoli Paragwaju, mają w sobie za to - nie bójmy się tego powiedzieć - sporo z romansu. Piękna Ella zagubiona w Paragwaju, tęskniąca za operą i dobrym towarzystwem, mając jeno wierną klacz za towarzyszkę, i nieokrzesany gwałtownik Franco, w swoim obłędzie osaczony i oszukany przez wszystkich (a zwłaszcza własny naród) jednak kochają się i są sobie oddani. I gdy na końcu czytamy: "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Każdego dnia wyglądała z okna swego paryskiego mieszkania w poszukiwaniu Franca. Ale nigdy go nie ujrzała&lt;/span&gt;" (s. [280]) trudno się nie wzruszyć.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-4850188994630179438?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/4850188994630179438/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=4850188994630179438' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/4850188994630179438'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/4850188994630179438'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2010/07/wiesci-z-paragwaju-lily-tuck.html' title='Wieści z Paragwaju / Lily Tuck'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TDC1eusNioI/AAAAAAAAAOc/EXFuWWHOL74/s72-c/parag.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-3560518240892760941</id><published>2010-06-24T21:59:00.007+02:00</published><updated>2010-07-02T18:55:01.205+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nobliści'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Niemcy'/><title type='text'>Huśtawka oddechu / Herta Müller</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TCO6NhCcWJI/AAAAAAAAAOU/N3y-tqsrmdQ/s1600/atemsch.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 182px; height: 300px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TCO6NhCcWJI/AAAAAAAAAOU/N3y-tqsrmdQ/s320/atemsch.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5486433512437078162" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Huśtawka oddechu&lt;/i&gt; / Herta Müller ; przeł. Katarzyna Leszczyńska. - Wołowiec : Wydawnictwo Czarne, 2010. Ss. 278, ISBN 978-83-7536-200-8. Seria: (Proza Świata).&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Tylko dzięki książkom możemy w jednej chwili przenieść się z rewolucyjnej Hawany do sowieckiego gułagu na Ukrainie, na szczęście tylko metaforycznie. Zapisawszy moje impresje na temat "Gestów" przechodzę czym prędzej do "Huśtawki oddechu". Bardzo duże wrażenie zrobiło na mnie przeczytane jeszcze w epoce przedblogowej "Sercątko" tej Autorki, ale ponieważ krytyka twierdzi, że Müller pisze cały czas o tym samym (czego nie należy rzecz jasna rozumieć jako zarzut) nie sięgałem do jej książek. "Huśtawka oddechu" co prawda też dzieje się w środowisku rumuńskich Niemców za czasów komunizmu, ale jest wyraźnie inna choćby przez obozową scenerię czy męskiego narratora, z ochotą wróciłem więc do twórczości świeżo upieczonej noblistki. Wrażenia bardzo pozytywne, choć do "Sercątka" daleko. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Narrator powieści Leo jako kilkunastoletni chłopiec zostaje wyrwany z rodzinnego domu w &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Sibiu"&gt;Sibiu&lt;/a&gt; (nawiasem mówiąc, wydaje się bardzo urokliwe, sądząc po zdjęciach) i deportowany do obozu pracy w Związku Radzieckim wraz z innymi rumuńskimi Niemcami. Jego udziałem stają się wszelkie nieodłączne od takich miejsc cierpienia: zimno, tęsknota za domem, wszy, niewolnicza praca, widok umierających a nade wszystko głód. Bodaj Hanna Krall pisała gdzieś o tym, że o chronicznym głodzie nie da się pisać, że jest on nieopisywalny. Powieść Müller stanowi chyba próbę zmierzenia się z tym wyzwaniem przy użyciu groteski i poezji. Głód przybiera u niej postać anioła, nieodłącznego towarzysza wszystkich więźniów. "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Głód jest przedmiotem&lt;/span&gt;. [...] &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Po jednej stronie, z widnym okiem, idzie anioł głodu. Zatacza wąskie koła i balansuje na huśtawce oddechu&lt;/span&gt;" (s. 130). &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Recenzenci wytykają tej książce, że jest wtórna, bo nie ma w niej nic czego by nie było u Szałamowa czy Sołżenicyna. Pewnie mają rację, ale ja nie jestem tak oczytany i akurat narracji o sowieckim obozie chyba nigdy nie czytałem. Ma on swoją specyfikę, o której pisze choćby p. Applebaum w znanej książce porównując gułagi z obozami nazistowskimi: o wiele płynniejsza granica między więźniami a oprawcami, często brak elementów pilnowania czy ogrodzenia (bo po prostu nie ma dokąd uciekać, bohater chodzi na żebry do okolicznych zabudowań, ale nawet nie rozważa ucieczki). Ciekawym zjawiskiem (które wydaje mi się widać też w obozowych utworach Kertésza) jest to, jak obóz staje się z czasem dla Leo miejscem naturalnym, oczywistym, do którego odczuwa jakieś perwersyjne przywiązanie. "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Nie potrzebuję wychodzić, mam obóz, a obóz ma mnie&lt;/span&gt;" (s. 129). Dlatego też w pewnym sensie, o czym traktują fragmenty opisujące losy Leo już po powrocie na wolność, w tego rodzaju miejscu pozostaje się na zawsze. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Müller słynie ze swojej inwencji w użyciu języka, z poetyckiej intensywności narracji. Zresztą całość napisana jest w formie niedługich rozdziałów, niektóre są tak krótkie, że można by je spokojnie uznać za wiersze. Sporo z językowej kreatywności Autorski ginie zapewne w tłumaczeniu, niektóre neologizmy na bazie rosyjskiego zostały rozszyfrowane przez Tłumaczkę w posłowiu. Mistrzowsko nadaje opowieści potwornie smutny i ciężki ton w scenach takich jak z Katią, upośledzoną dziewczyną która nie rozumie, gdzie się znalazła, z adwokatem Gastem który kradnie własnej żonie chleb czy epizodzie, gdy bohater łopatą zabija psa. Oczywiście to samo sprawia, że można woleć do tej książki nie zaglądać.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-3560518240892760941?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/3560518240892760941/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=3560518240892760941' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/3560518240892760941'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/3560518240892760941'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2010/06/hustawka-oddechu-herta-muller.html' title='Huśtawka oddechu / Herta Müller'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TCO6NhCcWJI/AAAAAAAAAOU/N3y-tqsrmdQ/s72-c/atemsch.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-5371222013540483270</id><published>2010-06-24T21:56:00.008+02:00</published><updated>2010-07-02T18:02:17.376+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Iberoameryka'/><title type='text'>Gesty / Severo Sarduy</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TCO5CT-MSPI/AAAAAAAAAOM/dPhZ1bhgxtc/s1600/sarduy.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 205px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TCO5CT-MSPI/AAAAAAAAAOM/dPhZ1bhgxtc/s320/sarduy.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5486432220439398642" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Gesty&lt;/i&gt; / Severo Sarduy ; przeł. Mikołaj Bieszczadowski. - Warszawa : Instytut Wydawniczy PAX, 1965. Ss. 106.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;W znanym podręczniku do literatury hispanoamerykańskiej Anderson Imbert pisze o twórczości &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Severo_Sarduy"&gt;Severo Sarduya&lt;/a&gt;, iż ten "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;porusza się na obszarze między francuskim strukturalizmem grupy "&lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Tel_Quel"&gt;Tel Quel&lt;/a&gt;" i amerykańskim wulgaryzmem "pop artu&lt;/span&gt;". Poza tym można wnioskować, że Autorowi raczej powieści tego kubańskiego twórcy nie przypadły do gustu, mnie intrygował o tyle, że to chyba dość mało znana postać na tle innych pisarzy Ameryki Łacińskiej. Mnie niestety również nie zachwyciły "Gesty", ale konkretnie...&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Powieść rozgrywa się w Hawanie w samej końcówce rządów Batisty, którego lada moment zastąpią brodacze Castro i Guevara. Bohaterka za dnia pierze, nocami występuje jako piosenkarka w klubie, a ponadto jest terrorystką działającą w antyrządowej szajce, której zostaje powierzone zadanie podłożenia bomby w elektrowni w Hawanie. Obserwujemy więc naszą bezimienną protagonistkę jak przemierza rozpalone ulice Hawany pełne handlarzy i grajków jak i nocne kluby, gdzie oddają się rozrywkom bogaci Jankesi. Wszystko to w formie strzępów rozmów, kawałków piosenek, monologów wewnętrznych bohaterki.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Cała ta epopeja, której punktem kulminacyjnym jest atak na elektrownię, toczy się w rytmie karnawałowym i nie przypadkiem tak wiele w niej obecności czarnoskórych postaci, ich gier i zabaw, piosenek, przesądów i obyczajów. Sarduy jakoby bardzo w swojej twórczości eksponował czarny komponent w kulturze kubańskiej, marginalny z punktu widzenia białych elit (do których zresztą sam Sarduy należał, sądząc po jego zdjęciach), ale nadający unikalność Kubie. Zapewne dlatego powieść przełożono - zauważmy, że jeszcze przed boomem latynoamerykańskim - jako świadectwo tryumfu rewolucji, może też ucisku czarnych. Dość ironicznie sam Sarduy nie kwapił się z powrotem na wyspę jak wulkan gorącą, a jego przedstawieniu bohaterki z wieczną migreną (kobiety i Mulatki) daleko to hagiograficznych narracji o rewolucjonistach.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Kolażowa konstrukcja sprawia, że rzecz czyta się kiepsko i bez emocjonalnego zaangażowania, powieść jest mocno zakorzeniona w lokalnym folklorze, a co gorsza przekład się mocno zestarzał. Zainteresowanych tematem odsyłam do ciekawego eseju &lt;a href="http://www.letraslibres.com/index.php?art=13648"&gt;tutaj&lt;/a&gt;, samej książki specjalnie nie polecam.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-5371222013540483270?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/5371222013540483270/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=5371222013540483270' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/5371222013540483270'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/5371222013540483270'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2010/06/gesty-severo-sarduy.html' title='Gesty / Severo Sarduy'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/TCO5CT-MSPI/AAAAAAAAAOM/dPhZ1bhgxtc/s72-c/sarduy.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-8009168791041574894</id><published>2010-05-09T20:55:00.006+02:00</published><updated>2010-05-17T18:45:15.726+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='USA'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Żydzi'/><title type='text'>Puttermesser / Cynthia Ozick</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/S-cFMY1Y4TI/AAAAAAAAAOE/l_CVvKueSw0/s1600/HPIM3128.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 215px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/S-cFMY1Y4TI/AAAAAAAAAOE/l_CVvKueSw0/s320/HPIM3128.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5469345982847705394" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Puttermesser&lt;/span&gt; / Cynthia Ozick ; przeł. Aleksandra Górska. - Warszawa : Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza, 2006. Ss. 331, ISBN 83-7319-933-0. Seria: (Kalejdoskop). &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Nie lubię figur stylistycznych, pouczających nas, że Zamość to Padwa Północy czy że jakaś tam piosenkarka jest polską Beyonce, każda bowiem rzecz i osoba zasługuje, by docenić ją w jego jednostkowej wyjątkowości. Trudno jednak nie porównać &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Cynthia_Ozick"&gt;Cynthii Ozick&lt;/a&gt; (przynajmniej w tej książce, innych nie znam) do Woody Allena, tyle że w wersji żeńskiej i działającej na niwie literackiej. Jest w powieści "Puttermesser" wszystko co lubimy u Allena: Nowy Jork, zdziwaczali intelektualiści, Żydzi, mnóstwo humoru i bon motów. Odnosi się wrażenie, jakby trochę wdzięku i lekkości ulotniło się przy tłumaczeniu, mimo to lektura jest zajmująca. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;.&lt;br /&gt;Książka składa się z pięciu części, które w zasadzie są zupełnie niezależnymi historiami, łączy je osoba bohaterki Ruth Puttermesser - żydowskiej prawniczki z Nowego Jorku, która na dodatek "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;miała też coś z feministki&lt;/span&gt;" (s. 11). W części &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;1&lt;/span&gt; poznajemy korzenie i &lt;span style="font-style:italic;"&gt;milieu&lt;/span&gt; bohaterki: jej matkę na Florydzie, wujka Zindla który z zaświatów uczy ją języka hebrajskiego, nieco kafkowski urząd miasta w którym pracuje otoczona nepotyzmem i męskim szowinizmem i wreszcie jej namiętny związek z biblioteką publiczną. W części &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;2&lt;/span&gt; Bohaterka idąc w ślady dawnych żydowskich mędrców lepi (z ziemi z doniczek) &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Golem"&gt;golema&lt;/a&gt;, a ściślej golemicę imieniem Ksantypa. Początkowo używa jej w charakterze pomocy domowej, by w końcu zostać dzięki niej burmistrzem Nowego Jorku. Niestety golem poznaje Morrisa Rappoporta a dzięki niemu miłość cielesną, co niweczy projekt uczynienia z Big Apple ziemskiego raju. W części &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;3&lt;/span&gt; Puttermesser wpada na pomysł, "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;że tym, czego jej trzeba, jest małżeństwo&lt;/span&gt;" (s. 151). Upatruje sobie Ruperta Rabeeno, kopistę obrazów, który dzieli z nią fascynację związkiem &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/George_Lewes"&gt;Georga Lewesa&lt;/a&gt; i George Eliot. Niestety okazuję się, że Rupert pragnie skopiować niczym obraz także historię George Eliot, siebie obsadzając w roli jej młodego męża, co kończy się przykrym rozstaniem. Część &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;4&lt;/span&gt; zdecydowanie jest najpyszniejsza. Po upadku ZSRR Puttermesser opiekuje się swoją świeżo przybyłą stamtąd kuzynką. Kuzynka wprowadza sporo zamieszania w uporządkowane życie już niemłodej Ruth, bezbłędnie uczy się zasad amerykańskiego kapitalizmu, ośmiesza lewicowych intelektualistów z kręgu Puttermesser, by na koniec wrócić do Rosji, tam bowiem leżą prawdziwe pieniądze. Na koniec w części &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;5&lt;/span&gt; Puttermesser umiera i trafia do Raju, który jednak okazuje się miejscem dość smutnym.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Wątkiem powtarzającym się w tych wszystkich historiach jest chyba to, jak bardzo nie należy ufać utopiom i ideałom. Bohaterka goni za ideałem miłości, sprawiedliwych rządów czy Raju, ale wszystko obraca się może nie w przeciwieństwo, ale raczej karykaturę. W ogóle źródłem ciągłego komizmu w książce jest fakt, że Puttermesser jest do bólu racjonalna, przyziemna, nudna i logiczna, a wszystkie jej działania jakby mimochodem mają w sobie coś kompletnie szalonego i fantastycznego. Sporo jest w książce kpiny (prawda, że niezbyt jadowitej) z różnego rodzaju nawiedzonych czy owładniętych misją ludzi w rodzaju stowarzyszenia, który publicznie recytuje litanie brzydkich słów, aby w ten sposób osłabiać ich "brzydkość". Bardzo to odświeżające  po końskich dawkach patosu, jaki mamy wszędzie naokoło.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Mam poza tym refleksję podobną jak po ostatniej książce Tokarczuk: jej bohaterka jest tak urocza, że chciałbym ją mieć za sąsiadkę. Całość napisana jest kapitanie. Niezapomniany jest opis Nowego Jorku pod rządami Puttermesser, gdzie "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;ulice zmieniają się w ogrodowe rabatki&lt;/span&gt;" (s. 113) i wiele innych scen. Poza tym można się poczuć jak intelektualista przez aluzje a to do mistyki żydowskiej a to do literatury wiktoriańskiej. Zdecydowanie polecam.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-8009168791041574894?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/8009168791041574894/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=8009168791041574894' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/8009168791041574894'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/8009168791041574894'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2010/05/puttermesser-cynthia-ozick.html' title='Puttermesser / Cynthia Ozick'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/S-cFMY1Y4TI/AAAAAAAAAOE/l_CVvKueSw0/s72-c/HPIM3128.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-5934643779213577424</id><published>2010-05-02T16:58:00.009+02:00</published><updated>2010-05-12T19:18:00.711+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Izrael'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Zagłada'/><title type='text'>Droga żelazna / Aharon Appelfeld</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/S92TMVmB48I/AAAAAAAAAN8/gQXbcKWs16I/s1600/apfdrzel.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/S92TMVmB48I/AAAAAAAAAN8/gQXbcKWs16I/s320/apfdrzel.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5466687362862015426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Droga żelazna&lt;/i&gt; / Aharon Appelfeld ; przeł. Hanna Volovici. - Warszawa : Wydawnictwo W. A. B., 2006. Ss. 199, ISBN 83-7414-219-7. Seria: (Don Kichot i Sancho Pansa). &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Omawianą tu książkę kupiłem właściwie z dwóch powodów: po pierwsze przeczytałem na skrzydełku, że jej &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Aharon_Appelfeld"&gt;Autor&lt;/a&gt; urodził się w &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Chernivtsi"&gt;Czerniowcach&lt;/a&gt;, a ja już długie lata marzę o zobaczeniu tego miasta (na razie niestety musi mi wystarczyć Internet), po drugie kosztowała tylko 5 PLN. Jeśli chodzi o pisanie o Zagładzie to mam taką refleksję, że wynajduje się coraz dziwniejsze historie i robi się z tego już trochę cyrk. Przeżyć getto warszawskie, tak ale jeśli się ukrywało w zoo, przetrwać Auschwitz - jako rodzina karłów muzykantów. Może to skutek tego, że już tak wiele historii z tego okresu spisano lepiej lub gorzej. Tak czy inaczej, Appelfeld zupełnie nie ulega takim skłonnościom, jest do bólu oszczędny, dyskretny i subtelny. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Bohater powieści Erwin Siegelbaum dorasta jako dziecko Żydów, działaczy komunistycznych na Ukrainie. W czasie wojny jego rodzice zostają zamordowani w obozie pracy przez nazistę Nachtigala. Jako stary człowiek, Siegelbaum przemierza pociągami okolice, w których według jego informacji mieszka nie niepokojony przez nikogo morderca, aby wywrzeć na nim swoją zemstę. Swoje podróże finansuje zbierając na pchlich targach rozmaite żydowskie utensylia i stare książki, które sprzedaje bogatemu handlarzowi. Ponieważ swoje poszukiwania narrator odbywa regularnie co roku i tą samą trasą (jeśli poprawnie rozumiem rzecz dzieje się w Austrii), dobrze zna miejscową ludność: nazistów na emeryturze, zapiekłych antysemitów bez skrępowania wygłaszających swoje tyrady, Żydów z których część żyje niczym &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Marranos"&gt;marranos&lt;/a&gt; ukrywając przed otoczeniem swoje pochodzenie a inni rozpamiętują przedwojenne czasy. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;W bardzo ciekawy powód Autor pokazuje jak jego żydowskie pochodzenie nawet dla przyjaznych mu ludzi jest dyskomfortem, jak u kobiety, u której "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;nawet jej niebieskie oczy zmieniły kolor i z mojego  powodu stały się metaliczne i zimne&lt;/span&gt;" (s. 101). Zupełnie jakby Zagłada była jakimś nietaktem, który Żydzi wyrządzili reszcie ludzkości. W opisie spotkać z ludźmi dominuje z konieczności nostalgia i smutek, bo znajomi narratora są już starzy i jeden po drugim odchodzą, a ich dobytek i bezcenne księgozbiory przepadają. Zresztą w ogóle pociąg ma w sobie coś nostalgicznego, może to ten stukot niczym tykanie zegara? Bohater nie mający oparcia w wierze a czując zbliżającą się śmierć, pragnie dokonać zemsty, dopadają go jednak co i rusz wątpliwości, czy to cokolwiek zmieni. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Narrator niewiele mówi o samym okresie wojny. Sporo miejsca poświęca wspomnieniom z dzieciństwa, które mają jednak w sobie coś nierealnego, są raczej zatrzymanymi kadrami pamięci. O wszystkim stara się pisać zwięźle i rzeczowo ("&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Co roku dwudziestego siódmego marca zaczynam swoją podróż&lt;/span&gt;" s. 14), wręcz oschle. Nawet zemście, gdy już się dokonuje, nie towarzyszą trąby ani gromy. Taka oszczędność stylu bardzo podkreśla alienację i wykorzenienie bohatera, podobnie jak liczne sceny w poczekalniach i barach dworcowych. Ogólnie rzecz smutna, może nie oryginalna, ale napisana ze smakiem.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-5934643779213577424?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/5934643779213577424/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=5934643779213577424' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/5934643779213577424'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/5934643779213577424'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2010/05/droga-zelazna-aharon-appelfeld_02.html' title='Droga żelazna / Aharon Appelfeld'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/S92TMVmB48I/AAAAAAAAAN8/gQXbcKWs16I/s72-c/apfdrzel.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-3341670845898810174</id><published>2010-04-30T20:32:00.008+02:00</published><updated>2010-05-11T20:29:21.847+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Afryka'/><title type='text'>Zanim zapomnę / André Brink</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/S9sipBdHbNI/AAAAAAAAAN0/FVfK8hPI2JI/s1600/Zanim-zapomne_Andre-Brink,images_big,29,978-83-7392-319-5.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 198px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/S9sipBdHbNI/AAAAAAAAAN0/FVfK8hPI2JI/s320/Zanim-zapomne_Andre-Brink,images_big,29,978-83-7392-319-5.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5466000660904766674" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Zanim zapomnę&lt;/i&gt; / André Brink ; przeł. Hanna Falińska. - Warszawa : Noir sur Blanc, 2010. Ss. 332, ISBN 978-83-7392-319-5. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Dawno temu, gdzieś w zupełnych pradziejach bloga, zwierzyłem się z moich zachwytów nad twórczością Brinka. Moja mania wielkości podsunęła mi myśl, że oto wydawcy zasugerowali się moją promocją i wydali nową jego książkę. Kupiłem, przeczytałem i cóż, z przykrością stwierdzam, że wielkiemu Brinkowi mocno powinęła się noga. Wydawało mi się przez moment, że może Brink stracił pazur ze starości, ale chyba &lt;span style="font-style:italic;"&gt;this is not the case&lt;/span&gt;, zważywszy że "Zanim zapomnę" wydano zaledwie dwa lata po genialnym "Po tamtej stronie ciszy". Cóż, może po prostu wypadek przy pracy...&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Bohater powieści, &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Afrikaner"&gt;afrykanerski&lt;/a&gt; pisarz Chris Minaar opowiada na starość swoje dzieje w formie monologu-wyznania do ostaniej (jedynej?) miłości swojego życia, rzeźbiarki Rachel. Wychowywany w tradycyjnej burskiej rodzinie z obowiązkowym surowym ojcem i poniewieraną matką jako chłopię zostaje nieco przedwcześnie uświadomiony erotycznie przez kuzynkę, co naznacza jego życie czyniąc je pasmem przygód miłosnych. Rezygnuje z kariery prawniczej by poświęcić się pisarstwu. Sukces literacki doprowadza go do konfliktu z reżimem RPA, co skutkuje dlań latami przymusowego wygnania. Po dojściu do władzy Mandeli bohater wraca by przekonać się że codzienność RPA daleka jest od wizji &lt;span style="font-style:italic;"&gt;rainbow nation&lt;/span&gt;. Spotyka również kobietę, którą pokocha, tyle że jest ona poślubiona innemu. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Bodaj najsłabszym punktem całej książki (który powinien chyba być właśnie najciekawszy) są kolejne kobiety: pozbawione indywidualności, opisane nudno i z zacięciem mocno ginekologicznym ("&lt;span style="font-style:italic;"&gt;zmierzwiona, potargana czuprynka włosów łonowych, przez którą zawsze musiałem się przedrzeć&lt;/span&gt;" s. 158) zamiast naprawdę pikantnej erotyki w rodzaju "Pochwały macochy" Vargasa Llosy. Zamysł jest jasny: bohater to taki podstarzały "Don Giovanni", patologiczny uwodziciel, który jednak jest poniekąd ofiarą tych wszystkich kobiet czy ogólnie swojej uwodzicielskiej działalności. Rewersem jego pożądania jest podziw dla kobiet, pragnienie utożsamienia z nimi (por. s. 69 "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;na poziomie ciała nieraz pragnąłem zamienić się z kobietą rolami&lt;/span&gt;"). Dopiero związek pozbawiony seksu  pozwala mu lepiej poznać obiekt swoich uczuć, i w konsekwencji Rachel to postać z krwi i kości. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Wątki polityczne (czyli zaangażowanie przeciwko apartheidowi i krytyka wojny irackiej, którą narrator śledzi w TV z masochistyczną skrupulatnością) są niewiele ciekawsze niestety. Oczywiście Brink nie schodzi poniżej pewnego poziomu i wiele wątków w powieści jest świetnie napisanych jak np. jego rozmowy ze zniedołężniałą matką, obrazki rodzajowe z nowej RPA, przyjaźń z mężem ukochanej, safandułowatym fotografem George'em, postać ojca narratora - pozornie idealnego patriarchy nie stroniącego wszakże od romansu z ciemnoskórą kobietą. Zapewne sporo w powieści autoportretu: jedna z kochanek Chrisa to nawet bohaterka powieści Brinka "Ambasador", pewne paralele między nimi dadzą się odnaleźć. Tyle że wszystko to jakieś fragmentaryczne, nie pasujące do siebie, niezborne. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Za to, dodajmy na koniec, wydawnictwo Noir sur Blanc przepięknie wydaje książki. Czcionka, układ strony, po prostu radość patrzeć. Wszystko inne Brinka co wydano po polsku jest świetne i rekomenduję gorąco, o omawianej książce wolę raczej, &lt;span style="font-style:italic;"&gt;pun intended&lt;/span&gt;, zapomnieć.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-3341670845898810174?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/3341670845898810174/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=3341670845898810174' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/3341670845898810174'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/3341670845898810174'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2010/04/zanim-zapomne-andre-brink.html' title='Zanim zapomnę / André Brink'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/S9sipBdHbNI/AAAAAAAAAN0/FVfK8hPI2JI/s72-c/Zanim-zapomne_Andre-Brink,images_big,29,978-83-7392-319-5.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-5420603425711228726</id><published>2010-04-17T20:21:00.007+02:00</published><updated>2010-05-10T20:36:06.080+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nobliści'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Australia'/><title type='text'>Żywi i umarli / Patrick White</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/S8n8ywlwtQI/AAAAAAAAANs/Et_djvZI4jI/s1600/zywiium.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 212px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/S8n8ywlwtQI/AAAAAAAAANs/Et_djvZI4jI/s320/zywiium.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5461173972130379010" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Żywi i umarli&lt;/i&gt; / Patrick White ; przeł. Maria Skibniewska. - Warszawa : Państwowy Instytut Wydawniczy, 1966. Ss. 450. Seria: (KIK Klub Interesującej Książki). &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Bywalcy bloga wiedzą doskonale, że uwielbiam pisarstwo White'a, trochę niedzisiejsze, ale wciąż frapujące i z pazurem. Książka australijskiego noblisty ostatnio ukazała się w Polsce 12 lat temu, wznowień nie ma, nawet okazjonalnych do gazety, nie powstała żadna analiza jego twórczości ani nie przetłumaczono żadnego szkicu biograficznego. Wszystko to sprawia, że Autor ten zdaje się nie istnieć zupełnie w naszym obiegu, pomijając nieliczne przebłyski w blogosferze. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;"Żywi i umarli" to zaledwie druga książka w dorobku White'a i wiele w niej młodzieńczej niedoskonałości. Akcja rozgrywa się w Anglii w połowie lat 30-tych i opowiada losy trojga członków rodziny Standish. Catherine Standish, prościutka i nisko urodzona dziewczyna, awansuje w hierarchii społecznej przez małżeństwo ze znanym malarzem, który jednak szybko ginie na wojnie. Zostawszy samotnie z dwójką dzieci, Elyotem i Eden, poświęca się macierzyństwu i nieustannemu doskonaleniu swojej osoby zgodnie z wymogami konwenansów w jej środowisku. Jej dzieci, gdy już dorosną, różnią się skrajnie od siebie: Elyot to wycofany intelektualista, który, mimo pewnego zainteresowania ze strony dziewcząt, właściwie nie uczestniczy w jakimkolwiek życiu, wymawiając się, niczym Konrad z &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Kalkwerku&lt;/span&gt;, tworzeniem Dzieła. Eden, żywa i bystra dziewczyna, uwielbia debaty, zaangażowanie polityczne, nie stroniąc też od mężczyzn. Na koniec każdy z bohaterów ponosi pewnego rodzaju klęskę, ale Elyot - jako jedyna "żywa" spośród nich - nie zamierza się poddać, ale wyrusza (śladami mężczyzny rzecz jasna) walczyć w hiszpańskiej wojnie domowej. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;White bardzo zgrabnie tworzy postać rodziny, której członkowie zupełnie nic o sobie nie wiedzą (wliczając w to aborcję i romans z jazzmanem) i wiedzieć nie chcą, wszelkie przejawy uczuć są kłopotliwym widowiskiem, które wszystkich wprawia w zakłopotanie, toteż szybko z nich rezygnują. Zgodnie z tytułem, White snuje przed nami panoramę osób, z których część tkwi w moralnym i uczuciowym stuporze, a część próbuje się z niego otrząsnąć. Wszyscy bohaterowie z klas wyższych pragną być prości i czyści niczym robotnik Joe Barnett, rzecz jasna bez wielkich sukcesów.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;W powieści tu i ówdzie znajdujemy zapowiedź stylu, który później White dopracuje do mistrzostwa - złośliwego, bezlitośnie świdrującego rzeczy i ludzi do samej ich istoty ([Catherine] &lt;span style="font-style:italic;"&gt;lubiła używać bardzo ryzykownych słów, na pół tylko rozumiejąc ich znaczenie. W ten sposób spłacała daninę intelektualizmowi, tęsknie błąkając się na jego pograniczach&lt;/span&gt;. S. 176). Mam nadzieję, że wpis ten zachęci PT Czytelników do czytania White'a, serdecznie polecam również ciekawą &lt;a href="http://www.abc.net.au/arts/white/default.htm"&gt;stronę biograficzną&lt;/a&gt; o nim.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-5420603425711228726?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/5420603425711228726/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=5420603425711228726' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/5420603425711228726'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/5420603425711228726'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2010/04/zywi-i-umarli-patrick-white.html' title='Żywi i umarli / Patrick White'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/S8n8ywlwtQI/AAAAAAAAANs/Et_djvZI4jI/s72-c/zywiium.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-5207229136927865670</id><published>2010-04-17T20:18:00.006+02:00</published><updated>2010-04-26T19:19:49.328+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kryminał'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Polska'/><title type='text'>Głowa Minotaura / Marek Krajewski</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/S8n8EaGg0aI/AAAAAAAAANk/bbfgFhcyj7Q/s1600/glowa-minotaura.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 202px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/S8n8EaGg0aI/AAAAAAAAANk/bbfgFhcyj7Q/s320/glowa-minotaura.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5461173175819751842" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Głowa Minotaura&lt;/i&gt; / Marek Krajewski. - Warszawa : Wydawnictwo W.A.B., 2009. Ss. 347, ISBN 978-83-7414-580-0. Seria: (Mroczna Seria). &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Chełpię się wszem i wobec (a więc i tutaj), że kryminały Marka Krajewskiego, czy raczej pierwszy z nich, "Śmierć w Breslau", odkryłem na długo zanim stało się o nich głośno (co ciekawe dokładnie to samo zdarzyło mi się z książkami o Bridget Jones). Lubię cykl o Eberhardzie Mocku, bo odczuwam słabość do miast poniemieckich, a sam Krajewski jak przystało na filologa klasycznego ma ładny styl. Do "Głowy minotaura" sięgnąłem tym chętniej, że lwia &lt;span style="font-style:italic;"&gt;nomen omen&lt;/span&gt; część jego akcji dzieje się we Lwowie, który ma całkiem szczególne miejsce w moich wspomnieniach.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Książka niniejsza zawiera wszystkie elementy, do których przyzwyczaiły nas książki o Mocku (a więc opisy półświatka brudnych spelun i burdeli, tłustych potraw pochłanianych przez Mocka, sporo czarnego humoru i nawiązań do antyku), ale jakby dla odświeżenia konwencji wprowadził Autor nieco nowości. Akcja dzieje się zatem w przedwojennym Lwowie (częściowo także w Katowicach), z którego w pewnym sensie przecież wziął się polski Wrocław. Niemal równorzędnym bohaterem staje się polski policjant Edward Popielski, subtelny wykształcony w Wiedniu niedoszły matematyk, samotnie wychowujący nastoletnią córkę. Dwóm wybitnym śledczym przyjdzie zmierzyć się z tajemniczym zwyrodnialcem, który gwałci i gryzie kobiety. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Wydaje mi się, że przy Mocku Popielski jawi się jako trochę za nudny i bezbarwny, chociaż trzeba przyznać, że pod koniec autorska maszyneria wkręca go w sytuację iście diabelską, czyniąc z niego postać niesłychanie tragiczną. Lwów natomiast zdecydowanie wytrzymuje konkurencję z Breslau pod względem upadku moralnego, a pewne braki w "wielkoświatowości" nadrabia malowniczą wschodnią dzikością. Nawiasem mówiąc,ostatnio wpadła mi w ręce przeurocza książka "Pod kopułą lwowskiego Ossolineum" Stanisława Wasylewskiego - zdecydowanie polecam fetyszystom książek i bibliotek. Pojawia się w powieści kilka autentycznych postaci, m. in. z kręgu &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Lwowska_szko%C5%82a_matematyczna"&gt;lwowskiej szkoły matematycznej&lt;/a&gt;, nikt zresztą kto rozrzewnia się na sam dźwięk nazwy Wały Hetmańskie nie powinien być zawiedziony.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Intryga kryminalna jest nieco mniej zajmująca niż rozmaite smaczki. Osobiście może wolałbym, żeby książka była nieco bardziej przeintelektualizowana - jeśli w jakiejś powieści pojawia się jako postać Stefan Banach, można to przecież wykorzystać (tu przypomina się, jaki fenomenalny użytek zrobił Dukaj w "Lodzie" z wprowadzenia do akcji postaci autentycznych). Wydawałoby się również, że nieco więcej można wycisnąć ze zderzenia polskiego i niemieckiego stylu pracy policyjnej. Ale niech tam, lubię kryminały o Mocku i po "Głowie Minotaura" nic się pod tym względem nie zmienia.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-5207229136927865670?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/5207229136927865670/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=5207229136927865670' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/5207229136927865670'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/5207229136927865670'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2010/04/gowa-minotaura-marek-krajewski.html' title='Głowa Minotaura / Marek Krajewski'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/S8n8EaGg0aI/AAAAAAAAANk/bbfgFhcyj7Q/s72-c/glowa-minotaura.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-1892204475988368877</id><published>2010-03-22T18:33:00.008+01:00</published><updated>2010-04-07T21:36:30.727+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Francja'/><title type='text'>Odchodzę / Jean Echenoz</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/S6eqkouy4uI/AAAAAAAAANc/fveUF56IiEw/s1600-h/odchodze-int.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 198px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/S6eqkouy4uI/AAAAAAAAANc/fveUF56IiEw/s320/odchodze-int.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5451513420340978402" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Odchodzę&lt;/i&gt; / Jean Echenoz ; przeł. Joanna Polachowska. - Warszawa : Noir sur Blanc, 2008. Ss. 158, ISBN 978-83-7392-255-6. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Piszę ten post z odrobinę ciężkim sercem, bo oto dobiegł końca już mój okołoświąteczny urlop, podczas którego zabrałem się za kilka intrygujących pozycji, które na pewno lada moment znajdą się na blogu. Ostatnie jego chwile poświęcę na zanotowanie dla potomności (i dla PT Czytelników rzecz jasna) kilku impresji z powieści &lt;a href="http://fr.wikipedia.org/wiki/Jean_Echenoz"&gt;Jeana Echenoza&lt;/a&gt;. Od razu zaznaczę, że jest to książka dziwaczna, trochę prowokująca, na pewno igrająca z czytelnikiem. Trudno się nie dać porwać, zaś po lekturze pozostaje miłe uczucie niespełnienia, niedookreślenia.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Bohater powieści Ferrer jest paryskim marszandem w średnim wieku, który po odejściu od żony oddaje się błahym miłostkom. W pewnym momencie odbywa wyprawę do Arktyki w poszukiwaniu zaginionej kolekcji sztuki eskimoskiej. Gdy ta po wielu perypetiach dociera do Francji, zostaje skradziona przez tajemniczego Baumgartnera. Ferrer jest bankrutem i dostaje zawału, ale nie zamierza się poddawać. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Niewiele więcej mogę napisać o fabule, żeby nie psuć paru &lt;span style="font-style:italic;"&gt;plot twists&lt;/span&gt;, zresztą gołym okiem widać, że ta fabuła jest ostentacyjnie wprost niemądra. Zresztą sam narrator co i rusz się wtrąca, zaznacza swoją obecność, a nawet obiekcje co do bohaterów: "z&lt;span style="font-style:italic;"&gt;aczynam mieć już trochę dość tego Baumgartnera. Jego codzienne życie jest zbyt monotonne&lt;/span&gt;" (s.119). Zamiast zatem skupić się na fabularnej machinie narrator z subtelną ironią komentuje poczynania bohaterów: podstarzałego lowelasa Ferrera, jego zdziwaczałych klientów malarzy, współczesną medycynę. Czyni to przy użyciu humoru, jaki spotyka się rzadko (i który ma w sobie chyba coś francuskiego, bo mi kojarzy się z filmem "&lt;a href="http://www.filmweb.pl/f32352/Gusta+i+gu%C5%9Bciki,2000"&gt;Gusta i guściki&lt;/a&gt;") - jest leciutki, dyskretny, może nieco melancholijny, jak najdalszy od wszelkiego napuszenia. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Paradoksalnie powieść sprawia wrażenie jednocześnie historyjki opowiedzianej od niechcenia i kunsztownie skonstruowanej narracji: zaczyna się i kończy tymi samymi (tytułowymi) słowami, jakby życie bohatera zatoczyło koło. Nie znam francuskiego i żeby przeczytać coś o książce musiałem użyć funkcji automatycznego tłumaczenia w przeglądarce. Oto efekt: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Jednak zainteresowanie czytaniem jest co najmniej tak samo "styl pisania" Jean Echenoz w incydentów lub wynik. To był jego styl, że autor spotkał się z celem pisarz: powiedz, powiedz na głos narratora w znanych dźwięk, który dotyczy bohaterów wypowiedzi bez użycia cudzysłowów. Ten styl pozwala na czytanie na głos narratora i zna się jako współsprawca do czytelnika. Incipit tej powieści jest dobrym przykładem tego stylu&lt;/span&gt;. Jest to o dziwo zupełnie sensowne i, kto wie, może całkiem w duchu &lt;span style="font-style:italic;"&gt;nouveau roman&lt;/span&gt; :).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-1892204475988368877?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/1892204475988368877/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=1892204475988368877' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/1892204475988368877'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/1892204475988368877'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2010/03/odchodze-jean-echenoz.html' title='Odchodzę / Jean Echenoz'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/S6eqkouy4uI/AAAAAAAAANc/fveUF56IiEw/s72-c/odchodze-int.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-7126278945691264087</id><published>2010-03-22T18:27:00.008+01:00</published><updated>2010-04-01T21:38:25.343+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Niemcy'/><title type='text'>Cholonek czyli dobry Pan Bóg z gliny / Janosch</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/S6epOHSyWQI/AAAAAAAAANU/yUTzXYErGXs/s1600-h/HPIM3127.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 210px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/S6epOHSyWQI/AAAAAAAAANU/yUTzXYErGXs/s320/HPIM3127.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5451511933896382722" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Cholonek czyli dobry Pan Bóg z gliny&lt;/i&gt; / Janosch [Horst Eckert] ; z jęz. niem. przeł. Leon Bielas. - Katowice : Wydawnictwo "Śląsk", 1973. Ss. 265. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Nie da się ukryć, że Śląska jest wszędzie pełno. Ostatnio w radiu powiedzieli, że był taki rok, że na 20 filmów pokazanych na gdyńskim festiwalu, całe 4 działy się na Śląsku. Co takiego jest fascynującego w Śląsku, że miałby być ciekawszy niż powiedzmy Podlasie? Trudno mi powiedzieć,  bo wstyd przyznać, ale nigdy tam nie byłem (tzn. byłem na koloniach w Żywcu, ale nie jestem do końca pewien czy to Śląsk). Ale od czego mamy książki? Chciałem czytać Szejnert "Czarny ogród", potem przymierzałem się do Kutza, aż w końcu przeczytałem &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Janosch"&gt;Janoscha&lt;/a&gt; - niemieckojęzycznego Ślązaka, który na starość zamienił Śląsk na Teneryfę.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;I trudno mu się dziwić po lekturze tej powieści. Opowiada ona o perypetiach mieszkańców pewnej śląskiej osady w formie luźnych anegdot, dialogów, aforyzmów czy gawędy. Bohaterami powieści są ludzie prości by nie powiedzieć prostaccy, ich przygody krążą wokół picia, jedzenia i seksu, a opisane są w sposób nieco gargantuiczny, z mnóstwem kloaczno-genitalnego humoru (historii o diabelskim oku nie opowiedziałbym bez zarumienienia się!). Aż kusi, by się zastanowić czy może ma to jakiś freudowski związek z kondycją śląską. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Bohaterowie powieści są właściwie bez wyjątku odrażający, opisy ich mieszkań i całego miasteczka ociekają obskurnością i fetorem, jakby Autor z perspektywy lat (i może Teneryfy), widział jasno w obrzydzeniu swoje dziecinne środowisko. Demoniczna szczwana handlarka Świętkowa, głupawy i chciwy Stanik, prymitywna bezzębna Michcia znęcająca się nad swoim biednym dzieckiem, tytułowym Cholonkiem bezbronnym i niewinnym jak gliniany Jezus. Nie ma żadnej pięknej &lt;a href="http://www.filmpolski.pl/fp/index.php/115344"&gt;Łucji Kowolik&lt;/a&gt; myjącej stopy ukochanemu mężowi.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Ciekawie jest chyba spojrzeć na Śląsk niemieckimi oczami, zwłaszcza w dalszych partiach, gdy nasi bohaterowie na gwałt zmieniają słowiańsko brzmiące nazwiska i przywdziewają mundury SA, a po wojnie nagle nie ruszając się z miejsca znajdują się w innym kraju (czyli w Polsce) i muszą uczyć się sąsiedztwa z Polakami i co gorsza Sowietami. Dla wielu kończy się to wyjazdem do Niemiec.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Książka bardzo udanie naśladuje plebejską, frywolną gawędę. Mimo nagromadzenia ohydy są w niej wzruszające momenty, gdy w bohaterach odzywają się jakieś resztki człowieczeństwa, jak chociażby u Świętka który zapija się nie mogąc znieść okrucieństw popełnianych przez jego ziomków podczas wojny, bez popadania jednak w sentymentalizm czy choćby nostalgię. Warto chyba zapoznać się z tą wizją Śląska jako uzupełniającą nasze polskie spojrzenie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-7126278945691264087?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/7126278945691264087/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=7126278945691264087' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/7126278945691264087'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/7126278945691264087'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2010/03/cholonek-czyli-dobry-pan-bog-z-gliny.html' title='Cholonek czyli dobry Pan Bóg z gliny / Janosch'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/S6epOHSyWQI/AAAAAAAAANU/yUTzXYErGXs/s72-c/HPIM3127.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-8923901006886871520</id><published>2010-03-12T19:26:00.007+01:00</published><updated>2010-03-19T23:38:37.083+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='UK'/><title type='text'>Ktoś we mnie / Sarah Waters</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/S5qIIPLSUzI/AAAAAAAAANM/qFfZW3xncQg/s1600-h/Ktos-we-mnie_Sarah-Waters,images_big,3,978-83-7648-247-7.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 222px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/S5qIIPLSUzI/AAAAAAAAANM/qFfZW3xncQg/s320/Ktos-we-mnie_Sarah-Waters,images_big,3,978-83-7648-247-7.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5447816374352237362" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Ktoś we mnie&lt;/i&gt; / Sarah Waters ; przeł. Magdalena Moltzan-Małkowska. - Warszawa : Prószyński Media, 2009. Ss. 463, ISBN 978-83-7648-247-7.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Powieści o nawiedzonych domach mają w literaturze brytyjskiej długą i piękną tradycję i nawet jeśli powieść Sary Waters nie wprowadza do niej nic nowego i świeżego, to z pewnością jest świetnie opowiedzianą historią. Przyznam, że spodziewałem się po niej trochę więcej, oczekiwałem jakiegoś intelektualnego drugiego dna, ale i to co otrzymujemy raczej nie pozwala się nudzić. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Bohater powieści, wiejski lekarz nazwiskiem Faraday zostaje wezwany do posiadłości Ayresów, niegdyś potężnej, obecnie kompletnie podupadłej rodziny arystokratów. W posiadłości (pełnej - jakżeby inaczej - długich, ciemnych i pustych korytarzy) zamieszkuje seniorka rodu, tęskniąca do dawnej świetności i dwójka jej dzieci: nieco zdziczała Caroline i okaleczony podczas wojny Roderick, który pogrążony w depresji nieudolnie próbuje być głową rodziny. W pewnym momencie w domu pojawia się jeszcze niewidzialny ktoś, tytułowy (w wersji angielskiej) "mały nieznajomy", który stara się uprzykrzyć życie mieszkańcom, z czasem jednak staje się coraz bardziej agresywny i niebezpieczny.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Nie będę pisał więcej, żeby nie spoilować, zauważmy wszakże wątek "społeczny": otóż Faraday jest człowiekiem o skromnym pochodzeniu, w istocie jego matka była służącą u Ayresów, Autorka zaś kapitalnie wygrywa ową klasową różnicę między bohaterami, która staje się szczególnie istotna, gdy narrator zapragnie ożenić się z Caroline. Zresztą cały czas podkreśla się, że czas rodzin takich jak Ayresowie już minął, czego wymownym symbolem jest sprzedawanie przez nich rodzinnych gruntów pod budowę tandetnych domków. Od socjologii Waters przechodzi prosto do psychologii - i w błyskotliwy sposób pokazuje obsesję na punkcie rodziny Ayresów, w jaką popada Faraday, jego zazdrość, kompleksy i pragnienie wzięcia ich we władanie &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Również w ciekawy sposób traktuje Autorka samego ducha, którego istnieniu racjonalny Faraday zaprzecza do samego końca. Jego "geneza" jest bardzo ambiwalentna, choć bez wątpienia jest związany z którąś z dwóch kobiet, jak to zwykle z duchami bywa. Może być personifikacją tęsknoty albo gniewu, ale może też nie było go wcale? &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Cała historia zbudowana jest wprost podręcznikowo: zwykłe przedmioty takie jak dzwonek stają się odpowiednio złowieszcze, atmosfera gęstnieje, a nawet jest &lt;span style="font-style:italic;"&gt;comic relief&lt;/span&gt; w postaci służącej Betty, która mi się kojarzy, choć może nieco na wyrost, z niezapomnianą Prissy z "Przeminęło z wiatrem". Na pewno nikt, kto do tej powieści zajrzy, nie będzie się nudził.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-8923901006886871520?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/8923901006886871520/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=8923901006886871520' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/8923901006886871520'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/8923901006886871520'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2010/03/ktos-we-mnie-sarah-waters.html' title='Ktoś we mnie / Sarah Waters'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/S5qIIPLSUzI/AAAAAAAAANM/qFfZW3xncQg/s72-c/Ktos-we-mnie_Sarah-Waters,images_big,3,978-83-7648-247-7.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-3711862162202702761</id><published>2010-02-26T20:36:00.005+01:00</published><updated>2010-03-19T22:47:15.756+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Włochy'/><title type='text'>Robi się coraz później / Antonio Tabucchi</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/S4gjIRVjL0I/AAAAAAAAANE/LJgGY1p1jvQ/s1600-h/Robi_sie_coraz_pozniej_250x250.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 146px; height: 250px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/S4gjIRVjL0I/AAAAAAAAANE/LJgGY1p1jvQ/s320/Robi_sie_coraz_pozniej_250x250.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5442638774676959042" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Robi się coraz później&lt;/i&gt; / Antonio Tabucchi ; przeł. Joanna Ugniewska. - Warszawa : Czytelnik, 2002. Ss. 245, ISBN 83-07-02882-5. Seria: (Nike). &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Muszę z góry zastrzec, że lektura tej powieści była dla mnie przeżyciem nader bolesnym, bowiem okazuje się, że sposób pisania, jaki proponuje &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Antonio_Tabucchi"&gt;Tabucchi&lt;/a&gt; jest kompletnie nie na moją wrażliwość. Nudzi mnie tylko i irytuje. A wydawałoby się, że już choćby przez jego (podzielaną przeze mnie w całej rozciągłości) sympatię dla Portugalii powinien być mi bliski. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Jak łatwo się zorientować, powieść napisana jest w formie listów, z których każdy (prócz ostatniego) napisany jest przez dojrzałego mężczyznę do jakiejś kobiety utraconej, dawnej lub po prostu oddalonej. Właściwie ani o nadawcach ani o adresatach nie dowiadujemy się niczego, czasem może ich zawód (i wtedy zwykle są to artyści bądź naukowcy), czasem miejsce, gdzie akurat przebywają. Ze strzępów informacji rozsianych w liście próbujemy uskładać historię - kto, do kogo i dlaczego pisze. Jak sam Tabucchi stwierdza w posłowiu, "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;list to ambiwalentny posłaniec&lt;/span&gt;" (s. 240), co też skwapliwie w swojej książce wykorzystuje. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Chyba nie będzie wielkim błędem, jeśli stwierdzę, że istotą niemal każdego z listów jest próba odtworzenia jakiegoś momentu z przeszłości z całą intensywnością, przeżycie go nowo, rozbicie go na atomy, by się nim móc bez końca napawać. Przy tym jednak Tabucchi podważa wiarygodność pamięci, bo równie realne jak zdarzenia rzeczywiste jawi się wszystko to co niebyłe, potencjalne, wymyślone ("&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Pamiętasz, jak nie pojechaliśmy do Samarkandy?&lt;/span&gt; - pyta bohater na s. 144). Te nieprzeżyte chwile jawią się narratorem bodaj jako najbardziej spajająca więź. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Jak pisze Joanna Ugniewska w swoim posłowiu, powieść roi się od cytatów i pseudo-cytatów, z których z pewnością przeoczyłem prawie wszystkie. Ciekawe, że jeden z nielicznych, który rozszyfrowałem (na s. 67) wcale nie jest z Rilkego ani Leopardiego, tylko ze starej i ciut głupiutkiej włoskiej &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=92Y-zid0abA"&gt;piosenki&lt;/a&gt;, która swego czasu znalazła się na składance wydanej przez czasopismo "Machina". Zresztą często głupie piosenki najlepiej wyrażają nasze miłosne uniesienia.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Proszę mnie nie odebrać źle, książka jest momentami naprawdę pięknie napisana, tylko chyba stężenie egocentrycznej melancholii jakie z niej bije mnie trochę przerosło. Teraz pomyślałem, że może też ma to związek ze śródziemnomorską, w jakiej dzieją się prawie wszystkie opisane historie, tam jest po prostu za ładnie, żeby można było tak porządnie cierpieć.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-3711862162202702761?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/3711862162202702761/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=3711862162202702761' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/3711862162202702761'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/3711862162202702761'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2010/02/robi-sie-coraz-pozniej-antonio-tabucchi.html' title='Robi się coraz później / Antonio Tabucchi'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/S4gjIRVjL0I/AAAAAAAAANE/LJgGY1p1jvQ/s72-c/Robi_sie_coraz_pozniej_250x250.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-3077361600958282627</id><published>2010-01-20T19:27:00.004+01:00</published><updated>2010-01-28T21:07:31.548+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wojna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Izrael'/><title type='text'>Twierdza Beaufort / Ron Leshem</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/S1dLvRzHytI/AAAAAAAAAM8/dd41pyElL0c/s1600-h/leshem_twierdza.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 314px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/S1dLvRzHytI/AAAAAAAAAM8/dd41pyElL0c/s320/leshem_twierdza.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5428891151422180050" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Twierdza Beaufort&lt;/i&gt; / Ron Leshem ; przeł. Agnieszka Kopycińska. - Warszawa : Wydawnictwo W.A.B., 2009. Ss. 413, ISBN 978-83-7414-588-6. Seria: (Don Kichot i Sancho Pansa). &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Nie ma co ukrywać, że jestem fanem wszystkiego co izraelskie, a dwutygodniowy pobyt w tym kraju (podczas którego między innymi, pochwalę się, rozmawiałem z &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Miriam_Akavia"&gt;Miriam Akavią&lt;/a&gt;) wspominam do dziś z ogromnym rozrzewnieniem. Proszę zatem wziąć na to poprawkę i liczyć się z tym, że moja recenzja z tej powieści może być nieco zbyt entuzjastyczna w stosunku do jej wartości, chociaż nie jest to wcale kiepska książka. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Tytuł oryginalny powieści (pochwalę się po raz wtóry, że zaliczyłem rok lektoratu z hebrajskiego) brzmi "jeśli raj istnieje" a w dopowiedzeniu - raj wygląda jak okolice libańskiej &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Beaufort_Castle,_Lebanon"&gt;twierdzy Beaufort&lt;/a&gt;, którą armia izraelska zdobyła w 1982 roku i utrzymywała aż do końca &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/1982-2000_South_Lebanon_conflict"&gt;wojny libańskiej&lt;/a&gt; jako część pasu bezpieczeństwa chroniącego północ Izraela przed atakami terrorystycznymi. Nasz narrator Erez Liberti jest żołnierzem skierowanym na ten właśnie odcinek i przez całą powieść opisuje ostatnie dni stacjonowania armii na tej górze aż do wycofania. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Spora część książki to opisy rozmaitych działań wojskowych z mnóstwem szczegółów, jak twierdzą ponoć znawcy, opis to niezwykle trafnie oddający realia i codzienność wojny. Zasadzki, ostrzeliwanie, konwojowanie - wszystko to mamy oddane z wielką intensywnością. Równie zgrabnie Autor oddaje psychologiczną stronę całej sytuacji: grupa chłopców stłoczonych w klaustrofobicznej przestrzeni, w ciągłym stresie i zagrożeniu, widzimy ich zabawy, przyjaźnie i kłótnie, wszystko potęgowane przez fakt, że w każdej chwili można zginąć. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Nasz narrator Erez Liberti, jak sam siebie określa "dres z papierosem za uchem" to taki twardy, prosty mięśniak o dobrym sercu - początkowo entuzjastycznie nastawiony do całej operacji, z czasem awansując w hierarchii staje się rozgoryczony postawą dowódców i polityków, a do walki motywuje go przede wszystkim przyjaźń i lojalność wobec kolegów i podwładnych. Musi jednak patrzeć mniej czy bardziej bezradnie na śmierć kolejnych z nich. Mimo ciężkich przeżyć zdecyduje się pozostać w armii, w ostatnim epizodzie widzimy go pilnującego granicy ze Strefą Gazy, gdzie sytuacja jest dużo gorsza niż w Libanie.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Myślę, że Autor by się nie obraził, jeśli zinterpretujemy jego dzieło jako zbeletryzowany reportaż, który stara się jak najlepiej oddać sytuację całą zaistniałą sytuację. Kolokwialny, naśladujący jakby ustną opowieść (i trzeba dodać, wulgarny aż uszy więdną) styl daje wrażenie, jakby ktoś opowiadał nam swoje wspomnienia siedząc obok. Dzięki temu czujemy się zżyci z bohaterami i przeżywamy ich dramaty i radości. Dla miłośników tematu, można w powieści znaleźć mnóstwo "smaczków" z dziedziny armii izraelskiej, jak szafa na Torę w twierdzy czy dylematy ortodoksyjnych żołnierzy rzuconych w świecko-hedonistyczne towarzystwo. Choć autoanalizy bohatera nie są może szczególnie głębokie, ale ciekawe są na przykład jego przemyślenia o motywacji żołnierzy - co sprawia że pokonują instynkt samozachowawczy i walczą? &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Cieszy mnie, że wyszło już sporo literatury izraelskiej po polsku. Gdybym miał wybrać z niej jedną książkę, to bez wątpienia byłby to "Rosyjski romans" Meira Szalewa. "Twierdza Beaufort" też nie jest zła, a jeśli czyta to ktoś wpływowy, to ja bym sobie życzył tłumaczenia "Zichron dwarim" Jaakova Szabtaja. Może PT Czytelnicy też mają swoje typy?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-3077361600958282627?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/3077361600958282627/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=3077361600958282627' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/3077361600958282627'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/3077361600958282627'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2010/01/twierdza-beaufort-ron-leshem.html' title='Twierdza Beaufort / Ron Leshem'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/S1dLvRzHytI/AAAAAAAAAM8/dd41pyElL0c/s72-c/leshem_twierdza.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-4192316237289858724</id><published>2010-01-08T20:09:00.008+01:00</published><updated>2010-02-04T21:41:21.225+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nobliści'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Turcja'/><title type='text'>Nazywam się Czerwień / Orhan Pamuk</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/S0eDnHI6bFI/AAAAAAAAAM0/P9_hDOWmsIM/s1600-h/0f2f4cbd59babf3b1ffd5785a1af7420.jpeg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 225px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/S0eDnHI6bFI/AAAAAAAAAM0/P9_hDOWmsIM/s320/0f2f4cbd59babf3b1ffd5785a1af7420.jpeg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5424448984145620050" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Nazywam się Czerwień&lt;/i&gt; / Orhan Pamuk ; przeł. Danuta Chmielowska. - Kraków : Wydawnictwo Literackie, 2007. Ss. 592, ISBN 978-83-08-03998-4. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Zacznę może od innej niż strony zwykle. Otóż pani Danuta Chmielowska, która bardzo pięknie przełożyła niniejszą powieść tureckiego noblisty, jest profesorką turkologii na &lt;a href="http://www.orient.uw.edu.pl/"&gt;Uniwersytecie Warszawskim&lt;/a&gt;, która to turkologia ma długie i piękne tradycje, co nie powinno dziwić, zważywszy iż Turcja przez wiele lat była naszym sąsiadem, a na stronie www ambasady RP w Ankarze można obejrzeć listę naszych ambasadorów w Turcji od 1414 roku. Nie brakuje zatem powodów, aby z pewną życzliwością odnosić się do tego kraju, a fakt że "Nazywam się Czerwień" to książka wprost rewelacyjna z pewnością w tym nie przeszkadza. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Akcja powieści dzieje się w Stambule u schyłku XVI wieku. Oto sułtan Murat III, wielki miłośnik ksiąg i iluminacji, zapragnął mieć portret, którym olśni swoich weneckich kontrahentów. Wykonanie portretu zleca warsztatowi mistrza zwanego Wujem, który zatrudnia czterech wykonawców: Eleganta, Oliwkę, Bociana i Motyla. Ilustracja ta budzi wielkie emocje w Stambule, mówi się bowiem, że ma być wykonana na modłę zachodnią, a więc z użyciem perspektywy. Elegant zostaje zamordowany. Do miasta powraca po wielu latach Czarny, zakochany bez pamięci w pięknej córce Wuja, Şeküre. Intryga zapętla się tak, że Czarny musi znaleźć mordercę (którym, jak wszystko wskazuje, jest jeden z pracowników warsztatu), by zdobyć miłość ukochanej, a jeśli mu się nie powiedzie, czeka go śmierć z rąk siepaczy Sułtana. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Już takie połączenie intrygi kryminalnej z romansem na egzotycznym tle zapewniłoby sporą atrakcyjność czytelniczą, a tutaj to zaledwie początek atrakcji. Już sama narracja przenosi rzecz całą na zupełnie inny poziom - historia opowiedziana jest w 59 rozdziałach, w których przemawiają do nas bohaterowie (każdy prezentując jakiś wycinek intrygi ze swojego punktu widzenia), ale są również bardziej niezwykli narratorzy jak trup, pies, Szatan czy właśnie czerwień. Dodatkowo linearność narracji rozbijają co i rusz cytowane przez postaci alegorie i opowieści przeważnie o perskim i arabskim rodowodzie. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Zaryzykowałbym twierdzenie, że kluczowy w powieści jest rozdział 54 ("Ja, kobieta"), w którym znowu wszystko zostaje wzięty w kolejny nawias, cała fabuła staje się oto opowieścią &lt;span style="font-style:italic;"&gt;meddah&lt;/span&gt;a, demiurga tureckiego &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Karag%C3%B6z_and_Hacivat"&gt;teatru cieni&lt;/a&gt;, który frywolnie stwierdza "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;chcę czerpać rozkosz z tyłu i przodu, ze Wschodu i Zachodu&lt;/span&gt;" (s. 505). Stworzyć iluzję, olśnić, opowiadać to przecież istota literatury. Raz po raz powraca również zagadnienie Wschodu i Zachodu. Na podstawowym poziomie różnica ta dotyczy stylu miniatur: Wenecjanie malują świat tak jak go widzi człowiek, miniaturzyści osmańscy - tak jak widzi go Allah. Artyści Zachodu cenią innowację, indywidualność, na Wschodzie ceni się naśladowanie mistrzów, tradycję, konwencje. Nie będzie chyba przesadą, jeśli uznamy to za metafory zachodniego i wschodniego spojrzenia na świat. Pisząc o sztuce miniatury szukałby więc Pamuk źródeł niemożności porozumienia się tych dwóch światów i o specyficznej sytuacji Turcji, która poniekąd chciałaby stanąć w rozkroku między nimi. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Chociaż zawsze się zarzekałem, że nie lubię powieści o malarstwie (nawet "Wiwisekcja" ukochanego White'a mnie drażniła), sposób, w jaki Pamuk pisze o iluminacjach, ich powstawaniu, ich twórcach i ich namiętnościach jest olśniewający. Składam też ukłon po adresem Wydawnictwa Literackiego, iż nie uległo głupiej modzie i zaopatrzyło książkę w przypisy i kalendarium (podobno książki z przypisami się gorzej sprzedają!). Żegnam się niniejszym z PT Czytelnikami, a jeśli ta blogonotka nie oddaje sprawiedliwości dziełu Pamuka (a tak z pewnością jest) po części proszę winić moją &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Reisefieber&lt;/span&gt; przed wyjazdem do Holandii.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-4192316237289858724?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/4192316237289858724/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=4192316237289858724' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/4192316237289858724'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/4192316237289858724'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2010/01/nazywam-sie-czerwien-orhan-pamuk.html' title='Nazywam się Czerwień / Orhan Pamuk'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/S0eDnHI6bFI/AAAAAAAAAM0/P9_hDOWmsIM/s72-c/0f2f4cbd59babf3b1ffd5785a1af7420.jpeg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-2328107372851515342</id><published>2009-12-20T18:21:00.007+01:00</published><updated>2010-01-08T18:23:03.392+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Australia'/><title type='text'>Historia pewnej mistyfikacji / Peter Carey</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/Sy5daPbo_zI/AAAAAAAAAMs/2lAu_4xQla4/s1600-h/114368.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 210px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/Sy5daPbo_zI/AAAAAAAAAMs/2lAu_4xQla4/s320/114368.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5417370107173732146" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Historia pewnej mistyfikacji&lt;/i&gt; / Peter Carey ; przeł. Bogumiła Nawrot. - Warszawa : Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza, 2004. Ss. 299, ISBN 83-7319-547-5. Seria: (Galeria). &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Australijski pisarz &lt;a href="http://petercareybooks.com/"&gt;Peter Carey&lt;/a&gt; słynie chyba głównie z tego, że jako jedyny obok J. M. Coetzee dwa razy dostał Bookera, mniej nieco zaś ze swoich dzieł, z których zapewne najbardziej znane to "Oskar i Lucynda". Dzieło to jest dość ciekawe - fabuła kręci się wokół uzależnienia od hazardu, pysznie oddana jest dawna Australia, można dowiedzieć się wiele ciekawego o hutnictwie, a choć momentami bywa nudno, zakończenie wbija w fotel (jeśli się go nie zna, rzecz jasta). O omawianej tu książce nie jestem natomiast w stanie powiedzieć wiele dobrego, może poza tym, że kupiłem ją bodaj za 5 PLN. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Streszczenie tej powieści jest nieco karkołomne, ale spróbujmy. Narratorka Susan, pracująca jako wydawca poezji, wyjeżdża z Johnem Slaterem, starym i wybitnym poetą (którego przy okazji łączą skomplikowane więzi z jej rodzicami) do Malezji. Tam poznaje Christophera Chubba, australijskiego poetę, który zarabia na życie naprawiając rowery. Chubb w młodości dla żartu dokonał mistyfikacji, wymyślając postać fikcyjnego poety Boba McCorkle, którego wiersze wysłał do znienawidzonego wydawcy, ten zaś opublikował je, czym doprowadził do swego upadku. Ale oto wymyślony poeta pojawia się pewnego dnia i zaczyna prześladować swojego stwórcę, by w końcu dopuścić się nawet porwania jego córki. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Historia ta została zainspirowana &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Ern_Malley"&gt;autentycznymi wydarzeniami&lt;/a&gt; i podejrzewam, że spora część fabuły również jest, jak to się mówi, "z kluczem", którego nie mam jednak specjalnej ochoty szukać. Gęstość fabuły jak na 200 stron jest, jak napisałem, dość zdumiewająca, a co z tego zostanie mi w pamięci: szydercze i jadowite komentarze Chubba na temat snobistycznej publiki literackiej, obraz gwarnych w dziesiątkach języków i tłocznych ulic Kuala Lumpur, wśród których mieszka Chubb z brzemieniem swojej winy, strzegąc dziedzictwa swojego golema, może trochę postać starego bufona Slatera, którego urokowi nie sposób nie ulec, no i tamilska metoda na zbrodnię doskonałą z użyciem jabłka, noża i trucizny. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Powieść Careya cechuje, jak nietrudno zauważyć, autotematyczność: wszystko kręci się wokół literatury, a ściślej poezji. Motorem działania narratorki staje się pragnienie dotarcia do wierszy "autorstwa" McCorkle'a. Carey pokazuje jak wiele dzieje się wokół literatury, ile może spełniać funkcji, jakie sytuacje wywoływać. Wiersze to "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;wzniesione przez samca altanki, w których można uprawiać seks&lt;/span&gt;" (s. 8), poezja ma swoją barwną otoczkę, wreszcie może wywoływać wielkie namiętności i sprowadzać na ludzi zgubę. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;No ale ja za poezją nie przepadam. Być może coś dla siebie znajdą w tej książce miłośnicy Conrada, bo miejsce akcji zbliżone, sam Autor w posłowiu przywołuje jako inspirację &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Ezra_pound"&gt;Ezrę Pounda&lt;/a&gt; - na czym miałoby to polegać, nie mam pojęcia, a jeśli ktoś z PT Czytelników wie, niech się podzieli w komentarzach.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-2328107372851515342?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/2328107372851515342/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=2328107372851515342' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/2328107372851515342'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/2328107372851515342'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2009/12/historia-pewnej-mistyfikacji-peter.html' title='Historia pewnej mistyfikacji / Peter Carey'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/Sy5daPbo_zI/AAAAAAAAAMs/2lAu_4xQla4/s72-c/114368.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-2091542115995093626</id><published>2009-12-20T18:17:00.005+01:00</published><updated>2010-01-08T20:08:22.920+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='UK'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='postmodernizm'/><title type='text'>Biedne istoty / Alasdair Gray</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/Sy5c4hSkHLI/AAAAAAAAAMk/F7y28CYzmXE/s1600-h/IMG_1891.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/Sy5c4hSkHLI/AAAAAAAAAMk/F7y28CYzmXE/s320/IMG_1891.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5417369527851949234" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Biedne istoty&lt;/i&gt; / Alasdair Gray ; przeł. Ewa Horodyska. - Warszawa : Państwowy Instytut Wydawniczy, 1997. Ss. 374, ISBN 83-06-02575-X. Seria: (Współczesna Proza Światowa). &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Niewiele jest dla mnie większych przyjemności niż wtedy, gdy biorę do ręki powieść autora, którego nazwisko mi zupełnie nic nie mówiło, a już po kilku stronach widać, że mamy do czynienia z objawieniem, dalej zaś jest już tylko ciekawiej. Takim właśnie przeżyciem była dla mnie lektura &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Biednych istot&lt;/span&gt; &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Alasdair_Gray"&gt;Alasdaira Graya&lt;/a&gt;, jego jedynego (nad czym oczywiście ubolewam) wydanego po polsku dzieła. Książka ta zawiera wszystko, co mnie ekscytuje w literaturze i radzę PT Czytelnikom nie tracić czasu na lekturę mojego bloga, tylko biec do biblioteki i książkę wypożyczyć.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Pierwsza część&lt;/span&gt; powieści to opowieść Archibalda McCandlessa, młodego szkockiego lekarza, który zaprzyjaźnia się z Godwinem Baxterem, genialnym choć zdziwaczałym i fizycznie odrażającym kolegą po fachu. Baxterowi udaje się zwyciężyć nauką śmierć i przywraca do życia młodą samobójczynię, a jako że przy okazji wszczepia jej mózg dziecka, które w momencie skoku do rzeki było w jej łonie - od nowa uczy ją życia, przyuczając na swoją towarzyszkę i pomocnicę w pracy. Bella okazuje się jednak kobietą bardzo namiętną i daje się usidlić lowelasowi Duncanowi Wedderburnowi, z którym rusza w podróż po Europie. Wyssawszy zeń jednak wszelką energię, wraca do Szkocji (po drodze pracując jeszcze w paryskim burdelu), gdzie wiąże się z Archibaldem, pod okiem swojego wskrzesiciela zdobywa wykształcenie medyczne i jako Victoria McCandless poświęca się działalności społecznikowskiej. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Ale oto w &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;drugiej części&lt;/span&gt; mamy list samej Belli-Victorii, który jako stojąca nad grobem kobieta napisała do swoich potomnych w 1974 roku. W liście tym Victoria twierdzi, że wszystkie wydarzenia z części pierwszej to stek kłamstw i produkty wyobraźni jej męża, który przedawkował brukową literaturę a za mało pracował. W &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;trzeciej części&lt;/span&gt; zaś sam Autor serwuje nam moc beznamiętnych naukowych przypisów do obu historii, będących w istocie mini-apokryfami z mnóstwem intertekstualnych odniesień.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Czytając powieść ma się wrażenie obcowania z rozkosznym potpourri, gdzie raz po raz rozpoznajemy znajome postaci i sytuacje (z motywem potwora Frankensteina na czele rzecz jasna) przetworzone jednak w przezabawny sposób (potwór okazuje się śliczną tyle że nienasyconą seksualnie dziewczyną). Zupełnie fascynujące (i rewelacyjnie przetłumaczone) są wszelkie zabawy językowe: Autor genialnie oddaje sposób, w jaki Bella uczy się na nowo mówić i w błyskawicznym tempie powiększa swoje słownictwo, cudnie kontrastuje rzeczowy i oschły ton Belli z XIX-wieczną egzaltacją Archibalda. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Nie przestaje mnie zdumiewać, jak niesamowicie ciekawa i inspirująca dla pisarzy jest epoka wiktoriańska (jak zwykle polecam powalające &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Opętanie&lt;/span&gt; A. S. Byatt, oraz np. książkę &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Victorian animal dreams&lt;/span&gt; o wizerunkach zwierząt w literaturze wiktoriańskiej, jest na &lt;a href="http://books.google.pl/books?id=2eRn_GqPbBoC&amp;printsec=frontcover&amp;dq=victorian+animal+dreams&amp;cd=1"&gt;Google Books&lt;/a&gt;). Być może powodem tego jest niesamowity rozwój i ekspansja nauki, którym towarzyszyła jednak kontrakcja w postaci eksponowania wszystkiego, co irracjonalne. Nie można przeoczyć faktu że powieść jest mocno zakorzeniona w kulturze szkockiej, której odrębność od Anglii jest podkreślana wielokrotnie w tekście i wiele ciekawostek o tej krainie można wyczytać (polecam wyborny wprost wykład, dlaczego Glasgow to nowy Babilon na s. 132). &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Przy całej swej intelektualnej ludyczności, Autor mimochodem porusza wiele zupełnie poważnych tematów takich jak wykorzystywanie i przemoc wobec tytułowych "biednych istot" czyli kobiet oraz patologie kapitalizmu związane z nierównościami społecznymi lub też problemy moralne związane z nauką i medycyną. Nie można nie wspomnieć o ilustracjach, które nadają unikalny nastrój. Zachęcony &lt;a href="http://www.kongreskobiet.pl/"&gt;akcją parytetową&lt;/a&gt; może zacznę zbierać podpisy, aby dalsze powieści Graya przełożono na polski.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-2091542115995093626?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/2091542115995093626/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=2091542115995093626' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/2091542115995093626'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/2091542115995093626'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2009/12/biedne-istoty-alasdair-gray.html' title='Biedne istoty / Alasdair Gray'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/Sy5c4hSkHLI/AAAAAAAAAMk/F7y28CYzmXE/s72-c/IMG_1891.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-2318718528684724632</id><published>2009-11-29T17:59:00.009+01:00</published><updated>2009-12-08T15:03:48.719+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Polska'/><title type='text'>Prowadź swój pług przez kości umarłych / Olga Tokarczuk</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SxKsHQGQnKI/AAAAAAAAAMc/y42BUXDZT08/s1600/07a27ab98612981c1a0ef6cf79f99e5d.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 198px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SxKsHQGQnKI/AAAAAAAAAMc/y42BUXDZT08/s320/07a27ab98612981c1a0ef6cf79f99e5d.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5409575343005670562" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Prowadź swój pług przez kości umarłych&lt;/i&gt; / Olga Tokarczuk. - Kraków : Wydawnictwo Literackie, 2009. Ss. 314, ISBN 978-83-08-04397-4. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Olga Tokarczuk należy do autorów mających u mnie spory kredyt zaufania, gdyż dwie jej książki (&lt;span style="font-style:italic;"&gt;E.E. &lt;/span&gt;a zwłaszcza &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Dom dzienny, dom nocny&lt;/span&gt;) cenię wysoko, a nawet rzekłbym, że odcisnęły one jakieś piętno na moim życiu czy postrzeganiu świata. Chociaż zatem niektóre książki Tokarczuk wywołały we mnie li tylko irytację, staram się z Jej pisaniem być na bieżąco. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Omawiana tu książka (dla oszczędności moich palców zwana dalej PSPPKU) chyba trochę na wyrost określana jest w recenzjach jako kryminał i rzeczywiście może ma to i owo z konwencji kryminału, ale &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Whodunit"&gt;whodunit&lt;/a&gt; jest chyba tak oczywisty, że można odpuścić sobie taką klasyfikację dzieła. Bohaterką PSPPKU jest emerytowana nauczycielka Janina Duszejko, która mieszka na zapadłej sudeckiej wsi. Duszejko pasjonuje się astrologią, ze swoim znajomym nieśmiałym informatykiem czyta i tłumaczy &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/William_blake"&gt;Blake'a&lt;/a&gt;, wreszcie stara się pomagać zwierzętom i chronić je przed myśliwymi. Nagle pewnej zimy w okolicy zaczynają jeden po drugim ginąć ludzie a okoliczności wskazują, że zbrodni tych dokonały zwierzęta. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Wątek "ekologiczny" przewija się przez całą książkę, a powierzenie narracji starej kobiecie od razu budzi skojarzenie z bohaterką Coetzee pisarką Elizabeth Costello. Duszejko nie jest może tak przekonująca czy kategoryczna jak Costello (bo też chyba Tokarczuk nie potrafiłaby być tak zimna i surowa jak Coetzee), ale nie tak często znów w literaturze (polskiej) mamy moralną refleksję nad wszechobecnym zabijaniem zwierząt. Chyba też po raz pierwszy w swoim pisarstwie Tokarczuk zdobywa się na zjadliwe komentowanie polskiej buraczano-kato-patriarchalnej codzienności (przy okazji też pogardy wobec starych ludzi). &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Odnosi się jednak wrażenie, że PSPPKU udając kryminał czy satyrę ma jednak większe ambicje, nie przypadkiem przywoływany jest Blake, a też i w narracji używa Autorka charakterystycznej dla niego (ale także choćby i dla Emily Dickinson) maniery stosowania wielkich liter. Powieść skrywa chyba pewną wizję metafizyczną i to ponurą - świata bez Boga, przepełnionego cierpieniem. Ludzka świadomość służy tylko temu, by tego całego cierpienia do siebie nie dopuścić, a swoistą pociechą jest właśnie przyroda, fakt, że w skali przyrodniczej czy geologicznej ludzkie życie jest kompletnie bez znaczenia. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Ciekawe są w powieści rozważania o astrologii (jak wpływ układu gwiazd na program telewizyjny!), a jeśli coś pozostaje po przeczytaniu dzieła, to obraz głównej Bohaterki, kobiety silnej, mądrej, współodczuwającej i przez to odsuniętej na margines. Rzadko się zdarza bohater literacki, którego by się chciało mieć za sąsiada! Na koniec tylko dodam, że kompletnie nie podoba mi się szata graficzna i rysunki w tekście, ale Autorka w wywiadzie twierdzi, że jest nimi zachwycona, więc pewnie ma rację.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-2318718528684724632?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/2318718528684724632/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=2318718528684724632' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/2318718528684724632'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/2318718528684724632'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2009/11/prowadz-swoj-pug-przez-kosci-umarych.html' title='Prowadź swój pług przez kości umarłych / Olga Tokarczuk'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SxKsHQGQnKI/AAAAAAAAAMc/y42BUXDZT08/s72-c/07a27ab98612981c1a0ef6cf79f99e5d.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-5477864492723522225</id><published>2009-11-20T16:59:00.006+01:00</published><updated>2009-11-29T17:50:40.787+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Belgia'/><title type='text'>Sabotaż miłosny / Amélie Nothomb</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/Swa-N9aiyYI/AAAAAAAAAMU/rVpMk_HyZ7Y/s1600/HPIM3121.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 214px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/Swa-N9aiyYI/AAAAAAAAAMU/rVpMk_HyZ7Y/s320/HPIM3121.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5406217549738330498" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Sabotaż miłosny&lt;/i&gt; / Amélie Nothomb ; przeł. Joanna Polachowska. - Warszawa : Warszawskie Wydawnictwo Literacka Muza, 2003. Ss. 131, ISBN 83-7079-734-2. Seria: (Galeria).&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Przyznaję, że od dawna nie czytałem już żadnego dzieła, po którym mój zachwyt byłby tak odwrotnie proporcjonalny do grubości książki, innymi słowy takiej malutkiej perełki czystego geniuszu, jaką wydała mi się powieść &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Sabotaż miłosny&lt;/span&gt; belgijskiej pisarki &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Am%C3%A9lie_Nothomb"&gt;Amélie Nothomb&lt;/a&gt;. Od pierwszego zdania ("&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Na grzebiecie mojego wierzchowca galopowałam pośród wentylatorów&lt;/span&gt;" s. 5) dałem się całkowicie zaczarować tej książeczce, o której (ani o jej Autorce) właściwie nigdy wcześniej nawet nie słyszałem. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Bohaterka powieści, siedmioletnia Belgijka, mieszka z rodzicami i starszym rodzeństwem w Pekinie, zamknięta w swoistym &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Sanlitun"&gt;getcie&lt;/a&gt; dla dyplomatów. Jej ojciec został dopiero co odwołany z placówki w Japonii i kontakt z Chinami jest dla dziewczynki sporym szokiem. Razem z innymi dziećmi dyplomatów bohaterka bawi się w wojnę, która toczy się między dzieciakami z obozu kapitalistycznego i socjalistycznego (rzecz dzieje się w latach 1972-1975). Drugim zajęciem staje się dla Bohaterki walka o względy rówieśniczki Eleny, pięknej wyniosłej manipulatorki. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Kiedy czytamy powieści o dzieciństwie, niemal zawsze narracja przefiltrowana jest przez dorosły umysł, co w sumie jest dość oczywiste, bo dzieci chyba nie rozmyślają za bardzo o swojej przeszłości. Tymczasem Nothomb w zachwycający sposób odtwarza tok myślenia swojej dziecięcej bohaterki i jej widzenie świata, zarazem nie ma w tym odrobiny lekceważącego patrzenia z góry ze strony narratorki, która na marginesie dopisuje wiele błyskotliwych dorosłych uwag. Powieść nie staje się dzięki temu sentymentalnymi wspomnieniami ani zbiorem anegdot o dziecięcych wybrykach w stylu Mikołajka (które to książki uwielbiam), rzecz ma swój ciężar, bo też, jak mówi Bohaterka, "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;środek ciężkości świata podążał w ślad za mną&lt;/span&gt;" (s. 32). &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Wątkiem nieco drugoplanowym, ale jednak nie do przeoczenia są Chiny, i to nie potężne  i bogate jak teraz, ale raczej do bólu komunistyczne. Gdzieś w tle pobrzmiewają też echa zimnej wojny, która znajduje swoje karykaturalne odzwierciedlenie w zabawach dzieci. Oczywiście jednak jest to powieść o zakochaniu, o fascynacji bez wzajemności i związanym z nią bólu. Brzmi to może trochę nie na miejscu, zważywszy że rzecz się dzieje wśród siedmioletnich dziewczynek, ale nie gorszmy się bez potrzeby, choć Autorka wcale nie unika nawiązań do erotyki ("[dla dziewczynki] &lt;span style="font-style:italic;"&gt;angielski logik traci głowę, rosyjski pisarz opuszcza ojczyzną&lt;/span&gt;" s. 75), w końcu jest francuskojęzyczna. Zresztą każdy, kto był zakochany, z pewnością doceni, z jakim kunsztem ale bez odrobiny chłodu Autorka rozkłada fenomen zakochania na czynniki pierwsze.&lt;br /&gt;Wszystko to napisane zwięzłymi, skondensowanymi zdaniami, z humorem, wdziękiem i fantazją, momentami ze zdumiewającą głębią. "[Po tym jak nauczyciel, wyróżnił wypracowanie kolegi narratorki]. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Czułam niesmak, że można wynosić pod niebiosa historię, w której pobożne intencje zastąpiły wyobraźnię. Tego dnia uznałam świat literatury za zepsuty&lt;/span&gt;" (s. 82). Szczerze polecam!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-5477864492723522225?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/5477864492723522225/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=5477864492723522225' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/5477864492723522225'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/5477864492723522225'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2009/11/sabotaz-miosny-amelie-nothomb.html' title='Sabotaż miłosny / Amélie Nothomb'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/Swa-N9aiyYI/AAAAAAAAAMU/rVpMk_HyZ7Y/s72-c/HPIM3121.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-3758065467278627203</id><published>2009-11-13T20:02:00.006+01:00</published><updated>2009-11-29T14:01:15.382+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Czechy'/><title type='text'>Obsługiwałem angielskiego króla / Bohumil Hrabal</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/Sv2uR3GWpzI/AAAAAAAAAMM/uD4f0HOvJLY/s1600-h/HPIM3119.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 207px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/Sv2uR3GWpzI/AAAAAAAAAMM/uD4f0HOvJLY/s320/HPIM3119.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5403666749786072882" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Obsługiwałem angielskiego króla&lt;/i&gt; / Bohumil Hrabal ; przeł. Jan Stachowski. - Warszawa : Państwowy Instytut Wydawniczy, 1990. Ss. 198, ISBN 83-06-01922-9. Seria: (KIK Klub Interesującej Książki).&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Ostatnio czytałem na gazeta.pl rozważania Mariusza Szczygła o bohemofilii (czy też ze słowiańska mówiąc czecholubstwie) i muszę przyznać, że mnie ta przypadłość nigdy nie dotknęła. W Pradze byłem parę razy i mi się podobało tak sobie. Do twórczości Hrabala nie potrafię się nijak przekonać, prawda że "Postrzyżyny" mnie zachwyciły, doceniam inwencję fabularną i piękny styl Autora, ale kompletnie to wszystko do mnie nie trafia, irytuje bądź pozostawia obojętnym. Wypożyczyłem &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Obsługiwałem angielskiego króla&lt;/span&gt; żeby dać Hrabalowi ostatnią szansę, ale wrażenia mam kiepskie.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Bohater powieści, wyśmiewany za swoją mizerną posturę prostaczek, przechodzi kolejne szczeble kariery hotelarskiej - od pikolaka poprzez kelnera do milionera i właściciela hotelu. Hotel jak wiadomo to miejsce, gdzie historie czekają na każdym kroku (patrz recenzja &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Hotel świat&lt;/span&gt; na niniejszym blogu), toteż narrator serwuje nam opowieści o rozmaitych tragicznych, wesołych czy też groteskowych wydarzeniach. Mamy więc wizytę cesarza Abisynii z orszakiem, Boliwijczyków przybyłych z pewną cenną relikwią, straszną zbrodnię popełnioną przez pewnego komiwojażera itp. Nasz bohater motywowany jest do pracy chciwością (trochę mniej tym, że pieniądze, choć przede wszystkim miło je mieć, można też wydać w burdelu) i marzy, by zostać milionerem. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Wskutek wojny i komunizmu Bohater, który zdąży po drodze popełnić parę  dość brzydkich rzeczy (jak małżeństwo z Niemką w apogeum nazistowskiego apartheidu czy przywłaszczenie cennych znaczków pocztowych zabranych zamordowanym Żydom), jakby     dokonuje ekspiacji za swój konformizm i zaszywa się w górskiej samotni, gdzie osiąga wreszcie pewien spokój za ceną samotności (o ile samotność to faktycznie jakaś cena). &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Cała narracja, gdzie jak refren powracają słowa "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;niewiarygodne faktem się stało&lt;/span&gt;" naśladuje monolog ekscentrycznego megalomana, który gdzieś w knajpie opowiada fantastyczne historie o swoim życiu. Zarazem jest to jakaś panorama dwudziestowiecznych Czech, choć ze specyficznej perspektywy, mamy wszakże parę kapitalnych obrazków pokazujących pogmatwanie wschodnioeuropejskiego losu (np. bohater koniecznie chce być aresztowany przez komunistów, żeby nikt nie miał wątpliwości, że jest milionerem). Podsumowując, jak dla mnie nic specjalnego, ale pewnie będę w tym moim podejściu odosobniony.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-3758065467278627203?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/3758065467278627203/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=3758065467278627203' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/3758065467278627203'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/3758065467278627203'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2009/11/obsugiwaem-angielskiego-krola-bohumil.html' title='Obsługiwałem angielskiego króla / Bohumil Hrabal'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/Sv2uR3GWpzI/AAAAAAAAAMM/uD4f0HOvJLY/s72-c/HPIM3119.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-4104051181419926584</id><published>2009-10-28T17:06:00.006+01:00</published><updated>2009-10-30T18:53:03.105+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='USA'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='saga'/><title type='text'>Krótki i niezwykły żywot Oscara Wao / Junot Díaz</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SuhtaMz9hYI/AAAAAAAAAME/mRYLQpurFhs/s1600-h/krotki-i-niezwykly-zywot-oskara-wao-99900157861_978-83-240-1192-6_300.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 202px; height: 300px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SuhtaMz9hYI/AAAAAAAAAME/mRYLQpurFhs/s320/krotki-i-niezwykly-zywot-oskara-wao-99900157861_978-83-240-1192-6_300.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5397684450286732674" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Krótki i niezwykły żywot Oscara Wao&lt;/i&gt; / Junot Díaz ; przekł. Jerzy Kozłowski. - Kraków : Wydawnictwo Znak, 2009. Ss. 301, ISBN 978-83-240-1192-6. Seria: (Proza / Znak). &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Miałem co nieco problemów z otagowaniem tego wpisu: kusiło mnie by dodać tag "Iberoameryka", książka jest bowiem typową literaturą pogranicza kulturowego Ameryki Łacińskiej (dokładniej Dominikany) i USA. Również określenie saga jest chyba na wyrost, opisane są zaledwie trzy pokolenia, jednak motyw rodzinnego fatum, powtarzalności i cykliczności pewnych sytuacji sprawia, że określnik "saga" przynajmniej częściowo jest na miejscu.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Bohater powieści Oscar do typowy &lt;span style="font-style:italic;"&gt;geek&lt;/span&gt; pozbawiony przyjaciół, nie wspominając nawet o dziewczynie, żyjący w świecie gier RPG i literatury fantasy grubas. Z pochodzenia jest Dominikańczykiem, więc jego postać tym żałośniej kontrastuje ze wzorcem jurnego i serca-łamiącego Latynosa. Obserwujemy jego rozmaite perypetie i klęski miłosne. Z czasem dowiadujemy się, że ciężki los Oscara to efekt działania &lt;span style="font-style:italic;"&gt;fuku&lt;/span&gt; czyli dominikańskiej klątwy, która odcisnęła swoje piętno także na losach matki Oscara i jego dziadków.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Aby zrozumieć znaczną część powieści, trzeba koniecznie dowiedzieć się, czym była dyktatura &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Rafael_Trujillo"&gt;Trujillo&lt;/a&gt; na Dominikanie - groteskowa i przerażająca zarazem tyrania, o której opowiada m. in. Vargasa Llosy "Święto kozła", zresztą dość złośliwie skwitowane przez Diaza. Trujillo jako ucieleśnienie klątwy doprowadza do śmierci dziadków Oscara, a jego matkę zmusza do emigracji do USA. Kto wie zresztą czy nie najciekawsze w powieści jest właśnie obraz środowiska Latynosów w USA: stojących jedną nogą w starym kraju, odreagowujących na różne aspołeczne sposoby swoje kłopoty z tożsamością. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;.&lt;br /&gt;Językowym obrazem ich konfuzji jest języki narracji, w oryginale był to zapewne &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Spanglish"&gt;Spanglish&lt;/a&gt;, tu mamy slangowo-hip-hopową polszczyznę poprzetykaną hispanizmami, objaśnianymi w przypisach na marginesie. Brzmi to o wiele lepiej niż by się mogło wydawać. Nawiasem mówiąc, tłumaczenie slangu to niewdzięczne zadanie i tym bardziej trzeba docenić kunszt  Marii Skibniewskiej, której przekład "Buszującego w zbożu" wcale nie brzmi dziś, tak sądzę, śmiesznie. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Autor bardzo udanie pokazuje, jak to życie bohaterów polega na tym, że coś nad nimi wisi. Na barkach niosą indywidualną historię swojej rodziny (siostra Oscara Lola kłóci się ze swoją matką, tak jak ta buntowała się przeciw swojej opiekunce), ale i trudne losy swojego kraju. Chociaż fizycznie opuszczają swoją karaibską smaganą huraganami ojczyznę, noszą ją wszędzie ze sobą. W toku akcji mamy sporo barwnych epizodów, chociaż trudno się oprać wrażeniu, że tylko to co dzieje się na Dominikanie jest naprawdę (tam Oscar osiąga wreszcie sukces w relacjach damsko-męskich, lecz za wysoką cenę!). Liczne fragmenty i aluzje doceni tylko prawdziwy &lt;span style="font-style:italic;"&gt;geek&lt;/span&gt;, bo kto to jest Czarnoksiężnik z Angmar?! Generalnie rzecz może się podobać, ale raczej nie jest w moim stylu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-4104051181419926584?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/4104051181419926584/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=4104051181419926584' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/4104051181419926584'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/4104051181419926584'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2009/10/krotki-i-niezwyky-zywot-oscara-wao.html' title='Krótki i niezwykły żywot Oscara Wao / Junot Díaz'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SuhtaMz9hYI/AAAAAAAAAME/mRYLQpurFhs/s72-c/krotki-i-niezwykly-zywot-oskara-wao-99900157861_978-83-240-1192-6_300.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-7447234562489933971</id><published>2009-10-22T19:46:00.007+02:00</published><updated>2009-10-26T19:02:15.471+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='UK'/><title type='text'>Ludowy akt miłości / James Meek</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SuCbLLOPahI/AAAAAAAAAL8/fDesIsu_kQ0/s1600-h/Ludowy-akt-milosci_James-Meek,images_big,25,978-83-7414-275-5.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 199px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SuCbLLOPahI/AAAAAAAAAL8/fDesIsu_kQ0/s320/Ludowy-akt-milosci_James-Meek,images_big,25,978-83-7414-275-5.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5395482969883240978" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Ludowy akt miłości&lt;/i&gt; / James Meek ; przeł. Piotr Siemion i Maciej Ignaczak. - Warszawa : Wydawnictwa WAB, 2007. Ss. 462, ISBN 978-83-7414-275-5. Seria: (Don Kichot i Sancho Pansa).&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;"&lt;span style="font-style:italic;"&gt;W wieku lat dwunastu, na długo zanim pośród aromatów książek i perfum, wydobywających się z torby pewnej dziewczyny, wyczuł charakterystyczny zapach dynamitu, Kirył Iwanowicz Samarin poprosił swego stryja, by ten pozwolił mu zmienić &lt;/span&gt;otczestwo" (s. 7) - czyż to zdanie otwierające powieść Jamesa Meeka nie kusi zapowiedzią wielkiej literatury? Mnie w każdym razie skusiło, zresztą sceneria syberyjska zawsze jest miła mojemu sercu, a choć powieść gdzieś po połowie traci nieco rozmach, styl i ogólnie "siada", jej lektura dostarcza wiele satysfakcji. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Oto jest rok 1919. W zapadłej syberyjskiej wiosce mieszka ze swoim małym synkiem Anna Pietrowna. Wieś zamieszkują członkowie ekstatycznej sekty, przewodzeni przez Gleba Bałaszowa. We wsi stacjonuje oddział Czechów, którzy w rosyjskiej wojnie domowej walczą po stronie białych, pod dowództwem ewidentnie obłąkanego kapitana Matuli. Do wioski przybywa Kirył Samarin. A teraz napiszę niczym Autor &lt;span style="font-style:italic;"&gt;blurbs&lt;/span&gt; na tandetne powieści kryminalne: Jaką tajemnicę skrywają bogobojni sekciarze? Czy Anna Pietrowna na pewno jest wdową? Co zobaczył tunguski szaman podczas wyprawy do Wyższego Świata? Kim był Bałaszow nim zamieszkał na Syberii? Czy można wierzyć Samarinowi i jego opowieści o ucieczce z obozu karnego na dalekiej Północy?&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście nie odpowiem na te pytania, zwłaszcza że dzięki kunsztowi Autora, stopniowe ujawnianie kolejnych sekretów i zawiłości fabuły może znacznie przyśpieszyć bicie serca. Radzę czytać uważnie i zwracać uwagę na szczegóły, które nabierają później znaczenia, jak to świetnie widać na przykładzie pierwszej rozmowy Samarina z Bałaszowem, której każdy szczegół ma podwójne albo i potrójne dno. Chociaż bardzo ładne, takie, rzekłbym, pisane z melancholijnym rozmachem są retrospekcje z życia Samarina i Anny Pietrownej na początku książki, prawdziwa zabawa zaczyna się dopiero w wiosce. Pomysł, aby połączyć fanatyczną sektę prawosławną i legion czeskich żołnierzy mocno zagubionych w rosyjskiej rzeczywistości, jest naprawdę kapitalny. Skądinąd historia pobytu czeskich żołnierzy na Syberii jest oparta na &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Czechoslovak_Legions"&gt;faktach&lt;/a&gt;, sami zaś czescy bohaterowie to same barwne postaci, jakby bohaterowie Hrabala przeniesieni do świata rodem z Dostojewskiego. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście nie bez znaczenia jest czas akcji: stary porządek został zmieciony z powierzchni ziemi, nowy jeszcze nie zapanował. Bohaterowie, na co naprowadza nas już piękne otwierające zdanie, mają oto możliwość wymyślenia siebie, stworzenia siebie od nowa, co każdy z nich próbuje robić. W chaosie, jaki zapanował, jedni szukają oparcia w religii, inni w regularności wojskowego życia, ale jest i ktoś, dla kogo chaos i zniszczenia to stan jak najbardziej pożądany. To co najciekawsze w warstwie psychologicznej dzieje się w trójkącie Samarin-Anna-Bałaszow, każde z nich jest wiedzione miłością, choć dla każdego znaczy ona co innego. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Czuć na stronicach książki fascynację Autora Rosją, czuje się, że sporo widział, a też i sporo przeczytał, mamy więc dużo smakowitych szczegółów z życia codziennego różnych warstw społeczeństwa rosyjskiego. Kapitalne są momenty w których Autor nieco spuszcza z poważnego tonu i serwuje takie perełki jak "Pierwszy Słowiańsko-Socjalistyczno-Syberyjski Bank w Jazyku" (s.48). Jak napisałem, końcówka może lekko rozczarować, ale za scenę przesłuchania tunguskiego szamana przez żydowskiego porucznika wybaczam wszystko.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-7447234562489933971?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/7447234562489933971/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=7447234562489933971' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/7447234562489933971'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/7447234562489933971'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2009/10/ludowy-akt-miosci-james-meek.html' title='Ludowy akt miłości / James Meek'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SuCbLLOPahI/AAAAAAAAAL8/fDesIsu_kQ0/s72-c/Ludowy-akt-milosci_James-Meek,images_big,25,978-83-7414-275-5.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-1327836142934480132</id><published>2009-10-12T18:26:00.006+02:00</published><updated>2009-10-28T17:05:55.198+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Niemcy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Zagłada'/><title type='text'>Wyjechali / W. G. Sebald</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/StNZhorqRZI/AAAAAAAAAL0/6oIS7kJdiuc/s1600-h/45531_o.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 316px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/StNZhorqRZI/AAAAAAAAAL0/6oIS7kJdiuc/s320/45531_o.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5391751613283714450" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Wyjechali&lt;/i&gt; / W. G. Sebald ; przeł. Małgorzata Łukasiewicz. - Warszawa : Wydawnictwo W.A.B., 2005. Ss. 304, ISBN 83-7414-070-4. Seria: (Don Kichot i Sancho Pansa). &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Druga powieść Sebalda, jaką przeczytałem, podobała mi się dużo mnie niż pierwsza (czyli "Austerlitz"), przy czym trudno mi powiedzieć dlaczego. Mój intelekt jakoś prześlizgnął się po niesłychanie eleganckich frazach Sebalda, tu i ówdzie pobudzony, ale jednak nie poruszony do głębi. Z drugiej strony może to wcale nie jest zły objaw; słuchałem kiedyś podcastu z wywiadem z Sebaldem, gdzie mówił, że sama uroda i rytm frazy stanowi dla niego większą wartość niż poruszanie machiny fabularnej do przodu, w czym sam zadeklarował powinowactwo z pisarstwem choćby &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Thomas_de_Quincey"&gt;Thomasa de Quincey&lt;/a&gt;. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Bohaterami powieści są czterej "wyjechali" (tytułowe słowo należy rozumieć jako imiesłów a nie czasownik w formie osobowej!) panowie, w różny sposób związani z tajemniczym narratorem, o którym nie dowiadujemy się w zasadzie nic. &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Henry&lt;/span&gt;'ego &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Selwyn&lt;/span&gt;a poznaje narrator jako starca przesiadującego w ogrodzie, jako młody człowiek wyjeżdża do Anglii. Swoje żydowskie pochodzenie ukrywa nawet przed żoną, popełnia samobójstwo, a tuż potem zostają znalezione zwłoki jego dawnego przyjaciela zaginionego w górach. &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Paul Bereyter&lt;/span&gt; mimo żydowskiego pochodzenia walczy w Wehrmachcie, po wojnie pracuje jako nauczyciel. Późniejszy okres życia spędza w dużej mierze samotnie mieszkając we Francji, pasjonat kolei - pewnego dnia rzuca się pod pociąg. &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Ambros Adelwarth&lt;/span&gt;, wuj narratora, jako młody człowiek podróżuje po Azji i Bliskim Wschodzie z przyjacielem, potem mieszka w Stanach, gdzie dokonuje żywota w szpitalu psychiatrycznym. &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Max Ferber&lt;/span&gt; to malarz mieszkający samotnie w Manchesterze, jego rodzice zginęli w Zagładzie, w ostatniej chwili zdołali wysłać go za granicę.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Pasjonującym zabiegiem jest polifoniczność całej narracji: praktycznie każda z historii opowiedziana jest przez kilku narratorów, często pojawiających się nagle np. monolog Ferbera przechodzi nagle w relację z dziennika jego matki. Typowo "Sebaldowskim" chwytem są również zdjęcia wplecione w tekst i dobrane tak, że niewprawnego czytelnika mogłyby zmylić, że ma do czynienia z literaturą faktu. Tymczasem jest to literatura mocno intelektualna i samoświadoma, czego wymownym symbolem jest postać V. Nabokova (zważmy, też emigranta!), który pojawia się w każdym z rozdziałów. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Każda z opowieści przesiąknięta jest do szpiku nostalgią, rozpamiętywaniem, smutkiem i tęsknotą za utraconym życiem. Bohaterowie Sebalda są trwale naznaczeni cierpieniem i samotnością, a ich alienacja podkreślana jest opisami scenerii i przedmiotów kuriozalnych, niepotrzebnych, porzuconych jak budzik-&lt;span style="font-style:italic;"&gt;cum&lt;/span&gt;-czajnik (s. 196) czy poprzemysłowe pustynie Machesteru. Chociaż wątek żydowski oczywiście stanowi istotę tych historii, Sebalda ujęcie Zagłady jest inne niż zazwyczaj się spotyka, jakby dyskretne, stonowane, pozbawione drastyczności, &lt;span style="font-style:italic;"&gt;pianissimo&lt;/span&gt;. Pokazuje skutki zbrodni bardziej niż ją samą, ponadto jego podejście cechuje, jak mi się wydaje, duży humanizm i empatia - doświadczenie jego bohaterów (wykorzenienie, tęsknota, melancholia) może przecież stać się udziałem każdego. Sama pamięć jawi się jako przekleństwo, "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;wspomnienia&lt;/span&gt; (...) &lt;span style="font-style:italic;"&gt;ciążą i przyprawiają o zawrót głowy&lt;/span&gt;" (s. 186), uniemożliwiając funkcjonowanie. Bardzo inspirująca lektura!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-1327836142934480132?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/1327836142934480132/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=1327836142934480132' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/1327836142934480132'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/1327836142934480132'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2009/10/wyjechali-w-g-sebald.html' title='Wyjechali / W. G. Sebald'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/StNZhorqRZI/AAAAAAAAAL0/6oIS7kJdiuc/s72-c/45531_o.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-2189861760240191232</id><published>2009-10-05T17:42:00.006+02:00</published><updated>2009-10-11T20:18:16.056+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nobliści'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='USA'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='feminizm'/><title type='text'>Odruch serca / Toni Morrison</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SsoVUeW1JbI/AAAAAAAAALk/ZefQBRHMd1I/s1600-h/Odruch-Serca_Toni-Morrison,images_big,1,978-83-7359-910-9.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 202px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SsoVUeW1JbI/AAAAAAAAALk/ZefQBRHMd1I/s320/Odruch-Serca_Toni-Morrison,images_big,1,978-83-7359-910-9.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5389143345592608178" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Odruch serca&lt;/i&gt; / Toni Morrison ; z ang. przeł. Maria Olejniczak-Skarsgård. - Warszawa : Albatros Wydawnictwo A. Kuryłowicz, 2009. Ss. 223, ISBN 978-83-7359-909-3. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Tu i ówdzie spotyka się jeszcze opinię, że Toni Morrison dostała swoją Nagrodę Nobla, tylko dlatego, że jest czarną kobietą, z czym nie mam ochoty polemizować, dość powiedzieć, że choć (wbrew pozorom!) rzadko kupuję książki, czekając, aż pojawią się w Bibliotece, ile razy pojawia się nowa książka Morrison, biegnę czym prędzej do księgarni. Nie zawiodłem się jeszcze nigdy, choć akurat z "Odruchem serca" mam mały problem, bardzo podobny, jaki gnębił mnie przy lekturze "Zrozumieć życie" Nadine Gordimer. Otóż jest to bardzo porządna literatura, ale jednak trochę wtórna, zawiera wszystko to, co przesądza o wyjątkowości tej pisarki, przynosi jednak rozczarowanie związany z wysokimi oczekiwaniami, jakie mamy wobec tak utalentowanej Autorki.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Ale po kolei. Akcja powieści rozgrywa się w Ameryce Północnej we &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Colonial_history_of_the_United_States"&gt;wczesnym XVII wieku&lt;/a&gt;. Jacob i Rebeca Vaark to dość ubodzy osadnicy, którzy z trudem wiążą koniec z końcem na swojej małej farmie. Do pomocy mają Indiankę Linę, której cała wioska zginęła w epidemii ospy, ciężarną niewydarzoną kobietę imieniem Żałość oraz małą Afrykankę Florens. Nie jest im łatwo: ich dzieci umierają w maleńkości, trzymają się z dala od sąsiadów, którzy są fanatykami religijnymi i na dodatek nie mogą się wzbogacić, bo z przyczyn moralnych nie chcą trzymać niewolników. Jacob, trochę w duchu "zastaw się a postaw się" chce postawić wielki dom, ale w trakcie budowy dopada go tyfus, którym zaraża się także Rebeca. Mała Florens musi wyruszyć w podróż do kowala (będącego zarazem obiektem jej miłości), który będzie umiał uzdrowić jej panią. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Powieść skonstruowana w formie łączącej na przemian monologi Florens biegnącej do kowala z narrację trzecioosobową opowiadającą losy kolejnych postaci (dla ścisłości, na końcu jest jeszcze jeden bardzo szczególny monolog, ale nie będę odbierał PT satysfakcji). Monologi te napisane są nieco dziecinnym, ale nasyconym intensywnością poezji językiem (chociaż chyba ciut zbyt wyrafinowanym jak na bohaterkę), oddającym całkowite opętanie miłością i pożądaniem i zupełne do granic samounicestwienia podporządkowanie kowalowi ("&lt;span style="font-style:italic;"&gt;wiem, że marnieję, gdy odchodzisz, i prostuję się, gdy pani wysyła mnie do ciebie&lt;/span&gt;" - s. 146). Sama akcja powieści zdradza wyraźne pokrewieństwa z innymi powieściami Morrison: po śmierci Jacoba dom staje się zrujnowanym i zapuszczonym schronieniem dla wyrzutków (bo w tym świecie samotna kobieta to wyrzutek), które przypomina tytułowy "Raj". Losy Florens, a zwłaszcza niewyobrażalny wybór, przed jakim staje jej matka, kojarzy się z &lt;span style="font-style:italic;"&gt;opus magnum&lt;/span&gt; Morrison czyli "Umiłowaną".&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Bardzo ciekawą scenerią wydaje mi się sama wczesnokolonialna Ameryka, w której Morrison tropi jakby zarzewia późniejszych (czyli dzisiejszych) kłopotów: marginalizacja mniejszości etnicznych, żądza zysku, rozmaite szajby religijne. Tematem chyba jednak zasadniczym jest to jednak &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Slavery_in_the_United_States"&gt;niewolnictwo&lt;/a&gt;. Z europejskiej perspektywy chyba nie doceniamy powagi tego zagadnienia, w czym zapewne jest pewna domieszka rasizmu (zbrodnia uczyniona czarnym nie jawi się niektórym jako aż tak straszna). Była to jednak szokująca i masowa zbrodnia i zawsze mi się wydawało, że nawet mówienie o czymś takim jak "handel" niewolnikami pomniejsza doniosłość problemu. Morrison nie tylko opisuje same realia niewolnictwa (tego zresztą jest więcej w "Umiłowanej", tu jednak ciekawa obserwacja, że również wolność białych ludzi jest stopniowalna), ale zwłaszcza pokazuje jego wpływ na człowieczeństwo zarówno panów jak i niewolników, konkludując: "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;zagarnięcie władzy nad drugim człowiekiem jest złą rzeczą&lt;/span&gt;" (s. [224]).&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Mam nadzieję, że doczekamy się polskiego tłumaczenia "The bluest eye", która jest moją ulubioną pozycją w dorobku Morrison. A nawiasem mówiąc o tegorocznej noblistce wypowiadałem się tu bardzo przychylnie, więc mogę sobie teraz wyobrażać, jak bardzo wpływowy jest mój blog, aczkolwiek fakt, że Thomas Pynchon do dziś jej nie otrzymał, nieco tę nagrodę kompromituje.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-2189861760240191232?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/2189861760240191232/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=2189861760240191232' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/2189861760240191232'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/2189861760240191232'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2009/10/odruch-serca-toni-morrison.html' title='Odruch serca / Toni Morrison'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SsoVUeW1JbI/AAAAAAAAALk/ZefQBRHMd1I/s72-c/Odruch-Serca_Toni-Morrison,images_big,1,978-83-7359-910-9.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-5662175012652410884</id><published>2009-09-14T21:27:00.006+02:00</published><updated>2009-09-15T20:23:50.513+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Irlandia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='klasyka'/><title type='text'>Stryj Silas / Joseph Sheridan Le Fanu</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/Sq6Zl_wg0aI/AAAAAAAAALc/6FStqCuhv0k/s1600-h/IMG_1265.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 233px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/Sq6Zl_wg0aI/AAAAAAAAALc/6FStqCuhv0k/s320/IMG_1265.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5381407482803442082" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Stryj Silas&lt;/i&gt; / Joseph Sheridan Le Fanu ; przeł. Maciej Kozłowski. - Kraków : Wydawnictwo Literackie, 1987. Ss. 562, ISBN 83-08-01492-5.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Przeczytanie raz na jakiś czas czegoś XIX-wiecznego jest ciekawym przeżyciem czytelniczym. Uzmysławia jak bardzo się zmieniły nawyki autorów, oczekiwania czytelników i czasy w ogólności. Na omawianą tu powieść &lt;a href="Sheridan Le Fanu"&gt;Le Fanu&lt;/a&gt; nie trafiłbym nigdy, gdyby nie urlop w ciepłych krajach, potrzebowałem bowiem książki jednocześnie stosunkowo długiej, raczej lekkiej (intelektualnie, nie fizycznie) i dziejącej się w krainach możliwie zimnych, ciemnych i deszczowych (aby oderwać się myślą od plaży). Z tego oto równania wyszedł mi "Stryj Silas". &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Bohaterka i narratorka powieści, Maud Ruthyn, mieszka ze swoim starym ojcem-odludkiem w wielkiej posiadłości. Po śmierci ojca, na mocy jego ostatniej woli bohaterka zostaje oddana pod opiekę jego bratu, Silasowi. Silas jest wyrzutkiem, głównie z powodu ciążącego nad nim podejrzenia o popełnienie zbrodni. Gest brata ma odkupić go w oczach świata. W testamencie ojca jest jednak klauzula, że jeśli Maud umrze przed 21 urodzinami, stryj Silas przejmie cały jej majątek. Wokół naszej wrażliwej i delikatnej bohaterski zaczynają się dziać rzeczy niepokojące - czy jest to tylko jej paranoja, czy też ktoś czyha na jej życie? &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Intryga kryminalna nie jest niestety skonstruowana ze szczególnym kunsztem. W którejś  powieści Agathy Christie jest genialny pomysł, iż zabójcą okazuje się osoba najbardziej podejrzana od samego początku. Tu jest trochę podobnie, tzn. zakończenie jest tak oczywiste, że aż poniekąd poruszające. Le Fanu bardzo zgrabnie konstruuje dekoracje z typowych elementów &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Gothic_novel"&gt;wiktoriańskiego gotyku&lt;/a&gt;: jest szczypta niesamowitości (ojciec Maud jest wyznawcą &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Swedenborg"&gt;Swedenborga&lt;/a&gt;), zapuszczone zamczysko z labiryntem korytarzy, bohaterka ulegająca "nerwom", atmosfera klaustrofobiczna i mroczna. Tu i ówdzie Autor funduje nam &lt;span style="font-style:italic;"&gt;comic relief&lt;/span&gt; wprowadzając groteskowe postaci wywodzące się z klas niższych, czasem nawet żartuje autoironicznie z samej konwencji, każąc bohaterce czytać powieści &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Ann_Radcliffe"&gt;Ann Radcliffe&lt;/a&gt;. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Pisarze tej epoki podobno widzieli kobiety jako albo anioły albo ladacznice, bez całej sfery pomiędzy. Główna bohaterka niestety jest zbyt ewidentnie produktem męskiej wyobraźni, ze swoim wiernopoddańczym stosunkiem do mężczyzn, kompletnym brakiem rozgarnięcia, jeśli już zdobywa się na jakąś aktywność, czyni to bardziej przez dziecinną przekorą, niż z prawdziwej woli działania, co jest w sumie dość irytujące.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Chociaż jednak Le Fanu to nie żadna Brontë, rzecz czyta się naprawdę przyjemnie, o ile nie ma się przesadnych wymagań. Przy wszystkich zastrzeżeniach powieść jest momentami - co paradoksalne, zważywszy jej "mroczność" - urocza, głównie przez swoją niedzisiejszość.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-5662175012652410884?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/5662175012652410884/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=5662175012652410884' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/5662175012652410884'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/5662175012652410884'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2009/09/stryj-silas-joseph-sheridan-le-fanu.html' title='Stryj Silas / Joseph Sheridan Le Fanu'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/Sq6Zl_wg0aI/AAAAAAAAALc/6FStqCuhv0k/s72-c/IMG_1265.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-3027462461340731759</id><published>2009-09-14T19:12:00.010+02:00</published><updated>2009-09-16T19:08:17.290+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fantasy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Polska'/><title type='text'>Lód / Jacek Dukaj</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/Sq55mpSHPVI/AAAAAAAAALU/5kWxHEeFGfU/s1600-h/1726.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 180px; height: 264px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/Sq55mpSHPVI/AAAAAAAAALU/5kWxHEeFGfU/s320/1726.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5381372309578136914" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Lód&lt;/i&gt; / Jacek Dukaj. - Kraków : Wydawnictwo Literackie, 2007. Ss. 1050, ISBN 978-83-08-03985-4.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Przystępuję do pisania tej notki z pewnym zdenerwowaniem: książka z mnóstwem wątków, szalenie ambitna, frapująca, niebanalna, co gorsza - Autora, który zdaje się mieć oddanych wielbicieli. Z góry proszę, żeby mnie nie linczować wirtualnie jeśli będę na coś narzekał, prawdopodobnie znaczy to, że nie zrozumiałem Autora! Mimo mojej niechęci do fantastyki, akurat ta książka miała u mnie od początku duży kredyt zaufania, choćby ze względu na scenerię syberyjską (która mnie fascynuje, niemal na równi z bałkańską) czy wskazywane przez recenzentów podobieństwa do mojego ukochanego Pynchona.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Akcja powieści rozgrywa się w 1924 roku w alternatywnym świecie, w którym wskutek (jak najbardziej autentycznej!) &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Tunguska_event"&gt;katastrofy tunguskiej&lt;/a&gt; cała Rosja została skuta lodem. Miało to ogromny wpływ na dzieje świata: zmrożenie sprawiło, że nie wybuchła I wojna światowa, a Polska nigdy nie odzyskała niepodległości. Lód pokrywający Rosję nie jest zwyczajną wodą w stanie stałym, ma tą bowiem właściwość, że pod jego "władaniem" zanika wszelka entropia, wszystko (łącznie z ludzkim charakterem i historią) ulega zatrzymaniu, a wszystkim niepodzielnie rządzi logika dwuwartościowa (czyli np. oprócz światła mamy jego równie realne przeciwieństwo - &lt;span style="font-style:italic;"&gt;ćmiatło&lt;/span&gt;). Nie wszystkim jednak podoba się ten stan rzeczy, i tu rozpoczyna się gargantuicznie skomplikowana intryga, w której centrum tkwi polski matematyk-hazardzista Benedykt Gierosławski. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;To, co mnie najbardziej ujęło w tej książce, to eksperymentalna narracja, która nie jest jednak popisem inwencji i słowotoku Autora, ale jest jak najściślej związana z fabułą. Otóż skoro Polska nie odzyskała niepodległości, została zrusyfikowana, toteż język powieści jest czymś w rodzaju mieszanki polsko-rosyjskiej. Skoro w Lodzie wszystko jest obiektywne i jednoznaczne, bohater zamiast opowiadać w subiektywnym "ja" używa trzeciej osoby (tak właśnie! ogromna część książki napisana jest w stylu &lt;span style="font-style:italic;"&gt;wyciągnęło się&lt;/span&gt;... &lt;span style="font-style:italic;"&gt;się zaparło się&lt;/span&gt;..., ciekawa gra z naszymi przyzwyczajeniami!). Wreszcie narrację zdobi mnóstwo neologizmów opisujących pod-lodową rzeczywistość, niektóre z nich wywołujące nieoczekiwane skojarzenia jak &lt;span style="font-style:italic;"&gt;soplicowo&lt;/span&gt; czyli gniazdo &lt;span style="font-style:italic;"&gt;lutych&lt;/span&gt;, przedziwnych stworów żyjących w strefie zimy.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Autor, oprócz inteligentnych zabaw językowych - że tak to banalnie określę - olśniewa swoją erudycją, zaludniając powieść wieloma autentycznymi postaciami (&lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Nikola_Tesla"&gt;Nikolai_Tesla&lt;/a&gt;, Piłudski, Kotarbiński), nawiązując do przeróżnych zjawisk duchowo-intelektualnych (rozliczne rosyjskie sekty, myśl &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Nikolai_Berdyaev"&gt;Mikołaja Bierdajewa&lt;/a&gt;, mitologia ludów Syberii), faktów historycznych (przeróżne ruchy polityczne, dążenie do niepodległości Syberii). Zdarzają się też dowcipne aluzje literackie, jak choćby moment, gdy jeden z bohaterów stwierdza, że "Chińczycy trzymają się mocno".&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Z pewnością najwięcej refleksji poświęcone jest w powieści Historii. Spróbujmy sobie wyobrazić, wydaje się proponować Autor, że Historia jest siłą realną ale niewidzialną, tak jak powiedzmy przyspieszenie, zaś po pojawieniu się Lodu panuje "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;fałsz Historji zamrożonej wbrew konieczności dziejów&lt;/span&gt;" (s. 185). Takie spojrzenie wydaje mi się dość ironicznym spojrzeniem na polską obsesję na punkcie historii, w której widzimy dla siebie jakieś wyjątkowe miejsce. Podobnie zresztą jak fakt, że pisząc o Syberii Autor nie pokazuje wcale Polaków jako zesłańców w kajdanach, a raczej jako odnoszących sukcesy ludzi biznesu (co jest równie prawdziwe). W ogóle zawsze byłem przekonany, że polska fantastyka jest bez wyjątku prawicowa, a tu jest fantastyka inteligentna (co jak wiadomo jest głównym zaprzeczeniem prawicowości). Można więc, rozważając te kwestie, śledzić szaloną i sensacyjną fabułę, ale największą przyjemnością jest chyba smakowanie tego fantastycznie wykreowanego świata. Na koniec, wiem, że rzadko odwołuję się na blogu do czegoś innego niż książki, ale ten oto &lt;a href="http://vienna-pyongyang.blogspot.com"&gt;blog&lt;/a&gt; zafascynował mnie i chyba nawet wiąże się trochę z "Lodem" Dukaja, choćby przez wątek Kolei Transsyberyjskiej.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-3027462461340731759?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/3027462461340731759/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=3027462461340731759' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/3027462461340731759'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/3027462461340731759'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2009/09/lod-jacek-dukaj.html' title='Lód / Jacek Dukaj'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/Sq55mpSHPVI/AAAAAAAAALU/5kWxHEeFGfU/s72-c/1726.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-7372848409813020536</id><published>2009-09-08T22:20:00.007+02:00</published><updated>2009-09-15T18:43:24.810+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nobliści'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Australia'/><title type='text'>Oko cyklonu / Patrick White</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/Sqa9JpH5paI/AAAAAAAAALM/ALdw_1RTMX8/s1600-h/oko+cyklonu.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 215px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/Sqa9JpH5paI/AAAAAAAAALM/ALdw_1RTMX8/s320/oko+cyklonu.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5379194778296100258" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Oko cyklonu&lt;/i&gt; / Patrick White ; przeł. Maria Skibniewska. - Warszawa : Państwowy Instytut Wydawniczy, 1976. Ss. 731. Seria: (Współczesna Proza Światowa).&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Powrót na bloga po urlopowej przerwie zaznaczam niniejszym notką na temat jednego z moich ulubionych pisarzy. Jest to bodaj czwarta powieść White'a jaką czytam i muszę przyznać, że podobała mi się najmniej z nich wszystkich, ale za to - co potwierdza moją teorię, że nie ma nic ciekawszego niż słabsze książki wybitnych pisarzy - pozwoliła mi wyróżnić, co jest pewnym wątkiem raz po raz w twórczości australijskiego noblisty powracającym. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Bohaterka powieści, &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Elizabeth&lt;/span&gt; Hunter, niegdyś piękna, ciągle bardzo bogata, jako otępiała staruszka dożywa swych dni pod opieką trzech pielęgniarek. Ponieważ jej odejście zdaje się być kwestią tygodni, do Australii zjeżdżają jej dzieci - z Anglii syn &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Basil&lt;/span&gt;, wybitny aktor, a prywatnie kabotyn z kryzysem wieku średniego, z Francji córka &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Dorothy&lt;/span&gt; - była żona francuskiego arystokraty, osoba egoistyczna i tak pusta, że aż ją samą to zdumiewa.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;White zgodnie ze swoją stałą metodą pisarską próbuje - w tym wypadku przez liczne nielinearne retrospekcje i strumienie świadomości poszczególnych postaci - pokazać życie człowieka w jego całości, od początku do końca, opisując jego kluczowe momenty i czynniki, które ukształtowały osobowość konkretnej postaci. W centrum znajduje się sama Elizabeth, piękna i fascynująca gwiazda sydneyskiej socjety, a zarazem osoba mająca, wskutek siły swojego charakteru, destrukcyjny i przytłaczający wpływ na swoich bliskich. Kłopot polega na tym, że trzy wydawałoby się kluczowe postaci są niezbyt przekonywujące, a z pewnością tak niesympatyczne, że czytanie o nich wzbudza pewną irytację. Właściwie tylko po postaciach drugiego planu (zwłaszcza po trzech pielęgniarkach) widać, z jak świetnym pisarzem mamy do czynienia. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Tytuł powieści można, jak sądzę, zinterpretować na dwa sposoby. Po pierwsze, sama pani Hunter jest takim okiem cyklonu: wokół niej wszyscy przeżywają załamania i dramaty, knują intrygi, romansują, kochają, zdradzają, a ona sama jest z tego kompletnie wyłączona. Po drugie, stanowi to nawiązanie do pewnego epizodu z życia Elizabeth, gdy podczas cyklonu doznaje ona epifanii, na moment objawia jej się całkiem inna rzeczywistość. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;I właśnie to jest wspomniany na początku &lt;span style="font-style:italic;"&gt;leitmotiv&lt;/span&gt; White'a - pisze on o ludziach, którzy nie będąc wcale niezwykłymi, potrafią jednak doznać objawień, całkiem świeckich, ale jednak niezwykłych, chociaż otoczeni są wstrętną, prymitywną, skupioną wyłącznie na pozorach, konsumpcji i taniej rozrywce Australią. Również - chociaż w mniejszym natężeniu - White dokonuje wiwisekcji literackiej zjawiska bycia-synem/-córką, traktując (tym razem) swoich bohaterów z bardzo gorzką złośliwością. Na &lt;a href="http://arts.abc.net.au/white/"&gt;ciekawej stronie&lt;/a&gt; wyczytałem, że o geniuszu White'a świadczy to, jak proste i nijakie życie prostych i nijakich ludzi potrafi przedstawić jako wzniosłą metafizyczną epopeję. Są i w "Oku..." takie właśnie momenty. Podsumowując, jeśli ktoś chce się zabrać  do White'a, to od innej strony, a ci, którzy już połknęli bakcyla, to i owo dla siebie znajdą z pewnością.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-7372848409813020536?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/7372848409813020536/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=7372848409813020536' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/7372848409813020536'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/7372848409813020536'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2009/09/oko-cyklonu-patrick-white.html' title='Oko cyklonu / Patrick White'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/Sqa9JpH5paI/AAAAAAAAALM/ALdw_1RTMX8/s72-c/oko+cyklonu.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-7926788529848979717</id><published>2009-08-17T19:35:00.004+02:00</published><updated>2009-08-19T17:56:24.717+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nobliści'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bałkany'/><title type='text'>Konsulowie ich cesarskich mości / Ivo Andrić</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SomVSz2S9JI/AAAAAAAAALE/wjDQzrtAcPQ/s1600-h/konsulowie.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 210px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SomVSz2S9JI/AAAAAAAAALE/wjDQzrtAcPQ/s320/konsulowie.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5370988181004154002" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Konsulowie ich cesarskich mości&lt;/i&gt; / Ivo Andrić. - Łódź : Wydawnictwo Łódzkie, 1977. Ss. 577. Seria: (Biblioteka Jugosłowiańska).&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Zajrzałem do omawianej tu książki skuszony nieco nazwiskiem Autora i faktem, że akcja powieści dzieje się w Bośni, który to zakątek Europy mnie niezmiennie fascynuje. Na blogu pisałem swego czasu o rewelacyjnej książce "Derwisz i śmierć". Nie da się chyba powiedzieć o Andriciu, że był Bośniakiem (chociaż jak to zwykle bywa w przypadku Bałkanów sprawa jest skomplikowana), ale na pewno akcje jego książki często właśnie wokół Bośni krąży - a Trawnik, w którym rozgrywają się opisane w powieści wydarzenia, jest zresztą miejscem urodzin pisarza. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Akcja powieści obejmuje lata 1807-1814. Z uwagi na newralgiczne położenie Bośni, mocarstwa europejskie decydują się założyć konsulaty w Trawniku. Najpierw przybywa Francuz Jean Daville, tuż po nim Austriak von Mitterer. Na przestrzeni lat obserwujemy obowiązki służbowe dyplomatów, ich troski i radości rodzinne, kłopoty z aklimatyzacją w tym jakże dziwnym dla nich miejscu. W Trawniku rządzą Turcy, a mieszkają Bośniacy-muzułmanie, Chorwaci-katolicy, Serbowie-prawosławni, Żydzi sefardyjscy i Cyganie. Wszyscy nie cierpią siebie nawzajem, a wobec gości z Zachodu też okazują tylko prawie nie maskowaną wrogość.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Bodaj największą radość przy czytaniu sprawiają niezwykle barwne postaci zaludniające trawnicki światek. Obok Daville'a, nieco zagubionego marzyciela i grafomana, sztywnego po wojskowemu von Mitterera mamy całą galerię dość oryginalnych pracowników konsulatów i zupełnie przedziwną menażerię obsługującą dwór wezyrów. Gdzieś w oddali toczy się także wielka historia: z jednej strony wojny napoleońskie, z drugiej - co jest nieco mniej znanym faktem - &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/History_of_the_Serbian-Turkish_wars"&gt;powstania serbskie&lt;/a&gt; przeciwko Turcji.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Chociaż za Andricia pewnie nawet nie było takiego terminu, nie da się ukryć, że "Konsulowie..." to powieść o zderzeniu kultur. Europejczycy ze swoją zachodnią mentalnością nie dają rady przeniknąć rzeczywistości bośniackiej, nie rozumieją wszechobecnej przemocy i fatalizmu obecnemu w postawach miejscowej ludności. Warto zauważyć, że najbardziej pożałowania godne są w powieści postaci nie przynależące nigdzie, nie dające się przyporządkować do żadnego narodu czy religii, jak tłumacz Rotta czy lekarz Cologni. Europejczycy rzuceni na bałkańskie wygnanie, mogą właściwie liczyć tylko na siebie nawzajem, jednak przy zachowaniu niezbędnych dyplomatycznych form gdy np. ich kraje znajdą się w stanie wojny. Wszystko to okraszone jest mnogością świetnych epizodów z życia codziennego Bośni i zanurzone w przyjemnie nostalgicznej atmosferze, lekkim smutku ale bez szczególnego tragizmu, rozładowywanej tu i ówdzie komicznymi epizodami jak audiencje dyplomatów u kolejnych wezyrów. Pobrzmiewa w "Konsulach..." tak jak we wspomnianej na początku powieści Selimovicia nuta fatalizmu w odniesieniu do Bośni, przekonanie, że tam zawsze będzie źle i nic się nigdzie nie zmieni. W wymownej ostatniej scenie staruszkowie konstatują, że "konsulowie" do Bośni przychodzą i odchodzą, a wszystko trwa po staremu, można powiedzieć że po dziś dzień, ale to pewnie nazbyt efekciarskie stwierdzenie. Polecam ciekawy artykuł &lt;a href="http://pogranicze.sejny.pl/archiwum/krasnogruda/pismo/7/swiece/wierzbic.htm"&gt;tutaj&lt;/a&gt;, gorąco zachęcam do lektury i żegnam się przed drugą częścią urlopu, z której wracam we wrześniu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-7926788529848979717?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/7926788529848979717/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=7926788529848979717' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/7926788529848979717'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/7926788529848979717'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2009/08/konsulowie-ich-cesarskich-mosci-ivo.html' title='Konsulowie ich cesarskich mości / Ivo Andrić'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SomVSz2S9JI/AAAAAAAAALE/wjDQzrtAcPQ/s72-c/konsulowie.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-5397875707558963460</id><published>2009-08-06T20:51:00.003+02:00</published><updated>2009-08-10T19:21:39.986+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wojna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Francja'/><title type='text'>Francuska suita / Irène Némirovsky</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/Snsm2qMlRTI/AAAAAAAAAK8/sxlnFTaB9B0/s1600-h/francuska+suita.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 199px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/Snsm2qMlRTI/AAAAAAAAAK8/sxlnFTaB9B0/s320/francuska+suita.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5366926101423932722" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Francuska suita&lt;/i&gt; / Irène Némirovsky ; z fr. przeł. Hanna Pawlikowska-Gannon. - Warszawa : Albatros Wydawnictwo A. Kuryłowicz, 2006. Ss. 445, ISBN 978-83-7359-319-0. Seria: (Pi).&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Wierni czytelnicy tego bloga (są takowi?) wiedzą, że nie lubię grzebania w życiorysach pisarzy i interpretowania dzieła przez pryzmat takich czy innych cech ich Autorów. W wypadku omawianej tu książki okoliczności są jednak tak niezwykłe, że warto je przywołać. &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Ir%C3%A8ne_N%C3%A9mirovsky"&gt;Irène Némirovsky&lt;/a&gt;, rosyjska Żydówka, która w młodym wieku wyemigrowała do Francji, gdzie zdobyła spory rozgłos jako pisarka (należąca zatem do elitarnego grona pisarzy tworzących nie w swoim pierwszym języku), znalazłszy się pod okupacją nazistowską rozpoczęła pisanie zbeletryzowanej kroniki okupacji Francji. Z zaplanowanych pięciu części zdołała ukończyć dwie nim została zamordowana przez Niemców. Ich rękopis przetrwał wojnę i został opublikowany po 62 latach od napisania. Przyznam, że ciężko w to uwierzyć, zważywszy jak dobrze rzecz jest napisana Być może to zasługa redakcji, być może faktycznie swoisty literacki cud. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Część pierwsza, "&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Czerwcowa burza&lt;/span&gt;" to, nazwijmy to tak, mini-epopeja, która na przykładzie około tuzina bohaterów rejestruje losy Francuzów po wkroczeniu armii niemieckiej. Bohaterowie stają wobec sytuacji, gdy ich pozycja społeczna i majątek stają się nagle bez znaczenia, gdy wokół panuje niepewność jutra i pleni się zdziczenie i walka o przetrwanie. Wojna wyzwala w bohaterach najgorsze instynkty i tylko małżeństwu Michaud'ów udaje się ocalić godność w trudnych czasach. Część druga, "&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Dolce&lt;/span&gt;", bazuje na pomyśle okropnie wprost kiczowatym: w małym miasteczku oficer Wehrmachtu nawiązuje tajemny romans z Francuzką, której niekochany mąż przebywa w obozie jenieckim. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Obie części napisane są świetnie i choć można zarzucić Autorce skłonność do stosowania dość grubej kreski i nieco za mocnych efektów, powieść pochłania się znakomicie. Czytelnik polski uśmiechnie się nieraz z politowaniem nad opisem tej okupacji, która, zwłaszcza w "Dolce" jawi się jako całkiem przyjemna: Niemcy są grzeczni i sympatyczni, szanują francuskie kobiety i zdejmują czapkę przed zdjęciem pana domu poległego w I Wojnie! Także z polskiego punktu widzenia dziwna (choć pewnie podyktowana względami biograficznymi, o czym proszę poczytać na Wiki) jest kompletna nieobecność "kwestii żydowskiej". &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Może to niezbyt ładna uwaga zważywszy tragiczny los Autorki, ale niedokończenie powieści daje ciekawy efekt czytelniczy. Możemy wyłapywać obecne tu i ówdzie potknięcia i niekonsekwencje, widzimy jasno, że opisane wydarzenia to zaledwie preludium do większej całości (o której jakieś pojęcia dają notatki Autorki w aneksie), no i mamy świadomość, że opisane wydarzenia były inspirowane bieżącymi wydarzeniami. I chociaż powieść jest zapewne znana bardziej ze swego kontekstu niż z wartości artystycznej, jest jak sądzę godna polecenia.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-5397875707558963460?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/5397875707558963460/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=5397875707558963460' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/5397875707558963460'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/5397875707558963460'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2009/08/francuska-suita-irene-nemirovsky.html' title='Francuska suita / Irène Némirovsky'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/Snsm2qMlRTI/AAAAAAAAAK8/sxlnFTaB9B0/s72-c/francuska+suita.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-7670662296457775098</id><published>2009-08-06T20:46:00.004+02:00</published><updated>2009-08-10T18:51:53.910+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Austria'/><title type='text'>Przegrany / Thomas Bernhard</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SnsljwCfkvI/AAAAAAAAAK0/G1F829zoT9A/s1600-h/przegrany.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 214px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SnsljwCfkvI/AAAAAAAAAK0/G1F829zoT9A/s320/przegrany.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5366924677063086834" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Przegrany&lt;/i&gt; / Thomas Bernhard ; przeł. i posł. opatrzył Marek Kędzierski. - Warszawa : Czytelnik, 2002. Ss. 206, ISBN 83-07-02893-0. Seria: (Nike).&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;"Przegrany" to druga powieść Thomasa Bernharda, która pojawia się na niniejszym blogu. Zaliczana do szczytowych osiągnięć Autora, wywiera istotnie ogromne wrażenie swoją precyzją intelektualną i kunsztem stylu, co jest dość ironiczne, zważywszy że tematem książki jest niedoskonałość, mierność i marność. Opatrzona przez Tłumacza ciekawym posłowiem zachwyci każdego germanofila, a i reszta świata nie powinna poczuć się zawiedziona.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Bohaterami "Przegranego" są trzej pianiści: nieznany nam z imienia narrator, Wertheimer oraz postać autentyczna - &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Glenn_gould"&gt;Glenn Gould&lt;/a&gt;. Trzej panowie poznali się na studiach muzycznych w Salzburgu, niestety kontakt z kanadyjskim geniuszem fortepianu (a ściślej już z samą jego interpretacją "Wariacji Goldbergowskich" Bacha) skończył się dla dwóch z nich klęską. Przytłoczeni talentem kolegi, nie widzą dalszego sensu w uprawianiu muzyki. Narrator wyjeżdża do Hiszpanii, gdzie oddaje się "humanistyce" starając się napisać dzieło, w którym zdołałby opisać Goulda. Wertheimer zamyka się w swojej posiadłości, gdzie przez lata znęca się psychicznie nad siostrą. Gdy ta ucieka od niego (poprzez małżeństwo) do Szwajcarii, Wertheimer wiesza się niedaleko jej domu.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Ta smutna historia opowiedziana jest przez Bernharda w cudownie przemyślny sposób, który Tłumacz w posłowiu przyrównuje do konstrukcji wspomnianego Bachowskiego dzieła. Narrator po pogrzebie idzie do gospody, gdzie niegdyś chadzał z przyjacielem, rozmawia z właścicielką, następnie idzie do pokoju Wertheimera, być może licząc, że znajdzie tam notatki, które ten przez całe życie prowadził. Jednocześnie snuje historie z różnych poziomów przeszłości, rozdzielając ten monstrualny jednoparagrafowy wywód okazjonalnymi wtrąceniami typu "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;pomyślałem&lt;/span&gt;", które pozwalają się rozeznać, na jakim poziomie biegnie aktualnie narracja.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Tytułowym "przegranym" jest oczywiście Wertheimer, którego dramat polega na tym, że nie potrafi pogodzić się z brakiem geniuszu. "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Wszystko u Wertheimera było zawsze wyłącznie tylko podpatrzone i podrobione &lt;/span&gt;(...) &lt;span style="font-style:italic;"&gt;tylko jego samobójstwo okazało się w końcu oryginalne&lt;/span&gt;" (s. 99). Samobójstwo to staje się zresztą przedmiotem zazdrości narratora, który zmuszony jest dalej żyć z poczuciem klęski. Obaj bohaterowie mają zresztą dość specyficzne poczucie moralności, obaj pogardzają ludzkością z całych sił, stawiając na piedestale sztukę, a właściwie muzykę. Nieco autystyczny Gould, ze swoim talentem który ujawnia się jakby mimochodem, ośmiesza ich wzniosłe ideały na każdym kroku. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Powieść napisana jest przepięknie, z często podkreślaną przez krytykę "muzycznością" frazy, chociaż nagromadzenie samonienawiści, żółci, goryczy, gniewu i frustracji może być dla niektórych ciężko przyswajalne. Dla miłośników biografistyki ważne zastrzeżenie, że na poziomie faktograficznym powieść nie ma wiele wspólnego z życiorysem Goulda, Bernhard wręcz ostentacyjnie przekręca podstawowe fakty. Zresztą jego narrator też pewnie gardziłby biografistyką, która nieuchronnie trywializuje wielkich ludzi. Na koniec, nie odmówię sobie zamieszczenia linku do tylekroć przywoływanego utworu, licząc, że kontakt z nim dla PT Czytelników nie skończy się tak źle jak dla bohaterów - &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=g7LWANJFHEs"&gt;tu&lt;/a&gt;!.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-7670662296457775098?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/7670662296457775098/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=7670662296457775098' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/7670662296457775098'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/7670662296457775098'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2009/08/przegrany-thomas-bernhard.html' title='Przegrany / Thomas Bernhard'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SnsljwCfkvI/AAAAAAAAAK0/G1F829zoT9A/s72-c/przegrany.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-7442957180562990960</id><published>2009-07-12T20:35:00.006+02:00</published><updated>2009-07-13T10:07:04.183+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nobliści'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nagroda Bookera'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='UK'/><title type='text'>W wolnym kraju / V. S. Naipaul</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SlotKens_0I/AAAAAAAAAKs/ykYVpxE8P4g/s1600-h/DSCF2493.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 205px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SlotKens_0I/AAAAAAAAAKs/ykYVpxE8P4g/s320/DSCF2493.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5357644364752158530" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;W wolnym kraju&lt;/i&gt; / V. S. Naipaul ; [przeł. Maria Zborowska]. - Warszawa : Książka i Wiedza, 1974. Ss. 306.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Nie jestem pewien, czy tag "UK" przy powieści autorstwa &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/V._S._Naipaul"&gt;V. S. Naipaula&lt;/a&gt;, ale chyba trudno w miarę zwięźle a jednocześnie możliwie szeroko określić jego narodowość. Równie kłopoliwe jest czy można uznać "W wolnym kraju za powieść" skoro są to w zasadzie trzy nie powiązane ze sobą opowiadania spięte klamrą narracyjną. Może nazywanie utworu "powieścią" ma uzmysłowić nam, że wszystkie historie się jakoś nawzajem naświetlają, może jest to coś w stylu "Dzikich palm" Faulknera, że postawienie historii obok siebie ma być prowokacyjną zagadką. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Jak się rzekło, na książkę składają się trzy opowiadania oraz epilog i prolog określane jako "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;z dziennika&lt;/span&gt;". Z łatwością możemy sobie wyobrazić, że te scenki ze statku i ulic Egiptu, rzeczowo opisane przez beznamiętnego narratora faktycznie pochodzą z podróżnego dziennika Autora. Bohaterem pierwszego opowiadania "&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Jeden z wielu&lt;/span&gt;" jest Santosh, służący bogatego Hindusa, który za swoim panem wyprowadza się z Indii do USA. Osamotniony i przytłoczony nowym krajem, porzuca swojego &lt;span style="font-style:italic;"&gt;sahiba&lt;/span&gt; i zaczyna pracować w indyjskiej restauracji. Aby zapewnić sobie legalny pobyt, poślubia dość przypadkową Afroamerykankę. W drugim opowiadaniu "&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Powiedz mi kogo zabić&lt;/span&gt;" widzimy rodzinę karaibskich Hindusów zazdroszczącą kuzynowi, którego syn wyjechał się kształcić do Kanady. Dwóch braci zainspirowanych jego przykładem wyjeżdża do Londynu: jeden się kształci, drugi prowadzi budkę z przysmakami. Okazuje się jednak, że pierwszy tylko przesiaduje na ławce udając że się uczy, a drugi zabija wyrostka awanturującego się w jego przybytku. Ostatnie opowiadanie, "&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;W wolnym kraju&lt;/span&gt;" dzieje się w afrykańskim kraju, który dopiero co uzyskał niepodległość. Biały urzędnik Bobby odwozi Lindę do jej męża w sąsiednim kraju. Po drodze obserwują zmiany spowodowane niepodległością i powoli ale nieubłaganie eskalującą przemoc. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Jak łatwo się zorientować po powyższych stwierdzeniach, tematyką opowiadań jest gorzka cena, jaką płaci się za wolność, czy to jednostkową czy całego kraju. Autor pokazuje też cierpienie i niezrozumienia będące skutkiem zderzenia kultur, a także rozważa subtelności relacji "pan i podwładny" w kontekście społeczeństw kolonialnych. Z tym związany jest poniekąd problem konfliktów rasowych między czarnymi, białymi a Hindusami. Opowiadania chyba są też trochę obrazem, a może nawet proroczą wizję, świata w którym nastąpiło ogromne zagęszczenie kontaktów między ludźmi z różnych kultur, którzy mijają się kompletnie nie rozumiejąc siebie nawzajem. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Z noblistami jak wiadomo różnie bywa, trzeba jednak przyznać, że opowiadania te są bez wyjątku świetne, aż żałuję, że sięgnąłem po Naipaula tak późno. Opowiadania o Afryce co prawda bardzo przypomina "Gościa honorowego" &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Nadine_Gordimer"&gt;Nadine Gordimer&lt;/a&gt;, przez co wydało mi się mniej świeże niż pozostałe, ale za to dwa pierwsze opowiadania z pierwszoosobowym narratorem, który jest tylko prostym Hindusem i chciałby tylko mieć spokój, a wszystko się sprzysięga przeciwko niemu, robią piorunujące wrażenie. Ciekawe, czy klienci Polskiego Komitetu Pomocy Społecznej w Puławach (który naniósł pieczątki swojej biblioteki na mój egzemplarz) też byli zadowoleni, ja rekomenduję gorąco.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-7442957180562990960?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/7442957180562990960/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=7442957180562990960' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/7442957180562990960'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/7442957180562990960'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2009/07/w-wolnym-kraju-v-s-naipaul.html' title='W wolnym kraju / V. S. Naipaul'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SlotKens_0I/AAAAAAAAAKs/ykYVpxE8P4g/s72-c/DSCF2493.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-4466636482082758974</id><published>2009-07-09T21:44:00.005+02:00</published><updated>2009-07-10T10:01:39.249+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kryminał'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Iberoameryka'/><title type='text'>Kto zabił Palomina Molero? / Mario Vargas Llosa</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SlZJKXOiWkI/AAAAAAAAAKk/MoHJP38Mlmk/s1600-h/83-7120-244-X.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 209px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SlZJKXOiWkI/AAAAAAAAAKk/MoHJP38Mlmk/s320/83-7120-244-X.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5356549249186290242" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Kto zabił Palomina Molero?&lt;/i&gt; / Mario Vargas Llosa ; przeł. Enrique Porcel Ortega. - Poznań : Rebis, 1998. Ss. 141, ISBN 83-7120-244-X. Seria: (Salamandra).&lt;?br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Urlop trwa w najlepsze, a skoro urlop, to nie może obyć się bez kryminału. Przyznam szczerze, że powieść mnie odrobinę zawiodła. Oczywiście powieść połyka się od razu w dwie-trzy godziny (pewnie Vargas Llosa pisał ją niewiele dłużej), ale jak na pisarza takiej klasy chyba spodziewałem się czegoś bardziej zajmującego. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Jak to przy kryminałach, lepiej za dużo nie pisać o fabule. Zwróćmy raczej uwagę na mistrzostwo pisarskie Llosy. W rozdziale pierwszym, który ma dwie i pół strony (!) Autor sygnalizuje wszystkie ważne wątki w powieści: trup (młodziutki śpiewak boler Palomino Molero), baza wojskowa, tereny roponośne we władaniu &lt;span style="font-style:italic;"&gt;gringos&lt;/span&gt;. Poznajemy naszych &lt;span style="font-style:italic;"&gt;good guys&lt;/span&gt; czyli policjantów Litumę i Silvę, a jeszcze do tego mamy dwa kapitalne obrazki z pastuszkiem kóz i taksówkarzem. Na dwóch i pół strony! Mistrzostwo stylu cechuje zresztą i inne powieści Peruwiańczyka i widoczne jest nawet w takim drobiazgu jak niniejszy kryminał. &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Jak to bywa w kryminałach, równie ważna jak śledztwo jest sceneria: nadmorski departament Piura a przede wszystkim Peru na początku lat 50-tych (a więc czasy dyktatury &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Manuel_A._Odría"&gt;Odrii&lt;/a&gt;, opisane także w "Rozmowie w Katedrze"). Kraj, gdzie Amerykanie mają swoje strefy do których Peruwiańczycy nie mają wstępu, porozcinany barierami klasowymi i etnicznymi (na białych, metysów i Indian), przeżarty korupcją, gdzie zwykli ludzie żyją w strachu i nikt nie ufa policji i państwu. Najdobitniej świadczy o tym fakt, że kiedy zbrodnia zostaje wyjaśniona, ludzie z miasteczka i tak wiedzą swoje, wietrzą spisek za którymi stoją "grube ryby". &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Można się czepiać, że jak na kryminał, postaci są nieco bezbarwne. Z pewnością wyrazisty jest Silva, opętany pożądaniem tłuściutkiej żony rybaka, którego perypetie funkcjonują jako &lt;span style="font-style:italic;"&gt;comic relief&lt;/span&gt;. Lituma natomiast jest dosyć nijaki (może dlatetgo, że dopiero się uczy pracy policyjnej), co gorsza niewiele ciekawsi są &lt;span style="font-style:italic;"&gt;bad guys&lt;/span&gt;. W sumie świetna pozycja na popołudnie na hamaku.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-4466636482082758974?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/4466636482082758974/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=4466636482082758974' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/4466636482082758974'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/4466636482082758974'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2009/07/kto-zabi-palomina-molero-mario-vargas.html' title='Kto zabił Palomina Molero? / Mario Vargas Llosa'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SlZJKXOiWkI/AAAAAAAAAKk/MoHJP38Mlmk/s72-c/83-7120-244-X.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-3209071378470958266</id><published>2009-07-06T12:35:00.003+02:00</published><updated>2009-07-06T22:41:42.167+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='UK'/><title type='text'>Miły i dobry / Iris Murdoch</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SlHT17E0u_I/AAAAAAAAAKc/94GG5zASit4/s1600-h/mid.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 222px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SlHT17E0u_I/AAAAAAAAAKc/94GG5zASit4/s320/mid.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5355294355264682994" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Miły i dobry&lt;/i&gt; / Iris Murdoch ; przeł. Aldona Biała. - Gdańsk : Wydawnictwo Atext, 1994. Ss. 343, ISBN 83-85156-46-1.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Pierwszy dzień urlopu i już udało mi się dokończyć dawno zaczętą powieść jednej z moich ulubionych pisarek. Jest to klasyczny przykład (polecam moje niegdysiejsze uwagi do "Pani Wyroczni" Margaret Atwood) kiepściutkiej powieści dobrego pisarza, a więc w gruncie rzeczy bardzo ciekawe zjawisko.&lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Jak zwykle bywa u Iris Murdoch, mamy znaczną ilość postaci (z których znaczna część ze sobą sypia w najróżniejszych konfiguracjach). Ośrodkiem, gdzie skupiają się losy postaci jest nadmorski dom &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Kate&lt;/span&gt; i &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Oktawiana&lt;/span&gt;, pod których czułymi skrzydłami znajdują schronienie rozmaici rozbitkowie życiowi: brat Oktawiana &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Theo&lt;/span&gt; z niejasnymi przygodami duchowymi zaszłymi w Himalajach, rozwiedziona znajoma &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Paula&lt;/span&gt; z dwójką dzieci, &lt;span style="font-style:italic;"&gt;survivor&lt;/span&gt; obozu koncentracyjnego &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Willy&lt;/span&gt; i inni. Nieco na marginesie tej komuny (choć subtelnie powiązany ze wszystkimi w niej) pozostaje &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;John Duncan&lt;/span&gt;, wysoki urzędnik, któremu zostaje zlecone przeprowadzenie śledztwa w sprawie samobójstwa jednego z jego współpracowników.     &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;Równolegle obserwujemy więc śledztwo (gdzie mamy czarną magię, szantaż i zbrodnię a nawet UFO!) oraz perypetie miłosne mieszkańców społeczności. W obu tych częściach daje się zauważyc upodobanie Murdoch do tandetnych fabularnych rozwiązań rodem z literatury brukowej. Niestety, podobnie jak Woody Allen potrafi zawrzeć wiele mądrości w swoich komediach, a w dramatach raczej przynudza, Murdoch pisząc o sprawach tak bulwersujących ponosi kompletną porażkę, a wypada najlepiej w scenach, które można by umownie określić jako "intelektualne rozmowy przy herbacie". &lt;/br&gt;&lt;/br&gt;&lt;br /&gt;U Murdoch fikcja służy rozważeniu jakiegoś problemu filozoficzno-etycznego. Otóż problem jest taki, że do Johna Duncana przylgnął "w&lt;span style="font-style:italic;"&gt;izerunek człowieka dobrego, towarzyszący mu zawsze, choćby postępował podle&lt;/span&gt;" (s. 246). Jak bowiem odróżnić (tytułowe, ale zagubione w przekładzie) "to co dobre" od "tego co miłe", etyczne dobro od uprzejmości czy poczucia obowiązku, zarówno u innych jak i u samego siebie? Warto nad tym podumać, ale nie ma tu żadnych literackich przysmaków znanych z powieści "Dzwon" czy "Morze, morze". Odnotowuję z blogowego (bloggerskiego?) obowiązku, raczej nie polecając.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6925784357267579255-3209071378470958266?l=subiektywnerecenzje.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/feeds/3209071378470958266/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=6925784357267579255&amp;postID=3209071378470958266' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/3209071378470958266'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6925784357267579255/posts/default/3209071378470958266'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://subiektywnerecenzje.blogspot.com/2009/07/miy-i-dobry-iris-murdoch.html' title='Miły i dobry / Iris Murdoch'/><author><name>m.k.e.</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04695099667357536951</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkuhbuKqkXI/AAAAAAAAAJ0/EDMX6aQcZR8/S220/0,1020,163905,00.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SlHT17E0u_I/AAAAAAAAAKc/94GG5zASit4/s72-c/mid.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6925784357267579255.post-4496183789031953822</id><published>2009-07-01T19:48:00.005+02:00</published><updated>2009-07-05T11:54:26.992+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='USA'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='klasyka'/><title type='text'>Ambasadorowie / Henry James</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_63ulifzrRd0/SkulsybvBiI/AAAAAAAAAKU/R3
